wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 23

Wciąż byłam w stanie szoku przez większość soboty, tak bardzo, że kiedy spotkałam się z Jacobem i Brit na naszej sesji nauki z kawą, nawet nie mogłam sobie przypomnieć, co do diabła z nimi zrobiłam, a potem po zjedzeniu szybkiej kolacji zorientowałam się, że zostawiłam swoją torbę w aucie, razem z komórką.
Zbyt nieobecna i trochę leniwa nawet nie założyłam butów, gdy otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, od razu się zatrzymując, kiedy dostrzegłam Ollie’ego wchodzącego po schodach ze zgrzewką piwa w rękach.
- Hej! – Uśmiechnął się. – Co tutaj robisz… w skarpetkach?
- Uch, szłam do auta po torbę. – Przestąpiłam z nogi na nogę. – Spragniony?
Ollie roześmiał się. – Zawsze jestem spragniony, ale to nie dla mnie. Dzisiaj jest walka i jest u nas kilka ludzi.
- Brzmi fajnie.
- Taa… - Zerknął na swoje drzwi, przenosząc zgrzewkę do drugiej ręki. – Może wpadniesz?
Podskoczyło mi serce. – Och, no nie wiem. Może innym…
- Daj spokój, główna walka nawet się jeszcze nie zaczęła, więc nic nie przegapiłaś.
Wahałam się. – Sama nie wiem…
Ollie wystawił dolną wargę, a było to tak śmieszne, że się zaśmiałam. – Cam się ucieszy, gdy cię zobaczy.
- Ta, nie sądzę…
- Brzmi to jak plan – wtrącił. – Nie myśl o tym. Chodź. Tylko na chwilę, dobra? Może będziemy mogli wziąć Rafaela na spacer.
Znowu się zaśmiałam, myśląc o Olliem i biednym żółwiu, kiedy spojrzałam na ich mieszkanie. Czemu miałabym nie wejść? Byłaby to normalna rzecz i Ollie tam mieszkał. Mógł mnie zaprosić. I jeśli miałabym być ze sobą szczera, chciałam zobaczyć Cama.
Ja… tęskniłam za nim.
Biorąc głęboki wdech, skinęłam głową. – Okej. Tylko na chwilę.
- Świetnie! – Ollie wsunął wolne ramię pod moje i zanim mogłam zmienić zdanie, poprowadził mnie korytarzem.
- Czekaj! Nie mam butów.
- Kogo to obchodzi? – Posłał mi głupi uśmiech, kiedy przekraczaliśmy krótką odległość. – Buty są przereklamowane.
Tętno mi przyśpieszyło, kiedy Ollie otworzył drzwi. Natychmiast odgłos śmiechu i walki wzmocnił się, aż byłam trochę przytłoczona. Wszyscy byli skupieni na telewizorze. Ollie puścił moje ramię i wstawił zgrzewkę do lodówki. Podniósł dwa kieliszki z lady w kuchni. Co on, do diabła, robił?
- Jose cię wita – podał mi jeden z kieliszków.
Moja ręka lekko zadrżała, kiedy go wzięłam. Głos w mojej głowie mówił mi nie, ale niech to szlag, byłam zmęczona tym głosem. Ten sam głos powiedział mi, żebym powiedziała Camowi, by dał mi spokój. Ten sam głos powiedział mi, żebym słuchała rodziców. Ten sam głos powiedział mi, żebym pozwoliła Blaine’owi zabrać się do tamtego pokoju. Ten głos tylko mnie wydymał. Opróżniłam kieliszek i natychmiast załzawiły mi oczy, gdy płyn wypalił mi gardło.
- O kurczę – mruknęłam, szybko mrugając.
Ollie zaśmiał się, zamieniając kieliszek na butelkę piwa, po czym złapał mnie za ramię, zaciągając do salonu. – Spójrzcie, kogo znalazłem! – krzyknął.
Kilka głów się odwróciło, a ja zacisnęłam palce na szyjce piwa. Nie widziałam nikogo, prócz niego i w chwili, kiedy mój wzrok padł na Cama, wiedziałam, że był to bardzo zły pomysł.
Wydawało mi się jakbym nie widziała go od miesięcy.
Cam siedział na kanapie, bejsbolówka była przekręcona do tyłu. Pochylał się do przodu, krzycząc na dwóch kolesi w telewizji, którzy się bili na kwaśne jabłko. Ciemnoczerwona bluza była rozpięta, ukazując pod spodem białą koszulkę. Obok niego na kanapie była Steph.
Upiłam zdrowy łyk piwa.
Wyglądała idealnie, jak zwykle. Błyszczące ciemne włosy, ciasny czarny golf rozciągnięty na jej piersiach. Musiała coś powiedzieć, bo Cam w końcu spojrzał i czułam się, jakby ktoś mnie kopnął w pierś.
Zaskoczenie przemknęło po jego atrakcyjnej twarzy, a potem jego wzrok padł na to, co trzymałam w dłoni. Podniósł brwi i nasze spojrzenia się złączyły. Wydawało się, że zamarło we mnie serce. Dla mnie zdawało się jakby wszyscy przestali rozmawiać i zaczęli się gapić, ale w rzeczywistości minęły tylko sekundy i pewnie nikt nic nie zauważył.
Usta po jednej stronie się uniosły. – Hej.
- Hej – odpowiedziałam słabo.
Obserwował mnie kilka chwil dłużej, a potem odwrócił się z powrotem do ekranu, ramiona miał wyprostowane i napięte. Nie chciał mnie tutaj. Było to na nim wypisane, a poza tym, Steph była obok niego.
Ruszyłam do drzwi, ale jakoś Ollie znalazł się za mną, a następną rzeczą jaką wiedziałam było to, że posadził mnie na pustej leżance zwróconej do telewizora. Dwoje facetów w spandexowych koszulach biło się po twarzach.
Hmm.
Napięta piłam piwo szybciej niż prawdopodobnie powinnam. Zachrypnięty chichot Steph wpełzł mi do żołądka i zaczął drapać wnętrzności. W ciągu paru minut była praktycznie na kolanach Cama, jedną ręką obejmowała jego biceps. Pochyliła się i szepnęła do jego ucha. Cam pokręcił głową, a ona wydymała wargi w najdoskonalszy sposób. Co powiedziała?
Ktoś – może Ollie? – podał mi kolejny kieliszek Jose, który podgrzał mi brzuch i odepchnął pazury Steph.
- Podobają mi się te skarpetki.
Podnosząc wzrok, zobaczyłam jednego z przyjaciół Cama. Nie znałam jego imienia ani nie rozpoznałam jego twarzy, ale miał ładny uśmiech. Wyciągnęłam nogi, poruszając palcami u stóp w moich skarpetkach w kolorach tęczy. – Dzięki.
Przesunął dłonią po krótko ściętych brązowych włosach i złapał się za kark. – Więc normalnie oglądasz walki UFC?
Spojrzałam na ekran. Facet został wkopany z powrotem do klatki. – To pierwszy raz kiedy coś takiego oglądam.
- Nie brzmisz, jakbyś miała znowu to oglądać.
Otwierając usta, byłam zaskoczona, słysząc, że wychodzi z nich chichot. – Ta, nie wiem czy to będzie coś, co będę regularnie oglądać.
- Cóż, to cholerna szkoda – powiedział facet z lekkim uśmiechem. – Cam zamawia to każdego miesiąca, a gdybyś przychodziła, to miałbym kolejną rzecz, której nie mógłbym się doczekać.
Nic na to nie powiedziałam i odwróciłam się z powrotem do telewizora, przejeżdżając dłonią po kolanie. Drinki i piwo sprawiały, że moje mięśnie były ciepłe, a myśli niewyraźne. Koleś zapytał, czy chcę kolejnego drinka, a ja zorientowałam się, że moja butelka jest pusta.
- Pewnie. – Uśmiech, który przeszedł po mojej twarzy wydawał się zbyt szeroki i promienny.
Wracając z zimnym piwem, usiadł na podłokietniku mojego fotela, a za nim zobaczyłam jak Cam podnosi wzrok i mruży oczy. – Proszę.
- Dzięki. – Upiłam łyk, teraz już mogąc łatwo zignorować paskudny smak, który wypełnił moje usta. Mój wzrok spotkał się na chwilę z Cama i zmusiłam się do odwrócenia spojrzenia. Skończyłam na patrzeniu na faceta obok mnie. – Sorry. Nie pamiętam twojego imienia.
Koleś szturchnął mnie w ramię. – Nie sądzę, że wcześniej się spotkaliśmy. Jestem Henry.
- Avery – powiedziałam.
Powtórzył moje imię z uśmiechem. – Podoba mi się. Jest inne.
- Tak jak moje skarpetki?
Henry roześmiał się, spoglądając na ekran. – Tak, jak twoje skarpetki. Więc chodzisz do college’u, Avery?
Potaknęłam. – Ty nie?
- Nie. Skończyłem kilka lat temu. Znam Cama z… cóż, z rzeczy, którą robimy. – Wziął łyk swojego piwa, kiedy ja próbowałam się domyślić, o co mu chodziło. Spojrzał na mnie, marszcząc brwi. – Jesteś wystarczająco dorosła, żeby pić?
Zachichotałam. – Nie.
- Tak sądziłem. Wyglądasz młodo.
- Nie jestem tak młoda. Dopiero skończyłam dwudziestkę.
- Dzięki Bogu, jesteś legalna – powiedział, kręcąc głową i podniósł brwi. – Jedynie nie powiem nikomu o piwie w twojej ręce.
Przekrzywiając głowę, starałam się rozgryźć jego wiek. – Ile masz lat?
Zerknął na mnie. – Wystarczająco dużo, żeby wiedzieć lepiej.
Zanim mogłam z niego wyciągnąć więcej, Cam zawołał. – Hej, Henry, chodź tutaj na chwilę.
Henry wstał z podłokietnika leżanki i minął kilka innych facetów. Steph była oparta o kanapę ze skrzyżowanymi ramionami, kiedy Cam pokazał Henry’emu, żeby się nachylił. Nie miałam żadnych nadziei na usłyszenie tego, co powiedział mu Cam, ale Henry cofnął się i poszedł tam, gdzie Jase opierał się nagi odcinek ściany.
Bardziej niż ciekawa tego, co się tam działo, poczułam silne pragnienie, żeby zrobić jakieś śledztwo. Otworzyłam usta, bo czemu, do cholery nie, lecz Steph trzymała Cama za ramię i byłam rozproszona. Szeptał do niej. Zabrała rękę i posłała mi, co mogło być tylko tak opisane, „sukowate” spojrzenie. Szczerze, to było pieprzone dzieło sztuki i byłam tak jakby zazdrosna o ten poziom mistrzostwa.
Spojrzałam na Henry’ego, a on podniósł wzrok. Puścił oko, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi, czując zawroty. Piekła mnie skóra na karku i odwróciłam się w stronę Cama. Patrzył na mnie i zaczęłam uśmiechać się do niego, ale wtedy zerknął w kierunku Henry’ego.
Cam mruknął coś, a Steph wstała gwałtownie i poszła w stronę łazienki, otwierając drzwi. Potem wstał Cam, idąc w moją stronę, a moje zawroty były nieokiełznane. Wielki, głupi uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Minęło tyle czasu odkąd rozmawialiśmy i tęskniłam za nim, naprawdę.
Cam był… był wyjątkowy… dla mnie, i chciałam cofnąć się w czasie do Święta Dziękczynienia i nie zareagować tak mocno. Chciałam cofnąć rzucenie astronomii i chciałam go nie unikać. Nie chciałam być dziewczyną, która zrobiła tak bardzo głupie rzeczy. Chciałam, że Cam uśmiechnął się do mnie, tak jak kiedyś to robił.
Teraz się nie uśmiechał, to było pewne. – Pójdziesz ze mną na chwilkę?
Poszłabym z nim gdziekolwiek.
Podskakując, zachwiałam się, gdy pokój wydawał się przekrzywić na bok. – Wow.
Zacisnął szczękę, łapiąc moje ramię. – Będziesz mogła iść?
- Tak. Oczywiście. – Zrobiłam krok i wpadłam w Cama. Zachichotałam z pełnego wątpliwości wyrazu na jego twarzy. – Nic mi nie jest.
Cam posłał Olliemu mroczne spojrzenie, prowadząc mnie do jasno oświetlonej kuchni, cofając mnie do blatu. Stał pomiędzy mną a progiem, splatając ramiona na torsie. – Co ty robisz, Avery? – zapytał niskim głosem.
Podniosłam butelkę. – Piję. Co ty robisz?
Zmrużył lodowato niebieskie oczy. – Nie o to mi chodzi i ty o tym wiesz. Co ty robisz?
Cholera. Witaj nastawienie. Spróbowałam posłać Camowi sukowate spojrzenie, które opanowała Steph, marszcząc twarz, aż byłam pewna, że wyglądam jakbym dostała ataku. Westchnęłam i się poddałam. – Nic nie robię, Cam.
- Nie? – Podniósł brwi. – Jesteś pijana.
- Wcale nie!
Rzucił mi bezbarwne spojrzenie. – Sławne ostatnie słowa pijanego zanim pada na twarz.
- To się nie stało… jeszcze.
Cam pokręcił głową, po czym złapał moje ramię, ciągnąc mnie z powrotem do salonu. Myślałam, że zamierza zmusić mnie do siadania obok niego czy coś, ale otworzył drzwi wejściowe i wyprowadził mnie do chłodnej klatki schodowej.
- Um… - Nie tego się spodziewałam.
- Musisz iść do domu, Avery. – Puścił moje ramię i wskazał na drzwi mieszkania, jakbym nie miała pojęcia gdzie mieszkam.
Otworzyłam szeroko usta, przyciskając butelkę do piersi. – Mówisz poważnie?
- Tak. Mówię cholernie poważnie. Jesteś pijana, a te gówno nie będzie się dziać przede mną.
- Jakie gówno? – Cofnęłam się o krok, skonsternowana. – Przepraszam. Ollie mnie zaprosił…
- Ta i skopię mu potem tyłek. – Szczękę zacisnął w twardą linię, przesuwając ręką przez włosy. – Po prostu idź do domu, Avery. Porozmawiam z tobą później.
Zapiekło mnie w gardle. Tysiące myśli biegło w mojej głowie, kiedy na niego patrzyłam. – Jesteś na mnie zły…
- Nie jestem na ciebie zły, Avery.
Na pewno tak to nie wyglądało. Przestąpiłam z nogi na nogę. – Nie chcę iść do domu. Nie ma tam nikogo i ja… - urwałam, gdy pieczenie w gardle wzrosło.

Cam wziął głęboki wdech, przymykając oczy. – Przyjdę potem i porozmawiamy, dobrze? Ale idź do domu. Proszę, po prostu idź do domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz