Wciąż byłam w stanie szoku przez
większość soboty, tak bardzo, że kiedy spotkałam się z Jacobem i Brit na naszej
sesji nauki z kawą, nawet nie mogłam sobie przypomnieć, co do diabła z nimi
zrobiłam, a potem po zjedzeniu szybkiej kolacji zorientowałam się, że
zostawiłam swoją torbę w aucie, razem z komórką.
Zbyt nieobecna i trochę leniwa nawet
nie założyłam butów, gdy otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, od razu się
zatrzymując, kiedy dostrzegłam Ollie’ego wchodzącego po schodach ze zgrzewką
piwa w rękach.
- Hej! – Uśmiechnął się. – Co tutaj
robisz… w skarpetkach?
- Uch, szłam do auta po torbę. –
Przestąpiłam z nogi na nogę. – Spragniony?
Ollie roześmiał się. – Zawsze jestem
spragniony, ale to nie dla mnie. Dzisiaj jest walka i jest u nas kilka ludzi.
- Brzmi fajnie.
- Taa… - Zerknął na swoje drzwi,
przenosząc zgrzewkę do drugiej ręki. – Może wpadniesz?
Podskoczyło mi serce. – Och, no nie
wiem. Może innym…
- Daj spokój, główna walka nawet się
jeszcze nie zaczęła, więc nic nie przegapiłaś.
Wahałam się. – Sama nie wiem…
Ollie wystawił dolną wargę, a było to
tak śmieszne, że się zaśmiałam. – Cam się ucieszy, gdy cię zobaczy.
- Ta, nie sądzę…
- Brzmi to jak plan – wtrącił. – Nie
myśl o tym. Chodź. Tylko na chwilę, dobra? Może będziemy mogli wziąć Rafaela na
spacer.
Znowu się zaśmiałam, myśląc o Olliem
i biednym żółwiu, kiedy spojrzałam na ich mieszkanie. Czemu miałabym nie wejść?
Byłaby to normalna rzecz i Ollie tam mieszkał. Mógł mnie zaprosić. I jeśli
miałabym być ze sobą szczera, chciałam zobaczyć Cama.
Ja… tęskniłam za nim.
Biorąc głęboki wdech, skinęłam głową.
– Okej. Tylko na chwilę.
- Świetnie! – Ollie wsunął wolne
ramię pod moje i zanim mogłam zmienić zdanie, poprowadził mnie korytarzem.
- Czekaj! Nie mam butów.
- Kogo to obchodzi? – Posłał mi głupi
uśmiech, kiedy przekraczaliśmy krótką odległość. – Buty są przereklamowane.
Tętno mi przyśpieszyło, kiedy Ollie
otworzył drzwi. Natychmiast odgłos śmiechu i walki wzmocnił się, aż byłam
trochę przytłoczona. Wszyscy byli skupieni na telewizorze. Ollie puścił moje
ramię i wstawił zgrzewkę do lodówki. Podniósł dwa kieliszki z lady w kuchni. Co
on, do diabła, robił?
- Jose cię wita – podał mi jeden z
kieliszków.
Moja ręka lekko zadrżała, kiedy go
wzięłam. Głos w mojej głowie mówił mi nie, ale niech to szlag, byłam zmęczona
tym głosem. Ten sam głos powiedział mi, żebym powiedziała Camowi, by dał mi
spokój. Ten sam głos powiedział mi, żebym słuchała rodziców. Ten sam głos
powiedział mi, żebym pozwoliła Blaine’owi zabrać się do tamtego pokoju. Ten
głos tylko mnie wydymał. Opróżniłam kieliszek i natychmiast załzawiły mi oczy,
gdy płyn wypalił mi gardło.
- O kurczę – mruknęłam, szybko
mrugając.
Ollie zaśmiał się, zamieniając
kieliszek na butelkę piwa, po czym złapał mnie za ramię, zaciągając do salonu.
– Spójrzcie, kogo znalazłem! – krzyknął.
Kilka głów się odwróciło, a ja
zacisnęłam palce na szyjce piwa. Nie widziałam nikogo, prócz niego i w chwili,
kiedy mój wzrok padł na Cama, wiedziałam, że był to bardzo zły pomysł.
Wydawało mi się jakbym nie widziała
go od miesięcy.
Cam siedział na kanapie, bejsbolówka
była przekręcona do tyłu. Pochylał się do przodu, krzycząc na dwóch kolesi w
telewizji, którzy się bili na kwaśne jabłko. Ciemnoczerwona bluza była
rozpięta, ukazując pod spodem białą koszulkę. Obok niego na kanapie była Steph.
Upiłam zdrowy łyk piwa.
Wyglądała idealnie, jak zwykle. Błyszczące
ciemne włosy, ciasny czarny golf rozciągnięty na jej piersiach. Musiała coś
powiedzieć, bo Cam w końcu spojrzał i czułam się, jakby ktoś mnie kopnął w
pierś.
Zaskoczenie przemknęło po jego
atrakcyjnej twarzy, a potem jego wzrok padł na to, co trzymałam w dłoni.
Podniósł brwi i nasze spojrzenia się złączyły. Wydawało się, że zamarło we mnie
serce. Dla mnie zdawało się jakby wszyscy przestali rozmawiać i zaczęli się
gapić, ale w rzeczywistości minęły tylko sekundy i pewnie nikt nic nie
zauważył.
Usta po jednej stronie się uniosły. –
Hej.
- Hej – odpowiedziałam słabo.
Obserwował mnie kilka chwil dłużej, a
potem odwrócił się z powrotem do ekranu, ramiona miał wyprostowane i napięte.
Nie chciał mnie tutaj. Było to na nim wypisane, a poza tym, Steph była obok
niego.
Ruszyłam do drzwi, ale jakoś Ollie
znalazł się za mną, a następną rzeczą jaką wiedziałam było to, że posadził mnie
na pustej leżance zwróconej do telewizora. Dwoje facetów w spandexowych
koszulach biło się po twarzach.
Hmm.
Napięta piłam piwo szybciej niż
prawdopodobnie powinnam. Zachrypnięty chichot Steph wpełzł mi do żołądka i
zaczął drapać wnętrzności. W ciągu paru minut była praktycznie na kolanach
Cama, jedną ręką obejmowała jego biceps. Pochyliła się i szepnęła do jego ucha.
Cam pokręcił głową, a ona wydymała wargi w najdoskonalszy sposób. Co
powiedziała?
Ktoś – może Ollie? – podał mi kolejny
kieliszek Jose, który podgrzał mi brzuch i odepchnął pazury Steph.
- Podobają mi się te skarpetki.
Podnosząc wzrok, zobaczyłam jednego z
przyjaciół Cama. Nie znałam jego imienia ani nie rozpoznałam jego twarzy, ale
miał ładny uśmiech. Wyciągnęłam nogi, poruszając palcami u stóp w moich
skarpetkach w kolorach tęczy. – Dzięki.
Przesunął dłonią po krótko ściętych
brązowych włosach i złapał się za kark. – Więc normalnie oglądasz walki UFC?
Spojrzałam na ekran. Facet został
wkopany z powrotem do klatki. – To pierwszy raz kiedy coś takiego oglądam.
- Nie brzmisz, jakbyś miała znowu to
oglądać.
Otwierając usta, byłam zaskoczona,
słysząc, że wychodzi z nich chichot. – Ta, nie wiem czy to będzie coś, co będę
regularnie oglądać.
- Cóż, to cholerna szkoda –
powiedział facet z lekkim uśmiechem. – Cam zamawia to każdego miesiąca, a
gdybyś przychodziła, to miałbym kolejną rzecz, której nie mógłbym się doczekać.
Nic na to nie powiedziałam i
odwróciłam się z powrotem do telewizora, przejeżdżając dłonią po kolanie.
Drinki i piwo sprawiały, że moje mięśnie były ciepłe, a myśli niewyraźne. Koleś
zapytał, czy chcę kolejnego drinka, a ja zorientowałam się, że moja butelka jest
pusta.
- Pewnie. – Uśmiech, który przeszedł
po mojej twarzy wydawał się zbyt szeroki i promienny.
Wracając z zimnym piwem, usiadł na
podłokietniku mojego fotela, a za nim zobaczyłam jak Cam podnosi wzrok i mruży
oczy. – Proszę.
- Dzięki. – Upiłam łyk, teraz już
mogąc łatwo zignorować paskudny smak, który wypełnił moje usta. Mój wzrok
spotkał się na chwilę z Cama i zmusiłam się do odwrócenia spojrzenia.
Skończyłam na patrzeniu na faceta obok mnie. – Sorry. Nie pamiętam twojego
imienia.
Koleś szturchnął mnie w ramię. – Nie
sądzę, że wcześniej się spotkaliśmy. Jestem Henry.
- Avery – powiedziałam.
Powtórzył moje imię z uśmiechem. –
Podoba mi się. Jest inne.
- Tak jak moje skarpetki?
Henry roześmiał się, spoglądając na
ekran. – Tak, jak twoje skarpetki. Więc chodzisz do college’u, Avery?
Potaknęłam. – Ty nie?
- Nie. Skończyłem kilka lat temu.
Znam Cama z… cóż, z rzeczy, którą robimy. – Wziął łyk swojego piwa, kiedy ja
próbowałam się domyślić, o co mu chodziło. Spojrzał na mnie, marszcząc brwi. –
Jesteś wystarczająco dorosła, żeby pić?
Zachichotałam. – Nie.
- Tak sądziłem. Wyglądasz młodo.
- Nie jestem tak młoda. Dopiero
skończyłam dwudziestkę.
- Dzięki Bogu, jesteś legalna –
powiedział, kręcąc głową i podniósł brwi. – Jedynie nie powiem nikomu o piwie w
twojej ręce.
Przekrzywiając głowę, starałam się
rozgryźć jego wiek. – Ile masz lat?
Zerknął na mnie. – Wystarczająco
dużo, żeby wiedzieć lepiej.
Zanim mogłam z niego wyciągnąć
więcej, Cam zawołał. – Hej, Henry, chodź tutaj na chwilę.
Henry wstał z podłokietnika leżanki i
minął kilka innych facetów. Steph była oparta o kanapę ze skrzyżowanymi
ramionami, kiedy Cam pokazał Henry’emu, żeby się nachylił. Nie miałam żadnych
nadziei na usłyszenie tego, co powiedział mu Cam, ale Henry cofnął się i
poszedł tam, gdzie Jase opierał się nagi odcinek ściany.
Bardziej niż ciekawa tego, co się tam
działo, poczułam silne pragnienie, żeby zrobić jakieś śledztwo. Otworzyłam
usta, bo czemu, do cholery nie, lecz Steph trzymała Cama za ramię i byłam
rozproszona. Szeptał do niej. Zabrała rękę i posłała mi, co mogło być tylko tak
opisane, „sukowate” spojrzenie. Szczerze, to było pieprzone dzieło sztuki i
byłam tak jakby zazdrosna o ten poziom mistrzostwa.
Spojrzałam na Henry’ego, a on
podniósł wzrok. Puścił oko, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi, czując zawroty.
Piekła mnie skóra na karku i odwróciłam się w stronę Cama. Patrzył na mnie i
zaczęłam uśmiechać się do niego, ale wtedy zerknął w kierunku Henry’ego.
Cam mruknął coś, a Steph wstała
gwałtownie i poszła w stronę łazienki, otwierając drzwi. Potem wstał Cam, idąc
w moją stronę, a moje zawroty były nieokiełznane. Wielki, głupi uśmiech pojawił
się na mojej twarzy. Minęło tyle czasu odkąd rozmawialiśmy i tęskniłam za nim,
naprawdę.
Cam był… był wyjątkowy… dla mnie, i
chciałam cofnąć się w czasie do Święta Dziękczynienia i nie zareagować tak
mocno. Chciałam cofnąć rzucenie astronomii i chciałam go nie unikać. Nie
chciałam być dziewczyną, która zrobiła tak bardzo głupie rzeczy. Chciałam, że
Cam uśmiechnął się do mnie, tak jak kiedyś to robił.
Teraz się nie uśmiechał, to było
pewne. – Pójdziesz ze mną na chwilkę?
Poszłabym z nim gdziekolwiek.
Podskakując, zachwiałam się, gdy
pokój wydawał się przekrzywić na bok. – Wow.
Zacisnął szczękę, łapiąc moje ramię.
– Będziesz mogła iść?
- Tak. Oczywiście. – Zrobiłam krok i
wpadłam w Cama. Zachichotałam z pełnego wątpliwości wyrazu na jego twarzy. –
Nic mi nie jest.
Cam posłał Olliemu mroczne
spojrzenie, prowadząc mnie do jasno oświetlonej kuchni, cofając mnie do blatu.
Stał pomiędzy mną a progiem, splatając ramiona na torsie. – Co ty robisz,
Avery? – zapytał niskim głosem.
Podniosłam butelkę. – Piję. Co ty
robisz?
Zmrużył lodowato niebieskie oczy. –
Nie o to mi chodzi i ty o tym wiesz. Co ty robisz?
Cholera. Witaj nastawienie.
Spróbowałam posłać Camowi sukowate spojrzenie, które opanowała Steph, marszcząc
twarz, aż byłam pewna, że wyglądam jakbym dostała ataku. Westchnęłam i się
poddałam. – Nic nie robię, Cam.
- Nie? – Podniósł brwi. – Jesteś
pijana.
- Wcale nie!
Rzucił mi bezbarwne spojrzenie. –
Sławne ostatnie słowa pijanego zanim pada na twarz.
- To się nie stało… jeszcze.
Cam pokręcił głową, po czym złapał
moje ramię, ciągnąc mnie z powrotem do salonu. Myślałam, że zamierza zmusić
mnie do siadania obok niego czy coś, ale otworzył drzwi wejściowe i wyprowadził
mnie do chłodnej klatki schodowej.
- Um… - Nie tego się spodziewałam.
- Musisz iść do domu, Avery. – Puścił
moje ramię i wskazał na drzwi mieszkania, jakbym nie miała pojęcia gdzie
mieszkam.
Otworzyłam szeroko usta, przyciskając
butelkę do piersi. – Mówisz poważnie?
- Tak. Mówię cholernie poważnie.
Jesteś pijana, a te gówno nie będzie się dziać przede mną.
- Jakie gówno? – Cofnęłam się o krok,
skonsternowana. – Przepraszam. Ollie mnie zaprosił…
- Ta i skopię mu potem tyłek. –
Szczękę zacisnął w twardą linię, przesuwając ręką przez włosy. – Po prostu idź
do domu, Avery. Porozmawiam z tobą później.
Zapiekło mnie w gardle. Tysiące myśli
biegło w mojej głowie, kiedy na niego patrzyłam. – Jesteś na mnie zły…
- Nie jestem na ciebie zły, Avery.
Na pewno tak to nie wyglądało.
Przestąpiłam z nogi na nogę. – Nie chcę iść do domu. Nie ma tam nikogo i ja… -
urwałam, gdy pieczenie w gardle wzrosło.
Cam wziął głęboki wdech, przymykając
oczy. – Przyjdę potem i porozmawiamy, dobrze? Ale idź do domu. Proszę, po prostu
idź do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz