Kiedy przybył chleb oraz nasze napoje
i zostały one ułożone na lśniącym kwadratowym stoliku pomiędzy nami, lepiej
zapanowałam nad swoim oddychaniem. Zdenerwowanie wróciło w drodze do
restauracji, choć Cam wydawał się nie zauważyć i był całkowicie swobodny.
Spędziłam zbyt wiele czasu wpatrując
się w menu, opierając się pokusie żeby zacząć gryźć moje ładne paznokcie.
Cam szturchnął mnie nogą pod stołem i
podniosłam wzrok. – Co?
Wskazał na moją lewą i zobaczyłam
stojącego tam, uśmiechającego się kelnera. – Och, um, czy mogę wziąć… -
Wybrałam pierwszą rzecz, na której skupiłam wzrok. – Marsalę z kurczaka?
Kelner zapisał, potem Cam zamówił
stek średnio krwisty z sałatką i pieczonego ziemniaka. Gdy kelner odszedł, Cam
wziął chleb. – Chcesz kawałek?
- Pewnie. – Miałam nadzieję, że się
nim nie zakrztuszę. Patrzyłam jak kroi kawałek na pół po czym smaruje go
masłem. – Dziękuję.
Podniósł brew, ale nic nie
powiedział, kiedy skubałam chleb, maleńkie kawałki za każdym razem. Dręczyłam
mózg w poszukiwaniu czegoś do powiedzenia. Nawet nie musiało być to
interesujące. Po prostu musiałam się odezwać. Z jakiegoś powodu pojawiła się
rozmowa, którą miał z Olliem i się jej złapałam. – Grasz w jakieś sporty?
Cam zamrugał, jakby zaskoczony.
Zarumieniłam się. – Przepraszam. To
przypadkowe.
- To nic. – Powoli żuł chleb. –
Kiedyś grałem.
Wdzięczna że współgra, trochę się
rozluźniłam. – Jaki sport?
Odciął kolejny kawałek chleba. –
Grałem w piłkę nożną.
- Naprawdę? – Czemu wszyscy piłkarze
byli seksowni? Było to jakieś uniwersalne prawo piłki nożnej? – Jaka pozycja?
Chociaż wiedziałam, że Cam pewnie
podejrzewał, że nic nie wiem o piłce nożnej, ciągnął to. – Byłem napastnikiem,
co jest środkową pozycją gracza.
- Och! – Pokiwałam głową, jakbym
wiedziała co to znaczyło.
Cam błysnął tym dołeczkiem. – Znaczy
to, że zdobywałem dużo punktów.
- Więc byłeś dobry?
- Byłem przeciętny. Musiałem być
szybki, więc było dużo biegania.
Tylko tyle wiedziałam o piłce nożnej
– dużo biegania. – Grałeś w liceum?
- Liceum i na pierwszym roku w
college’u.
Odważyłam się na kolejny kęs chleba.
Jak na razie jest dobrze. – Czemu przestałeś?
Cam otworzył usta, ale zaraz je
zamknął. Patrząc ponad moim ramieniem, minęło kilka chwil aż wzruszył
ramionami. – Po prostu już nie chciałem tego robić.
Byłam królową dawania wymijających
odpowiedzi, więc poznawałam taką, kiedy ją usłyszałam. I chciałam kopać głębiej
i dowiedzieć się więcej, ale podałam taką samą kiepską odpowiedź, kiedy zapytał
mnie o tańczenie. Nie bardzo byłam w pozycji, żeby naciskać.
Jego ekstremalnie jasne spojrzenie
spoczęło na mnie i w słabym oświetleniu poczułam jak moja twarz staje się
ciemnoróżowa. Jezu, musiałam przestać się rumienić.
Zachichotał, a ja chciałam rzucić
sobie chlebem w twarz. – Avery…
- Cam?
Pochylił się nad stołem, a mała
świeczka po środku posłała na jego twarz tańczące cienie. – Nie musisz się tak
denerwować.
- Nie denerwuję.
Podniósł brwi.
Westchnęłam. – Dobra. Denerwuję się.
Przepraszam.
- Czemu przepraszasz? Nie musisz. To
twoja pierwsza randka.
- Dzięki za przypomnienie –
mruknęłam.
Jego usta zadrgały, jakby chciał się
uśmiechnąć. – To nie jest zła rzecz. Będziesz zdenerwowana.
- Ty nie jesteś.
- Ponieważ jestem fantastyczny.
Przewróciłam oczami.
Roześmiał się, a dźwięk był głęboki i
bogaty. – Po prostu nie musisz być. Chcę tutaj z tobą być, Avery. Nie musisz
zamartwiać się zrobieniem na mnie wrażenia czy zaimponowaniu mi. Już to
zrobiłaś.
- To jest… - Pokręciłam głową,
ignorując gulę w gardle. Wpatrywałam się w niego. – Jesteś po prostu taki… nie
wiem. Wiesz co powiedzieć na…
- Na?
Odgarnęłam włosy, a potem opuściłam
dłoń na kolano. Trzęsła się. – Po prostu mówisz prawidłową rzecz.
- To dlatego, że jestem…
- Fantastyczny – dokończyłam. – Wiem
to.
Cam odchylił się. – Nie zamierzałem
tego powiedzieć, ale cieszę się, że zaczynasz zdawać sobie sprawę z mojej
fantastyczności.
- Więc co chciałeś powiedzieć?
- Że powiedziałem to, bo to prawda i
chciałem.
- Dlaczego ja? – wymsknęło mi się i
zamknęłam na chwilę oczy. – Okej. Nie odpowiadaj na to.
Wtedy przyszło jedzenie – dzięki Bogu
– i rozmowa była powstrzymana… na około dwie minuty. – Odpowiem na to pytanie –
powiedział Cam, spoglądając na mnie spod rzęs.
Chciałam położyć się twarzą na mojego
nadziewanego kurczaka. – Nie musisz.
- Nie, sądzę, że muszę.
Zaciskając sztućce, wciągnęłam
głęboki oddech. – Wiem, że to głupie pytanie, ale ty jesteś wspaniały, Cam.
Jesteś miły i zabawny. Jesteś mądry. Odrzucałam cię przez dwa miesiące. Mogłeś
umówić się z kimś innym, lecz jesteś tutaj ze mną.
- Tak, jestem.
- Z dziewczyną, która nigdy wcześniej
nie była na randce – dodałam, patrząc na niego dokładnie. – Po prostu nie
wydaje się to prawdziwe.
- Dobra. – Odciął kawałek steka. –
Jestem tutaj z tobą, bo chcę tego – bo cię lubię. Ach… daj mi skończyć. Już ci
powiedziałem. Jesteś inna – w dobry sposób, więc przestań tak patrzeć.
Zmrużyłam oczy.
Uśmiechnął się. – Przyznam się,
czasami kiedy cię pytałem, wiedziałem, że się nie zgodzisz. I może kiedy nie
zawsze byłem poważny, gdy to robiłem, to zawsze mówiłem poważnie o chęci
umówienia się z tobą. Rozumiesz?
Um, nie bardzo, ale potaknęłam.
- I lubię spędzać z tobą czas. –
Wrzucił kawałek steka do buzi. – I hej, myślę, że jestem całkiem dobrą partią
na twoją pierwszą randkę.
- O mój Boże. – Roześmiałam się. –
Nie mogę uwierzyć, że właśnie powiedziałeś, że jesteś dobrą partią.
Wzruszył jednym ramieniem. – Jestem.
Teraz zjedz kurczaka, zanim ja to zrobię.
Uśmiechając się, zaczęłam go
odchylać, najpierw zajmując się farszem. Z wyjątkiem zadania głupiego pytania,
moja pierwsza randka szła dobrze. Cam zaczął kierować pytaniami i nie
siedziałam tam niemo. Choć od czasu do czasu nasze spojrzenia się spotykały i
zapominałam, co robiłam albo kompletnie gubiłam się w tym, co mówił. Ale dobrze
się bawiłam. A najlepsza część? Nie myślałam o niczym poza tym, co działo się
teraz. Byłam po prostu… tutaj i było
to miłe miejsce.
Pod koniec kolacji Cam zapytał. –
Więc co robisz na Święto Dziękczynienia? Jedziesz do Teksasu?
Prychnęłam. – Nie.
Zmarszczył brwi. – Nie jedziesz do
domu?
Kończąc kurczaka, pokręciłam głową. –
Zostaję tutaj. Ty jedziesz do domu?
- Jadę do domu, ale jeszcze nie
jestem pewien kiedy. – Podniósł swoją szklankę. – Poważnie nie jedziesz w ogóle
do domu? To więcej niż tydzień – dziewięć dni. Masz czas.
- Moi rodzice… podróżują, więc
zostaję tutaj. – Nie było to wielkie kłamstwo. W tej porze roku, pomiędzy
Świętem Dziękczynienia a Bożym Narodzeniem moi rodzice brali rejsy wycieczkowe
albo wybierali się na narty. – Twoi rodzice robią duże obiady na Święto
Dziękczynienia?
- Ta – mruknął, jego wzrok opadł na
pusty talerz.
Rozmowa po tym ucichła, a kiedy
przyszedł rachunek Cam nie wydawał się chcieć zostać. Nocne powietrze było
bardziej niż chłodne i nasze oddechy uformowały puszyste, mgliste białe
chmurki. Przyszedł gwałtowny wiatr, podnosząc moje włosy i rzucając mi je na
twarz. Zadrżałam, owijając się kurtką.
- Zimno?
- To nie Teksas – przyznałam.
Cam zachichotał i zbliżył się,
oplatając ramieniem moje barki. Ciepło jego ciała natychmiast przeszło na mnie
i bardzo mocno się starałam, żeby nie napiąć się i przewrócić jak długa na
tyłek. – Lepiej? – zapytał.
Mogłam tylko skinąć głową.
Już poza brutalnym wiatrem, zapięłam
pas bezpieczeństwa. Cam wsiadł do środka, zapalił silnik, po czym złączył
dłonie, pocierając je. Zerknął na mnie. – Miałaś dobrą kolację?
- Tak. I dziękuję za jedzenie. To
znaczy, kolację. Dziękuję – Pogubiłam się w słowach, zamykając oczy. –
Dziękuję.
- Nie ma za co. – Rozbawienie
zabarwiło jego ton. – Dziękuję, że w końcu zgodziłaś się na randkę.
Potem włączył radio, nie
wystarczająco głośno, żebyśmy nie mogli rozmawiać, ale byłam zbyt zajęta
skupieniem się na ważnych rzeczach. Gdzieś pomiędzy Hagerstown a University
Heights podjęłam ekstremalnie ważną decyzję.
Jeżeli Cam mnie pocałuje, nie będę
wariować.
Nie. Nie. Nie.
Zachowam się jak pieprzona
dziewiętnastolatka z jotą doświadczenia i nie będę wariować. Jednakże może mnie
nie pocałuje. Mógł w pewnym momencie naszej randki zdać sobie sprawę, że nie
jestem warta całowania i zwieje do swojego mieszkania, żeby spędzić trochę
czasu z Olliem oraz Rafaelem. I jeśli tak, to wszystko byłoby okej. Ja byłabym okej.
Lecz kiedy wróciliśmy do naszego
bloku i dotarliśmy na piąte piętro, uświadomiłam sobie, że jeszcze nie chcę,
żeby wieczór się skończył. Zatrzymaliśmy się przy moich drzwiach, a ja
odwróciłam się do niego, wykręcając palce na pasku mojej torebki.
Jego usta uniosły się z jednej
strony. – Więc…
- Chciałbyś wejść? Żeby czegoś się
napić? Mam kawę albo gorącą czekoladę. – Gorącą czekoladę? Poważnie? Miałam
dwanaście lat? Niech mnie szlag. – Nie mam żadnego piwa czy czegoś innego…
- Gorąca czekolada byłaby dobra –
wtrącił. – Tylko jeśli masz taką z tymi małymi piankami.
Moje wargi rozszerzyły się w uśmiechu
i nie obchodziło mnie, jak duże lub głupio to wyglądało. – Mam.
- Zatem prowadź, kochanie.
Z walącym sercem wpuściłam nas do
mieszkania i zapaliłam lampę przy kanapie. Zrzucając kurtkę, ruszyłam do
kuchni. Cam siedział na kanapie, podczas gdy ja zrobiłam nam gorącą czekoladę.
Kiedy woda się podgrzewała, ściągnęłam buty. Przyniosłam dwa parujące kubki.
- Dziękuję. – Wziął jeden. – Mam dla
ciebie pytanie.
- Okej. – Usiadłam do niego przodem,
wsuwając pod siebie nogi.
Upił łyk. – Opierając się na
doświadczeniu twojej pierwszej randki, poszłabyś na drugą?
Przyjemne uczucie zanuciło w mojej
piersi. – Drugą, ogólnie mówiąc?
- Ogólnie mówiąc.
Wzruszyłam ramionami, po czym
spróbowałam trochę gorącej czekolady. – Cóż, to była bardzo dobra pierwsza
randka. Jeśli drugie randki takie są, to sądzę że mogłabym.
- Hmm. Z kimkolwiek czy…?
Spuściłam rzęsy. – Nie z kimkolwiek.
- Więc musiałby być to ktoś
szczególny?
Przyjemne uczucie rozprzestrzeniło
się w kończynach. – Myślę, że tak.
- Interesujące – mruknął, biorąc
kolejny łyk. Kiedy na mnie spojrzał, jego oczy pozytywnie migotały. Chryste.
Byłam udupiona. Oczy do mnie migotały. – Czy ten ktoś szczególny będzie musiał
czekać kolejne dwa miesiące, jeśli będzie chciał się z tobą umówić?
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu,
dlatego napiłam się. – Zależy.
- Od?
- Mojego humoru.
Cam zachichotał. – Przygotuj się.
- Dobra.
- Mam zamiar znowu się z tobą umówić
– nie na kolację, bo lubię zmieniać rzeczy. Na kino.
Udawałam, że nad tym myślę, ale już
wiedziałam że się zgodzę. Mógł być to głupi ruch lub bezcelowy, ale chciałam
iść z nim na kolejną randkę. – Kino?
Skinął głową. – Ale to kino dla
zmotoryzowanych, jedno z ostatnich.
- Na zewnątrz?
- Tak. – Jego uśmiech się powiększył.
– Nie martw się. Ocieplę cię.
Nie wiedziałam czy powinnam
zachichotać, czy powiedzieć mu, że ostatnie oświadczenie było uroczo oklepane.
– Okej.
Podniósł brwi. – Okej na kino?
Zagryzając wargę, pokiwałam głową.
- Poważnie nie zajmie mi to kolejnych
dwóch miesięcy?
Potrząsnęłam głową.
Cam odwrócił wzrok, śmiejąc się pod
nosem. – Dobra. Co powiesz na środę?
- Następną środę?
- Nie.
Położyłam gorącą czekoladę na stoliku
do kawy. – Następującą środę?
- Tak.
Odliczając dni, skończyłam na
zmarszczeniu brwi. – Chwila. To środa przed Świętem Dziękczynienia.
- Tak.
Gapiłam się na niego. – Cam, nie
jedziesz do domu?
- Jadę.
- Kiedy? Po kinie w środku nocy czy w
poranek Dziękczynienia?
Pokręcił głową. – Widzisz, kino dla
zmotoryzowanych jest niedaleko mojego miasta. Około dziesięć mil.
Oparłam się o kanapę,
zdezorientowana. – Nie rozumiem.
Cam skończył gorącą czekoladę i
przekręcił się w moją stronę. Przybliżył się tak, że dzieliła nas tylko garstka
centymetrów. – Jeśli pójdziesz ze mną na tę randkę, będziesz musiała pojechać
ze mną do domu.
- Co? – pisnęłam, siadając prosto. –
Jechać z tobą do domu?
Zacisnął usta i skinął głową.
- Jesteś poważny?
- Poważny jak moja przekłuta błona
bębenkowa – powiedział. – Jedź ze mną do domu. Będzie fajnie.
- Jechać z tobą do domu… to domu
twoich rodziców? W zasadzie na Święto Dziękczynienia? – Gdy znowu potaknął,
walnęłam go w ramię. – Nie bądź głupi, Cam.
- Nie jestem głupi. Jestem poważny.
Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko. – Urwał, marszcząc nos. – Tak
naprawdę, pewnie będą się cieszyć widząc kogoś innego niż mnie. A moja mama
lubi gotować o wiele zbyt dużo jedzenia. Im więcej buzi, tym lepiej.
Nie miałam żadnych słów.
- Możemy wyjechać kiedy tylko
będziesz chciała, ale oczywiście przed środowym popołudniem. Kończysz resztę
swojej czekolady? – Gdy pokręciłam głową, wziął mój kubek. – I w każdej chwili
możemy wrócić.
Patrzyłam jak wypija resztę mojej
czekolady. – Nie mogę z tobą jechać.
Podniósł brwi. – Czemu nie?
- Z setki oczywistych powodów, Cam.
Twoi rodzice pomyślą…
- Nic nie pomyślą.
Posłałam mu spojrzenie.
Westchnął. – Dobra. Spójrz na to w
ten sposób. To lepsze niż siedzenie samej w domu przez cały tydzień. Co
będziesz robić? Siedzieć i czytać? I tęsknić za mną, bo będziesz za mną
tęsknić. A wtedy ja spędzę większość czasu pisząc do ciebie i czując się źle,
że siedzisz całkiem sama w domu i nawet nie możesz zjeść McDonalda, bo są
zamknięci w Dziękczynienie.
- Nie chcę, żebyś się nade mną użalał.
To nic wielkiego. Nie mam problemu z pozostaniem tutaj.
- Nie chcę, żebyś siedziała tutaj
sama, a ty robisz z tego wielką sprawę. Jestem przyjacielem proszącym przyjaciółkę
żeby pojechała spędzić ze mną czas podczas przerwy na Dziękczynienie.
- Jesteś przyjacielem, który właśnie zabrał przyjaciółkę na randkę!
- Ach – powiedział, odstawiając mój
kubek. – Racja.
Potrząsając głową, podniosłam
poduszkę i przycisnęłam ją do piersi. – Nie mogę tego zrobić. Odwiedzanie
rodziny na święta? To zbyt…
- Szybkie? – podsunął.
- Tak. Zbyt szybkie.
- W takim razie myślę, że dobrze że
się nie spotykamy, bo tak, to byłoby zbyt szybkie, w takim wypadku.
- Co, co?
Cam zabrał poduszkę i rzucił ją za
siebie. – Ty i ja jesteśmy dwójką przyjaciół, która poszła na jedną randkę.
Może dwie, jeśli ze mną pojedziesz. Nie chodzimy ze sobą. Jesteśmy tylko
przyjaciółmi, którzy mieli jedną randkę. Więc pojedziemy do mojego domu jako
przyjaciele.
Kręciło mi się w głowie. – Mówisz bez
sensu.
- Mówię z idealnym sensem. Nawet się
nie pocałowaliśmy, Avery. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Gapiłam się na niego.
Wzruszył jednym ramieniem. – Jedź ze
mną do domu, Avery. Obiecuję ci, że to nie będzie niezręczne. Moi rodzice się
ucieszą. Będziesz się dobrze bawić i będzie to lepsze niż to, co będziesz tutaj
robić. I nic, absolutnie nic nie będzie od ciebie oczekiwanie. Dobra?
Słowo ukształtowało się na moim
języku, ale z jakiegoś powodu nie wyszło z moich ust. Myśli biegły od
rozważania pomysłu do powiedzenia mu wprost, że jest obłąkany. Jechać z nim do
domu? To było… o wiele lepsze niż spędzenie Dziękczynienia samej. Było
wystarczająco źle, kiedy mieszkałam w domu, a moi rodzice wyjeżdżali z miasta
beze mnie, ale przynajmniej pokojówka zrobiła mi kolację z indykiem. Pani
Gibson. Piekła mi indyka przez ostatnie trzy lata. I czy McDonald naprawdę
będzie zamknięty? Rany, do bani. Ale pojechanie z Camem do domu było szalone.
Jego rozumowanie nie miało absolutnie sensu. Było to rozumowanie do tyłu czy
coś. To było lekkomyślne i takie inne od tego, co kiedykolwiek zrobiłam.
Inne od tego, co kiedykolwiek
zrobiłam.
Podniosłam wzrok, spotykając jego
spokojne spojrzenie. Jego oczy… były takim zadziwiającym odcieniem błękitu.
Naprawdę brałam to pod uwagę? Serce zaczęło walić mi w piersi. Przełknęłam
ślinę. – Twoim rodzicom naprawdę nie będzie to przeszkadzać?
Coś błysnęło w jego oczach. – Już
wcześniej zabierałem przyjaciół do domu.
- Dziewczyny?
Pokręcił głową.
Cóż, to… było interesujące. – A twoi
rodzice poważnie będą myśleć, że jesteśmy tylko przyjaciółmi?
- Czemu miałbym mieć powód, by
powiedzieć im że się nie umawiamy, gdyby tak było? Jeśli powiem, że jesteśmy
przyjaciółmi, to właśnie tak pomyślą.
Każda logiczna część mnie krzyczała
nie. – Dobra. Pojadę z tobą do domu. – Kiedy słowa już wyszły, nie mogłam ich
wycofać. – To szalony pomysł.
- To doskonały pomysł. – Wolny
uśmiech pojawił się na jego ustach. – Przytulmy się na to.
- Co?
- Przytulmy się na to. – Ten błysk w
jego oczach się powiększył. – Kiedy się na to przytulisz, nie możesz tego
wycofać.
- O mój Boże, mówisz poważnie?
- Bardzo poważnie.
Przewracając oczami, burknęłam,
podnosząc się na kolana i wyciągając ramiona. – W porządku, przytulmy się na
przypieczętowanie naszej umowy, zanim zmienię… - Słowa skończyły się na pisku,
gdy ramiona Cama oplotły mnie w talii i przyciągnął mnie do siebie. Wylądowałam
siedząc obok niego, praktycznie na nim, z lewą nogą wplątaną pomiędzy jego
kolana.
Cam przytulił mnie. Nie był to ciasny
uścisk, nie taki, który byłby gdybyśmy stali, lecz fakt, że byliśmy w ten sposób,
tak blisko miał bardzo mocny dla mnie efekt. – Umowa przypieczętowana,
kochanie. Święto Dziękczynienia u Hamiltonów.
Powiedziałam coś na potwierdzenie, a
kiedy się trochę odsunęłam, nasze twarze były idealnie na tej samej wysokości.
I nagle zrozumiałam ten błysk w jego oczach. – Ty…
Zachichotał, a nisko w moim brzuchu
zacisnęły się mięśnie. – Płynny ruch, co? Udało mi się cię tu przenieść.
Musiałem mieć na to twoje słowo.
Walczyłam z uśmiechem. – Tak bardzo
się mylisz.
- Mylę się we wszystkich dobrych sposobach.
Muszę coś przyznać. – Przeciął tę maleńką odległość, którą pomiędzy nami
położyłam. Jego usta musnęły mój policzek i musiałam bardzo się starać, by się
skoncentrować. – Skłamałem wcześniej.
- Na temat?
Przesunął dłonie na dół moich pleców.
– Kiedy powiedziałem, że wyglądasz świetnie? Nie byłem do końca szczery.
Nie tego się spodziewałam. Leciutko
odwróciłam głowę, a wtedy powstrzymałam sapnięcie. Nasze usta dzieliły centymetry i pomyślałam o pewności Brit,
że dzisiaj on mnie pocałuje. Zmusiłam język do pracy. – Nie myślisz, że
wyglądam świetnie?
- Nie – powiedział z poważnym wyrazem
twarzy, gdy jedna ręka biegła mojego kręgosłupa, opierając się pod końcówkami
moich włosów. Zniżył głowę, tak że jego skroń przyciskała się do mojej. –
Wyglądasz dzisiaj pięknie.
Zaparło mi dech. – Dziękuję.
Nic nie powiedział, przesuwając
głowę. Jego wargi musnęły kształt mojego policzka, a ja zesztywniałam w jego
ramionach. Serce rzucało się w podekscytowaniu i innym rodzajem emocji.
Strachem? Czy to czułam w gardle? Przyszło znikąd, surowe i silne. Mieszanka
obydwu, potrzeba pozostania tam gdzie byłam i odsunięcia się była
nieposkromiona.
Usta Cama przesunęły się po
wgłębieniu policzka, a potem jego nos musnął mój. Jego oddech był ciepły przy
moich ustach i pachniał słodką czekoladą. Czy tak będzie smakowało? Wzrosła
ciekawość i wyciągnęłam dłonie, kładąc je na jego bicepsach.
- Avery?
Zamknęłam oczy. – Co?
- Nigdy wcześniej nie byłaś całowana,
nie?
Tętno gwałtownie mi przyspieszyło. –
Nie.
- Żeby było jasne – powiedział. – To
nie jest pocałunek.
Otworzyłam usta i nagle jego były na
moich. Słodkie przesunięcie jego warg po moich, oszałamiająco delikatne i
miękkie, i o wiele zbyt szybkie.
- Pocałowałeś mnie – wysapałam,
wbijając palce w jego sweter.
- To nie był pocałunek. - Jego usta
musnęły moje, kiedy mówił. Ciarki przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa. – Pamiętasz?
Jeśli się pocałujemy, oznaczać to będzie, że jechanie ze mną do domu
potencjalnie będzie oznaczać coś poważniejszego.
- Och. Okej.
- To też nie jest pocałunek.
Nacisk jego ust za drugim razem
pochłonął mnie, obudził. Myślałam tylko o jego wargach, tylko o nich chciałam
myśleć. Cudowne ciepło zsunęło się po mojej szyi, rozprzestrzeniając się po
klatce piersiowej a potem niżej, pomiędzy uda. Całował mnie delikatnie, śledząc
zarys moich ust własnymi. Coś głębokiego wewnątrz mnie rosło, otwierało się i
bolało. Chwyciłam się go, gdy się przesunął i niespodziewanie leżałam na
plecach.
Cam pochylał się nade mną, silne
mięśnie jego ramion napinały się pod moimi dłońmi. Jego usta wciąż były na
moich. Żadna inna część naszych ciał się nie dotykała i nie byłam pewna czy
powinnam czuć przez to ulgę, czy rozczarowanie. Ale jego wargi… o Boże, jego
wargi poruszały się na moich. Zaczęłam odwzajemniać pocałunek, wolniej i
niezdarnie, kiedy jego były pewne, doświadczone. Martwiłam się, że robię to
źle, ale wtem głęboki dźwięk zabrzmiał od niego, niemal warknięcie i
instynktownie wiedziałam, że był to dźwięk aprobaty. Dreszcz przeszedł przez
całe moje ciało. Ból rozprzestrzeniał się, nasilał i było to przerażające na
swój własny sposób.
Jego pocałunek się pogłębił,
nakłaniając moje usta do otwarcia. Zakręciło mi się w głowie, kiedy jego język
się wsunął, liżąc mój. Sapnęłam w odpowiedzi na uczucie, a jego język badał
głębiej. Wpadłam w pocałunek, zaciskając palce i wyginając szyję. Smakował
czekoladą i mężczyzną, a ja wychodziłam ze skóry, gdy pożądanie mieszało się w
podbrzuszu, nastąpione przez wybuch łagodnej paniki. Odeszła, gdy jego język
przesunął się po moim podniebieniu. Kiedy znowu podniósł głowę, złapał moją
dolną wargę pomiędzy zęby, a mnie opuścił zadowolony jęk. Obydwoje ciężko
oddychaliśmy.
- Wciąż nie pocałunek? – zapytałam.
Cam usiadł prosto, podciągając mnie
do pozycji siedzącej. Jego oczy były intensywnie niebieskie, gorące i palące.
Czułam się cała zarumieniona. Moja pierś szybko wznosiła się i opadała. Dłonie
wciąż trzymałam na jego ramionach. Wyciągnął rękę, obrysowując kształt mojej
dolnej wargi i znowu się pochylił.
- Nie, to nie był pocałunek. – Jego
wargi musnęły moje w najbardziej kuszącym, obiecującym sposobie. – To było
dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz