wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 9

- Jesteś pewien, że wiesz jak użyć tego czegoś? – zapytałam, patrząc na teleskop.
Cam posłał mi spojrzenie przez ramię. – Co? Ty nie?
- Nie.
- Nie uważałaś w klasie, kiedy Drage mówił o tym i obrazujących kamerach?
Skrzyżowałam ramiona. – Ty rysowałeś obsadę Duck Dynasty, kiedy o tym mówił.
Zaśmiał się, odwracając z powrotem do teleskopu i zaczął regulować gałki, przyciski i inne rzeczy, których nie mogłam sobie przypomnieć. – Słuchałem.
- Aha. – Przesunęłam się bliżej, wykorzystując jego ciało, jako tarczę przed zimnym wiatrem smagającym przez dach Byrd Center. – Tak naprawdę jesteś bardzo dobrym artystą.
- Wiem.
Przewróciłam oczami, lecz naprawdę był. Szkice były niepokojąco żywe, brody również.
Pochylił się, przesuwając lewarek. – Używałem teleskopu raz czy dwa w moim życiu.
- To już przypadkowe.
- Dobra. Używałem go, kiedy wcześniej miałem klasę – poprawił się, posyłając mi szybki uśmiech, gdy się wyprostował. Odchylając głowę, sprawdził ciemne niebo. – Rany, nie wiem, czy będziemy w stanie coś zobaczyć zanim nadejdą chmury.
Podążając za jego wzrokiem, skrzywiłam się. Intensywne, burzliwe chmury przesłaniały większość nocnego nieba. W powietrzu była wilgoć, zapach deszczu. – Cóż, więc lepiej się pośpiesz.
- Jaka władcza – mruknął.
Uśmiechnęłam się.
- Chodź tutaj, a pokażę ci jak tego użyć. – Cofnął się, a ja z westchnięciem zajęłam jego miejsce. – Będziesz uważnie słuchać?
- Niespecjalnie – przyznałam.
- Przynajmniej jesteś szczera. – Cam sięgnął wokół mnie, kładąc palce na teleskopie. Jego ramię musnęło moje i nie miałam nic przeciwko. Teraz już naprawdę blokował wiatr. – To jest Philips ToUcam Pro II. – Wskazał na srebrne coś, co przypominało mi kamerkę internetową. – Przywiesza się to do teleskopu. Przy tych ustawieniach powinnaś móc zobaczyć wyraźny obraz Saturna. Przyciśnij to i uchwyci obraz.
- Okej. – Odgarnęłam włosy do tyłu. – Nie sądzę, że mieliśmy brać obraz Saturna.
- Huh. – Zamilkł. – Hej.
- Hej co?
- Umów się ze mną.
- Zamknij się. – Uśmiechając się, pochyliłam do przodu, przystawiając oko do teleskopu. I widziałam tylko ciemność. Astronomia mnie nienawidziła. – Nic nie widzę.
- To dlatego, bo nie zdjąłem pokrywy. – Zaśmiał się Cam.
Machnęłam łokciem do tyłu. Zderzył się on z jego brzuchem, co odpowiadało uderzeniu ściany. – Dupek.
Wciąż śmiejąc się, sięgnął po pokrywę. Cam mógł się przesunąć, bo byłam na jego drodze, ale tego nie zrobił. Jego cały przód naparł na moje plecy, a ja znieruchomiałam, zamykając oczy.
- Co? – spytał.
- Byłoby ci łatwiej po prostu iść na bok i to zrobić – zauważyłam.
- Prawda. – Zniżył głowę tak, że jego usta były obok mojego ucha. – Ale co to byłaby za zabawa.
Dreszcz przeszedł przez moje ramiona wbrew mnie. – Idź bawić się samemu.
- Cóż, to naprawdę żadna zabawa – odparł. – Spróbuj znowu.
Biorąc głęboki wdech, znowu przycisnęłam oko i jasna cholera, zobaczyłam ją. Planeta była trochę zamazana, lecz słaba brązowawa barwa była widoczna, tak jak pierścienie. – Wow.
- Widzisz to?
Odsunęłam się. – Tak, to całkiem fajne. Nigdy w życiu nie widziałam planety. Chodzi mi o to, że dużo czasu mi to zajęło. To całkiem fajne.
- Też tak myślę. – Odwrócił wzrok, kiedy złapał kilka kosmyków moich włosów, ściągając je z mojej twarzy. – Na co mamy patrzeć?
- Na Gwiazdozbiór Strzelca, a tam skupisko gwiazd Czajnika i jego parę, nieważne…
Duża, gruba, zimna kropla deszczu rozbryzgała się a moim czole. Odskoczyłam do tyłu, odtrącając Cama. – O cholera.
Kolejna gruba kropla deszczu uderzyła mnie w nos i pisnęłam. Spotkałam się spojrzeniem z Camem. Przeklął, po czym złapał moją rękę. Zaczęliśmy biec przez dach, nasze buty ślizgały się po mokrej powierzchni. Niemal dotarliśmy do drzwi, kiedy niebo się rozerwało i wylał się chłodny deszcz, mocząc nas w kilka sekund.
Wybuchnął głośnym śmiechem, gdy wrzasnęłam. – O mój Boże – krzyknęłam. – Jest tak cholernie zimno.
Zatrzymując się nagle, odwrócił się i przyciągnął mnie do siebie. Rozszerzyłam oczy, kiedy nagle i niespodziewanie byłam przyciśnięta do jego twardej klatki piersiowej. Podniosłam głowę i nasze spojrzenia się połączyły. Deszcz spływał po nas, ale w tamtej chwili nie czułam nic.
Uśmiechnął się.
To było jego jedyne ostrzeżenie.
Oplatając ramię wokół mojej talii, zgiął się i podniósł mnie, przekładając przez swoje ramię. Znowu wrzasnęłam, ale utonęło to w jego śmiechu.
- Biegłaś zbyt wolno – krzyknął ponad deszczem.
Chwyciłam tył jego bluzy. – Postaw mnie, ty sukin…
- Trzymaj się! – Śmiejąc się, wystartował do drzwi, jego ramię zaciśnięte było wokół moich bioder, trzymając mnie w miejscu.
Kilka razy poślizgnął się w formujących się kałużach, a mi serce zamierało. Z łatwością widziałam swoją pękającą czaszkę. Każdy krok mną potrząsał, powodując małe stęknięcia pomiędzy moimi ciągłymi groźbami uszkodzenia jego ciała.
Ignorował je albo jedynie się śmiał.
Cam zatrzymał się i otworzył drzwi. Schylając się, wszedł do suchego, lekko cieplejszego półpiętra nad schodami. Wciąż się śmiejąc, złapał moje biodra. Przygotowałam się, żeby go uderzyć w chwili, kiedy mnie puści, lecz kiedy opuszczał mnie na nogi, moje ciało ześlizgiwało się w dół jego, centymetr po centymetrze. To musiały być nasze mokre ubrania, ponieważ tarcie, które nastąpiło wyrzuciło ze mnie całe powietrze.
Jego dłonie wciąż były na moich biodrach, dotyk parzył przez moje dżinsy. A on wpatrywał się we mnie, barwa jego oczu pociemniała do głębokiego, intensywnego błękitu, który był tak nieposkromiony, jak i wstrząsający. Te jego idealnie ukształtowane wargi rozchyliły się, a jego oddech był ciepły, lekko miętowy.
Mój cały przód był do niego przyciśnięty. Doznanie wybuchło w różnych częściach mojego ciała; głęboko w brzuchu, mięśnie napięły się, czubki piersi się naprężyły, a uda drżały. Moje ręce były oparte o jego tors i nie byłam pewna, jak to się stało. Nie przypominałam sobie kładzenia ich tam, ale były, a jego serce waliło pod moją dłonią przyśpieszonym tempem, które pasowało do mego własnego.
Jedna ręka prześlizgnęła się po moim boku, pozostawiając za sobą nieznany, gwałtowny napływ dreszczy. Sapnęłam, kiedy jego palce przesunęły się po moim policzku, odsuwając mokre kosmyki włosów za ucho.
- Jesteś przemoknięta – odezwał się głębszym głosem niż normalnie.
Czując suchość w ustach, przełknęłam ślinę. – Ty też.
Jego dłoń pozostała, palce rozłożył tak, że kciuk był na moim policzku. Robił maleńkie, leniwe kółeczka na mojej skórze. – Chyba musimy tego spróbować innego wieczora.
- Tak – szepnęłam, opierając się pokusie, żeby zamknąć oczy i poddać się jego dotykowi.
- Może powinniśmy najpierw sprawdzić pogodę – powiedział Cam i musiałam się na to uśmiechnąć.
Wtedy przesunął się tylko o ułamek cala. Lekkie poruszenie, które jakoś jeszcze bardziej nas przybliżyło, biodro do biodra. Dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie. Świadomość mojego ciała i jego, wszystko to było przytłaczające. Odpowiadałam mu w instynktowny sposób, w sposób do którego w ogóle nie przywykłam.
Moje ciało wiedziało, co robić, czego chciało, chociaż mój mózg wyskakiwał z tyloma ostrzeżeniami, że czułam się jak Bezpieczeństwo Narodowe podczas Kodu Czerwonego.
Odsunęłam się, przerywając kontakt. Oddech wchodził i wychodził mi w krótkich wdechach, kiedy się cofałam, uderzając w ścianę za mną. Przemoknięte, zimne ubrania, a mi było zbyt gorąco. Byłam rozpalona. Mój głos brzmiał nieznajomo, kiedy się odezwałam. – Myślę, że… że na dziś wystarczy.
Cam odchylił się, opierając głowę o przeciwległą ścianę z nieznacznie rozchylonymi nogami. Wszystko w nim wyglądało na napięte i naprężone. – Ta, wystarczy.
Żadne z nas nie poruszyło się przez całą minutę, a gdy to zrobiliśmy, w ciszy wróciliśmy na dół i poszliśmy do jego auta. Cokolwiek pomiędzy nami przeszło pozostawało w ciszy i kiedy dotarliśmy do naszego bloku, niepokój pojawił się w moim żołądku, wymazując kilka chwil tam na klatce schodowej, gdy byłam jedynie uczuciem, zamiast myśleć.
Z napiętymi mięśniami wysiadłam z jego auta i pobiegłam pod markizę naszego bloku. Cam był obok mnie, wytrzepując deszcz ze swoich włosów. Stałam u stóp schodów, zaciskając palce na kluczach. Musiałam coś powiedzieć. Musiałam jakoś sprawić, by to wszystko odeszło, ponieważ nie chciałam by przez to nasza przyjaźń się napięła lub zmieniła.
Wtedy mnie to uderzyło i okropnie kręty wniosek pojawił się w moim brzuchu.
Nie chciałam stracić Cama.
Przez ostatni miesiąc i tygodnie stał się on skomplikowaną częścią mojego życia, wplatając siebie w mój każdy dzień, ale gdyby wszystko miało się zmienić…
Ale nie wiedziałam, co powiedzieć, bo nie wiedziałam co się wydarzyło tam na klatce schodowej. Serce waliło mi w szokującym tempie, jak on zrobił krok do przodu, a potem zatrzymał się, odwracając do mnie.
- Umów się ze mną – powiedział, przesuwając dłonią przez swoje mokre włosy, odsuwając je z twarzy.
- Nie – szepnęłam.
A wtedy pojawił się dołeczek w jego policzku, a ja wypuściłam oddech, który trzymałam. Zaczął wspinać się po schodach. – Zawsze jest jeszcze jutro.
Poszłam za nim. – Jutro niczego nie zmieni.
- Zobaczymy.
- Nie ma nic do zobaczenia. Marnujesz swój czas.
- Kiedy chodzi o ciebie, to nigdy marnowanie mojego czasu – odpowiedział.

Ponieważ był do mnie plecami, nie zobaczył mojego uśmiechu. Rozluźniłam się. Ożywiłam. Sprawy znowu miały się normalnie, a z Camem wszystko będzie dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz