wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 13

Skulona w mojej bluzie, zadrżałam, kiedy zimny wiatr smagnął pomiędzy Whitehall i Knutti, szarpiąc za nami brązowymi i żółtymi liśćmi. Kilka zostało rzuconych w powietrze i spiralą opadły na ziemię, dołączając do grubego dywanu liści.
Brit głęboko zaciągnęła się papierosem i powoli wypuściła powietrze. – Zatem następnym razem, kiedy odpowiem na późne w nocy zaproszenie na seks od Jimmiego i pójdę do jego mieszkania, co zrobisz?
Przestąpiłam z nogi na nogę. – Uderzę cię w pochwę?
- Dokładnie! – Ostatni raz się zaciągnęła, a potem zgasiła papierosa. – Boże, dlaczego my dziewczyny jesteśmy takie głupie?
Zrównałam się z nią krokiem, oplatając się ramionami. – Dobre pytanie.
- Wiem, że on nie chce być w związku, że tylko chce seksu i zwykle jest trochę pijany, a jednak nadal tam chodzę. Poważnie?
- Chcesz być w związku?
Zasznurowała usta, naciągając wełnianą czapkę na uszy. – Wiesz co, nie sądzę.
Zmarszczyłam brwi. – Więc dlaczego jesteś taka zła, że on nie chce być.
- Ponieważ powinien chcieć być w związku ze mną! Jestem cholernie fantastyczna.
Walcząc z uśmiechem, spojrzałam na nią. – Jesteś fantastyczna.
Brit uśmiechnęła się. Spotkałam Jimmiego parę razy na kampusie z Brit. Wydawał się fajnym facetem, ale wierzyłam, że mogła znaleźć lepszego faceta niż takiego który dzwonił do niej tylko wtedy, kiedy był pijany. Więc to jej powiedziałam.
- I dlatego się przyjaźnimy – odpowiedziała, wsuwając ramię pod moje. – Rany, gdzie poszła jesień? Jest tak jakby zima wyszła znikąd i suka nas spoliczkowała.
- Wiem. – Zadrżałam, gdy zatrzymałyśmy się na skrzyżowaniu. – Żal mi dzieci, które jutro wieczorem będą robić cukierki albo psikus. Zamarzną.
- Pieprzyć dzieci – powiedziała, sprawiając że zachichotałam. – Przebieram się za anioła – zdzirowatego anioła.
- Oczywiście.
- A to oznacza, że w zasadzie ubiorę bieliznę damską. Moje sutki pewnie zamarzną i odpadną. Skoro o tym mowa, nie myśl, że nie zauważyłam jak unikasz tematu imprezy.
Nie miałam pojęcia jak przeszła z zamarzających sutków do tego.
Przed biurem rejestru, przeszyła mnie spojrzeniem. – Musisz z nami iść. Wszyscy tam będą.
Odwracając wzrok, patrzyłam jak straż kampusowa odblokowuje auto nieszczęśliwej osobie. – Nie wiem. Nie interesują mnie imprezy Halloweenowe.
- Nie interesują cię żadne imprezy. Daj spokój, musisz iść. Potrzebuję cię tam. Jimmie tam będzie i potrzebuję, żebyś walnęła mnie w pochwę.
Zaśmiałam się. – Jestem pewna że Jacob z radością to dla ciebie zrobi.
- To nie to samo! On nie rozumie i daje najgorsze rady. Pewnie powie mi, żebym się z nim bzyknęła – zaprotestowała i musiałam sobie wyobrazić, że to prawda. – Musisz iść. Proszę. Ładnie proszę.
Moja determinacja, żeby w ogóle nie brać pod uwagę tej imprezy zaczęła się rozpadać. Jacob gadał o niej przez cały tydzień. Zeszłego wieczoru, gdy Cam i ja kończyliśmy nasze zadanie i w między czasie jego propozycji umówienia się z nim, nawet poruszył temat imprezy, którą robi jego przyjaciel Jase. Jase był rok młodszy od Cama i był całkiem wysoko w jednym z bractw, którego nie mogłam sobie przypomnieć. Widziałam z nim Cama parę razy, ale nigdy nie rozmawialiśmy. Nie że miało to znaczenie, bo choćby branie pod uwagę pójście na tę imprezę miało początki wrzodu formującego się w żołądku.
- Muszę tam iść i zająć się głupim planem lekcji na następny semestr.
Zajęło jej cholernie dużo czasu wzięcie zajęć. Ja miałam szczęście i dostałam się na wszystkie zajęcia, które chciałam. – Zamierzasz skrzywdzić sukę?
- Może. – Brit szybko mnie uściskała. – Dziękuję, że mnie tu odprowadziłaś.
- Żaden problem. – Skończyłam na dzisiaj, więc nie miałam nic innego do roboty.
Wspięła się po szerokich stopniach, ale odwróciła się. – Pomyśl o imprezie. Proszę? Musisz iść, nie tylko dla mnie, będzie fajnie. Trochę się rozluźnisz. Dobra?
Wzięłam głęboki wdech. – Pomyślę o tym.
- Naprawdę pomyślisz? – Kiedy potaknęłam, powiedziała. – Obiecujesz?
- Obiecuję.
Brit weszła do budynku, a ja prawdopodobnie będę szła do sklepu, żeby kupić dropsy. Będę ich potrzebowała.
#
Były chwile w moim życiu, kiedy wiedziałam, że to co myślałam było złe. Wiedza o tym nie polepszyła spraw. Pójście na imprezę Halloweenową nie powinno sprawić, że siedziałam w moim fotelu z butelką Tumsów obok i kartonem Ben&Jerry’s Rocky Road w rękach.
W połowie pustym kartonem lodów Ben&Jerry.
Miałam poczucie, jakbym była na drodze do stania się dzielnicową kocią mamą. Potrzebowałam tylko kotów.
Krótko po opuszczeniu kampusu, dostałam wiadomość od Cama na temat imprezy. Chciał, żebym poszła. Brit chciała, żebym poszła. Jacob chciał, żebym poszła. Ja chciałam iść, ale…
Jęcząc, nakryłam pokrywką lody i wstałam. Byłam dziewiętnastolatką. Mieszkałam sama. Kazałam mamie się odczepić i przytuliłam Cama, mówiąc mu, że za nim tęskniłam. Pójście na tę imprezę nie powinno być wielką sprawą. Był najwyższy czas, żebym zrobiła coś takiego. Jeśli nie teraz, to czy kiedykolwiek to zrobię?
Pewnie nie.
Odłożyłam lody na miejsce, a potem poszłam po spryskiwacz schowany pod zlewem. Spryskując każdą powierzchnię w kuchni, zaczęłam sprzątać z szalonym zapałem.
Mogłam to zrobić.
Serce podskoczyło mi w piersi i miałam poczucie jakby żołądek spadł mi do stóp.
Nie, nie mogłam.
Szorując blat obok kuchenki, światło odbiło się od srebrnej bransoletki, zwracając moją uwagę. Przerwałam, niezdolna odwrócić wzroku od czegoś, co stało się podstawą mojego każdego dnia. Odkładając butelkę i upuszczając ścierkę, wyciągnęłam rękę i ściągnęłam bransoletkę. Odwracając ramię, zmusiłam się do spojrzenia na bliznę. Wstydziłam się jej, zrobiłam wszystko w swojej mocy, żeby ją ukryć, ale po co? Żeby siedzieć w moim mieszkaniu, być aspołeczną i ogólnym nieudacznikiem? Pewne rzeczy pewnie zawsze będą dla mnie na nie albo niesamowicie niezręczne, ale pójście na pieprzoną imprezę? Czy naprawdę byłam tak okaleczona tym co się wydarzyło, że pięć lat później nie mogłam iść na imprezę?
Włożyłam z powrotem bransoletkę, opierając się o blat.
Musiałam to zrobić. Potrzebowałam to zrobić. Przynajmniej spróbować. Moje serce zaczęło swoje spanikowane walenie, kiedy odepchnęłam się od blatu i ruszyłam do salonu. Wyciągnęłam komórkę z torby i nim pomyślałam o tym, co robię, otworzyłam wiadomość od Cama z wcześniej i wysłałam Okej.
Minęło parę sekund i przyszła wiadomość. Przybywam.
- Przybywam? – Co do…?
Ktoś zapukał do moich drzwi.
Przewracając oczami, rzuciłam telefon na kanapę i podeszłam do drzwi. – Nie musiałeś przychodzić.
Cam wszedł do środka, przekręcając swoją czapkę do tyłu.
- Dobra, rozgość się.
Zatrzymał się blisko kuchni i zmarszczył brwi. – Czemu twoje mieszkanie pachnie jak Clorox?
- Sprzątałam.
Podniósł brew.
- Całą kuchnię – powiedziałam z zakłopotaniem. – Wiesz, mogłeś oszczędzić sobie wycieczki i po prostu odpowiedzieć na wiadomość.
Rzucając mi długie spojrzenie, usiadł na kanapie. – Potrzebowałem ćwiczenia.
Ta, nie potrzebował ćwiczenia.
Poklepał miejsce obok siebie. – Chodź usiądź ze mną.
Gapiłam się.
- No chodź.
Mamrocząc pod nosem, przeszłam nad jego nogami i usiadłam. – Dobra, siedzę.
Opuścił rzęsy i poczułam jego wzrok na moich ustach. Ciepło rozlało się po policzkach, a jego uśmiech się powiększył. – Więc napisałaś mi słowo okej. Zapytałem cię dzisiaj o dwie rzeczy. Więc jestem ciekawy, na którą w końcu się zgadzasz.
Podniosłam nogi do piersi i oplotłam ramionami kolana. – Zapytałeś mnie o imprezę Halloweenową jutrzejszego wieczora.
- Tak, zapytałem. – Wyciągnął rękę i pociągnął za moje ramię, aż puściłam kolana. – Ale zapytałem cię o co innego.
Zmrużyłam oczy.
Potem położył rękę na rąbku moich dżinsów i odciągnął nogi od mojej klatki piersiowej. – Również chciałem się z tobą umówić.
- Znasz na to odpowiedź.
Zmrużył oczy.
Moje usta drgnęły. – Mówiłam okej, pójdę na imprezę.
- Mądry wybór. Będzie fajnie i będziesz się dobrze bawić. – Gdy już siedziałam ku jego aprobacie, oparł się o kanapę. – Kiedy chcesz, żebym po ciebie przyszedł?
Pokręciłam głową. – Sama pojadę.
- Czemu miałabyś to zrobić? Mieszkamy w tym samym budynku i zmierzamy do tego samego miejsca.
- Dzięki, ale ja poprowadzę.
Obserwował mnie przez chwilę. – Jeśli nie chcesz jechać ze mną, to przynajmniej jedź z Brittany.
Powiedziałam coś w stylu zgody, ale nie planowałam tego. Wzięcie własnego auta oznaczało, że mogę odjechać kiedy tylko będę chciała. Potrzebowałam tej linii ratunkowej.
- Hej – powiedział Cam.
Odwracając do niego głowę, podniosłam brwi. – Cześć.
- Umów się ze mną.
Uśmiechnęłam się. – Zamknij się, Cam.
#
Byłam tak zdenerwowana, że mój telefon był śliski w ręce, a pas bezpieczeństwa wydawał się być zbyt ciasno przyciśnięty do mojej piersi. Siedziałam na parkingu, pół godziny po czasie, w jakim miałam pojechać na imprezę Halloweenową do domu Jase’a. Chciałabym powiedzieć, że jestem tylko modnie spóźniona, ale to nie była prawda.
Byłam dwa kroki od ataku paniki.
- Więc nie masz kostiumu? – powiedziała Brit, a ponad jej głosem słyszałam muzykę i stłumiony śmiech. – Nic nie szkodzi. Jest tutaj wiele nieprzebranych ludzi.
A więc ta wymówka sobie poszła. Po rozmawianiu z Camem zeszłego wieczora przez chwilę zastanawiałam się nad pomysłem ruszenia w ostatniej chwili do sklepu, żeby znaleźć kostium, ale przebieranie się byłoby zbyt wielką sprawą.
- Jesteś już prawie tutaj? – zapytała Brit. – Bo jestem samotna… hej!
Chwilę później głos Jacoba zabrzmiał w telefonie. – Hej, dziewczyno, hej, gdzie jesteś?
Zamknęłam oczy. – Szykuję się do wyjazdu.
- Mam nadzieję, bo Brit działa mi na nerwy pytając o ciebie. Więc przywieź tu swój tyłek.
- Jadę. Będę za niedługo.
Rozłączając się, rzuciłam telefon na siedzenie obok i ścisnęłam kierownicę. Mogę to zrobić. To właśnie sobie mówiłam, kiedy zerknęłam na moje mieszkanie. Zostawiłam włączone światło i w tej chwili było jak cholerny bekon, zachęcając mnie do bezpieczeństwa, które było czystą nudą.
Zachowywałam się głupio, totalnie to rozumiałam, ale nie zmieniało to faktu, że serce huczało mi w klatce czy zbierało mi się na wymioty. Co przechodziłam nie było normalne dla nikogo, i to było kluczem. Nie chciałam, żeby to było dla mnie normalne.
- Kurde.
Musiałam być odważna.
Wzięłam bieg wsteczny i wycofałam samochód. Moje ramiona drżały, kiedy dotarłam do końca drogi i skręciłam w lewo na Route 45. Dom Jase’a nie był tak daleko od University Heights. Tylko parę mil, w tyle pobliskiego osiedla, gdzie mieszkało kilka większych bractw.
W drodze do jego domu, skupiłam się na wymienieniu tylu gwiazdozbiorów, ile potrafiłam. Andromeda, Antlia, Apus, Aquarius, Aquila, Ara, Aries, Auriga – kto wymyślił te nazwy? Poważnie. Doszłam do D, kiedy dostrzegłam linię aut wylewających się z podjazdu wielkiego, trzypiętrowego domu. Samochody były wszędzie, zaparkowane wzdłuż ulicy, na podwórzu i dalej ulicą. Musiałam zawrócić, żeby móc zaparkować po drugiej stronie ulicy, budynek dalej.
Nocne powietrze było chłodne, a ulice były pozbawione dzieci. Cukierek albo psikus skończył się godzinę temu i co kilka metrów leżały kawałki upuszczonego cukierka.
Jasne światło wylewało się z okien, roztaczając jaskrawą łunę wzdłuż ganku. Na zewnątrz było parę osób, opierających się o balustradę. Wsadzając dłonie w kieszenie bluzy, ominęłam garaż, gdzie działa się niegrzeczna piwna gra i przeszłam przez otwarte drzwi wejściowe.
Jasna cholera…
Dom był zapełniony. Ludzie byli wszędzie, tłocząc się przy telewizorze, w grupkach przy kanapie, na podłodze i w korytarzu. Muzyka waliła wraz z moim sercem, kiedy przeszukiwałam tłum, szukając seksownego anioła. Było wiele aniołów – niegrzeczne anioły w czerwonym, seksowne anioły w białym, i jak sądzę, bardzo złe anioły w czarnym.
Hmm.
Przecisnęłam się obok dziewczyny przebranej jak Dorotka z Czarownika z Oz, jeżeli Dorotka byłaby striptizerką. Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Czułam się niepewnie i dziwnie. Mijając grupę przy stole karcianym, zobaczyłam współlokatora Cama, Olliego przy stole. Był zbyt pochłonięty grą, żeby mnie zauważyć. Stanęłam na palcach. Wnętrze domu było trochę duszące z tymi wszystkimi ludźmi.
Nastąpił wysoki pisk i odwróciłam się, mając tylko parę sekund na przygotowanie się, zanim zostałam zaatakowana przez anioła w bieli.
- Jesteś tutaj! – wrzasnęła Brit, ściskając mnie. – Jasna cholera! Nie sądziłam, że naprawdę przyjdziesz. Myślałam, że się wykręcisz.
- Jestem tutaj.
Znowu mnie uścisnęła, a potem złapała moją dłoń. – Chodź. Jacob jest w garażu. Cam też.
Moje przepracowane serce zrobiło trochę więcej ćwiczeń, kiedy pociągnęła mnie za stół karciany. Paru facetów podniosło wzrok, od razu odrzucając mnie i moje dżinsy, a potem patrząc na małą białą sukienkę, którą miała Brit. Zainteresowanie błysnęło w ich oczach. Jeden facet oparł się o swoje krzesło, marszcząc brwi, gdy jej się przyjrzał. Nie mogłam go winić. Wyglądała seksownie.
- Przechodzę! – ogłosiła Brit, wolną rękę unosząc do góry. – Bip. Bip.
Powietrze było lżejsze w garażu, światło nie tak jaskrawe i choć było tutaj więcej ludzi, mięśnie w moim karku się rozluźniły. Brit poprowadziła mnie do kolesia, który miał staromodny czarny melonik i fioletową marynarkę.
- Jakey-Jake, zobacz kogo znalazłam! – krzyknęła Brit.
Fioletowa marynarka się odwróciła i na mojej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech, kiedy zobaczyłam duże czarne okulary. – Bruno Mars? – zapytałam.
- Tak! Widzisz, Brit. Niektórzy ludzie kumają mój kostium! – Jacob rzucił jej nieprzyjemne spojrzenie, po czym odwrócił się do mnie. Zmarszczył brwi. – Za co jesteś przebrana?
Wzruszyłam ramionami. – Leniwą studentkę?
Jacob zaśmiał się, kiedy Brit podskoczyła do beczki. – Co masz pod tą okropną bluzą?
- Co jest nie tak z moją bluzą? – żądałam.
Posłał mi bezbarwne spojrzenie. – Nic nie jest z nią nie tak, gdybyś tylko wyszła dopiero z łóżka i szła na zajęcia, ale jesteś na imprezie. – Sięgnął do zamka mojej bluzy i ją odpiął. – Zdejmij ją albo ja ją zdejmę.
- On mówi poważnie. – Brit wróciła z dwoma czerwonymi plastikowymi kubkami w dłoni. – Raz zdjął moją koszulkę, bo chciał ją przymierzyć i oto byłam ja, stojąca w pokoju pełnym dziewczyn mając tylko biustonosz.
Wsunęłam klucze do dżinsów i zdjęłam bluzę, rzucając ją na oparcie krzesła biwakowego, które stało blisko. – Zadowolony?
Jacob przyjrzał się mojemu dopasowanemu czarnemu golfowi z zaciśniętymi ustami. – Hmm… - Podciągnął do góry mój sweter, tak że ukazał się kawałek mojego brzucha. Potem przeczesał dłońmi moje włosy, sprawiając że fale poszły w różne strony. – Lepiej. Masz drobne ciało. Do cholery, zawładnij nim, dziewczyno. Teraz jesteś przebrana za seksowną, leniwą studentkę.
Wzięłam napój, który Brit wepchnęła mi do ręki. – Skończyłeś ubierać mnie, jakbym była twoją własną Barbie?
- Suko, jeśli byłabyś moją Barbie, byłabyś do połowy naga.
Zaśmiałam się. – Dobrze, że nie jestem.
Zarzucił ramię na moje barki. – Cieszę się, że tutaj jesteś. Naprawdę.
- Ja też. – I kiedy to powiedziałam cieszyłam się. Byłam tutaj. Udało mi się. To było wielkie. Nawet upiłam trochę mojego piwa. Spójrzcie na mnie. Nadzwyczajna imprezowiczka.
Wmawiając sobie, że nie szczególnie kogoś szukam, rozejrzałam się po garażu. Nie zajęło mi długo znalezienie Cama. Był o dobrą głowę wyższy od większości facetów, którzy tutaj byli, więc łatwo było go wybrać. Widząc, że nie był ubrany inaczej niż zwykle, uśmiechnęłam się.
Cam stał blisko stołu z piwną grą ze skrzyżowanymi ramionami na klatce piersiowej. Jego bicepsy rozciągnęły bluzkę z krótkimi rękawami, którą miał na sobie. Nie wiedziałam co było z facetami ubierającymi się jakby na zewnątrz było ciepło, kiedy oczywiście tak nie było.
Obok niego był Jase, który był równie wysoki co Cam i tak samo ładny do otwartego gapienia się na niego, ze swoimi troszkę dłuższymi brązowymi włosami. Również był ubrany jakby było gorąco, a ciemny tatuaż wyzierał spod jego rękawa.
Brit podążyła za moim spojrzeniem i westchnęła. – Nie wiem, który jest seksowniejszy.
Cam, jak dla mnie, wygrywał z łatwością. – Ja też.
- Wziąłbym ich obu – skomentował Jacob.
- Naraz? – Ciekawość wypełniła głos Brit.
Jacob uśmiechnął się. – O tak.
- Kanapka z Camem i Jasem. – Brit zadrżała. – Chciałabym, żeby było to w menu za dolara.
Zaśmiałam się. – Sądzę, że kosztowaliby więcej niż dolar.
- Prawda – mruknęła, a potem westchnęła – Potrzebuję seksu.
Jase szturchnął łokciem Cama i coś powiedział. Chwilę później Cam spojrzał w naszym kierunku. Szeroki uśmiech pojawił się na jego atrakcyjnej twarzy. Położył kubek na brzegu stolika od ping ponga.
- I oto nadchodzi jeden z nich – powiedział Jacob, patrząc na mnie przebiegle. – Powstanie kanapka z Camem i Avery.
- Zamknij się – rzekłam, rumieniąc się.
Ludzie schodzili z drogi Cama. Był jak seksowny Mojżesz, rozdzielający morze pijanych studentów. Cofnęłam się, nagle zdenerwowana.
Cam nie wahał się. Była pewna siebie łatwość we wszystkim co robił. Jego ramiona oplotły moją talię w mniej niż sekundę, podnosząc mnie w niedźwiedzim uścisku. Brit mądrze zabrała kubek z mojej ręki, zanim Cam się obrócił. Trzymałam się jego ramion, kiedy ściany garażu zawirowały.
- Cholera, nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu jesteś.
Wyglądało na to, że nikt tak naprawdę nie myślał, że się pojawię. Zrobiło mi się ciepło, wiedząc, że to zrobiłam. – Powiedziałam ci, że przyjdę.
Postawił mnie na nogach, ale nie puścił. – Kiedy przyszłaś?
Wzruszyłam ramionami. – Nie wiem. Niedawno.
- Czemu nie przyszłaś się przywitać? – Był dołeczek, a ja zorientowałam się, że na niego patrzę.
- Byłeś zajęty, a nie chciałam ci przeszkadzać – przyznałam, zauważając że kilka osób na nas patrzyło.
Cam zniżył głowę, a jego usta musnęło moje ucho, kiedy mówił, wysyłając serię dreszczy wzdłuż mojego kręgosłupa. – Ty nigdy mi nie przeszkadzasz.
Serce podskoczyło mi w klatce piersiowej, jakbym była na szczycie kolejki górskiej. Lekko przekręciłam głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Myśli się rozproszyły, a kiedy dłonie Cama zacisnęły się na moich ramionach, leciałam w dół kolejki górskiej. Przez chwilę dźwięki imprezy zostały zagłuszone. Źrenice jego oczu były tak wielkie, były zaskakującym kontrastem przy jasnym błękicie.
- Ej, Cam! – krzyknął Jase. – Teraz ty.
Moment został zniszczony, a ja wypuściłam powietrze, które trzymałam, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jego wargi uniosły się w kącikach. – Nie odchodź zbyt daleko.
Skinęłam głową. – Okej.
Cam wrócił do Jase’a i podniósł piłeczkę ping ponga.
- Wow – wydyszała Brit, oddając mi picie. – To było…
- Naprawdę gorące – dokończył Jacob. – Myślałem, że zerwiecie z siebie ubrania i zaczniecie robić dzieci tutaj na tej brudnej, pokrytej piwem podłodze. Zamierzałem zacząć brać opłatę za wstęp na to co miało tutaj zajść.
Rzuciłam mu spojrzenie. – Sądzę, że to lekka przesada.
- Nie z naszej perspektywy – powiedziała Brit, wachlując się. – Jak długo zamierzasz zwodzić chłopaka?
Zacisnęłam usta. – Nie zwodzę go.
Podniosła brwi, ale nic nie powiedziała. Na szczęście rozmowa odeszła ode mnie, kiedy pojawił się Jimmie i zaczął bawić się skrzydłami Brit. Nasz trójkąt zmienił się w czworokąt i nagle mieliśmy na boku naszą małą imprezę. Czułam się nieswojo, ale trzymałam się rozmowy. Wiedziałam, że gdy piłam piwo, uważano mnie za cichą laskę na imprezie, ale było to lepsze niż ostatnia etykietka, którą miałam.
Grupa wyszła na zewnątrz, muzyka była trochę głośniejsza, a część ludzi zaczęła tańczyć. Jakoś ponad całym hałasem głęboki, zachrypnięty śmiech przykuł moją uwagę i odwróciłam się.
Przez wejście garażu wchodziły dwie dziewczyny, które wyglądały jakby należały do pokazu Victoria’s Secrets. Jedna przebrana była za diabła, co tak naprawdę było tylko czerwonym misiem, spiczastym ogonem i rogami. Cycki były wszędzie. Druga była bardzo seksowną wersją Czerwonego Kapturka. Kilka rzeczy natychmiast się zdarzyło, kiedy wkroczyły na milowych szpilkach.
Wielu facetów dosłownie przestało robić, to co robiło i podniosło wzrok. Buzia Jimmiego uderzyła podłogę. Nawet Jacob wyglądał, jakby miał zmienić seksualne preferencje. Przekręciło mi się w żołądku, kiedy przyjrzałam się kostiumowi Czerwonego Kapturka i próbowałam nie myśleć o fakcie, że miałam ten kostium na imprezie Halloweenowej lata temu. Poza tym w tej chwili nie wydawało się to największą sprawą z którą musiałam się zmagać, co świadczyło o wielu rzeczach.
Czerwony Kapturek była również znana jako Stephanie Keith a.k.a Steph.
Dziewczyna była wspaniała w sposób, który sprawiał że jakakolwiek dziewczyna czuła się źle ubrana lub po złej stronie brzydkości. Rąbek jej błyszczącej czerwonej sukienki kończył się tuż pod tyłkiem, a jej nogi były oszałamiające. Jej strój był dopełniony czerwonymi ustami, zamglonymi oczami i dwoma kucykami.
Była gorąca.
I szła prosto do Cama.
Steph zarzuciła na niego ramiona, co spowodowało, że jej sukienka się podniosła, ukazując pomarszczone czarne majtki, które miały napis DAJ MI KLAPSA na jej pośladkach. Cam nie uciekł od niej, lecz odwrócił się, rzucając jej ten swój cholerny przekrzywiony uśmiech. Zabrała mu piłkę, cofając się i chichocząc, kiedy jej przyjaciółka kleiła się do Jase’a.
Coś obrzydliwego rozwinęło się w moim brzuchu jak trujący chwast. Czemu Cam od niej nie uciekał, zamiast tego podążając za nią wokół stołu?
To było głupie pytanie.
Jaki facet uciekałby od Steph?
Ktoś wpadł na mnie z boku, zostały wymamrotane przeprosiny, ale byłam skupiona na Steph. Trzymała piłkę blisko piersi, uśmiechając się szelmowsko, gdy Cam skradał się do niej.
Brit zabrała mi kubek i złapała moją dłoń. – Zatańczmy.
Wbiłam stopy w podłogę, mrugając na nią. – Nie tańczę.
- Nie. Idziemy tańczyć. – Rzuciła spojrzenie przez ramię. Cam jakoś zabrał piłkę Steph. – Bo jeśli tego nie zrobimy, będziesz tutaj stała i przeszywała ich wzrokiem jak wkurzona dziewczyna.
Cholera. Miała rację. Pozwoliłam jej pociągnąć się do grupy dziewczyn, które tańczyły, co było całkiem blisko stołu do ping ponga. Brit trzymała moją rękę, tańcząc wokół mnie i śpiewając do piosenki. Zajęło mi kilka chwil na odważenie się na zrobienie rzeczy, której nie robiłam od lat i tak jakby marzyłam o tym, że mogłam skończyć swoje piwo.
Zamykając oczy, pozwoliłam sobie poczuć muzykę i złapać rytm. Kiedy to się stało, biodra się kołysały, a ja się uśmiechałam. Otworzyłam oczy, wciąż trzymając rękę Brit, kiedy razem tańczyłyśmy. Grupa wokół nas się powiększyła i ponad ramieniem Brit zobaczyłam Cama.
Nie skupiał uwagi na Steph.
Obserwował nas – obserwował mnie.
Brit była cholernym geniuszem.
Spojrzała za siebie, po czym odwróciła się z powrotem do mnie, zagryzając wargę. – Pieprzyć ich.
Odchyliłam głowę i zaśmiałam się. – Pieprzyć ich.
- To moja dziewczynka.
Jimmie dołączył do nas, podchodząc za Brit, kładąc dłonie na jej talii. Podniosłam brwi, a ona wzruszyła ramionami, co było kodem na powstrzymanie się z uderzeniem pochwy. Moje włosy były wilgotne przy skroniach, a sweter podjechał mi do góry. Do naszej trójki przyłączył się Jacob, który wokół nas wręcz latał. Byłam tak pochłonięta śmianiem się z niego, że kiedy dłonie wylądowały na moich biodrach, podskoczyłam dobre pięć cali nad podłogą.
Brit wytrzeszczała oczy.
Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam stosunkowo nieznajomą twarz. Policzki kolesia były zaczerwienione, oczy lekko lśniące i poruszył biodrami.
- Hej – wymamrotał, uśmiechając się.
- Cześć. – Odwróciłam się, robiąc minę do Brit, kiedy zrobiłam krok do przodu. Ruszyłam się parę centymetrów, gdy chwyt Pijanego Kolesia się zacieśnił.
- Gdzie idziesz? – powiedział. – Tańczymy.
Przekręciłam się, a facet podążył za mną, trzymając się moich pleców. Przekręciło mi się w żołądku i dziwne, drżące uczucie przeszło po moim karku, podnosząc tam maleńkie włoski. Rzucona kilka lat wstecz, zamarłam na chwilę. Brit, Jacob, impreza – wszystko – zniknęli. Poczułam jak przyciąga mnie do siebie, położył dłonie na gołej skórze mojego brzucha. Bez żadnego ostrzeżenia rzeczywistość wydawała się przesunąć.
Nie byłam tutaj.
Byłam tam, jego ręce były pod moją spódniczką, a ja nie mogłam oddychać ani widzieć; materiał kanapy był szorstki przy moim policzku.
- Maleńka – zanucił facet do mojego ucha. – Zatańcz ze mną.
- Maleńka – powiedział Blaine, jego oddech był ciężki w moim uchu. – Nie mów mi, że tego nie chcesz.
Garaż przeniósł się do piwnicy i z powrotem. Próbowałam się wyrwać, moje serce biło tak szybko, że było mi niedobrze. – Puść mnie.
- Daj spokój, to tylko taniec. – Jego ręka była na moim brzuchu, pod swetrem. – Ty…
- Puść mnie. – Zabrakło mi tchu, kiedy walczyłam. – Puść mnie!
Nastąpił zaskoczony krzyk i pisk. Nagle zostałam wyrwana z uścisku pijanego faceta. Zatoczyłam się, wpadając na kogoś. Z walącym sercem odsunęłam włosy z twarzy i podniosłam głowę.
O mój Boże.

Cam trzymał kolesia przy ścianie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz