wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 22

Choroba dłużyła się i zmieniła w wstrętne, pełne kaszlu przeziębienie, które traktowałam obsesyjnie każdym lekarstwem znanym człowiekowi. W pierwszy dzień wiosennego semestru wciąż kaszlałam, ale czułam się wystarczająco dobrze, żeby iść na zajęcia.
W drodze na dół zebrałam odwagę i podeszłam do mieszkania Cama. Musiałam mu podziękować, twarzą w twarz, a nie esemesem. Z walącym sercem, jakbym przebiegła się tam i z powrotem po schodach, zapukałam do jego drzwi.
Ciężkie kroki zabrzmiały po drugiej stronie drzwi chwilę przed tym, jak się otworzyły, ukazując Olliego w całej jego rozczochranej chwale. Zaspany uśmiech przebiegł po jego ustach. – Hej tam, miło widzieć cię wyzdrowiałą.
- Dzięki. – Poczułam ciepło w policzkach. – Cam śpi?
- Niech sprawdzę. Poczekaj chwilkę. – Zostawił lekko otwarte drzwi, znikając w mieszkaniu. Kilka chwil później – chwil, które zdawały się wiecznością – wrócił, trochę mniej zmięty. – On, um, już poszedł na zajęcia.
- Och. – Uśmiechnęłam się, żeby ukryć swoje rozczarowanie. – Cóż, to… do zobaczenia.
- Ta. – Ollie skinął głową, przesuwając dłonią przez włosy do ramion. – Hej, Avery, mam nadzieję, że czujesz się lepiej.
- Czuję. Dzięki.
Lekko do niego machając, poprawiłam pasek swojej nowej torby, po czym wyciągnęłam rękawiczki, kierując się na dół i wyszłam w pogodny, mroźny poranek. Zatrzymałam się parę metrów za moim autem, serce mi drżało.
Było tam auto Cama.
Nie poszedł na zajęcia. Był w mieszkaniu. Prawda była zimna, jak pogoda. Ollie poszedł do niego, a Cam nie chciał mnie widzieć.
#
Widziałam Cama na kampusie dużo razu przez następne tygodnie. Wydawało się, że mieliśmy plan lekcji, który stawiał nas obok siebie i za każdym razem, kiedy go widziałam był z Jasem lub, jak dzień wcześniej, ze Steph.
Ilekroć widziałam go z nią, w moim brzuchu osiadało okropne uczucie. Nie miałam prawa do tego uczucia. Wiedziałam to, ale nie powstrzymywało mnie to od pragnienia rąbnięcia Steph.
Ale nie to było najgorszą rzeczą w zauważaniu go. Większość razy mnie widział, a jeśli nasze spojrzenia się spotkały, zawsze odwracał wzrok. Tak jakbyśmy nie byli przyjaciółmi przez prawie pięć miesięcy czy nie dzieliliśmy żadnych intymnych momentów. Tak jakbyśmy w ogóle się nie znali.
Przypominało mi to, co się stało z moimi przyjaciółmi w liceum po imprezie Halloweenowej. Jakby nasz czas razem został wymazany.
W piątek pojawiła się mała możliwość. Cam był sam, przechodząc przez główną ulicę w stronę Knutti, ze spuszczoną głową i dłońmi wsuniętymi w kieszenie jego bluzy.
- Cam! – zawołałam jego imię tak nagle, że spowodowało to dość żałośnie brzmiący atak kaszlu, który był pozostałością mojego przeziębienia.
Zatrzymał się, podnosząc brodę. Kosmyki czarnych włosów wychodziły spod czapki, którą nosił.
Przebiegłam przez resztę wzgórza, bolała mnie klatka piersiowa i nogi. Bez tchu zatrzymałam się przed nim. – Sorki – wychrypiałam, biorąc kilka głębokich wdechów. – Potrzebuję chwilki.
Zmarszczył brwi. – Brzmisz strasznie.
- Tak, to Czarna Śmierć, która nigdy nie odchodzi. – Chrząknęłam, zmuszając wzrok do spotkania jego. Przez chwilę, kiedy wpatrywałam się w te krystaliczne oczy, zapomniałam, czemu go zatrzymałam.
Coś przeszło przez jego twarz, a wtedy odwrócił spojrzenie, mięsień drgał w jego szczęce. – Muszę iść na zajęcia, więc…?
Cam spieszący się na zajęcia? Nadchodzi apokalipsa. Zwalczyłam pragnienie odejścia, ponieważ było boleśnie widoczne, że nie interesowała go ta rozmowa, ale stałam na swoim. Byłam mu to winna.
- Chciałam tylko podziękować za pomoc Brit, kiedy byłam chora.
Zacisnął usta, skupiając się na czymś za mną. – To nic wielkiego.
- Dla mnie było – powiedziałam cicho, chcąc, żeby na mnie spojrzał. – Więc dziękuję.
Cam potaknął szorstko, a potem wziął głęboki wdech. Pomknął do mnie spojrzeniem, po czym go odwrócił. Jego ramiona zesztywniały. – Nie ma za co.
- Cóż… - Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo wszystko, co przyszło mi na myśl nie powinno być wypowiedziane. Coś w stylu przepraszam za bycie taką suką. I chciałabym, żebyś nie zobaczył blizny.
- Muszę iść – powiedział w końcu, cofając się w stronę wejścia do budynku, gdzie paliło kilku studentów. – Do zobaczenia.
- Przykro mi – wypaliłam, serce mi zadrżało.
Cam odwrócił się ze zmrużonymi oczami, tak jakby na coś czekał, ale potem pokręcił głową. – Mi też.
Nie zatrzymałam go znowu.
Łzy paliły mnie w gardle i jakoś dotarłam na Angielski 102, który był w tym samym budynku, co jego. Poranek był niewyraźną plamą, a kiedy spotkałam się z Jacobem i Brit w Den na lunchu, ledwie podążałam za ich rozmową, dłubiąc w kanapce. Jednak myślę, że się do tego przyzwyczaili, bo żadne z nich mi tego nie wytknęło.
Gdy szłam z Brit do Whitehall na ekonomię, powiedziałam jej o mojej rozmowie z Camem. – Nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
- Nie sądzę, żeby o to chodziło, Avery.
- Och, chodzi. Spieszył się, żeby cholernie ode mnie odejść. Tak naprawdę powiedział, że nie może spóźnić się na zajęcia, ale proszę cię, Cama nigdy to nie obchodzi.
Brit naciągnęła czapkę na uszy, kiedy zatrzymałyśmy się blisko pawilonu przed budynkiem nauk społecznych. – Mogę być z tobą szczera?
- Tak.
Złączyła razem dłonie zakryte rękawiczkami. – Wiesz, że cię kocham, prawda? Więc po prostu to powiem. Unikałaś Cama od Dziękczynienia i dla mnie, dla niego i dla maleńkiego Jezusa, najwyraźniej tego właśnie chciałaś. Żeby cię zostawił.
Otworzyłam usta, ale co mogłam powiedzieć. Tego właśnie chciałam.
- Dlatego odszedł. Nie możesz go za to winić. Facet nie mógł aż tyle znieść, wiesz? – Zacisnęła usta. – A po ignorowaniu go tak długo, pewnie nie będzie podekscytowany rozmawiając z tobą.
- Wiem – przyznałam. – Tylko…
- W końcu wyciągnęłaś głowę z tyłka i martwisz się, że jest za późno?
O to chodziło? Nie byłam pewna, ale miałam nadzieję, że nie, bo przynajmniej z głową w tyłku było o wiele mniej przygnębiająco.
- Daj temu trochę czasu – powiedziała, obejmując mnie ramieniem. – Jeśli on nie przyjdzie, to pieprzyć go.
- Pieprzyć go – powtórzyłam, ale tak naprawdę tego nie czułam.
Brit i tak mnie uścisnęła. – To moja dziewczynka.
#
Piątkowego wieczora gapiłam się na swoje zadanie z ekonomii, przekonana że był to kompletnie inny język przeznaczony na to, żeby cholernie dezorientować ludzi. Koncentrowanie okazało się trudne z kilku powodów. Parę razy zorientowałam się, że patrzę na ekran telewizora, nie widząc co się tam dzieje, umysł szedł w różne strony, większość z nich prowadziła do Cama.
Miałam siebie już dość.
Nagle zabrzmiał mój telefon, dzwoniąc głęboko z mojej torby. Wyciągając go, jęknęłam, kiedy zobaczyłam imię dzwoniącego. Mój kuzyn. Byłam trochę zaskoczona, że do mnie dzwonił po tuzinach maili, które zignorowałam.
Ale fakt, że do mnie dzwonił sprawił, że zacisnęłam zęby i odebrałam.
- Halo – powiedziałam monotonnym głosem.
Była chwila cisza, a potem: - Odebrałaś telefon?
- Czemu miałabym tego nie zrobić? – Tak, nawet dla mnie brzmiało to śmiesznie. – Co jest, David?
- Przeczytałaś którykolwiek z moich maili? – Snobistyczność, która normalnie była w jego głosie, teraz była nieobecna. Wstrząsające.
- Ach, przeczytałam jeden albo dwa, ale byłam zajęta collegem i w ogóle. – Wstałam i wsunęłam torbę pod stolik do kawy. – Więc…
Westchnięcie Davida było całkiem słyszalne. – Nic nie wiesz? Czy twoi rodzice próbowali się z tobą skontaktować?
Prychnęłam. – Um, nie. Zapomnieli o moich urodzinach.
- Przykro mi – odpowiedział i praktycznie mogłam zobaczyć jak się wzdryga. – Myślałem, że może próbowali z tobą porozmawiać o tym, co tutaj się dzieje. W pewnym sensie ma to coś z tobą wspólnego.
Wchodząc do kuchni, zmarszczyłam brwi, wyciągając napój z lodówki. – Jak coś tam może mieć ze mną wspólnego?
Nastąpiła cisza, a potem została opuszczona największa bomba ze wszystkich. – Chodzi o Blaine’a Fitzgeralda. Został aresztowany.
Puszka sody wypadła mi z palców i trzasnęła o podłogę. Potoczyła się pod stół. Stałam tam, patrząc na lodówkę. – Co?
- Został aresztowany, Avery. Dlatego próbowałem cię złapać. Pomyślałem… nie wiem, pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć.
Moje nogi czuły się słabo, więc odwróciłam się i złapałam blat jedną ręką. Pokój zawirował, jakbym znowu była chora.
- Avery, jesteś tam?
- Tak – powiedziałam, przełykając ślinę. – Co się stało?
- To był początek lata, ale było o tym cicho do środka sierpnia, kiedy został aresztowany. Była impreza. Było tam parę młodszych dzieciaków, z tego co słyszałem – wyjaśnił, a ja zamknęłam oczy. – To była dziewczyna, z którą chodziłaś do szkoły. Myślę, że była rok młodsza od ciebie – Molly Simmons.
Przypomniałam sobie zobaczenie jej imienia w jednym z jego maili i przypuszczanie coś zupełnie innego. – Co… on zrobił?
David nie odpowiedział od razu. – Został oskarżony o napaść na tle seksualnym i kilka innych przestępstw. Ma proces w czerwcu, ale został wypuszczony za kaucją. Nie wygląda to dla niego dobrze. Jest wiele dowodów. Wiem o tym tylko dlatego, bo jego ojciec przyszedł do mojego żeby przedstawić sprawę. Mój ojciec ją odrzucił. Chcę, żebyś to wiedziała.
Nie wiedziałam, co na to powiedzieć. Dziękuję za niereprezentowanie dupka? W ogóle nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam oszołomiona. Zawsze zastanawiałam się czy Blaine zrobił to, co mi komuś innemu i czy moja cisza umożliwiłaby mu zrobienie tego jeszcze raz. Miałam nadzieję że nie – modliłam się, żeby to nie o to chodziło.
- Dziewczyna, którą… zgwałcił skontaktowała się z twoją rodziną.
Nie wiedziałam, czym byłam bardziej zszokowana: faktem, że ta dziewczyna skontaktowała się z moją rodziną czy tym, że David naprawdę powiedział „gwałt”. – Co? Dlaczego? Nic nie powiedziałam. Trzymałam moje…
- Wiem, Avery. Wiem, że nic nie powiedziałaś, ale chodziła do tej samej szkoły co ty. Usłyszała plotki o tobie i Blainie i cóż, dodała dwa do dwóch. Najpierw poszła do twoich rodziców i jestem pewien, że wiesz jak dobrze to poszło.
Musiałam usiąść, zanim bym upadła.
- Kiedy odmówili w ogóle rozmawiania z nią, przyszła do mnie. – David urwał. – Nic jej nie powiedziałem, Avery. To nie moje miejsce, ale sądzę, że starała się ciebie złapać. Nie wiem skąd miała twoją informację.
- Nie sądzę, żeby miała. – Opadłam na kanapę. Jednakże usunęłam niemal każdego maila, którego nie rozpoznałam. – Dziewczyna? Czy z nią… wszystko w porządku? To znaczy, wyglądała jakby było z nią okej?
David chrząknął. – Szczerze? Nie.
Pocierając czoło, wypuściłam cichy oddech. – Oczywiście, że nie jest. To było głupie pytanie.
- Możesz chcieć, uh, sprawdzić swojego emaila czy coś. Naprawdę wydawała się potrzebować z tobą porozmawiać, a to było w sierpniu.
- Nie mogę jej nic powiedzieć. Jeśli to zrobię i wyjdzie to na jaw, jego rodzina pozwie mnie i moją rodzinę na miliony. – Żółć podeszła mi do gardła. – To część mojej umowy.
- Wiem – rzekł David. – Ale jak powiedziałem, pomyślałem że chciałabyś wiedzieć, co się dzieje.
Moja głowa była tak pełna, że ledwie mogłam wybrać jedno pytanie do zadania. – A oskarżenia? Myślisz, że utrzymają się z nimi? Że on pójdzie do więzienia?
- Z tego co widział ojciec, oskarżenia będą się utrzymywać. Pójdzie do więzienia, Avery, na co najmniej parę lat.
Otworzyłam oczy. Ulga mnie zalała, tak mocna, że czułam się tak, jakby ktoś zabrał tonę cegieł z mojej klatki piersiowej. Nigdy w moich najdzikszych nadziejach się tego nie spodziewałam. Blaine nie szedł do więzienia przez to co mi zrobił, ale sprawiedliwości stało się zadość. W końcu. Po prostu nienawidziłam tego, że musiało stać się to innej dziewczynie – dziewczynie, która pewnie stawiła czoła straszliwej ilości potępienia za zgłoszenie tego, ale trwała w tym. Ulga zmieniła się w poczucie winy i wstyd. Co jeśli odmówiłabym rodzicom? Co jeśli postawiłabym na swoim? To mogłoby się nie przydarzyć Molly. I tylko Bóg wie, jak wielu innym dziewczynom mogło to się stać, a o których nigdy się nie dowiemy. Ścisnęło mnie w brzuchu na tę myśl.
- W każdym razie – mówił dalej David. – Chciałem tylko dać ci znać.
- Dziękuję – powiedziałam, naprawdę mając to na myśli. – Przepraszam, że nie odpowiadałam. Myślałam… cóż, to nie ma znaczenia, co myślałam.
- Wiem, co myślałaś. Nie dałem ci powodu, żeby myśleć co innego. – Zamilkł, a ja rozszerzyłam oczy. – Słuchaj, chcę ci powiedzieć, że mi przykro.
- Co?
- Przez te wszystkie lata, cóż, nigdy nie wiedziałem, co się naprawdę wydarzyło, ale powinienem coś zrobić – powiedział. – Przykro mi. Przykro mi, że musiałaś przez to przechodzić.
Uczucia podeszły mi do gardła. To była czysta niesamowitość. Nie tylko David usunął się z mojej fantazyjnej czarnej listy, lecz te dwa słowa, tak proste słowa, były jak błyszcząca latarnia pośrodku nocy. Palce drżały mi na komórce. Zamknęłam oczy, ale łza i tak się wymknęła.

- Dziękuję – szepnęłam ochryple. – Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz