wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 20

Nie poszłam na zajęcia astronomii w poniedziałek ani wtorek. Po prostu nie mogłam spojrzeć w twarz Camowi. Nie po tym, jak zobaczyłam wyraz jego twarzy, kiedy zorientował się skąd była blizna na moim nadgarstku. Nie po tym, jak musiałam udawać, że wszystko jest w porządku przed jego mamą i tatą, zanim wyjechaliśmy. Chociaż znałam ich przez krótki okres czasu, sądziłam, że są cudowni i nienawidziłam faktu, że wyjeżdżałam wiedząc, że prawdopodobieństwo, iż jeszcze kiedykolwiek ich zobaczę było małe. Nie po napiętej, niekończącej się jeździe do domu w piątkowy poranek, czy kiedy Cam poszedł za mną do mieszkania i starał ze mną porozmawiać.
I zdecydowanie nie po tym jak próbował przyjść do mnie w niedzielę rano z jajkami, a ja nie podeszłam do drzwi.
Spędziłam większość weekendu w łóżku, oczy bolały mnie tak bardzo od nieustannego płaczu, że nie sądziłam, że naprawdę się skończył. Unikałam mojego telefonu. Brit napisała. Jacob napisał.
Cam napisał.
Cam również próbował przyjść niedzielnego wieczora, poniedziałkowego i wtorkowego. Za każdym razem gdy to robił, miałam poczucie jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.
Po prostu nie mogłam stawić mu czoła, ponieważ wyraz jego twarzy był tak zły, jak mojej matki.
Minęło około pięć miesięcy od imprezy Halloweenowej, kiedy postanowiłam, że już nie mogę tego znieść. Atak maili, wiadomości, telefonów i wiadomości na Facebooku był zły, ale w szkole, w prawdziwym życiu? Na korytarzach, w łazienkach, w kawiarni i w klasach, ludzie nie tylko szeptali o tym co usłyszeli, że się wydarzyło, kiedy Blaine i ja poszliśmy do jego sypialni. Otwarcie rozmawiali o tym przede mną. Nazywali mnie każdym połączeniem kłamiącej dziwki, jakie mogli wymyślić. Nauczyciele tego nie zatrzymali, tak jak i personel.
Więc ja i ta ramka, która kiedyś trzymała zdjęcie mnie i mojej najlepszej przyjaciółki – tej samej dziewczyny, która nazywała mnie dziwką tego samego dnia w zatłoczonym korytarzu szkoły – zaprzyjaźniłyśmy się.
Moi rodzice ledwo mogli na mnie spojrzeć zanim pocięłam nadgarstek, ale potem? W sali szpitalnej mama oszalała. Po raz pierwszy, od wieczności, oszalała.
Wpadła jak burza do prywatnej sali, tata podążał za nią. Jej ostry wzrok przeskoczył z mojej twarzy na zabandażowany nadgarstek.
Zbolała panika przeszła przez jej zbyt idealne rysy i pomyślałam, że w końcu obejmie mnie ramionami i powie mi, że wszystko będzie dobrze, że przejdziemy przez to razem.
Ten wyraz bólu ustąpił miejsca rozczarowaniu, litości, a potem gniewu.
- Jak śmiesz przynosić taki wstyd sobie i twojej rodzinie, Avery. Co mam powiedzieć ludziom, kiedy się o tym dowiedzą? – Powiedziała mama, a jej głos drżał, gdy walczyła żeby być cicho w szpitalnej sali, lecz straciła opanowanie. Następne słowa były wywrzeszczane. – Po wszystkim innym, ty robisz coś takiego? Nie przeprowadziłaś nas przez dosyć rzeczy? Co jest z tobą nie tak, Avery? Co, na Boga, jest z tobą nie tak?
Pielęgniarki wyciągnęły mamę z sali.
Dziwne, że zapamiętałam z tej nocy ten krótki wyraz paniki na jej twarzy i to jak omyłkowo sądziłam, że był tam z troski o mnie.
Ten zbolały wyraz był na twarzy Cama, a ja chciałam stać się kimś innym, bo wiedziałam, że w końcu ten zbolały wyraz zmieni się w coś innego, w rozczarowanie, litość i gniew.
A nie mogłam znieść patrzenia jak staje się to z Camem.
Zrobiłabym wszystko, żeby tego uniknąć, nawet jeśli znaczyło to wzięcie drastycznych kroków. Gdzieś pomiędzy wtorkowym wieczorem a środowym porankiem podjęłam decyzję o obecnym stanie mojego życia.
Ta… ta rzecz z Camem została skazana na niepowodzenia od samego początku. Czy facet i dziewczyna, którzy się sobie podobali naprawdę mogli się przyjaźnić? Nie sądzę. Sprawy stałyby się zbyt skomplikowane. Opieraliby się na tych uczuciach albo trzymali od siebie z daleka. Próbowaliśmy oprzeć się na naszych uczuciach przez gorącą chwilę. Pocałowaliśmy się parę razy. To było wszystko. I w rzeczywistości, nie poszłoby to dalej.
Nie byłam pewna, czy poszłabym dalej. Cóż, zwłaszcza teraz tak nie myślałam. Cam w końcu pójdzie dalej, a ja będę miała oczyszczone serce. Nie złamane, lecz kompletnie zniszczone, bo Cam… on był typem do zakochania. A ja nie mogłam na to pozwolić.
Może już to zrobiłaś, szepnął zły, okropny, wredny głos.
Więc w środę rano poszłam do mojego doradcy i wymyśliłam jakąś wymówkę o tym, że miałam zbyt dużo pracy szkolnej i że zostawałam w tyle. Ostatni dzień na wycofanie się z klasy był na koniec października, więc żeby odejść z astronomii będę musiała wziąć niedokończenie.
Niedokończenie całkowicie obniży moją średnią ocen, ale prawda była taka, że radziłam sobie wystarczająco dobrze na reszcie zajęć, że to mnie nie zabije.
Musiałam podjąć decyzję.
Stawić czoła Camowi i radzić sobie z nieuniknionym złamanym sercem albo wziąć niedokończenie.
Wzięłam niedokończenie.
A kiedy opuściłam gabinet mojego doradcy, wiedziałam, że to co zrobiłam nie bardzo było podjęciem decyzji. Uciekałam. Ostatecznie, czy nie w tym byłam dobra? Uciekaniu?
#
Brit i Jacob uparli się na interwencję w następujący weekend. Obydwoje pojawili się w moim mieszkaniu, a gdybym ich nie wpuściła, byłam pewna, że wyłamaliby mi drzwi albo, co gorsza, zaangażowali Cama.
Siedziałam w swoim czarnym fotelu, gapiąc się na nich. – Ludzie, naprawdę…?
Brit splotła ramiona z uparcie uniesioną miną. – Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, a ty najwyraźniej przechodzisz jakiś kryzys, zatem jesteśmy tutaj, i tak łatwo się nas nie pozbędziesz.
- Nie przechodzę kryzysu. – Boże, czy Cam powiedział im, co zobaczył? Skręciło mnie w żołądku, ale powiedziałam sobie że nie zrobiłby tego. Przynajmniej tak nie sądziłam.
- Naprawdę? – powiedział Jacob, wracając z kuchni. – Odkąd wróciłaś z przerwy Dziękczynienia, chodzisz jak zombie i nie typu fajnego, szybko zjadającego mózgi. Wyglądasz, jakbyś ryczała, unikasz Cama i jakiejkolwiek rozmowy z nim, i nie ma nic dobrego do jedzenia w twojej kuchni.
Uniosłam brwi na ostatnie oświadczenie. – Nie unikam Cama.
- Gówno prawda – odparła Brit. – Rozmawiałam wczoraj z Camem. Powiedział, że nie chcesz z nim rozmawiać, odpowiedzieć na jego telefony czy otworzyć drzwi, kiedy to on i nie byłaś na astronomii.
Ostry ból przeszedł przez moją klatkę piersiową. Niemal zapytałam, czy to ona do niego podeszła, ale pomyślałam, że to nie ma znaczenia. Im mniej o nim myślałam, tym lepiej. Nie wymawianie jego imienia pomagało.
Posiadanie dwójki przyjaciół przesłuchujących mnie na jego temat nie pomagało.
- Pokłóciliście się? – Jacob usiadł na kanapie.
Pokłóciliśmy się? Nie bardzo. Pokręciłam głową. – To nic. Nie pokłóciliśmy się. Po prostu nie byłam w humorze na rozmowę z nim.
Posłała mi bezbarwne spojrzenie. – Avery, to też jest gówno prawda.
Podniosłam bezradnie dłonie.
- Czemu nie chodzisz na astronomię? – zapytała.
- Rzuciłam klasę.
Sapnęła. – Rzuciłaś klasę? Avery, ostatni dzień na rzucenie klasy był… o mój Boże, wzięłaś niedokończenie?
- To nic wielkiego.
Brit gapiła się na mnie, tak jak Jacob. – Straciłaś pieprzony rozum, Avery?
Skrzywiłam się. – Nie.
Biorąc głęboki wdech, Brit zerkała na mnie i Jacoba. – Jacob, możesz wrócić sam do akademika?
Zmarszczył brwi. – Eee, tak, to nie tak daleko, ale…
- Dobrze – zaśpiewała. Pochylając się do przodu, pocałowała go w policzek. – Do zobaczenia później.
Jacob siedział przez chwilę, po czym potrząsnął głową. Szybko mnie uścisnął, zanim wyszedł. – Czemu go wyrzuciłaś? – zapytałam.
- Bo potrzebujemy babskiej rozmowy – odpowiedziała.
O jejku.
Pochyliła się, zaciskając kolana. – Co się pomiędzy wami wydarzyło?
Szukałam dobrej wymówki na to, dlaczego unikałam Cama. – Jedynie sądzę, że związek z nim nie jest dobrą rzeczą.
- Okej. Masz prawo tak postanowić, ale żadnej przyjaźni? Do punktu, że nie możesz być w tej samej klasie co on?
- Nie możemy być przyjaciółmi – powiedziałam po kilku chwilach, już znużona tą rozmową. – To wszystko, dobra? Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. Nie chcę być niegrzeczna, ale nie ma nic do powiedzenia. Nie chcę go widzieć. Koniec historii.
Nie chcę go widzieć. Rzecz w tym, że była to tylko częściowo prawda. Byłam zbyt zażenowana i zawstydzona żeby go zobaczyć, ale tęskniłam za nim. Minął tylko tydzień, ale tęskniłam za jego cwaniackimi komentarzami, jego błyskotliwością i urokiem i… powstrzymałam się potrząśnięciem głowy.
Brit odsunęła włosy z czoła. – W porządku, ale chcę zadać jedno pytanie i chcę pieprzenie szczerej odpowiedzi, dobra?
Rozszerzyłam oczy. – Dobra.
- Próbował czegoś?
- Co? – pisnęłam.
Spotkała mój wzrok. – Skrzywdził cię czy coś?
- O mój Boże, nie. – Wstałam, przesuwając dłońmi po biodrach. – Cam nic nie zrobił. Przyrzekam. Nie zrobił nic złego. To ja. Okej? Proszę, nie myśl tak o nim.
Brit powoli skinęła głową. – Nie sądziłam, że mógłby, ale musiałam zapytać. Musiałam wiedzieć.
Została jeszcze trochę, przesuwając rozmowę na jej ostatnie spotkanie z Jimmiem, i na chwilę zapomniałam o Camie i całym bałaganie.
Kiedy wychodziła, zatrzymała się przy drzwiach i odwróciła do mnie. – Na wypadek, gdybyś się zastanawiała, kiedy rozmawiałam z Camem, naprawdę martwił się o ciebie. Był zdenerwowany. Cokolwiek pomiędzy wami się stało, mam nadzieję, że poradzicie sobie z tym, bo…
- Bo co?
Zacisnęła usta, wdychając przez nos. – Bo myślę, że temu facetowi naprawdę na tobie zależy, Avery. I myślę, że tobie zależy na niemu. Byłaby to cholerna szkoda, gdybyście nie mogli tego naprawić lub przetrwać jakiegoś gówna.
#
Z końcem semestru zajęłam się egzaminami. Z niedokończeniem z astronomii, musiałam mistrzowsko poradzić sobie ze wszystkimi testami, żeby sprawić, że będę jakoś czuła się lepiej po podjęciu tak szalonej decyzji. Więcej niż raz w ciągu ostatniego tygodnia chciałam kopnąć się w twarz za wzięcie niedokończenia. W tych bardzo rzadkich logicznych chwilach przeklinałam siebie na każdy sposób od niedzieli. Była to bardzo głupia decyzja, zwłaszcza, że przez chłopaka, ale teraz już nie mogłam nic zrobić. Opuściłam dwa ostatnie tygodnie zajęć i było niemożliwe, żebym to nadrobiła.
Kiedy kończyłam mój ostatni egzamin w semestrze – muzykę – skierowałam się na dworzec kolejowy, gdzie było zaparkowane moje auto. Stawiając czoła brutalnemu wiatru, który zdawał się dmuchać mi prosto w oczy, wyciągnęłam komórkę. Była parę nieprzeczytanych wiadomości od Cama przez ostatni tydzień, jedna od NIEZNANEGO NUMERU, który najwyraźniej zmęczył się nazywaniem mnie dziwką przez pocztę głosową i przeniósł się na pisanie wiadomości. Tak jak unikałam maili mojego kuzyna, robiłam to samo z wiadomościami Cama.
Jednak ich nie usunęłam. Nie jestem pewna dlaczego. Po prostu nie potrafiłam tego zrobić.
Było nieodebrane połączenie od Brit. Chciała się spotkać, zanim pojedzie do domu na przerwę zimową. Ani ona, ani Jacob nie poruszyli znowu tematu Cama, ale wisiał on nad nami za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy. Po opuszczeniu kampusu, poszłam do sklepu spożywczego na długą podróż. Chodziłam przejściami, nie zupełnie znajdując cokolwiek apetycznego, ale bardziej wrzucając rzeczy do wózka.
Wychodząc, dostrzegłam Olliego kierującego się do pizzerii na końcu centrum handlowego. Byliśmy mniej niż milę od bloku, więc nie było zaskoczeniem zobaczenie go tutaj, ale zatrzymałam się po środku parkingu z walącym sercem. Nie spojrzał w moją stronę, pewnie nawet mnie nie zobaczył, ale ja go zobaczyłam i pomyślałam o tym głupim żółwiu.
Gula pojawiła się w moim gardle i gwałtownie wciągnęłam powietrze. Łzy paliły moje oczy, kiedy zmusiłam się do wejścia do auta. Rozładowałam zakupy, skupiając się na przyziemnym zadaniu do czasu, aż poczułam że roztrzepana gula uczucia odeszła.
Nieuniknione stało się, kiedy taszczyłam na górę zakupy.
Usłyszałam jak drzwi Cama się otwierają i wiedziałam, że to nie był Ollie. Serce mi przyśpieszyło, próbowałam otworzyć drzwi i wejść z zakupami, zanim mnie zobaczy, tyle że nie było to możliwe. Odrzucając idiotyczny pomysł zostawienia zakupów na korytarzu, pochyliłam się, łapiąc tyle toreb ile mogłam.
- Avery.
Zamykając oczy, zamarłam, trzy torby zakupów zwisały z moich bolących palców. Zaschło mi w gardle, gdy poczułam jak się zbliża. Było tak, jakby moje ciało było świadome jego na jakimś dziwnym poziome podświadomości.
- Pozwól mi sobie pomóc.
Jego niski głos znalazł drogę do mojej klatki piersiowej, wzbudzając dreszcz. Otworzyłam oczy, ale utkwiłam wzrok w tym, co widziałam ze swojego mieszkania. – Mam to.
- Nie wygląda na to – odparł. – Twoje palce purpurowieją.
Racja. – To nic. – Weszłam do mieszkania, ale Cam szybko się ruszył. Okrążył mnie i zobaczyłam środek jego ciała. Dzięki Bogu, miał na sobie sweter. Zobaczyłam jego dłoń, która zabrała torby z moich rąk, muskając moje palce podczas procesu. Odskoczyłam, sprawiając, że jedna torba spadła na podłogę. – Cholera.
Schyliłam się, łapiąc odżywkę do włosów zanim stoczyłaby się po schodach. Cam klęknął, podnosząc resztę moich rozrzuconych rzeczy. W jego dłoniach był mój szampon, pasta do zębów i tampony. Miło. Przeklinając pod nosem, podniosłam wzrok.
Szczęka Cama była zaciśnięta i musiałam szybko odwrócić wzrok, bo widzenie go nie było dobre.
- Jeśli się zaśmiejesz, walnę cię w brzuch – powiedziałam, biorąc resztę zakupów.
- Nie ośmieliłbym się pomyśleć o śmianiu. – Cień rozbawienia pojawił się w jego głosie.
Poszedł za mną do mieszkania, mijając mnie i położył torby na blacie. Zrobiłam to samo z walącym sercem, bo był w mojej kuchni. – Nie musiałeś pomagać, ale dziękuję – powiedziałam, trzęsły mi się ręce, kiedy wyciągnęłam mleko z jednej z toreb. Wciąż był w kuchni, stojąc przed drzwiami. – Naprawdę muszę…
 - Poważnie myślisz, że pozbędziesz mnie się tak łatwo, teraz, gdy już tutaj jestem? – zapytał.
Schowałam mleko do lodówki i przeszłam na mrożonki. – Mogę mieć tylko nadzieję.
- Ha. Zabawne. Musimy porozmawiać.
Układając w stos mrożone rzeczy, zaniosłam je do zamrażarki. – Nie musimy porozmawiać.
- Tak, musimy.
- Nie, nie musimy. Jestem zajęta. Jak widzisz, muszę odłożyć zakupy i…
- Okej, mogę pomóc. – Cam ruszył do przodu, kierując się do blatu. – I możemy porozmawiać, kiedy będę ci pomagał.
- Nie potrzebuję twojej pomocy.
- Tak, myślę że tak jakby potrzebujesz.
Odwróciłam się gwałtownie, zostawiając otwarte drzwi zamrażarki. Zimne powietrze owiało mój kark, ale ledwo je poczułam ponad paniką i gniewem z powodu przymusu stawieniu mu czoła. – Co to miało znaczyć?
- Nie znaczy to tego, o czym myślisz, Avery. Jezu. – Przesunął dłonią po rozczochranych włosach. – Chcę tylko z tobą pogadać. Tylko to próbowałem zrobić.
- Widocznie ja nie chcę rozmawiać z tobą. – Podeszłam do lady, zabierając z niej paczkę mięsa do hamburgerów. Wrzucając ją do zamrażarki, zamknęłam drzwiczki. Kilka rzeczy zadrżało w środku i na lodówce. – A ty wciąż tutaj jesteś.
Cam wziął głęboki wdech, kiedy mięsień na jego szczęce zaczął drżeć. – Słuchaj, rozumiem, że się nie cieszysz, ale musisz mi powiedzieć co zrobiłem, żeby tak cię wkurzyć, że nie chcesz ze mną rozmawiać czy nawet…
- Nic nie zrobiłeś, Cam! Po prostu nie chcę z tobą rozmawiać. – Obracając się na pięcie, wyszłam z kuchni i podeszłam do drzwi wejściowych. – Okej?
- Nie, nie jest okej. – Poszedł za mną do salonu, ale zatrzymał się za kanapą. – Tak ludzie się nie zachowują, Avery. Nie rzucają po prostu osoby czy się przed nią ukrywają. Jeśli jest…
- Chcesz wiedzieć, jak ludzie się nie zachowują? – Dotknięta przez prawdę w jego słowach, zaatakowałam. – Ludzie również ciągle nie wydzwaniają i nie nękają ludzi, którzy najwyraźniej nie chcą ich widzieć! Co ty na to?
- Nękam cię? To robiłem? – Cam zaśmiał się, lecz był to ostry dźwięk. – Cholernie sobie ze mnie żartujesz? Martwienie się o ciebie jest nękaniem?
Otworzyłam usta, ale ta niekomfortowa gula wróciła, niemal mnie dusząc. – Nie powinnam tego powiedzieć. Nie nękasz mnie. Po prostu… - zamilkłam, przesuwając dłońmi po włosach. – Sama nie wiem.
Cam zacisnął usta, przyglądając mi się. Pokręcił głową. – Chodzi o to, co zobaczyłem, prawda? – Wskazał na moje ramię, a ja się napięłam. – Avery, możesz…
- Nie – powiedziałam, wyciągając dłoń. – Nie chodzi o to. Nie chodzi o nic. Po prostu nie chcę tego robić.
- Czego robić?
- Tego! – Zamknęłam na chwilę oczy, wciągając głębokie powietrze. – Nie chcę robić tego.
- Dobry Boże, kobieto, próbuję tylko z tobą porozmawiać!
Jego słowa szarpnęły moim sercem, ale pokręciłam głową, spotykając jego wzrok. – Nie ma o czym rozmawiać, Cam.
- Avery, daj spokój… - Cam zagryzł dolną wargę, przyciągając moją uwagę jakby wymachiwał cheesburgerem przed głodującym chłopcem z bractwa. – Dobra, wiesz co? Nie zamierzam być objeżdżanym. Pieprzyć to.
Wzdrygnęłam się, odsuwając się na bok. Całkowicie na to zasługiwałam, ale zabolało – głęboko.
Przeszedł obok mnie, dochodząc do drzwi. – Słuchaj, jadę do domu na przerwę zimową. Będę tam i z powrotem, więc jeśli będziesz czegoś potrzebowała... – Znowu się roześmiał, dźwięk był niewesoły, jak wbił palce we włosy. – Ta, niczego nie potrzebujesz.
Ból wlał się do mojej klatki piersiowej, kiedy patrzyłam jak otwiera drzwi. Cam wyszedł na korytarz, a potem się odwrócił. – Zostajesz tutaj całkiem sama na całą przerwę, tak? Nawet Boże Narodzenie?
Milcząc, skrzyżowałam ramiona na piersi.
Odwrócił wzrok, zaciskając szczękę. – Nieważne. Dobrych świąt, Avery.
Cam poszedł do swojego mieszkania i spodziewałam się usłyszeć trzaśnięcie drzwi, ale to nie nastąpiło i z jakiegoś powodu było to o wiele gorsze. Zamknęłam drzwi, już miałam zamazany wzrok. Dobrze, że tak się stało. Mówiłam to sobie, cofając się od drzwi. Brit myliła się. Nie było niczego do naprawienia. Lepiej było w ten sposób. Musiało być.

Tyle że w ogóle tak tego nie czułam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz