wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 34

Jedyny problem z latem, gdy już się dorosło, był taki, że kończyło się zanim czuło się, że w ogóle zaczęło. Albo mogło mieć to coś wspólnego z braniem letnich zajęć, co zdawało się wyssać z lata całe życie.
Otwierając jedno oko, jęknęłam. Najpierw zobaczyłam swoją bransoletkę – nie tą srebrną. Cam zastąpił ją paroma pętlami liny, które nosiły nieskończony urok. Potem zobaczyłam godzinę. Czemu nastawiłam tak wcześnie budzik? Nie miałam zajęć do dziewiątej.
Łóżko poruszyło się obok mnie.
I Cam nie miał zajęć do dziesiątej. Będzie to dla niego lekki semestr, bo kończył swoją karierę w college’u.
Zaspany uśmiech rozciągnął moje wargi, gdy przewróciłam się na brzuch, wyciągając nogi. Kołdra ześlizgnęła się po mojej nagiej skórze i wylądowała gdzieś w nogach mojego łóżka. Albo w mojej sypialni był jakiś zboczony duch, albo Cam się obudził.
Usta przycisnęła się pomiędzy moimi łopatkami, jak ręka ułożyła się na podstawie mojego kręgosłupa. Palce poruszyły się, wywołując na mojej skórze falę gęsiej skórki.
- Dzień dobry, kochanie. – Głos Cama był zachrypnięty od snu.
Ach, dlatego nastawiłam budzik tak wcześnie, co było tak inne od roku temu. Martwiłam się, że się spóźnię, co tak naprawdę było irytujące. Teraz nastawiłam budzik na godzinę wcześniej, żeby mieć trochę czasu sam na sam.
- Dobry – wymamrotałam, przymykając oczy, kiedy przesuwał ręką w górę i dół, zatrzymując się nad moimi pośladkami i idąc prosto do karku.
Pocałował środek moich pleców, po czym jego wargi były na moim biodrze. Ciepły oddech zatańczył na dole pleców, a potem pocałował mój prawy pośladek.
Zachichotałam, wiercąc się.
- Wiesz, co mówią o facecie, który całuje tyłek dziewczyny? Dosłownie?
- Zna swoje miejsce?
- Ha. Ha. – Odsunął włosy z mojej szyi i tam mnie pocałował. – Jest całkowicie zakochany w dziewczynie.
- Naprawdę?
- Tak – mruknął, chwytając moje biodro jedną ręką.
- Gdzie się tego dowiedziałeś?
- Na Internecie.
- Klasycznie.
- Wiesz, czego jeszcze się dowiedziałem? – Podniósł mnie i wsunął pode mnie ramię. – Że piersi kobiety są najradośniejsze o poranku.
- Co? – zaśmiałam się.
- Tak – odparł, obejmując moją prawą pierś. – Muszę sprawdzić tę teorię. – Ścisnął lekko, a mój sutek się zacieśnił. Przeniósł się na moją drugą pierś i zrobił to samo. – Myślę, że to co przeczytałem jest prawdą. Twoje piersi są wyjątkowo radosne tego ranka.
Wybuchając śmiechem, palnęłam jego dłonie, lecz mój śmiech szybko ucichł, kiedy jego dłoń wróciła z większą intencją. Jego palce działały swoją magię na czubkach i nie minęło długo, gdy moje biodra zaczęły poruszać się w niespokojnych kołach.
- Uwielbiam jak działa twój umysł – powiedział Cam, przesuwając się za mną.
Spojrzałam przez ramię. – Co?
Wskazał na zegar. – Ustawianie go wcześnie. Ty, moja droga, jesteś genialna.
- Wiem. – Uśmiechnęłam się, po czym położyłam policzek na poduszce. Moje serce już waliło, ciało było gotowe. Ja byłam gotowa. – Więc zamierzasz zrobić coś z dodatkowym czasem czy zaimponujesz mi swoją wiedzą podejrzaną stroną Internetu?
- Władcza. – Musnął wargami moje ramię, a jego dłonie wróciły do moich bioder. – I wysłałbym cię krzyczącą do kampusu z moją wiedzą podejrzanej strony Internetu.
- Dobrze wiedzieć.
Cam znowu mnie podniósł. – Możemy?
Zawsze wahał się i pytał zanim tak to robiliśmy. Coś w tym zawsze wywoływało we mnie ciepło; życzliwość tego wszystkiego i fakt, że on był świadomy, iż wciąż były chwile kiedy byłam cholernie niezręczna gdy dochodziło do intymności czy kiedy po prostu nie chciałam być dotykana. Tych chwil było kilka i były rzadkie, lecz wciąż istniały a on ich wyczekiwał i się przystosowywał.
Obydwoje się przystosowywaliśmy.
Podczas lata zaczęłam spotykać się z jednym z kampusowych psychologów raz w tygodniu i będę to ciągnąć aż już nie będzie to potrzebne i może pewnego dnia, będę mogła pomóc komuś swoją historią i doświadczeniami.
- Tak – powiedziałam i dodatkowo, na wypadek gdyby był zdezorientowany, pchnęłam w jego stronę tyłek. Cam warknął głęboko w gardle. Mój uśmiech się powiększył.
Ustawił się pomiędzy moimi nogami a ja podniosłam dłonie do ramion, kładąc tam jego ciężar. Podnosząc się trochę, odwróciłam głowę, a jego usta od razu odnalazły moje. Uwielbiałam sposób w jaki mnie całował, jakby mnie całą pochłaniał. Jeden pocałunek od niego i topniałam w jego dłoniach. Tak właśnie dobre były.
Cam przerwał pocałunek, przysuwając biodra do przodu, wsuwając się we mnie od tyłu. Rytm był wolny i niespieszny, a jednak tak wyczerpujący z każdym pchnięciem. Opuściłam czoło na poduszkę, oddech miałam nierówny, gdy odpychałam się do niego. Jego ręce wylądowały na moich, wczepiając się w moje palce, kiedy jego rytm przyspieszył.
- Kocham cię – jego głos był pięknym, ochrypłym szeptem w moim uchu, który posłał mnie na skraj. Wyzwolenie wzięło nas oboje, sekundy później.
To mój szept w jego uchu wziął nas oboje, kiedy w końcu doszliśmy do prysznica.
Skończyłam spóźniając się cztery minuty na zajęcia, ale i tak weszłam, posyłając profesorowi zażenowany uśmiech i zajęłam miejsce.
#
Pogoda była ładna i nie upalna, więc nasza mała grupka wzięła lunch na zewnątrz, siadając w cieniu pod jednym z grubych dębów blisko biblioteki.
Jacob uniósł swój melonik, ten z zeszłorocznej imprezy Halloweenowej, gdy zmarszczył brwi na około tuzin styropianowych kubków przed nim. Budował piramidę. Nie pytałam.
Wsunęłam słomkę przez swój kubek, zrzucając japonki. Brit wyciągnęła rękę do moich palców, a ja wysłałam jej złe spojrzenie. – Dotkniesz moich stóp, umrzesz.
- Ona mówi poważnie. – Cam szturchnął mnie. – Raz dotknąłem jej małego palca u nogi i niemal straciłem palec.
- Nie tylko to prawie straciłeś.
- Och, to brzmi poważnie. – Brit zerknęła na swój pojemnik majonezu, a potem na frytki. Westchnęła. – Tęsknię za Olliem. Uwielbiałam obrzydzać go moimi frytkami.
- Cóż, masz nas do obrzydzania. – Jacob wygiął usta. – Co robisz w tej chwili.
- To nie to samo. – Wydęła wargi. – Ollie był seksowny.
- Słucham? – Jacob prawie przewrócił swoją piramidę niesamowitości. – Ja jestem seksowny.
Cam zmarszczył brwi. – Tak jak i ja.
Walnęłam go łokciem w brzuch.
- Dobra, skoro muszę wyjaśnić oczywiste. – Brit włożyła frytkę do majonezu z wielkim rozmachem. – Jacob, nie lubisz dziewczyn. Cam, jesteś beznadziejnie oddany Avery, a to zostawia Ollie’ego.
Uśmiechnęłam się szeroko.
Jacob podniósł wzrok, jego usta wykrzywiły się w małym uśmiechu. – Cóż, jest jeszcze jeden.
Przekręcając się w pasie, podążyłam za jego wzrokiem. Jase był po drugiej stronie ulicy, idąc w naszą stronę.
Brit westchnęła. – Ta, nie mogłabym sobie z nim poradzić.
- Dlaczego nie? – zapytałam, przyglądając się przyjacielowi Cama.
Wydała wymijający dźwięk. – Nie jest związkowym typem, tak słyszałam.
- A ty chcesz związku? – zapytałam ją.
- Nie. – Roześmiała się, machając frytką. – Ale mam wrażenie, że z kimś takim jak on, zasmakujesz i zawsze będziesz chciała więcej.
- Coś jak narkotyk? – zasugerował Jacob.
- Albo Herosi – powiedziała Brit.
Cam zrobił minę, zwędzając trochę moich frytek. Posłałam mu mordercze spojrzenie, które zniszczyłam, kiedy pocałowałam go w policzek.
Jase opadł obok nas, wyciągając swoje długie nogi. Wyglądał na trochę nieobecnego, jego niemal idealne rysy były blade. – Okej. Mam halucynacje czy właśnie zobaczyłem twoją siostrę wchodzącą do Knutti?
- Nie masz halucynacji – odparł Cam. – Widziałeś ją. Późno się tu zapisała.
- Och. – Jase zmrużył oczy, wpatrując się w przestrzeń. – To… to dobrze.
Złapałam wzrok Cama, a on wzruszył ramionami. Ze wzrokiem wciąż utkwionym w czymś, czego nikt inny nie widział, Jase wyciągnął rękę ponad Camem i porwał garstkę moich frytek.
- Co do diabła? – wykrzyknęłam.
Cam zaśmiał się. – Twoje frytki nie są bezpieczne.
- Najwidoczniej – mruknęłam, przyglądając im się obojgu.
Jase puścił do mnie oko i był tak absurdalnie atrakcyjny, jak robiący to Cam. – Idziecie wszyscy na luau w ten weekend?
Potaknęłam i znowu uderzyło mnie jak wielką różnicę zrobił rok. O tej porze zeszłego roku, nawet nie brałabym pod uwagę imprezy, zwłaszcza takiej organizowanej przez bractwo. Uśmiechnęłam się do siebie, kończąc resztę frytek, zanim chłopcy je pożarli.
- Naprawdę będziecie mieć świnię? – zapytała Brit. – Bo w zeszłym roku to nie była świnia. Był to dziki indyk, a to było obrzydliwe.
Jase roześmiał się. – Tym razem będziemy mieli świnię.
Obok mnie boczna kieszeń mojej torby zawibrowała. Zaciekawiona, kto to mógłby być, bo wszyscy, którzy się ze mną kontaktowali siedzieli tutaj, otworzyłam kieszeń i wyciągnęłam komórkę.
Była to wiadomość – wiadomość od normalnego numeru telefonicznego. Numer kierunkowy Teksasu.
To Molly. Możemy porozmawiać, kiedy będziesz miała czas? Proszę.
Lekki dreszcz przeszedł po moich ramionach, jak patrzyłam na wiadomość. Molly nie skontaktowała się ze mną odkąd wyjechałam z Teksasu. Nic od niej i wiadomości z przedtem, które nigdy nie były tak przyjazne, chociaż ta nie krzyczała najlepszymi przyjaciółkami na zawsze.
Od razu odpisałam. Tak. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
Minęło kilka minut, gdy wpatrywałam się w komórkę. Molly odesłała wiadomość okej, a ja wciąż byłam oszołomiona.
- Wszystko w porządku? – zapytał Cam, kładąc dłoń na dolnej części moich pleców. Niepokój zmarszczył jego brwi.
- Tak. – Wrzuciłam komórkę z powrotem do torby. Wszystko było w porządku. Może nie idealne, ale życie nie miało być idealne. Było zabałaganione i czasami było katastrofą, lecz było piękno w bałaganiarstwie i mógł być spokój w katastrofie.
Nie wiem, jakie byłoby moje życie, gdybym nie postanowiła go zmienić i uwolnić się od przeszłości. Wiedziałam, że nie byłoby takie. I również wiedziałam, że gdybym nie spotkała Cama, teraz bym tutaj nie siedziała. Może w końcu sama bym przyszła, ale byłam wystarczającą kobietą żeby przyznać, że miałam pomoc.
I byłam wystarczającą kobietą, że ilekroć patrzyłam na nocne niebo i zobaczyłam Coronę Borealis – czy coś, co było trochę do niej podobne – dziękowałam jej.
Opierając się o tors Cama, odchyliłam głowę, jak wyciągnęłam rękę, obejmując jego policzek. Przyciągnęłam jego usta do swoich i pocałowałam go lekko. – Dziękuję ci.
Jego usta uniosły się z jednej strony. – Za co?

- Za czekanie na mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz