wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 10

Dwadzieścia pięć maili od mojego kuzyna, odliczając od końca sierpnia do 14 października.
To było absolutnie śmieszne.
Czekałam do końca testów śród-semestralnych, żeby poddać się niepotrzebnym bzdurom, które z pewnością miały nastąpić przez otwarcie któregoś z nich. Część mnie chciała po prostu je usunąć. Jaki był sens w czytaniu mailów? To samo gówno innego dnia.
Ale oparłam się o swoje krzesło, nabierając powietrza głośno i wstrętnie.
Powiedziałam sobie, że przeczytam je w poniedziałek. Nie zrobiłam tego. Powiedziałam sobie, że przeczytam je we wtorek. Nie, nie stało się. Teraz była środa, szósta cholerna rano, a ja gapiłam się na swoją skrzynkę odbiorczą od pół godziny.
David był w wieku Blaine’a wtedy, kiedy wszystko się wydarzyło. Był trzy lata starszy ode mnie – siedemnastolatek. Przyjaźnił się z Blainem, ale nie było go na imprezie. Po wszystkim, co się stało – prawdzie, umowie pomiędzy rodzicami i późniejszymi kłamstwami oraz nieustającej gównianej burzy, którą stało się moje życie, David wiedział o porozumieniu, ale uwierzył w to, co wszyscy inni.
Że miałam szalony przypadek wyrzutów sumienia nabywcy.
Ale David przestał przyjaźnić się z Blainem, bo dla mojego kuzyna, bez względu na to czy mówiłam na początku prawdę czy nie, nie miało to znaczenia. Cała sytuacja była po prostu nieprzyjemna dla Davida. Nie był dla mnie ani trochę współczujący przez ostatnie pięć lat.
Przewijając w dół do pierwszego nieprzeczytanego maila data wskazywała koniec sierpnia. Pokręciłam głową i go otworzyłam. Taki sam, jaki przeczytałam wcześniej. Musiałam zadzwonić do niego lub moich rodziców. Natychmiast. Przewróciłam oczami. Nie mogło być tak ważne, ponieważ jedno z nich podniosłoby telefon i do mnie zadzwoniło, gdyby tak było.
Jednak to była moja rodzina. Każde z nich uważało, że nie powinno podnosić telefonu. Byli na to zbyt zajęci, zbyt ważni. Nawet mój kuzyn, który najwyraźniej miał cholernie dużo czasu na wysyłanie maili.
Usunęłam ten.
Do następnego.
To samo, ale było parę więcej zdań. Coś wspólnego z dziewczyną z liceum. Molly Simmons. Była ode mnie o rok młodsza i oczywiście nie przyjaźniłam się z laską. Nawet nie mogłam sobie przypomnieć jak wyglądała. David musiał o nią ze mną porozmawiać. Czy on, no nie wiem, umawiał się z tą dziewczyną i brał ślub? Jeśli tak, byłam zaskoczona, że w ogóle dał mi znać.
To ślub, w którym prawdopodobnie nie będę uczestniczyć.
Usunęłam tego maila i zamierzałam iść do następnego, kiedy zaćwierkała moja komórka. Opuszczając nogi na podłogę, podniosłam ją. Była wiadomość od Brittany, chciała wiedzieć czy spotkam się z nią na kawie przed zajęciami astronomii. Odesłałam szybką wiadomość, zgadzając się.
Zamykając laptopa, podskoczyłam, postanawiając że kawa z Brit była milion razy lepsza niż przedzieranie się przez stertę moich maili.
#
Na lunchu Jacob zachowywał się jak naćpany królik, bo nie mieliśmy zajęć w czwartek i piątek z powodu przerwy jesiennej. On i Brit byli podekscytowani pojechaniem do domu. Ja cieszyłam się z ich powodu, ale również byłam trochę rozczarowana. Czterodniowe weekendy były tym, z czego zrobione było życie dla studentów, ale dla mnie oznaczało to cztery dni robienia absolutnie niczego jak tylko odbijania się od ścian i czytania do przodu moich zajęć.
Ale ich humory były zaraźliwe i śmiałam się, kiedy Jacob próbował przekonać kolesia przy innym stoliku, że jeśli zombie ugryzłby wampira wtedy stałby się on zombiem wampirem, podczas gdy drugi facet był przekonany, że stałby się wampirzym zombie.
Brit wyglądała tak, jakbym miała nadzieję, że zombie wpadnie do Den i wszystkich ich ugryzie. – Więc co robisz na przerwie? – zapytała.
- Zostaję tutaj – powiedziałam, po czym dodałam moją przygotowaną wymówkę. – Po prostu to zbyt daleko, żeby podróżować na cztery dni.
- Zrozumiałe. – Podniosła zwiniętą serwetkę i rzuciła nią w plecy Jacoba, ale był on zbyt pochłonięty swoją obsesją zombie/wampir. – Wyjeżdżam dzisiaj po moich zajęciach. – Położyła głowę na moim ramieniu. – Będę za tobą tęsknić.
- Ja też.
- Będziesz beze mnie osamotniona.
- Wiem.
Usiadła, jej oczy promieniały podnieceniem. – Wiesz co, zawsze możesz jechać ze mną do domu.
- Och, Brit… - Chciałam przytulić dziewczynę albo płakać. Propozycja naprawdę wiele dla mnie znaczyła. – Dziękuję ci, ale to twój czas z twoją rodziną i w ogóle.
- Cóż, pomyśl o tym. Jeśli zmienisz zdanie pomiędzy teraz a piętnastą, napisz do mnie, a ja zamknę cię do torby. – Napiła się swojej sody. – Co robi Cam? Jedzie do domu?
Dobre pytanie. Zanim mogłabym odpowiedzieć, Jacob obrócił się, jakby ktoś wykrzyknął jego imię. – Co z moim wymarzonym mężem?
Brit zaśmiała się. – Pytałam Avery, czy jedzie on do domu na przerwę.
- Jedzie? – zapytał.
Odgarniając włosy, wzruszyłam ramionami. – Nie wiem.
Jacob zmarszczył brwi. – O co ci chodzi, że nie wiesz?
- Um, po prostu nie wiem. Nie mówił o tym.
Ich dwójka wymieniła spojrzenia i Brit powiedziała. – Jestem trochę zaskoczona, że nic ci o tym nie powiedział.
Wzrosło zdezorientowanie. – Czemu jesteś zaskoczona?
Jacob rzucił mi wymowne spojrzenie. – Jesteście tak jakby przyłączeni biodrami…
- Nie, nie jesteśmy. – Zmarszczyłam brwi. Byliśmy? – Nie.
- Dobra, czy muszę wyliczyć jak często jesteście razem? – Jacob podniósł brwi. – Sądzę, że bezpiecznie byłoby przypuszczać, że do teraz wiedziałabyś o jego planach lub rozmiarze penisa.
- O mój Boże. – Opuściłam twarz do dłoni.
Brit zachichotała. – Zawstydzasz Avery.
Robił to.
Jacob parsknął. – Myślę, że masz z nim ukryty związek.
- Co? – Podnosząc głowę, gapiłam się na niego. – Nie mam z nim ukrytego związku. Zaufaj mi, chciał żebym… - Zamilkłam. – Nie jesteśmy.
- Hola. Hola. Hola. – Jacob praktycznie upadł. – Co chciał?
- Nic. – Wyprostowałam się, krzyżując ramiona. – Nic nie chciał.
Jacob spojrzał na Brit. – Czy to tylko ja, czy ona właśnie nie tak gładko wyciągnęła kłamstwo?
- Nie tak gładko – skomentowała Brit, odwracając się do mnie. – Co on chciał?
- Nic!
- Gówno prawda! – Uderzyła mnie w ramię. – Kłamiesz!
- Au! Ja…
Jacob potrząsnął głową, wyglądając jakby był sekundy od upadku na podłogę. – Jesteśmy twoimi przyjaciółmi. Prawem przyjaźni jest mówienie nam o rzeczach, o których nie chcesz nam powiedzieć.
Otworzyłam szeroko usta. – Co? To nie ma sensu.
- Takie jest prawo. – Brittany pokiwała poważnie głową.
- Co chciał? – Nie ustępował Jacob. – Chciał, żebyś zjadła więcej jego ciasteczek? Chciał, żebyś była mamą jego dziecka? Co z wyjściem za niego za mąż? Lub tylko ocieplenie jego łóżka każdego poranka, popołudnia, wieczora? Czy on…
- O mój Boże! – Nie było z tego żadnego wyjścia. Znałam Jacoba. Ciągnąłby dalej, aż całe Den pomyślałoby, że wychodzę za mąż i mam dziecko. – Okej. Powiem ci, jeśli obiecasz, że nie zwariujesz i nie będziesz krzyczeć.
Jacob zrobił minę. – Och, sam nie wiem.
- On obiecuje! – Brit spiorunowała go wzrokiem. – Albo go fizycznie okaleczę.
Potaknął. – Obiecuję.
Wzięłam gwałtowny wdech. – Dobra. To żadna wielka rzecz. Najpierw to ustalmy. Wszyscy rozumieją? Dobrze. W porządku, więc Cam tak jakby chce się ze mną umówić…
- Co? – wrzasnął Jacob, a kilka głów się odwróciło.
Opuściłam gwałtownie ramiona. – Obiecałeś.
- Przepraszam. – Zrobił krzyżyk nad sercem. – Ja tylko… wow. Podekscytowałem się.
- Widzę – powiedziałam cierpko.
Brit ściskała ręce przy klatce piersiowej. – Chce się z tobą umówić, że w sensie liczby mnogiej?
Potaknęłam. – Tak, ale mówię nie za każdym razem.
- Mówisz nie? – krzyknął, a ja wstałam i walnęłam go w ramię. Posłał mi promienny uśmiech. – Sorka. Sorka. Nie bij. Suki są przerażające, kiedy biją.
Siadając z powrotem, przyjrzałam mu się. – Tak. Powiedziałam nie.
- Czemu? – żądał.
- I wciąż pyta? – zapytała Brit w tym samym czasie.
- Tak, wciąż pyta, ale to jest jak… żart pomiędzy nami. On nie jest poważny.
Brit pociągnęła za swoje włosy, jakbym ją stresowała czy coś. – Skąd wiesz, że on nie jest poważny?
- Dajcie spokój. – Podniosłam dłonie. – Nie jest poważny.
- Dlaczego? – Jacob najwyraźniej był zszokowany. – Jesteś mądrą i zabawną dziewczyną. Nie lubisz imprezować, ale jesteś seksowna, a to tak jakby za tamto odrabia.
- Rany, dzięki.
- Co staram się powiedzieć, to skąd wiesz, że on nie jest poważny?
Pokręciłam głową. – Nie jest.
- Wróćmy do ważnego pytania – powiedziała Brit. – Czemu mu odmawiasz?
- Czemu miałabym się zgodzić? – Czy mogłaby otworzyć się dziura i mnie połknąć? Proszę? – Ledwie się znamy.
- Och, co do cholery? Jesteście teraz jak bliźniacze dusze. I jak myślisz, jaki jest cel w pójściu z kimś na randkę? – Jacob przewrócił oczami. – Chodzi o poznanie kogoś. A ty go znasz, więc to kiepska wymówka.
Była to kiepska wymówka, ale była najlepszą jaką miałam. – Jak kiedykolwiek poznaje się kogoś prawdziwie?
Brit przytknęła ręce do policzków i potrząsnęła głową. – On nie jest seryjnym mordercą.
- Mówiąc o seryjnych mordercach, wszyscy myśleli że Ted Bundy był naprawdę czarującym, przystojnym mężczyzną. I spójrzcie, kim się okazał. Psycholem.
Jacob gapił się na mnie z nieznacznie otwartą szczęką. – On nie jest Tedem Bundy.
- Nie rozumiem – szepnęła Brit. – To tak, jakby ktoś powiedział, że Ziemia jest płaska. Cam jest jednym z najlepszych kawalerów na tym kampusie, prawdopodobnie w tym hrabstwie i stanie.
Nic nie powiedziałam.
- Jestem całkiem pewna, że jestem zszokowanie oniemiała. – Brit wolno pokręciła głową. – Jestem absolutnie oniemiała. Niech ktoś uchwyci to zdjęciem.
- Ha. – Uśmiech Jacoba sprawił, że mój niepokój wzrósł. – Oto nadchodzi Cam. Co za zbieg okoliczności.
Położyłam twarz na stole i jęknęłam, gdy Brit zaczęła chichotać. Pod stołem Jacob kopnął mnie w nogę, a dwie sekundy później poczułam Cama zanim choćby wypowiedział słowo. Również złapałam jego świeży zapach. Czy było to dziwne, że poznawałam go po jego zapachu? Brzmiało to dziwnie. To było dziwne.
- Uch, co robisz, Avery?
W głowie zebrałam tyle bomb ile mogłam, ponieważ wiedziałam – och, wiedziałam – że Jacob nie będzie cicho. – Drzemię.
- Drzemiesz?
- Taa.
Cam pociągnął za tył mojego swetra. – Czemu myślę, że to nie to robisz?
Niezdarnie wzruszyłam ramionami.
Usiadł obok mnie z ręką na dole moich pleców, a moje ubrania musiały stać się cieńsze, bo naprawdę mogłam poczuć jego dłoń. – Jesteś chora?
- Ojej, jest taki zmartwiony! – wykrzyknął Jacob. – Avery, jesteś straszną suką.
Cam zesztywniał, a jego ton był niski i taki, jakiego jeszcze u niego nie słyszałam. – Przepraszam?
Podniosłam głowę, mrużąc oczy na Jacoba. – Nie jestem chora.
- Dobra. – Cam rozejrzał się, a Brit dostała napadu chichotów. – O co chodzi?
Zanim odpowiedzieli, wtrąciłam się. – Nie powinieneś być na zajęciach?
Zmarszczył brwi. – Klasa została wypuszczona wcześniej. Nie zmieniaj tematu.
Otworzyłam usta, ale cholerny Jacob wtrącił. – Avery właśnie nas poinformowała, że chcesz się z nią umówić, a ona wciąż odmawia i wyjaśniamy jej, że oszalała.
- W takim razie. – Twardy wyraz zszedł z jego twarzy, a ja chciałam wślizgnąć się pod stół. – Lubię tę rozmowę.
Ugh.
- Więc to prawda? – zapytał Jacob, kładąc łokcie na stole. – Chcesz się z nią umówić?
Cam rzucił mi spojrzenie z ukosa. – Tak, prawie każdego dnia od końca sierpnia.
Po mojej drugiej stronie Brit zapiszczała, jakby była pluszową zabawką, która została naciśnięta. – Od sierpnia?
Skinął głową.
Brit spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami. – I nie powiedziałaś słowa?
- Jestem trochę urażony – skomentował Cam.
Walnęłam go łokciem w bok. – Nie, nie jesteś. I to nie tak, że to sprawa wszystkich.
- Ale jesteśmy twoimi przyjaciółmi. – Jacob brzmiał tak żałośnie, że zaczynało mi być go żal. Odwrócił się do Cama. – Absolutnie popieramy jej umówienie się z tobą.
Dobra. Nie było mi go żal.
- Lubię twoich przyjaciół, Avery. – Cam uśmiechnął się na moje spojrzenie.
- Och, myślimy, że powinna – powiedział Jacob. – Powinna zrobić to teraz.
- Także powiedzieliśmy jej, że nie jesteś seryjnym mordercą – wtrąciła Brit.
Cam skinął głową. – To płonąca rekomendacja. Hej, on przynajmniej nie jest seryjnym mordercą. Wstawię to na mój profil na Facebooku.
Uśmiechnęłam się ironicznie.
Jacob wręcz promieniał. – I porównała cię do Teda Bundy’ego.
- Nienawidzę cię – mruknęłam, odsuwając włosy z twarzy. – Nie porównałam cię do Teda Bundy’ego. Po prostu powiedziałam, że nigdy nie zna się naprawdę osoby. Wszyscy sądzili, że Ted Bundy był całkiem fajnym gościem.
Cam patrzył na mnie z rozbawieniem migotającym w oczach. – Wow. Robi się coraz lepiej.
- Przepraszam? – powiedziałam, walcząc z uśmiechem.
Westchnął, odwracając się z powrotem do moich przyjaciół. – Ona wciąż mnie odrzuca. Łamie moje małe serce.
Westchnęłam. – On nie jest poważny.
- Wygląda poważnie – powiedziała Brit, sarnim wzrokiem patrząc na Cama. Wciągnął ją, psiakrew.
Cam wydał najżałośniejszy dźwięk znany człowiekowi, a ja przewróciłam oczami. – A teraz myśli, że jestem następnym Tedem Bundy.
- Nie myślę, że jesteś następnym Tedem Bundy.
- Poza tym, ona ma zły kolor włosów dla Teda Bundy’ego – rzekła Brit. Wszyscy na nią spojrzeliśmy. – Co? Ted Bundy lubił dziewczyny z brązowymi włosami z przedziałkiem po środku. Włosy Avery są całkiem rude.
- Jestem jedyną osobą, która myśli że to niepokojące, iż to wiesz? – zapytał Jacob.
Brit ściągnęła usta. – Jestem na kierunku psychologii. Wiem o takich rzeczach.
- Aha – wymamrotałam.
- W każdym razie, nie chodzi o mnie i moją ogromną wiedzę o seryjnych mordercach. Mogę później was tym zadziwiać. Chodzi o ciebie, Avery. – Uśmiechnęła się szeroko, kiedy spiorunowałam ją wzrokiem. – Ten miły młody dżentelmen, który nie jest seryjnym mordercą, chce się z tobą umówić. Jesteś singielką. Jesteś młoda. Powinnaś powiedzieć tak.
- O mój Boże. – Przejechałam dłońmi po gorącej twarzy. – Czy to nie jest już czas, żebyście wszyscy poszli do domu?
Głęboki chichot Cama wpełzł pod moją skórę. – Umów się ze mną, Avery.
Oszołomiona odwróciłam się do niego. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę mnie o to zapytał przed nimi po tym wszystkim. – Nie.
- Widzicie? – Cam uśmiechnął się do moich przyjaciół. – Wciąż mnie odrzuca.
Jacob pokręcił głową. – Jesteś idiotką, Avery.
- Nieważne – burknęłam, łapiąc torbę. – Idę na zajęcia.
- Kochamy cię – powiedział Jacob, uśmiechając się.
- Yhm.
Brit zachichotała. – Naprawdę. Jedynie kwestionujemy twoje decyzje.
Potrząsając głową, wstałam. – Bądźcie ostrożni w drodze do domu.
- Zawsze jesteśmy ostrożni – powiedziała, podskakując i szybko mnie ściskając. – Pamiętaj, co powiedziałam o pojechaniu ze mną do domu. Jeśli zmienisz zdanie, napisz do mnie przed trzecią.
- Okej. – Odwzajemniłam jej uścisk i pomachałam do Jacoba. Oczywiście Cam już stał na nogach, czekając na mnie. Podniosłam na niego brew. – Idziesz za mną?
- Jak prawdziwy seryjny morderca – odpowiedział.
Poczułam zażenowanie, kiedy przeszliśmy przez Den i wyszliśmy na zewnątrz. – Wiesz, że nie mówiliśmy poważnie, prawda? I przepraszam, że coś im o tym powiedziałam. Oni po prostu zaczęli mnie dręczyć tobą, a potem nagle…
- To nic – przerwał mi, kładąc ramię na moje barki, kiedy zatrzymaliśmy się przy kępie drzew pomiędzy dwoma budynkami. – Nie przejmuję się.
Podnosząc na niego wzrok, zmrużyłam oczy. – Nie przejmujesz się?
Pokręcił głową, a ja byłam trochę powalona. Jaka osoba chciałaby, żeby ktokolwiek wiedział o tym, że chciało się z kimś umówić, a ta osoba ciągle mu odmawiała? Nie chciałabym, żeby o tym wiedziano. I czemu Cam wciąż chciał się ze mną umówić? Nie było tak, że byłam dla niego jedyną opcją. Z niesfornymi ciemnymi włosami, świecącymi, prawdziwymi niebieskimi oczami, twarzą i ciałem do pozazdroszczenia Cam był cudowny. Wątpiłam, żeby była jakakolwiek dziewczyna na kampusie, która by tak nie myślała. Ale on był kimś więcej niż seksownym facetem wartym omdlenia. Cam był czarujący, miły, słodki i zabawny. Był typem faceta, którego chciało się zabrać do domu i nim pochwalić – typem faceta, który nie był zbyt długo singlem i takim, w którym zakochiwało się po uszy.
Cam miał wiele opcji, więc dlaczego ich nie badał? Może to robił. Wbrew temu, co myśleli Jacob i Brit nie byłam z nim 24/7. Dużo czasu spędzał z laską o imieniu Steph i zawsze widziałam go z innymi dziewczynami na kampusie. Część z umówieniem się ze mną musiała być czymś, czego nie brał na poważnie.
Nie mogło być, nie po prawie dwóch miesiącach.
Niewygodny supeł uformował się w moim brzuchu. Co jeśli umawiał się z innymi dziewczynami? Pieprzył się z nimi? To znaczy, miał do tego zupełne prawo, a mnie to nie obchodziło. Zupełnie nie obchodziło.
- O-o – powiedział.
- Co?
Opuścił ramię, ale złapał kosmyk moich włosów, które latały mi przed twarzą i założył go za ucho. – Myślisz.
Próbowałam zignorować to, jak mój policzek mrowił, kiedy jego palce go drasnęły. Może zachorowałam na zaburzenia nerwów. – Tak.
- O? – zapytał.
- Niczym ważnym. – Uśmiechnęłam się, odpychając myśli o nim z innymi dziewczynami. Nie miałam zamiaru iść w tamtą stronę. – Jedziesz w ten weekend do domu?
- Tak. – Przysunął się bliżej, blokując oślepiające światło słońca. Kiedy mówił, wyciągnął rękę i pozbierał moje włosy, rozdzielając je do dwóch długich kucyków po każdej stronie mojej twarzy. – Wyjeżdżam jutro o poranku, jasnym i wczesnym. Nie wracam do niedzielnego wieczora. Więc w tym tygodniu nie będzie dla ciebie żadnych jajek.
- Buu. – Wydałam dźwięk bardzo prawdziwego, rosnącego rozczarowania. Jajka w niedzielę stały się podstawowym pożywieniem weekendu.
- Nie płacz nad tym zbyt mocno. – Pojawił się lekki uśmiech, kiedy połaskotał mnie w twarz końcami włosów. – Zamierzasz przyjąć ofertę Brit i jechać z nią do domu?
Pokręciłam głową. – Będę tutaj spędzać czas i trochę poczytam.
- Głupek.
- Dupek.
Uśmiech powiększył się, gdy przełożył mi włosy przez ramię. – Wiesz co?
- Co?
Cam cofnął się, wsuwając dłonie do kieszeni swoich dżinsów. – Powinnaś dzisiaj się ze mną umówić, skoro nie będzie mnie cały weekend.
Roześmiałam się. – Nie umówię się z tobą.
- Więc spędź ze mną czas.
Mój uśmiech zaczął znikać. – W jaki sposób jest to inne od umówienia się z tobą?
- W jaki sposób proszenie cię o spędzenie ze mną czasu dziś wieczorem jest inne od spędzania razem czasu w niedzielę?
Ach, miał rację. Tętno mi przyśpieszyło, kiedy go obserwowałam. – Co chcesz robić?
Wzruszył ramionami. – Zamówić jakieś jedzenie i obejrzeć film.
Przestąpiłam z nogi na nogę, nagle bardzo ostrożna. – To brzmi jak randka.
- Taka nie jest ze mną randka, kochanie. – Zaśmiał się. – Wyjdę gdzieś z tobą, gdzieś publicznie. To tylko dwójka przyjaciół spędzających razem czas, oglądając film i jedząc jedzenie.
Zaciskając usta, odwróciłam wzrok. Jakoś wiedziałam, że to nie o to w tym chodziło, jednakże co ja do cholery wiedziałam o facetach i posiadaniu męskich przyjaciół? Nie zastanawiałam się dwa razy, kiedy przychodzili Brit czy Jacob. Czemu powinnam traktować inaczej Cama?
Ponieważ była dla mnie bardzo inny.
Nic z tego się nie liczyło, bo chciałam spędzić z nim czas. Cam był zabawą. Zatem westchnęłam i powiedziałam. – Ta, jasne. Przyjdź.
Cam podniósł brew. – Wow. Uspokój się, zanim zbyt bardzo się podekscytujesz.
- Jestem podekscytowana. – Walnęłam go w ramię. – Kiedy przyjdziesz?
- O siódmej?
W moim podbrzuszu narodziło się gniazdo motyli i zaczęło pić napoje energetyzujące. – Mi pasuje. Do zobaczenia.
Doszłam do chodnika, kiedy mnie zatrzymał.
- Avery?
Odwróciłam się. – Tak?
Jego wargi ukształtowały się w przekrzywiony uśmiech. – Do zobaczenia dziś wieczorem.

Przewróciło mi się w żołądku. To będzie długie popołudnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz