Skulona w mojej bluzie, zadrżałam,
kiedy zimny wiatr smagnął pomiędzy Whitehall i Knutti, szarpiąc za nami
brązowymi i żółtymi liśćmi. Kilka zostało rzuconych w powietrze i spiralą
opadły na ziemię, dołączając do grubego dywanu liści.
Brit głęboko zaciągnęła się
papierosem i powoli wypuściła powietrze. – Zatem następnym razem, kiedy
odpowiem na późne w nocy zaproszenie na seks od Jimmiego i pójdę do jego
mieszkania, co zrobisz?
Przestąpiłam z nogi na nogę. – Uderzę
cię w pochwę?
- Dokładnie! – Ostatni raz się
zaciągnęła, a potem zgasiła papierosa. – Boże, dlaczego my dziewczyny jesteśmy
takie głupie?
Zrównałam się z nią krokiem,
oplatając się ramionami. – Dobre pytanie.
- Wiem, że on nie chce być w związku,
że tylko chce seksu i zwykle jest trochę pijany, a jednak nadal tam chodzę.
Poważnie?
- Chcesz być w związku?
Zasznurowała usta, naciągając
wełnianą czapkę na uszy. – Wiesz co, nie sądzę.
Zmarszczyłam brwi. – Więc dlaczego
jesteś taka zła, że on nie chce być.
- Ponieważ powinien chcieć być w
związku ze mną! Jestem cholernie fantastyczna.
Walcząc z uśmiechem, spojrzałam na
nią. – Jesteś fantastyczna.
Brit uśmiechnęła się. Spotkałam
Jimmiego parę razy na kampusie z Brit. Wydawał się fajnym facetem, ale
wierzyłam, że mogła znaleźć lepszego faceta niż takiego który dzwonił do niej
tylko wtedy, kiedy był pijany. Więc to jej powiedziałam.
- I dlatego się przyjaźnimy –
odpowiedziała, wsuwając ramię pod moje. – Rany, gdzie poszła jesień? Jest tak
jakby zima wyszła znikąd i suka nas spoliczkowała.
- Wiem. – Zadrżałam, gdy
zatrzymałyśmy się na skrzyżowaniu. – Żal mi dzieci, które jutro wieczorem będą
robić cukierki albo psikus. Zamarzną.
- Pieprzyć dzieci – powiedziała,
sprawiając że zachichotałam. – Przebieram się za anioła – zdzirowatego anioła.
- Oczywiście.
- A to oznacza, że w zasadzie ubiorę
bieliznę damską. Moje sutki pewnie zamarzną i odpadną. Skoro o tym mowa, nie
myśl, że nie zauważyłam jak unikasz tematu imprezy.
Nie miałam pojęcia jak przeszła z
zamarzających sutków do tego.
Przed biurem rejestru, przeszyła mnie
spojrzeniem. – Musisz z nami iść. Wszyscy tam będą.
Odwracając wzrok, patrzyłam jak straż
kampusowa odblokowuje auto nieszczęśliwej osobie. – Nie wiem. Nie interesują
mnie imprezy Halloweenowe.
- Nie interesują cię żadne imprezy.
Daj spokój, musisz iść. Potrzebuję cię tam. Jimmie tam będzie i potrzebuję,
żebyś walnęła mnie w pochwę.
Zaśmiałam się. – Jestem pewna że
Jacob z radością to dla ciebie zrobi.
- To nie to samo! On nie rozumie i
daje najgorsze rady. Pewnie powie mi, żebym się z nim bzyknęła – zaprotestowała
i musiałam sobie wyobrazić, że to prawda. – Musisz iść. Proszę. Ładnie proszę.
Moja determinacja, żeby w ogóle nie
brać pod uwagę tej imprezy zaczęła się rozpadać. Jacob gadał o niej przez cały
tydzień. Zeszłego wieczoru, gdy Cam i ja kończyliśmy nasze zadanie i w między
czasie jego propozycji umówienia się z nim, nawet poruszył temat imprezy, którą
robi jego przyjaciel Jase. Jase był rok młodszy od Cama i był całkiem wysoko w
jednym z bractw, którego nie mogłam sobie przypomnieć. Widziałam z nim Cama
parę razy, ale nigdy nie rozmawialiśmy. Nie że miało to znaczenie, bo choćby
branie pod uwagę pójście na tę imprezę miało początki wrzodu formującego się w
żołądku.
- Muszę tam iść i zająć się głupim
planem lekcji na następny semestr.
Zajęło jej cholernie dużo czasu
wzięcie zajęć. Ja miałam szczęście i dostałam się na wszystkie zajęcia, które
chciałam. – Zamierzasz skrzywdzić sukę?
- Może. – Brit szybko mnie uściskała.
– Dziękuję, że mnie tu odprowadziłaś.
- Żaden problem. – Skończyłam na
dzisiaj, więc nie miałam nic innego do roboty.
Wspięła się po szerokich stopniach,
ale odwróciła się. – Pomyśl o imprezie. Proszę? Musisz iść, nie tylko dla mnie,
będzie fajnie. Trochę się rozluźnisz. Dobra?
Wzięłam głęboki wdech. – Pomyślę o
tym.
- Naprawdę pomyślisz? – Kiedy
potaknęłam, powiedziała. – Obiecujesz?
- Obiecuję.
Brit weszła do budynku, a ja
prawdopodobnie będę szła do sklepu, żeby kupić dropsy. Będę ich potrzebowała.
#
Były chwile w moim życiu, kiedy
wiedziałam, że to co myślałam było złe. Wiedza o tym nie polepszyła spraw.
Pójście na imprezę Halloweenową nie powinno sprawić, że siedziałam w moim
fotelu z butelką Tumsów obok i kartonem Ben&Jerry’s Rocky Road w rękach.
W połowie pustym kartonem lodów Ben&Jerry.
Miałam poczucie, jakbym była na
drodze do stania się dzielnicową kocią mamą. Potrzebowałam tylko kotów.
Krótko po opuszczeniu kampusu,
dostałam wiadomość od Cama na temat imprezy. Chciał, żebym poszła. Brit
chciała, żebym poszła. Jacob chciał, żebym poszła. Ja chciałam iść, ale…
Jęcząc, nakryłam pokrywką lody i
wstałam. Byłam dziewiętnastolatką. Mieszkałam sama. Kazałam mamie się odczepić
i przytuliłam Cama, mówiąc mu, że za nim tęskniłam. Pójście na tę imprezę nie
powinno być wielką sprawą. Był najwyższy czas, żebym zrobiła coś takiego. Jeśli
nie teraz, to czy kiedykolwiek to zrobię?
Pewnie nie.
Odłożyłam lody na miejsce, a potem
poszłam po spryskiwacz schowany pod zlewem. Spryskując każdą powierzchnię w
kuchni, zaczęłam sprzątać z szalonym zapałem.
Mogłam to zrobić.
Serce podskoczyło mi w piersi i
miałam poczucie jakby żołądek spadł mi do stóp.
Nie, nie mogłam.
Szorując blat obok kuchenki, światło
odbiło się od srebrnej bransoletki, zwracając moją uwagę. Przerwałam, niezdolna
odwrócić wzroku od czegoś, co stało się podstawą mojego każdego dnia. Odkładając
butelkę i upuszczając ścierkę, wyciągnęłam rękę i ściągnęłam bransoletkę.
Odwracając ramię, zmusiłam się do spojrzenia na bliznę. Wstydziłam się jej,
zrobiłam wszystko w swojej mocy, żeby ją ukryć, ale po co? Żeby siedzieć w moim
mieszkaniu, być aspołeczną i ogólnym nieudacznikiem? Pewne rzeczy pewnie zawsze
będą dla mnie na nie albo niesamowicie niezręczne, ale pójście na pieprzoną
imprezę? Czy naprawdę byłam tak okaleczona tym co się wydarzyło, że pięć lat
później nie mogłam iść na imprezę?
Włożyłam z powrotem bransoletkę,
opierając się o blat.
Musiałam to zrobić. Potrzebowałam to
zrobić. Przynajmniej spróbować. Moje serce zaczęło swoje spanikowane walenie,
kiedy odepchnęłam się od blatu i ruszyłam do salonu. Wyciągnęłam komórkę z
torby i nim pomyślałam o tym, co robię, otworzyłam wiadomość od Cama z
wcześniej i wysłałam Okej.
Minęło parę sekund i przyszła
wiadomość. Przybywam.
- Przybywam? – Co do…?
Ktoś zapukał do moich drzwi.
Przewracając oczami, rzuciłam telefon
na kanapę i podeszłam do drzwi. – Nie musiałeś przychodzić.
Cam wszedł do środka, przekręcając
swoją czapkę do tyłu.
- Dobra, rozgość się.
Zatrzymał się blisko kuchni i
zmarszczył brwi. – Czemu twoje mieszkanie pachnie jak Clorox?
- Sprzątałam.
Podniósł brew.
- Całą kuchnię – powiedziałam z
zakłopotaniem. – Wiesz, mogłeś oszczędzić sobie wycieczki i po prostu
odpowiedzieć na wiadomość.
Rzucając mi długie spojrzenie, usiadł
na kanapie. – Potrzebowałem ćwiczenia.
Ta, nie potrzebował ćwiczenia.
Poklepał miejsce obok siebie. – Chodź
usiądź ze mną.
Gapiłam się.
- No chodź.
Mamrocząc pod nosem, przeszłam nad
jego nogami i usiadłam. – Dobra, siedzę.
Opuścił rzęsy i poczułam jego wzrok
na moich ustach. Ciepło rozlało się po policzkach, a jego uśmiech się
powiększył. – Więc napisałaś mi słowo okej. Zapytałem cię dzisiaj o dwie
rzeczy. Więc jestem ciekawy, na którą w końcu się zgadzasz.
Podniosłam nogi do piersi i oplotłam
ramionami kolana. – Zapytałeś mnie o imprezę Halloweenową jutrzejszego
wieczora.
- Tak, zapytałem. – Wyciągnął rękę i pociągnął
za moje ramię, aż puściłam kolana. – Ale zapytałem cię o co innego.
Zmrużyłam oczy.
Potem położył rękę na rąbku moich
dżinsów i odciągnął nogi od mojej klatki piersiowej. – Również chciałem się z
tobą umówić.
- Znasz na to odpowiedź.
Zmrużył oczy.
Moje usta drgnęły. – Mówiłam okej,
pójdę na imprezę.
- Mądry wybór. Będzie fajnie i będziesz
się dobrze bawić. – Gdy już siedziałam ku jego aprobacie, oparł się o kanapę. –
Kiedy chcesz, żebym po ciebie przyszedł?
Pokręciłam głową. – Sama pojadę.
- Czemu miałabyś to zrobić? Mieszkamy
w tym samym budynku i zmierzamy do tego samego miejsca.
- Dzięki, ale ja poprowadzę.
Obserwował mnie przez chwilę. – Jeśli
nie chcesz jechać ze mną, to przynajmniej jedź z Brittany.
Powiedziałam coś w stylu zgody, ale
nie planowałam tego. Wzięcie własnego auta oznaczało, że mogę odjechać kiedy
tylko będę chciała. Potrzebowałam tej linii ratunkowej.
- Hej – powiedział Cam.
Odwracając do niego głowę, podniosłam
brwi. – Cześć.
- Umów się ze mną.
Uśmiechnęłam się. – Zamknij się, Cam.
#
Byłam tak zdenerwowana, że mój
telefon był śliski w ręce, a pas bezpieczeństwa wydawał się być zbyt ciasno
przyciśnięty do mojej piersi. Siedziałam na parkingu, pół godziny po czasie, w
jakim miałam pojechać na imprezę Halloweenową do domu Jase’a. Chciałabym
powiedzieć, że jestem tylko modnie spóźniona, ale to nie była prawda.
Byłam dwa kroki od ataku paniki.
- Więc nie masz kostiumu? –
powiedziała Brit, a ponad jej głosem słyszałam muzykę i stłumiony śmiech. – Nic
nie szkodzi. Jest tutaj wiele nieprzebranych ludzi.
A więc ta wymówka sobie poszła. Po
rozmawianiu z Camem zeszłego wieczora przez chwilę zastanawiałam się nad
pomysłem ruszenia w ostatniej chwili do sklepu, żeby znaleźć kostium, ale
przebieranie się byłoby zbyt wielką sprawą.
- Jesteś już prawie tutaj? – zapytała
Brit. – Bo jestem samotna… hej!
Chwilę później głos Jacoba zabrzmiał
w telefonie. – Hej, dziewczyno, hej, gdzie jesteś?
Zamknęłam oczy. – Szykuję się do
wyjazdu.
- Mam nadzieję, bo Brit działa mi na
nerwy pytając o ciebie. Więc przywieź tu swój tyłek.
- Jadę. Będę za niedługo.
Rozłączając się, rzuciłam telefon na
siedzenie obok i ścisnęłam kierownicę. Mogę
to zrobić. To właśnie sobie mówiłam, kiedy zerknęłam na moje mieszkanie.
Zostawiłam włączone światło i w tej chwili było jak cholerny bekon, zachęcając
mnie do bezpieczeństwa, które było czystą nudą.
Zachowywałam się głupio, totalnie to
rozumiałam, ale nie zmieniało to faktu, że serce huczało mi w klatce czy
zbierało mi się na wymioty. Co przechodziłam nie było normalne dla nikogo, i to
było kluczem. Nie chciałam, żeby to było
dla mnie normalne.
- Kurde.
Musiałam być odważna.
Wzięłam bieg wsteczny i wycofałam
samochód. Moje ramiona drżały, kiedy dotarłam do końca drogi i skręciłam w lewo
na Route 45. Dom Jase’a nie był tak daleko od University Heights. Tylko parę
mil, w tyle pobliskiego osiedla, gdzie mieszkało kilka większych bractw.
W drodze do jego domu, skupiłam się
na wymienieniu tylu gwiazdozbiorów, ile potrafiłam. Andromeda, Antlia, Apus,
Aquarius, Aquila, Ara, Aries, Auriga – kto wymyślił te nazwy? Poważnie. Doszłam
do D, kiedy dostrzegłam linię aut wylewających się z podjazdu wielkiego,
trzypiętrowego domu. Samochody były wszędzie, zaparkowane wzdłuż ulicy, na
podwórzu i dalej ulicą. Musiałam zawrócić, żeby móc zaparkować po drugiej
stronie ulicy, budynek dalej.
Nocne powietrze było chłodne, a ulice
były pozbawione dzieci. Cukierek albo psikus skończył się godzinę temu i co
kilka metrów leżały kawałki upuszczonego cukierka.
Jasne światło wylewało się z okien,
roztaczając jaskrawą łunę wzdłuż ganku. Na zewnątrz było parę osób,
opierających się o balustradę. Wsadzając dłonie w kieszenie bluzy, ominęłam
garaż, gdzie działa się niegrzeczna piwna gra i przeszłam przez otwarte drzwi
wejściowe.
Jasna cholera…
Dom był zapełniony. Ludzie byli
wszędzie, tłocząc się przy telewizorze, w grupkach przy kanapie, na podłodze i
w korytarzu. Muzyka waliła wraz z moim sercem, kiedy przeszukiwałam tłum,
szukając seksownego anioła. Było wiele aniołów – niegrzeczne anioły w
czerwonym, seksowne anioły w białym, i jak sądzę, bardzo złe anioły w czarnym.
Hmm.
Przecisnęłam się obok dziewczyny
przebranej jak Dorotka z Czarownika z Oz, jeżeli Dorotka byłaby striptizerką.
Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Czułam się niepewnie i
dziwnie. Mijając grupę przy stole karcianym, zobaczyłam współlokatora Cama,
Olliego przy stole. Był zbyt pochłonięty grą, żeby mnie zauważyć. Stanęłam na
palcach. Wnętrze domu było trochę duszące z tymi wszystkimi ludźmi.
Nastąpił wysoki pisk i odwróciłam
się, mając tylko parę sekund na przygotowanie się, zanim zostałam zaatakowana
przez anioła w bieli.
- Jesteś tutaj! – wrzasnęła Brit,
ściskając mnie. – Jasna cholera! Nie sądziłam, że naprawdę przyjdziesz.
Myślałam, że się wykręcisz.
- Jestem tutaj.
Znowu mnie uścisnęła, a potem złapała
moją dłoń. – Chodź. Jacob jest w garażu. Cam też.
Moje przepracowane serce zrobiło
trochę więcej ćwiczeń, kiedy pociągnęła mnie za stół karciany. Paru facetów
podniosło wzrok, od razu odrzucając mnie i moje dżinsy, a potem patrząc na małą
białą sukienkę, którą miała Brit. Zainteresowanie błysnęło w ich oczach. Jeden
facet oparł się o swoje krzesło, marszcząc brwi, gdy jej się przyjrzał. Nie
mogłam go winić. Wyglądała seksownie.
- Przechodzę! – ogłosiła Brit, wolną
rękę unosząc do góry. – Bip. Bip.
Powietrze było lżejsze w garażu,
światło nie tak jaskrawe i choć było tutaj więcej ludzi, mięśnie w moim karku
się rozluźniły. Brit poprowadziła mnie do kolesia, który miał staromodny czarny
melonik i fioletową marynarkę.
- Jakey-Jake, zobacz kogo znalazłam!
– krzyknęła Brit.
Fioletowa marynarka się odwróciła i
na mojej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech, kiedy zobaczyłam duże czarne
okulary. – Bruno Mars? – zapytałam.
- Tak! Widzisz, Brit. Niektórzy
ludzie kumają mój kostium! – Jacob rzucił jej nieprzyjemne spojrzenie, po czym
odwrócił się do mnie. Zmarszczył brwi. – Za co jesteś przebrana?
Wzruszyłam ramionami. – Leniwą
studentkę?
Jacob zaśmiał się, kiedy Brit
podskoczyła do beczki. – Co masz pod tą okropną bluzą?
- Co jest nie tak z moją bluzą? –
żądałam.
Posłał mi bezbarwne spojrzenie. – Nic
nie jest z nią nie tak, gdybyś tylko wyszła dopiero z łóżka i szła na zajęcia,
ale jesteś na imprezie. – Sięgnął do zamka mojej bluzy i ją odpiął. – Zdejmij
ją albo ja ją zdejmę.
- On mówi poważnie. – Brit wróciła z
dwoma czerwonymi plastikowymi kubkami w dłoni. – Raz zdjął moją koszulkę, bo
chciał ją przymierzyć i oto byłam ja, stojąca w pokoju pełnym dziewczyn mając
tylko biustonosz.
Wsunęłam klucze do dżinsów i zdjęłam
bluzę, rzucając ją na oparcie krzesła biwakowego, które stało blisko. –
Zadowolony?
Jacob przyjrzał się mojemu
dopasowanemu czarnemu golfowi z zaciśniętymi ustami. – Hmm… - Podciągnął do
góry mój sweter, tak że ukazał się kawałek mojego brzucha. Potem przeczesał
dłońmi moje włosy, sprawiając że fale poszły w różne strony. – Lepiej. Masz
drobne ciało. Do cholery, zawładnij nim, dziewczyno. Teraz jesteś przebrana za
seksowną, leniwą studentkę.
Wzięłam napój, który Brit wepchnęła
mi do ręki. – Skończyłeś ubierać mnie, jakbym była twoją własną Barbie?
- Suko, jeśli byłabyś moją Barbie,
byłabyś do połowy naga.
Zaśmiałam się. – Dobrze, że nie
jestem.
Zarzucił ramię na moje barki. –
Cieszę się, że tutaj jesteś. Naprawdę.
- Ja też. – I kiedy to powiedziałam cieszyłam się. Byłam tutaj. Udało mi
się. To było wielkie. Nawet upiłam trochę mojego piwa. Spójrzcie na mnie.
Nadzwyczajna imprezowiczka.
Wmawiając sobie, że nie szczególnie
kogoś szukam, rozejrzałam się po garażu. Nie zajęło mi długo znalezienie Cama.
Był o dobrą głowę wyższy od większości facetów, którzy tutaj byli, więc łatwo
było go wybrać. Widząc, że nie był ubrany inaczej niż zwykle, uśmiechnęłam się.
Cam stał blisko stołu z piwną grą ze
skrzyżowanymi ramionami na klatce piersiowej. Jego bicepsy rozciągnęły bluzkę z
krótkimi rękawami, którą miał na sobie. Nie wiedziałam co było z facetami
ubierającymi się jakby na zewnątrz było ciepło, kiedy oczywiście tak nie było.
Obok niego był Jase, który był równie
wysoki co Cam i tak samo ładny do otwartego gapienia się na niego, ze swoimi
troszkę dłuższymi brązowymi włosami. Również był ubrany jakby było gorąco, a
ciemny tatuaż wyzierał spod jego rękawa.
Brit podążyła za moim spojrzeniem i
westchnęła. – Nie wiem, który jest seksowniejszy.
Cam, jak dla mnie, wygrywał z
łatwością. – Ja też.
- Wziąłbym ich obu – skomentował
Jacob.
- Naraz? – Ciekawość wypełniła głos
Brit.
Jacob uśmiechnął się. – O tak.
- Kanapka z Camem i Jasem. – Brit
zadrżała. – Chciałabym, żeby było to w menu za dolara.
Zaśmiałam się. – Sądzę, że
kosztowaliby więcej niż dolar.
- Prawda – mruknęła, a potem
westchnęła – Potrzebuję seksu.
Jase szturchnął łokciem Cama i coś
powiedział. Chwilę później Cam spojrzał w naszym kierunku. Szeroki uśmiech
pojawił się na jego atrakcyjnej twarzy. Położył kubek na brzegu stolika od ping
ponga.
- I oto nadchodzi jeden z nich –
powiedział Jacob, patrząc na mnie przebiegle. – Powstanie kanapka z Camem i
Avery.
- Zamknij się – rzekłam, rumieniąc
się.
Ludzie schodzili z drogi Cama. Był
jak seksowny Mojżesz, rozdzielający morze pijanych studentów. Cofnęłam się,
nagle zdenerwowana.
Cam nie wahał się. Była pewna siebie
łatwość we wszystkim co robił. Jego ramiona oplotły moją talię w mniej niż
sekundę, podnosząc mnie w niedźwiedzim uścisku. Brit mądrze zabrała kubek z
mojej ręki, zanim Cam się obrócił. Trzymałam się jego ramion, kiedy ściany
garażu zawirowały.
- Cholera, nie mogę uwierzyć, że
naprawdę tu jesteś.
Wyglądało na to, że nikt tak naprawdę
nie myślał, że się pojawię. Zrobiło mi się ciepło, wiedząc, że to zrobiłam. –
Powiedziałam ci, że przyjdę.
Postawił mnie na nogach, ale nie
puścił. – Kiedy przyszłaś?
Wzruszyłam ramionami. – Nie wiem.
Niedawno.
- Czemu nie przyszłaś się przywitać?
– Był dołeczek, a ja zorientowałam się, że na niego patrzę.
- Byłeś zajęty, a nie chciałam ci
przeszkadzać – przyznałam, zauważając że kilka osób na nas patrzyło.
Cam zniżył głowę, a jego usta musnęło
moje ucho, kiedy mówił, wysyłając serię dreszczy wzdłuż mojego kręgosłupa. – Ty
nigdy mi nie przeszkadzasz.
Serce podskoczyło mi w klatce
piersiowej, jakbym była na szczycie kolejki górskiej. Lekko przekręciłam głowę
i nasze spojrzenia się spotkały. Myśli się rozproszyły, a kiedy dłonie Cama
zacisnęły się na moich ramionach, leciałam w dół kolejki górskiej. Przez chwilę
dźwięki imprezy zostały zagłuszone. Źrenice jego oczu były tak wielkie, były
zaskakującym kontrastem przy jasnym błękicie.
- Ej, Cam! – krzyknął Jase. – Teraz
ty.
Moment został zniszczony, a ja
wypuściłam powietrze, które trzymałam, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Jego wargi uniosły się w kącikach. – Nie odchodź zbyt daleko.
Skinęłam głową. – Okej.
Cam wrócił do Jase’a i podniósł
piłeczkę ping ponga.
- Wow – wydyszała Brit, oddając mi
picie. – To było…
- Naprawdę gorące – dokończył Jacob.
– Myślałem, że zerwiecie z siebie ubrania i zaczniecie robić dzieci tutaj na
tej brudnej, pokrytej piwem podłodze. Zamierzałem zacząć brać opłatę za wstęp
na to co miało tutaj zajść.
Rzuciłam mu spojrzenie. – Sądzę, że
to lekka przesada.
- Nie z naszej perspektywy –
powiedziała Brit, wachlując się. – Jak długo zamierzasz zwodzić chłopaka?
Zacisnęłam usta. – Nie zwodzę go.
Podniosła brwi, ale nic nie
powiedziała. Na szczęście rozmowa odeszła ode mnie, kiedy pojawił się Jimmie i
zaczął bawić się skrzydłami Brit. Nasz trójkąt zmienił się w czworokąt i nagle
mieliśmy na boku naszą małą imprezę. Czułam się nieswojo, ale trzymałam się
rozmowy. Wiedziałam, że gdy piłam piwo, uważano mnie za cichą laskę na
imprezie, ale było to lepsze niż ostatnia etykietka, którą miałam.
Grupa wyszła na zewnątrz, muzyka była
trochę głośniejsza, a część ludzi zaczęła tańczyć. Jakoś ponad całym hałasem
głęboki, zachrypnięty śmiech przykuł moją uwagę i odwróciłam się.
Przez wejście garażu wchodziły dwie
dziewczyny, które wyglądały jakby należały do pokazu Victoria’s Secrets. Jedna
przebrana była za diabła, co tak naprawdę było tylko czerwonym misiem,
spiczastym ogonem i rogami. Cycki były wszędzie. Druga była bardzo seksowną
wersją Czerwonego Kapturka. Kilka rzeczy natychmiast się zdarzyło, kiedy
wkroczyły na milowych szpilkach.
Wielu facetów dosłownie przestało
robić, to co robiło i podniosło wzrok. Buzia Jimmiego uderzyła podłogę. Nawet
Jacob wyglądał, jakby miał zmienić seksualne preferencje. Przekręciło mi się w
żołądku, kiedy przyjrzałam się kostiumowi Czerwonego Kapturka i próbowałam nie
myśleć o fakcie, że miałam ten kostium na imprezie Halloweenowej lata temu.
Poza tym w tej chwili nie wydawało się to największą sprawą z którą musiałam
się zmagać, co świadczyło o wielu rzeczach.
Czerwony Kapturek była również znana
jako Stephanie Keith a.k.a Steph.
Dziewczyna była wspaniała w sposób,
który sprawiał że jakakolwiek dziewczyna czuła się źle ubrana lub po złej
stronie brzydkości. Rąbek jej błyszczącej czerwonej sukienki kończył się tuż
pod tyłkiem, a jej nogi były oszałamiające. Jej strój był dopełniony czerwonymi
ustami, zamglonymi oczami i dwoma kucykami.
Była gorąca.
I szła prosto do Cama.
Steph zarzuciła na niego ramiona, co
spowodowało, że jej sukienka się podniosła, ukazując pomarszczone czarne
majtki, które miały napis DAJ MI KLAPSA na jej pośladkach. Cam nie uciekł od
niej, lecz odwrócił się, rzucając jej ten swój cholerny przekrzywiony uśmiech.
Zabrała mu piłkę, cofając się i chichocząc, kiedy jej przyjaciółka kleiła się
do Jase’a.
Coś obrzydliwego rozwinęło się w moim
brzuchu jak trujący chwast. Czemu Cam od niej nie uciekał, zamiast tego podążając
za nią wokół stołu?
To było głupie pytanie.
Jaki facet uciekałby od Steph?
Ktoś wpadł na mnie z boku, zostały
wymamrotane przeprosiny, ale byłam skupiona na Steph. Trzymała piłkę blisko
piersi, uśmiechając się szelmowsko, gdy Cam skradał się do niej.
Brit zabrała mi kubek i złapała moją
dłoń. – Zatańczmy.
Wbiłam stopy w podłogę, mrugając na
nią. – Nie tańczę.
- Nie. Idziemy tańczyć. – Rzuciła
spojrzenie przez ramię. Cam jakoś zabrał piłkę Steph. – Bo jeśli tego nie
zrobimy, będziesz tutaj stała i przeszywała ich wzrokiem jak wkurzona
dziewczyna.
Cholera. Miała rację. Pozwoliłam jej
pociągnąć się do grupy dziewczyn, które tańczyły, co było całkiem blisko stołu
do ping ponga. Brit trzymała moją rękę, tańcząc wokół mnie i śpiewając do
piosenki. Zajęło mi kilka chwil na odważenie się na zrobienie rzeczy, której
nie robiłam od lat i tak jakby marzyłam o tym, że mogłam skończyć swoje piwo.
Zamykając oczy, pozwoliłam sobie
poczuć muzykę i złapać rytm. Kiedy to się stało, biodra się kołysały, a ja się
uśmiechałam. Otworzyłam oczy, wciąż trzymając rękę Brit, kiedy razem
tańczyłyśmy. Grupa wokół nas się powiększyła i ponad ramieniem Brit zobaczyłam
Cama.
Nie skupiał uwagi na Steph.
Obserwował nas – obserwował mnie.
Brit była cholernym geniuszem.
Spojrzała za siebie, po czym
odwróciła się z powrotem do mnie, zagryzając wargę. – Pieprzyć ich.
Odchyliłam głowę i zaśmiałam się. –
Pieprzyć ich.
- To moja dziewczynka.
Jimmie dołączył do nas, podchodząc za
Brit, kładąc dłonie na jej talii. Podniosłam brwi, a ona wzruszyła ramionami,
co było kodem na powstrzymanie się z uderzeniem pochwy. Moje włosy były
wilgotne przy skroniach, a sweter podjechał mi do góry. Do naszej trójki
przyłączył się Jacob, który wokół nas wręcz latał. Byłam tak pochłonięta
śmianiem się z niego, że kiedy dłonie wylądowały na moich biodrach,
podskoczyłam dobre pięć cali nad podłogą.
Brit wytrzeszczała oczy.
Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam
stosunkowo nieznajomą twarz. Policzki kolesia były zaczerwienione, oczy lekko
lśniące i poruszył biodrami.
- Hej – wymamrotał, uśmiechając się.
- Cześć. – Odwróciłam się, robiąc
minę do Brit, kiedy zrobiłam krok do przodu. Ruszyłam się parę centymetrów, gdy
chwyt Pijanego Kolesia się zacieśnił.
- Gdzie idziesz? – powiedział. –
Tańczymy.
Przekręciłam się, a facet podążył za
mną, trzymając się moich pleców. Przekręciło mi się w żołądku i dziwne, drżące
uczucie przeszło po moim karku, podnosząc tam maleńkie włoski. Rzucona kilka
lat wstecz, zamarłam na chwilę. Brit, Jacob, impreza – wszystko – zniknęli.
Poczułam jak przyciąga mnie do siebie, położył dłonie na gołej skórze mojego
brzucha. Bez żadnego ostrzeżenia rzeczywistość wydawała się przesunąć.
Nie byłam tutaj.
Byłam tam, jego ręce były pod
moją spódniczką, a ja nie mogłam oddychać ani widzieć; materiał kanapy był
szorstki przy moim policzku.
- Maleńka – zanucił facet do mojego
ucha. – Zatańcz ze mną.
- Maleńka
– powiedział Blaine, jego oddech był ciężki w moim uchu. – Nie mów mi, że tego
nie chcesz.
Garaż przeniósł się do piwnicy i z
powrotem. Próbowałam się wyrwać, moje serce biło tak szybko, że było mi
niedobrze. – Puść mnie.
- Daj spokój, to tylko taniec. – Jego
ręka była na moim brzuchu, pod swetrem. – Ty…
- Puść mnie. – Zabrakło mi tchu,
kiedy walczyłam. – Puść mnie!
Nastąpił zaskoczony krzyk i pisk.
Nagle zostałam wyrwana z uścisku pijanego faceta. Zatoczyłam się, wpadając na
kogoś. Z walącym sercem odsunęłam włosy z twarzy i podniosłam głowę.
O mój Boże.
Cam trzymał kolesia przy ścianie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz