wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 28

Wtedy tego nie dostrzegłam, ale istniał stres, który Cam nosił ze sobą; ciężar trzymania sekretu, o którym myślał, że zniszczy coś na czym mu zależy. Nie wiedziałam jak mogłam tego nie rozpoznać.
Ale teraz był dobrze… przeważnie.
Część mnie podejrzewała, że jednym z powodów dla których w końcu mi powiedział było to, że nie wierzył w to, co powiedziałam o wiadomości. Że może miał nadzieję, że przez otworzenie mi się, ja zrobię to samo.
Chciałabym, żeby tak było, lecz mój sekret mógłby zniszczyć to, o co troszczyłam się najbardziej.
Nas.
Ale skoro były Walentynki, nie chciałam o tym myśleć. Miałam najbardziej idealny dzień i nie zamierzałam go zniszczyć.
Cam pojawił się u moich drzwi rano z jedną czerwoną różą i z kolejną po moich każdych zajęciach. Do południa miałam ich pół tuzina, co zmieniło się w dwa tuziny, kiedy przyszedł do mojego mieszkania wieczorem. Nie byłam pewna naszych planów, dlatego poczułam ulgę widząc go w dżinsach i swetrze, niczym specjalnym. Było późno, po dziewiątej, a Walentynki wypadły w piątek i nie byłam pewna czy gdzieś wychodzimy.
Dziękując mu za róże, zaniosłam je do kuchni i dodałam do wazonu. On pozostał przy drzwiach. – Co robisz? – zapytałam.
Jego uśmiech był psotny. – Zostań tam gdzie jesteś i zamknij oczy.
- Muszę zamknąć oczy?
- Tak.
Uniosłam brew, próbując ukryć rosnące podekscytowanie. – Więc to niespodzianka?
- Oczywiście, że tak. Dlatego zamknij oczy.
Moje usta zadrgały. – Twoje niespodzianki są tak samo przerażające jak twoje pomysły.
- Moje pomysły i moje niespodzianki są znakomite.
- Pamiętasz, kiedy myślałeś, że to będzie dobry pomysł, żeby…
- Zamknij oczy, Avery.
Uśmiechając się, posłusznie zamknęłam oczy. Usłyszałam jak odchodzi a parę chwil później wrócił do mojego mieszkania. – Nie podglądaj.
Nie podglądanie było jak położenie przede mną kawałka ciasta razem z widelcem i powiedzenie mi, żebym go nie zjadła. Przestąpiłam z nogi na nogę. – Cam…
- Jeszcze kilka sekund – powiedział i usłyszałam jak coś ciężkiego wtacza się do środka.
Co do? Bardziej niż zaciekawiona, było walką nie otworzyć oczu. Szczerze nie miałam pojęcia, co on zamierzał a z Camem wszystko było możliwe.
Jego dłoń otoczyła moją. – Nie otwieraj oczu, dobra?
- Są zamknięte. – Pozwoliłam mu wyprowadzić się z kuchni do salonu.
Cam puścił moją rękę i objął mnie od tyłu ramieniem, przyciskając policzek do mojego. Miesiące temu nie cierpiałam, kiedy ktokolwiek stał za mną, ale uwielbiałam, kiedy on to robił. Dotyk jego ramion, siłę jego uścisku, intymność za tym.
- Możesz już otworzyć oczy. – Musnął ustami mój policzek, wysyłając dreszcze wzdłuż mojej skóry. – Albo możesz stać tak z zamkniętymi oczami. Też mi się to podoba.
Roześmiałam się, kładąc dłonie ponad miejscem, gdzie jego leżały na moim brzuchu i otworzyłam oczy. Moja szczęka uderzyła o podłogę. – O mój Boże, Cam…
Przede mną, siedząc na podpórce w pięćdziesięcio litrowym terrarium całkowicie udekorowanym piaskiem i kamienną ściółką, liściastym listowiem i dziuplą, był żółw niemal rozmiaru mojej dłoni.
Zachichotał. – Podoba ci się?
- Podoba? – Oszołomiona kiwnęłam głową, uwalniając się i położyłam dłonie na szkle. Mały koleś w środku cofnął głowę. – Ja… to uwielbiam.
- Dobrze. – Stanął przy mnie. – Pomyślałem, że Rafaelowi przydałaby się randka.
Znowu się zaśmiałam, odpychając łzy. – Nie musiałeś tego robić, Cam. To… zbyt dużo.
- To nie tak dużo i każdy potrzebuje żółwia. – Pochylił głowę, całując mnie w policzek. – Wesołych Walentynek.
Obracając się, objęłam go ramionami i pocałowałam jakby nie miało być jutra. Kiedy się odsunęłam, jego oczy były basenami błękitnego ognia. – Dziękuję.
Raz jeszcze mnie pocałował, miękko i boleśnie delikatnie. – Nie ma za co.
Przesuwając ramiona na jego talię, oparłam się o jego tors. – To chłopiec czy dziewczyna?
- Wiesz co, naprawdę nie wiem. Ponoć poznaje się po kształcie ich skorupy, ale cholera wie.
Uśmiechnęłam się. – Cóż, chłopiec czy dziewczyna, nazwę go Michelangelo.
Cam odchylił głowę i się zaśmiał. – Idealnie.
- Tylko potrzebujemy jeszcze dwóch.
- Prawda.
Odsuwając się, uśmiechnęłam się do niego. – Zaraz będę. – Pobiegłam do sypialni i wzięłam kartkę, do której wepchnęłam bilety. Kiedy wróciłam do salonu, Cam regulował lampę podgrzewającą w terrarium. Odwrócił się, delikatnie uśmiechając. – Wesołych Walentynek – powiedziałam, wpychając mu kartkę do rąk. Zarumieniły mi się policzki. – Nie jest to tak fajne, jak twój prezent, ale mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Jestem pewien, że tak będzie. – Uniósł usta w jednym kąciku, ostrożnie otwierając kopertę i wyciągnął kartkę. Nie napisałam wiele w kartce, ponieważ nie miałam pojęcia, co napisać. Zdecydowałam się na szybką wiadomość i moje imię.
Wstrzymałam oddech, gdy otworzył kartkę. Półuśmiech zmienił się w pełny uśmiech, kiedy wziął w palce dwa bilety. Spojrzał na mnie spod rzęs. – To absolutnie niesamowity prezent, kochanie.
- Naprawdę? – Złączyłam razem dłonie, zadowolona. – Miałam nadzieję, że ci się spodoba. To znaczy, wiem że nie granie w piłkę nożną jest do bani i mam nadzieję, że nie zasmuci cię pójście na grę i nie musisz mnie brać…
Cam pochłonął moje usta jak wygłodniały człowiek. Nic nie było powolnego w tym pocałunku; był to zupełnie inny poziom uwiedzenia. – Oczywiście, że cię biorę. Prezent jest idealny – powiedział, lekko gryząc moją wargę w sposób sprawiający, że ogarnęło mnie gorąco, pozostawiając mnie spragnioną. – Ty jesteś idealna.
Wkradł się podstępny głos. Gdyby tylko wiedział jak daleko jest mi do doskonałości. Odepchnęłam tę myśl, pozwalając sobie zatopić się w pocałunku. Nie było to trudne. Nie, kiedy pił ode mnie, jakby był pozbawiony tego aktu przez zbyt długo.
Opuścił ręce na moje biodra i przyciągnął mnie do siebie. Przy pępku poczułam jego podniecenie. Cam był… seksualnym mężczyzną, więc nie było zaskoczeniem, że tak szybko był tak twardy, ale zawsze mnie zadziwiało jak bardzo mnie naprawdę pragnął, lecz nigdy nie naciskał na to, co wiedziałam, że chciał.
Kiedy jego uścisk zacisnął się na moich biodrach, chwyciłam się jego szyi. Zdawaliśmy się być w jakiejś nieświadomej zgodzie, bo podniósł mnie, gdy oplotłam jego pas nogami. Jęknęłam, kiedy przycisnął mnie do siebie, a jego język przesunął się po moim.
Zaczął iść, a krew huczała mi w żyłach. Wiedziałam, gdzie idzie i podekscytowanie oraz zdenerwowanie walczyły we mnie. Położył mnie na łóżku, a ja się ułożyłam po środku. Zatrzymując się wystarczająco długo, żeby ściągnąć swój sweter przez głowę, potem położył ręce po obu stronach mojej głowy. Moc oraz siła w jego ramionach i ciele była przytłaczająca, ale nie przerażająca.
Wyciągając dłoń, przesunęłam palcem po płomieniach otaczających słońce po lewej stronie jego klatki piersiowej. – Uwielbiam ten tatuaż – przyznałam. – Czemu go masz?
Pojawił się półuśmiech. – Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Tak.
- To głupie.
Śledziłam słońce na jego piersi. – Ja to osądzę.
- Zrobiłem go po bójce. – Cam przesunął się tak, że jego kolana przyciskały się do zewnętrznych stron moich ud i wsunął ręce pod moją koszulkę. Podniosłam się, pomagając mu ją ściągnąć. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie wylądowała. Tak jakby po prostu rzucił ją za siebie. – Byłem przez jakiś czas trochę popaprany emocjonalnie. Nie mogłem wrócić do szkoły, tkwiłem w domu i sam to sobie zrobiłem. Martwiłem się, że musi być ze mną coś nie tak, żeby tak to wszystko stracić.
Moje dłonie opadły na boki, gdy położył swoją na moim nagim brzuchu. Koniuszki jego palców sięgnęły fiszbin mojego biustonosza i przedniego zapięcia.
- Miałem depresję – przyznał. Włosy opadły mu na czoło, jak położył drugą rękę obok mojej głowy. – Byłem wkurzony na siebie i na świat, i całe te gówno. – Urywając, przesunął ręką w dół mojego brzucha, po czym wrócił, powodując, że się poruszyłam. Wrócił ten lekki uśmiech. – Sądzę, że wypiłem każdy alkohol z barku taty w ciągu paru tygodni. Wiedziałem, że moi rodzice się martwili, ale…
Cam zamilkł, jak pochylił głowę, całując miejsce pomiędzy moimi piersiami. Wzięłam gwałtowny wdech, a on znowu to zrobił. – Jase często przychodził mnie odwiedzić. Ollie także. Prawdopodobnie straciłbym pieprzony rozum bez nich. Mogę? – Podniósł wzrok, oczy były skupione, palce tkwiły na zapięciu biustonosza.
Serce mi podskoczyło. Był to dla nas pierwszy raz. Potaknęłam, mając sucho w ustach.
- Dziękuję – powiedział, a ja pomyślałam, że to dziwna rzecz do bycia wdzięcznym. Znowu zniżył wzrok a mi zamarł dech. Odpiął delikatne zapięcie, ale nie rozłączył miseczek. – Jase powiedział coś do mnie, kiedy byłem zlany w trupa. Nie wiem dlaczego, ale to się mnie trzymało.
Wzięłam nierówny oddech, kiedy przesunął palcem przez środek mojej klatki piersiowej. – Co… co on powiedział?
Cam zerknął spod gęstych rzęs. – Powiedział coś takiego, że sprawy nie mogą być tak złe, jeśli słońce wzejdzie i świeci. Jak powiedziałem, trzymało się mnie to. Może dlatego, że to prawda. Tak długo jak świeci słońce, gówno nie może być tak złe. Dlatego właśnie mam tatuaż słońca. Rodzaj przypomnienia.
- To nie głupie – powiedziałam.
- Hmm… - Podciągnął brzeg biustonosza do góry i delikatnie odsunął go na bok, po czym powtórzył to samo z drugą miseczką. Chłodne powietrze drażniło czubki moich już twardych piersi. Byłam dla niego kompletnie naga od pasa w górę. – Boże, jesteś piękna, Avery.
Myślę, że mu podziękowałam, lecz nie miałam pewności czy słowa były spójne. Przejechał dłońmi po moich piersiach, a ja wygięłam plecy na kontakt jego ciała przy moim. Powiedział coś zbyt nisko, żebym zrozumiała, gładząc kciukiem mojego sutka. Obok mojej głowy jego ramię się napięło.
Cam podniósł wzrok, spotykając moje spojrzenie, gdy zniżył rękę do guzika moich dżinsów. Było pytanie w jego oczach, a ja kiwnęłam głową, bardziej chcąc wiedzieć, co on zamierza zrobić, niż się bałam.
Ściągnął moje dżinsy, potem skarpetki. Skomentował wzór czaszek i kości, ale pulsowanie w moim ciele utrudniało mi skupienie uwagi. Wtedy całkowicie ściągnął biustonosz i kiedy miał mnie tylko w majtkach, jego wolne przyglądanie się mojemu ciało było jak wejście w płonące sierpniowe słońce Teksasu.
Nasze wargi się zetknęły, gdy ułożył się na boku. Pocałunki były wolne i głębokie, jak jego dłoń podążała po mojej klatce piersiowej. Jego dotyk był drażniący oraz wprawny, kiedy pocałunki przesuwały się po mojej brodzie, w dół gardła. Spięłam się w tej chwili, zanim jego gorące usta zamknęły się na czubku mojej piersi. Robił to wcześniej przez biustonosz, ale nic nie mogło się równać z uczuciem, że nic nie było pomiędzy nami. Krew zmieniła się w roztopioną lawę a moje biodra poruszały się niespokojnie w małych kółkach. Kiedy ssał głęboko, druga ręka podążyła w dół, muskając moją skórę a potem wślizgnęła się pod majtki.
Zacisnęłam palce u stóp, gdy palcem musnął guzek. Nowe, silniejsze uczucie pulsowało przeze mnie. Odchyliłam głowę, kiedy wolno przesuwał w dół głowę, jego palce podążały moją długością.
Podniósł głowę, wbijając we mnie spojrzenie, jak wsunął we mnie koniuszek palca. Sapnęłam głośno, wbijając palce w jego ramiona.
- Czy to jest okej? – zapytał głosem głębokim i gładkim jak wiekowa whiskey.
Biorąc wdech, znowu potaknęłam. – Tak.
Mały, intymny uśmiech pojawił się na jego wargach, kiedy pchnął trochę mocniej. Moje ciało płonęło, kiedy rozpoczął rytm, patrząc mi w oczy. Moje całe ciało drżało. Węzeł, który formował się ilekroć mnie dotykał był o wiele głębszy i intensywniejszy.
- Jesteś taka ciasna – mruknął, a potem pochłonął mnie jego pocałunek.
Ruszałam szybciej biodrami a on przekręcił wnętrze dłoni, przyciskając je do wrażliwego guzka. Dotyk jego nagiej piersi ocierającej się o moją, jego ręka w moich majtkach, jego palec we mnie – wszystko to było zbyt wiele. Zacisnęłam się na jego dłoni, ścisnęłam uda i przerwałam pocałunek, wykrzykując jego imię, kiedy wyzwolenie przeszło przez moje ciało.
Cam wydał głęboki dźwięk, podgryzając moje gardło. – Uwielbiam jak wymawiasz moje imię.
Ledwo oddychałam, nie mówiąc już o mówieniu, gdy wciąż ruszał się we mnie, rozwiązując każdy ostatni spazm. Kiedy drżenia w końcu ustały, wyciągnął rękę, a ja byłam cała poczerwieniała i gorąca. Chciałam dać mu więcej, niż dawałam. Podenerwowana i podekscytowana przycisnęłam lekko dłonie do jego torsu, a on przewrócił się na plecy. Biorąc głęboki wdech, usiadłam na nim okrakiem i zanim straciłam odwagę, zsunęłam się po nim i odpięłam jego dżinsy, ściągając je z jego nóg.
Cam połapał się w chwili, kiedy objęłam go palcami a mój ciepły oddech dmuchnął w jego czubek. Jego ręce od razu zacisnęły się na prześcieradle.
- O cholera – warknął.
Uśmiechnęłam się na udręczony ton jego głosu, a potem zamknęłam usta wokół niego. Całe jego ciało podskoczyło, a plecy się wygięły. Naprawdę nie miałam pojęcia, kiedy do tego doszło, ale domyśliłam się, że nie zabierze to długo.
Nie zabrało.
Cam otoczył ręką moją, kiedy go brałam, a druga ręka oparła się o mój kark z malutkim naciskiem, prowadząc moje mniej niż umiejętne ruchy. Nie byłam zawstydzona czy zmartwiona tym, że zrobię to źle. Jeśli jego ciało i jęki były jakąkolwiek oznaką, robiłam mu wystarczająco dobrze, żeby mu się to podobało.
Odsunął się zanim uwolnienie zadrżało w nim, siadając w połowie i łapiąc moje usta, kiedy doszedł. Uwielbiałam sposób, w jaki jego ciało drżało, ale najbardziej ze wszystkiego uwielbiałam to, że czułam się wystarczająco bezpiecznie, żeby to zrobić. Zmęczona oderwałam się, osuwając się na plecy, gdy on zrobił to samo, jego klatka piersiowa gwałtownie unosiła się i opadała. – To były najlepsze pieprzone Walentynki w historii.
Parsknęłam głębokim, zachrypniętym śmiechem. – Muszę się zgodzić.
Jego ręka znalazła moją pomiędzy naszymi ciałami i ścisnęła. – Głodna?
- Nie. – Stłumiłam ziewnięcie. – A ty?
- Jeszcze nie – odparł.
Nie miałam pojęcia, która była godzina, ale czułam się bez kości i wzięłoby to siłę wyższą, żeby wyciągnąć mnie z tego łóżka. Albo czekoladę. Jedyną rzecz, którą wiedziałam to to, że nie chciałam, aby on wychodził. Odważyłam się poprosić go o to, czego chciałam. – Zostań ze mną? Na noc?
Cam przesunął dłonią po moim nagim ramieniu. – Nie musisz pytać dwa razy. – Pocałował mnie w ramię. – Zaraz wrócę.
Przewróciłam się na bok, kiedy wyszedł, okrywając się kołdrą. Usłyszałam lecącą wodę w łazience a potem wrócił, wsuwając się za mnie. Z jego ramionami oplatającymi mnie w pasie i długością jego ciała przyciskającą się do mojego, uśmiechnęłam się sennie i pomyślałam o słońcu.
Wszystko było idealne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz