wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 30

Zostałam w łóżku i przespałam większość czwartku i piątku. Grube oraz duszące uczucie leżało na mnie jak zbyt ciężki koc. Spieprzyłam. Po królewsku. Była to samo-użalająca się mantra, którą w kółko powtarzałam. To była prawda i tylko o tym mogłam myśleć.
Nie tak planowałam zacząć moją przerwę wiosenną.
Zatapiając głowę w poduszce, trzymałam się z daleka od komórki, bo gdybym ją sprawdziła a Cam nie zadzwonił, to czułabym się gorzej. Bezcelowe, bo wiedziałam, że nie zadzwoni.
Nie było wątpliwości, że byłam w nim zakochana. Była różnica pomiędzy kochaniem kogoś a byciem zakochanym, a ja pozwoliłam żeby prześlizgnęło się to pomiędzy moimi palcami.
Cam miał dosyć.
Zaufał mi, a ja na swój sposób odrzuciłam mu te zaufanie w twarz. Gdyby wiedział o wszystkim sprawy potoczyłyby się pomiędzy nami inaczej w środowy wieczór. Lecz ja milczałam, tak jak przez te wszystkie lata.
W którymś momencie w sobotę, głęboki przeszywający smutek ustąpił miejsca czemuś innemu. Zrzuciłam koc i stanęłam pośrodku pokoju, oddychając nierówno. Obracając się, wzięłam butelkę balsamu i rzuciłam nią przez pokój. Butelka uderzyła w drzwi szafy, po czym opadła na podłogę.
Nieusatysfakcjonowana złapałam kolejną butelkę i rzuciłam nią mocniej. Ta uderzyła o ścianę, rozbijając tynk. Oto gdzie poszła moja kaucja za mieszkanie.
Nie obchodziło mnie to.
Gniew wezbrał się wokół mnie jak gorąca para. Odwróciłam się, ściągając kołdrę i prześcieradło z łóżka.
Potem zaatakowałam szafę.
Nienawidziłam nudnych swetrów, golfów, rozpinanych sweterków i wszystkich źle dopasowanych bluzek. Nienawidziłam wszystkiego, ale przede wszystkim nienawidziłam siebie za robienie tego. Krzycząc, szarpnęłam je w dół. Wieszaki zakołysały się i spadły na podłogę. Łzy zamazały mi wzrok, jak obróciłam się, szukając czegoś innego do zniszczenia, ale tak naprawdę nic nie było. Żadnych zdjęć do rzucania. Żadnych obrazów do zerwania ze ścian. Nie było nic. Byłam tak wkurzona – wkurzona na siebie.
Idąc do przedpokoju, oparłam się o ścianę, przymykając powieki. Oddychając ciężko, odrzuciłam głowę do tyłu i powstrzymałam wrzask.
Cisza mnie zabijała.
I tylko to zawsze było. Cisza. Tylko to znałam. Bycie cicho. Udawanie, że nic się nie stało, że nie było nic nie w porządku. I spójrzcie jak dobrze do wyszło.
Zsunęłam się po ścianie i otworzyłam oczy. Były tak suche, jak czułam się w środku, oschłe.
Kogo miałam za to winić? Blaine’a? Jego rodziców? Moich? Czy miało to znaczenie? Ani razu nie postawiłam się swoim rodzicom i nie powiedziałam im, co myślę. Po prostu zamykałam się i przyjmowałam to – przyjmowałam, aż mogłam uciec.
Problem w tym, że uciekanie już nie działało. Przede wszystkim nigdy nie działało i jak długo zajęło mi stwierdzenie tego? Pięć lat, prawie sześć? A jak wiele mili? Tysiące?
I wtem jak w pieprzonym zegarku, usłyszałam dzwoniący telefon z salonu.
Podnosząc na nogi, poszłam tam, zamrowił tył mojej czaszki, gdy zobaczyłam NIEZNANY NUMER błyskający na ekranie. Wzięłam telefon i odebrałam.
- Czego? – powiedziałam drżącym głosem.
Nic. Jeszcze więcej pieprzonej ciszy.
- Czego do cholery ode mnie chcesz? – zażądałam. – Co? Nie masz nic do powiedzenia? Jedynie dzwoniłeś do mnie i pisałeś przez ostatnie dziewięć miesięcy? Myślałam, że masz tonę gówna do powiedzenia.
Była kolejna wymowna cisza, a potem: - Nie mogę uwierzyć, że odebrałaś.
Rozszerzyłam oczy. Jasna cholera, głos należał do dziewczyny. Osoba, która do mnie dzwoniła i prawdopodobnie emailowała była dziewczyną.
Dziewczyną.
Kto wie, czego się spodziewałam, ale na pewno, do diabła, nie spodziewałam się dziewczyny.
Mogłam powiedzieć tylko jedno słowo. – Dlaczego?
- Dlaczego? – Dziewczyna wykrztusiła suchy śmiech. – Nie masz pojęcia z kim rozmawiasz, co nie? Nawet nie przeczytałaś jednego maila, którego ci wysłałam? Żadnego?
Przesłuchiwała mnie? – Cóż, kiedy zobaczyłam zawartość ich kilku, zdecydowałam się nie dręczyć.
- Emailowałam do ciebie od czerwca, próbując z tobą porozmawiać. Nie było nic złego z pierwszymi mailami, które ci wysłałam. Gdybyś po prostu jeden przeczytała, zobaczyłabyś to. Jednak czemu w ogóle powinnam uwierzyć, że ich nie przeczytałaś skoro masz takie niesławne tło mówienia prawdy.
Siadając, zmarszczyłam brwi. – Kim jesteś?
- Boże, to pieprzenie niewiarygodne. Nazywam się Molly Simmons.
Otworzyłam szeroko oczy. – Molly?
- Brzmisz, jakbyś rozpoznała moje imię. Chyba jednak przeczytałaś maile.
- Nie… mój kuzyn powiedział mi o tobie. – Znowu byłam na nogach, chodząc w kółko. – Nie przeczytałam twoich maili. Nie kłamię.
- To byłby pierwszy raz, kiedyś mówisz prawdę, jeśli o to chodzi – powiedziała i usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Zszokowana – byłam kompletnie oniemiała. – Nie wiem… Boże, tak bardzo przepraszam za to, co…
- Nie waż się przepraszać – wtrąciła, głosem ostrym jak brzytwa. – Przepraszam nic cholernie dla mnie nie znaczy.
Miałam otwarte szeroko usta, gdy kręciłam głową, co było głupie, bo przecież nie mogła mnie zobaczyć.
- Jesteś pieprzoną kłamliwą dziwką. Przez ciebie…
- Hej! Poważnie. Ty nazywasz mnie dziwką? Musisz widzieć jakie to jest popaprane. – Zacisnęłam dłoń na telefonie. – Szczerze to każda wstrętna wiadomość, którą mi wysłałaś jest popaprana. A nawet nie rozumiem czemu to robiłaś.
- Czemu? – Jej głos stał się przeszywający. – Mówisz cholernie poważnie?
- Tak!
Był słyszalny oddech. – Powiedz mi jedno. Co było prawdą? To, co powiedziałaś policji czy to, co Blaine powiedział wszystkim?
Wessałam oddech.
- Które, Avery? Bo jeżeli to była prawda, czemu wycofałaś oskarżenia, wiedząc do czego on jest zdolny? Ponieważ musiałaś wiedzieć, że było coś z nim nie tak i że zrobi to znowu.
Opuściłam ramiona i wyszeptałam: - Nie rozumiesz.
- Och, całkowicie rozumiem. Tak czy owak, jesteś kłamcą. – Oddech Molly zaszeleścił w telefonie. – Wiesz czemu chciałam się z tobą skontaktować? Bo potrzebowałam porozmawiać z kimś, kto przeszedł przez to, co ja i pomyślałam… - Jej głos się załamał. – Nie ma znaczenia co pomyślałam czy co zrobiłam. Nawet nie poświęciłaś czasu, żeby przeczytać jeden pieprzony mail. Przynajmniej mogłabyś powiedzieć mi prawdę.
Zamknęłam oczy, opierając czoło o wnętrze dłoni. W głowie wciąż kręciło mi się od tego, co wydarzyło się z Camem, a to mnie zszokowało. Było tyle maili z kont, których nie rozpoznawałam. Wiele z moim imieniem w temacie lub Blaine’a. I nie chciałam ich otworzyć, bo nie chciałam sobie z nimi radzić, lecz nigdy nie pomyślałam, że to mogła być ona.
Jednakże, czy naprawdę to coś by zmieniło? Czy otworzyłabym je i sięgnęła do niej? Odsuwając na bok prawne aspekty nieujawnienia, zrobiłabym to?
Skłamałabym gdybym powiedziała, że pomyślałabym nad zrobieniem tego.
- Jesteś tam? – żądała Molly.
- Tak. – Chrząknęłam, podnosząc głowę. Kula w mojej piersi trochę się rozwiązała. – Nie skłamałam.
- Więc była to prawda? – Jej głos brzmiał bliżej telefonu. – I wycofałaś oskarżenia.
Napięło mi się ciało jak skręcona lina. – Tak, ale…
- Dlaczego to zrobiłaś? – Jej ton był surowy. – Jak mogłaś? Jak mogłaś tak długo milczeć?
- Ja…
- Jesteś tchórzem. Trzymasz się swojego milczenia, bo jesteś tchórzem! Wciąż jesteś tą samą przerażoną czternastoletnią dziewczynką udającą, że ma to za sobą lata później! – wykrzyknęła, a mi przebiło ucho. – Wydarzyło się to mnie, bo nie powiedziałaś prawdy. Możesz mówić sobie cokolwiek chcesz, ale taka jest prawda. I obydwie to wiemy.
Molly rozłączyła się.
Siedziałam tam, gapiąc się na komórkę. Gniew wciąż się we mnie gotował, ale coś z tego co powiedziała przeszło przez czerwoną mgłę i nabrało sensu.
Trzymasz się swojego milczenia, bo jesteś tchórzem! Wciąż jesteś tą samą przerażoną czternastoletnią dziewczynką udającą, że ma to za sobą lata później!
Miała rację.
Boże, miała taką rację. Wszystkie te lata, a ja nigdy nic nie powiedziałam od tamtej nocy. Byłam zbyt przestraszona, żeby komukolwiek powiedzieć, żeby nawet powiedzieć Camowi. I dlatego właśnie wyszedł stąd, bo on również miał rację. Nie dałam odejść przeszłości i nie było żadnej przyszłości, dopóki tego nie zrobię. Przez ten cały czas tylko udawałam – udawałam, że nic mi nie jest, że jestem całkowicie szczęśliwa, że jestem ocalałą.
A ja nie byłam ocalałą. Przez zbyt wiele lat nie byłam nikim więcej jak ofiarą na drodze.
Molly nie znała całej historii. Prawdopodobnie nic by to nie zmieniło, gdyby znała, ale ocalenie a bycie ocalałą było dwiema innymi rzeczami. To właśnie robiłam przez ten cały czas. Tylko ocalałam, czekając na dzień, kiedy to, co zrobił mi Blaine nie splami mi wszystkiego, co było dobre w moim życiu.
Schowałam głowę w dłoniach. Łzy zebrały mi się w oczach.
Zamiast tego były rzeczy, które mogły potoczyć się inaczej. Nie mogłam zmienić tego, co mi się wydarzyło, ale mogłam zmienić sposób, w jaki reagowałam, zwłaszcza teraz, kiedy byłam tak daleko od tych, którzy utrudniali jakiekolwiek próby pokonania tego. Ale mówiąc szczerze było tego więcej. Zawsze było więcej niż Blaine. To byli moi rodzice – to byłam ja.
Jedynym sposobem, żebym naprawdę mogła się ruszyć, było stanięcie twarzą w twarz z tym co się stało, zrobienie czegoś, za co byłam ukarana za zrobienie za pierwszym razem.
To nie przeszłość wchodziła pomiędzy nas.
Była to teraźniejszość.
Cam miał rację.
Nagle wstałam na nogi. Szłam, nim zarejestrowałam co robię. Kiedy stanęłam przed drzwiami mieszkania Cama serce stanęło mi w gardle. Pewnie było dla nas za późno, ale jeśli mu powiem – jeśli się wytłumaczę – to będzie początek. Tak czy owak, byłam to winna Camowi.
Byłam to winna sobie.
Zapukałam i usłyszałam kroki chwilę później. Drzwi się otworzyły, ukazując Cama. Natychmiast zamknął oczy i otworzył usta, a ja wiedziałam, że zamierza powiedzieć mi bym poszła.
- Możemy porozmawiać? – zapytałam, głos załamał mi się w połowie. – Proszę, Cam. Nie zajmę ci dużo czasu. Ja tylko…
Oczy Cama otworzyły się, po czym na mnie zmrużyły. – Wszystko w porządku, Avery?
- Tak. Nie. Nie wiem. – Cząstka mnie chciała odwrócić się i wrócić do mojego mieszkania, ale nie pozwoliłam sobie uciekać. Już nie. – Po prostu muszę z tobą porozmawiać.
Biorąc głęboki wdech, odsunął się na bok. – Olliego nie ma.
Czując ulgę, że nie zamknął mi drzwi przed twarzą, weszłam za nim do salonu. Cam podniósł pilot, wyciszając telewizor i usiadł na kanapie. – Co się dzieje, Avery? – zapytał a jego ton sugerował, że nie oczekuje ode mnie, że odpowiem szczerze i to zabolało.
Zabolało, bo nie miał żadnego powodu żeby oczekiwać ode mnie, żebym była z nim szczera.
Usiadłam na brzegu leżanki, niepewna od czego zacząć. – Wszystko. – Tylko to mogłam na początku powiedzieć. – Wszystko.
Cam przysunął się do przodu, odwracając czapkę, którą nosił, do tyłu. Uroczy nawyk, który wskazywał, że skupiał uwagę. – Avery, co się dzieje?
- Nie byłam z tobą szczera i przepraszam. – Moja dolna warga zaczęła drżeć i wiedziałam, że jestem sekundy od załamania. – Tak bardzo przepraszam, a ty pewnie nie masz czasu na…
- Mam dla ciebie czas, Avery. – Spotkał mój wzrok swoim spokojnym. – Chcesz ze mną porozmawiać, to tutaj jestem. Byłem tutaj. I słucham.
Kiedy trzymał mój wzrok, poczułam chęć do uciekania lub walki. Instynkt. Uciekać. Nie mierzyć się z tym. Lecz Cam patrzył mi w oczy i coś się we mnie otworzyło. Nie było to łatwe, ale słowa się zbierały. Nie ucieknę.
Poczułam oplatające mnie opanowanie, a kiedy wzięłam oddech, wolno go wypuściłam. – Kiedy miałam czternaście lat, poszłam na tę imprezę w Halloween – usłyszałam, jak mówię, brzmiało to jakbym była w tunelu. – Byłam tam ze swoimi przyjaciółmi. Wszyscy byliśmy przebrani i był tam taki facet. Był to jego dom i… był starszy ode mnie o trzy lata i przyjaźnił się z moim kuzynem.
Wzięłam kolejny wdech, opuszczając wzrok na dłonie. – Był naprawdę popularny. Ja również. – Parsknęłam suchym, pozbawionym humoru śmiechem. – Może to nie wydawać się ważne, ale było. Nigdy nie pomyślałem, że ktoś jak on mógł zrobić… mógł być taki jak on. I może to było głupie z mojej strony, jakaś niewidzialna wada czy coś. Nie wiem. – Potrząsnęłam lekko głową, podnosząc wzrok. – Rozmawiałam z nim i piłam, ale nie byłam pijana. Przysięgam ci, nie byłam pijana.
- Wierzę ci, Avery. – Cam zamknął na moment oczy, robiąc wieżyczkę z palców pod brodą. – Co się stało?
- Flirtowaliśmy i było fajnie. Wiesz, nic o tym nie myślałam. Był dobrym kolesiem i był przystojny. W pewnym momencie wziął mnie na kolana i ktoś zrobił nam zdjęcie. Dobrze się bawiliśmy. – Znowu się zaśmiałam, kolejny ostry dźwięk. – Kiedy wstał i zaciągnął mnie do jednego z pokoi gościnnych, które były w piwnicy, nic o tym nie myślałam. Siedzieliśmy na kanapie i gadaliśmy przez jakiś czas. Wtedy objął mnie ramionami. – Potarłam razem ręce, mając nadzieję na złagodzenie węzłów tworzących się w moim brzuchu. – Najpierw nie miałam nic przeciwko, ale zaczął robić rzeczy, których nie chciałam. Powiedziałam mu, żeby przestał, a on zbył to śmiechem. Zaczęłam krzyczeć i próbowałam się od niego uwolnić, ale był ode mnie silniejszy, a gdy przewrócił mnie na brzuch nic nie mogłam już tak naprawdę zrobić, tylko mówić mu, żeby przestał.
Cam znieruchomiał. Mogłam stwierdzić, że oddycha tylko z powodu mięśnia pulsującego w jego szczęce. – Przestał?
- Nie – powiedziałam cicho. – Nigdy nie przestał bez względu na to, co zrobiłam.
Minęła chwila i Cam się wyprostował. Wyglądał jakby chciał wstać, ale zmienił zdanie. – Zgwałcił cię?
Zamykając oczy, potaknęłam. Mówienie o tym było niemal tak jakbym mogła poczuć ręce Blaine’a. – Nadal jestem dziewicą. – Zmusiłam oczy do otwarcia. – Nie dotykał mnie tam. To nie tak… mnie zgwałcił.
Cam patrzył na mnie i zobaczyłam moment, w którym zrozumiał. Zrozumienie błysnęło w jego oczach. Zacisnął ręce w pięści na swoich kolanach. Mięsień w szczęce przyśpieszył. – Sukinsyn – powiedział, zaciskając usta. – Byłaś czternastolatką i on ci to zrobił?
- Tak. – Węzły w moim żołądku urosły.
Minęła kolejna chwila a Cam wplótł palce w swoje włosy. – Cholera. Avery. Podejrzewałem coś. Myślałem, że coś takiego mogło ci się zdarzyć.
Objęłam się ramionami w pasie. – Tak?
Skinął głową. – Czasami tak się zachowywałaś. Byłaś taka nerwowa, ale miałem po prostu nadzieję, że nie zaszło to tak daleko. A kiedy powiedziałaś mi, że dalej jesteś dziewicą, myślałem że to argument.
Było to zrozumiałe przypuszczenie.
- Avery, tak bardzo mi przykro. Nigdy nie powinnaś przechodzić przez coś takiego, zwłaszcza w takim wieku… - Zacisnął szczękę i znowu wyglądał jakby chciał wstać, ale zatrzymał się. – Proszę powiedz mi, że ten skurwysyn jest za to w więzieniu.
- Teraz jest. – Skupiłam się na wyciszonym telewizorze. – To długa historia.
- Mam czas. – Gdy nic nie powiedziałam, znowu się odezwał, a jego głos brzmiał na napięty. – Co jeszcze, Avery? Proszę, rozmawiaj ze mną, bo jestem sekundy od zarezerwowania lotu do Teksasu i zabicia skurwysyna.
Zakołysałam się, przyciągając kolana do piersi. Wiedząc, że jestem mu wszystko winna, wzięłam kolejny głęboki wdech. – Po tym jak przestał, naprawdę nie sądzę, że miał on pojęcie, że zrobił coś złego. Po prostu zostawił mnie tam na kanapie, a kiedy mogłam wstać, wiedziałam że muszę do kogoś zadzwonić. Wiedziałam, że muszę iść do szpitala. Byłam w takim… - Przymknęłam oczy, kiedy przebiegł przeze mnie dreszcz. Następujące minuty po tym jak Blaine mnie zostawił były tak przerażające jak te w ataku. – Nie mogłam znaleźć swoich przyjaciół, ale znalazłam swoją torebkę i skończyłam na wyjściu z domu i szłam przed siebie, aż przypomniałam sobie, że miałam ze sobą komórkę. Zadzwoniłam pod 911.
Niezdolna siedzieć dłużej, opuściłam nogi na ziemię i wstałam. – Znalazłam się w szpitalu i zrobili mi badania. Pojawiła się policja i powiedziałam im, co się wydarzyło i to była prawda.
- Oczywiście, że to była prawda – powiedział, podążając za mną wzrokiem.
- Kiedy policja opuściła szpital, impreza się skończyła, ale Blaine był w domu. Aresztowali go i zatrzymali. Wróciłam do domu i nie chodziłam do szkoły przez następne dwa dni, ale wszyscy dowiedzieli się, że został on aresztowany za to co zrobił. – Zatrzymałam się przed telewizorem. – A potem pojawili się jego rodzice.
- Co masz na myśli?
Znowu zaczęłam krążyć. – Jego rodzice i moi byli – – kumplami z klubu wiejskiego. Moi rodzice i jego… przejmowali się tylko wizerunkiem. Moja mama i tato mieli więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek chcieliby mieć, ale… - Gęstość pokryła moje gardło i zamazał mi się wzrok. – Fitzgeraldowie zaproponowali moim rodzicom układ. Że jeśli wycofam oskarżenia i będę milczeć na temat tego co się wydarzyło, zapłacą mnie i im bezbożną kwotę pieniędzy.
Cam rozszerzył nozdrza w złości. – A twoi rodzice powiedzieli im, żeby się pieprzyli, prawda?
Roześmiałam się, ale wyszło to bardziej jak szloch. – Pokazali moim rodzicom zdjęcie, które zostało zrobione Blaine’owi i mnie na imprezie i powiedzieli, że jeśli pójdzie to do sądu, nikt nie uwierzy dziewczynie w „zdzirowatym kostiumie siedzącej na jego kolanach”. A moi rodzice nigdy nie chcieli mierzyć się ze skandalem. Woleli, żeby to wszystko odeszło, więc się zgodzili.
- Cholera jasna – szepnął ochryple Cam.
- Stało się to tak szybko. Nie mogłam uwierzyć w to, co moi rodzice mówili mi, żeby zrobić. Tak naprawdę nie rozmawiali ze mną o tym wcześniej, ale oni… tak bardzo martwili się tym, co wszyscy pomyślą, jeśli cała sprawa się ujawni – zdjęcia i fakt, że piłam. Byłam po prostu tak przerażona i zdezorientowana i wiesz, nawet nie jestem pewna czy mi uwierzyli. – Odsunęłam włosy, nie cierpiąc tego, co miałam przyznać. – Więc podpisałam papiery.
Cam nic nie powiedział.
- Zgodziłam się wziąć pieniądze, których połowa poszła na moje konto, więc kiedy skończyłam osiemnastkę miałam do niego dostęp, i zgodziłam się wycofać oskarżenia i już o tym nie mówić. – Opuściłam ręce na boki. – Czyni mnie to okropną osobą, prawda?
- Co? – Cam uniósł brwi. – Nie jesteś okropną osobą, Avery. Jezu Chryste, byłaś czternastolatką a twoi rodzice powinni im powiedzieć, żeby się odpieprzyli. Jeśli kogokolwiek można winić poza tym skurwielem, który ci to zrobił, to ich. Nie masz w tym żadnej winy.
Kiwnęłam powoli głową, siadając na leżance. – W ciągu kilku dni wszyscy w szkole się ode mnie odwrócili. Najwyraźniej w umowie nie było nic o milczącym Blainie. Powiedział ludziom, że skłamałam. Że zrobiłem z nim te wszystkie rzeczy z własnej woli a potem fałszywie go oskarżyłam. Wszyscy mu uwierzyli. Czemu mieliby tego nie zrobić? Wycofałam oskarżenia. Nie chciałam o tym mówić. Szkoła była… była po tym straszna. Straciłam wszystkich przyjaciół.
Cam przesunął dłonią po szczęce. – Dlatego przestałaś tańczyć?
- Tak – szepnęłam. – Nie mogłam znieść ludzi patrzących na mnie i szepczących o tym co usłyszeli lub otwarcie gadających o tym przede mną. I zrobiłam to… - Podniosłam lewe ramię. – Moja mama była tak wkurzona.
Patrzył na mnie, jakby nie mógł zrozumieć ostatniej rzeczy, którą powiedziałam. – Była wściekła bo ty… - Urywając, pokręcił głową. – Nic dziwnego, że nie jeździsz do domu zobaczyć się z nimi.
- Dlatego wybrałam tutaj, wiesz. Było wystarczająco daleko, żeby po prostu od tego uciec. Myślałam, że tylko tego potrzebowałam – zdystansowania się.
- Ta wiadomość, którą zobaczyłem? To był ktoś, kto wiedział, co się stało?
Znowu potaknęłam. – Ktokolwiek wymyślił powiedzenie, że nie można uciec od swojej przeszłości naprawdę wiedział, o czym mówi.
Mięsień szybciej drgał w szczęce Cama. – Co jeszcze się działo, Avery? Powiedziałaś, że ten Blaine – wypluł imię – jest w więzieniu? Ale kto do ciebie pisał?
Pochylając się do przodu, przycisnęłam czoło do otwartych dłoni. Włosy osłoniły moją twarz. – Dostawałam te wiadomości od sierpnia. Myślałam, że to tylko jakiś dupek i je zignorowałam. I mój kuzyn próbował mnie złapać, ale też go ignorowałam, bo… cóż, z oczywistych względów. W końcu porozmawiałam z moim kuzynem na zimowej przerwie, w wieczór zanim przyszłam do twojego mieszkania.
- Wieczór walki?
- Tak – powiedziałam. – Próbował się ze mną skontaktować, żeby powiedzieć mi że Blaine został aresztowany za zrobienie tego samego innej dziewczynie na początku lata. Tak naprawdę, to przeprosił mnie. Wiele to dla mnie znaczyło, ale… nie wiedziałam, że to ta dziewczyna kontaktowała się ze mną ten cały czas. – Biorąc głęboki wdech powiedziałam mu jak to wszystko potoczyło się z Molly.
Kiedy skończyłam, Cam kręcił głową. – To co jej się przydarzyło jest pieprzenie okropne i cieszę się, że tyłek tego sukinsyna idzie do więzienia. Jeszcze lepiej, powinien być cholernie wykastrowany, ale to co jej się stało nie jest twoją winą, kochanie. Nie zmusiłaś go, żeby zrobił to tobie czy jej.
- Ale przez to, że nikomu nie powiedziałam pozwoliłam mu zrobić to znowu.
- Nie. – Cam wstał, jego oczy były pełne ognia. – Nie mów sobie tego, do cholery. Nikt nie wie, co stałoby się, gdybyś nie wycofała oskarżeń. Miałaś czternaście lat, Avery. Zrobiłaś to, co najlepsze w tej sytuacji. Ocalałaś.
Wtedy podniosłam głowę. – Ale to tyle, wiesz? Wszystko co zrobiłam, to ocalałam. Nie żyłam. Zobacz, co nam zrobiłam. I tak, zrobiłam to! Znowu cię odepchnęłam.
Wyraz jego twarzy złagodniał. – Ale teraz mi mówisz.
- Pozwoliłam, żeby to, co stało się pięć lat temu, wciąż miało na mnie wpływ! Kiedy prawie uprawialiśmy seks? Nie bałam się ciebie ani tego, czy będzie bolało. To nie o to chodziło. Bałam się, że kiedy zaczniemy, to to co zrobił Blaine zniszczy to dla mnie albo ja zniszczę to dla samej siebie. Jestem tchórzem – byłam tchórzem. – Podniosłam się, oplatając się ramionami. – Ale jest zbyt późno, prawda? Powinnam być z tobą szczera miesiące temu, żebyś wiedział w co się pakujesz i tak bardzo przepraszam, że nie byłam.
- Avery…
Paliło mnie w gardle, jak łzy zalały moje oczy. – Tak bardzo przepraszam, Cam. Wiem, że mówienie ci teraz niczego nie zmienia, ale musiałam powiedzieć ci, że ty nie zrobiłeś nic złego. Byłeś idealny – idealny dla mnie – i kocham cię. – Znowu załamał mi się głos. – I wiem, że teraz nie możesz patrzeć na mnie tak samo. Rozumiem.
Ramiona Cama opadły po jego bokach. Wyglądał na zszokowanego. – Avery – wtrącił miękkim głosem i nagle był przede mną, obejmując moje policzki. – Co powiedziałaś?
- Że nie możesz patrzeć na mnie tak samo?
- Nie to. Przed tym.
Pociągnęłam nosem. – Kocham cię?
- Kochasz mnie? – Jego oczy intensywnie przeszukiwały moje.
- Tak, ale…
- Przestań. – Pokręcił głową. – Myślisz, że patrzę na ciebie inaczej? Powiedziałem ci, że zawsze podejrzewałem, że coś się stało…
- Ale miałeś nadzieję, że to nie było to! – Próbowałam się odsunąć, ale Cam opuścił dłonie na moje przedramiona, nie pozwalając mi uciec. – Patrzyłeś na mnie wcześniej z nadzieją i już tego nie masz.
- Naprawdę tak myślisz? Czy to przez ten cały czas zatrzymywało cię przed powiedzeniem mi?
- Każdy patrzy na mnie inaczej, jak tylko wie.
- Nie jestem każdym, Avery! Nie dla ciebie, nie z tobą. – Nasze spojrzenia się połączyły. – Myślisz, że nadal nie mam nadziei? Nadziei, że ostatecznie przejdziesz przez to? Że nie będzie cię to dręczyć przez następne pięć lat?
Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale serce szybko mi biło, jak on przesunął swoje dłonie do moich. Położył je na swojej klatce piersiowej, tuż nad swoim sercem. – Mam nadzieję – powiedział, nigdy nie odwracając wzroku. – Mam nadzieję, bo cię kocham… byłem w tobie zakochany, Avery. Prawdopodobnie zanim nawet zdałem sobie z tego sprawę.
- Kochałeś mnie?
Cam opuścił czoło na moje, a jego tors uniósł się gwałtownie pod moimi dłońmi. – Kocham cię.
Podskoczyło mi serce. – Kochasz mnie?
- Tak, kochanie.
Była siła w tych słowach, ale siła w prawdzie. Coś rozbiło się we mnie, jak fundament na wielkiej, grubej ścianie w końcu poddający się pod ciężarem. Burza gradowa emocji zakręciła się we mnie, szukając wyjścia. Nie mogłam jej powstrzymać. Nawet nie próbowałam. Łzy pociekły po mojej twarzy tak szybko, że nie mogłam przez nie zobaczyć twarzy Cama.
Wyszedł dźwięk z jego gardła i przyciągnął mnie do piersi, ciasno obejmując mnie ramionami. Trzymał mnie, szepcząc uspokajające, bezsensowne słowa. W pewnym momencie podniósł mnie w ramionach i zaniósł do jego sypialni. Położył mnie na łóżku i wspiął się obok mnie, układając w swoich ramionach. Gdy łzy przyszły, nie zatrzymały się. Były to duże, potworne szlochy, przez które nie można było mówić czy oddychać. Było również coś odnawiającego w tych łzach, tak jakby każda łza która spadła symbolizowała, że w końcu odpuszczałam.

Płakałam za Molly i wszystko, przez co musiała przejść. Płakałam za Cama i wszystko, przez co go przeprowadziłam. Płakałam, ponieważ ostatecznie on nadal mnie kochał. Przede wszystkim płakałam za wszystko, co straciłam i wszystko, co wiedziałam, że teraz mogę zyskać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz