wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 5

- Twoje mieszkanie jest naprawdę ładne – powiedziała Brittany z mojej kanapy. Podręcznik historii leżał otwarty, lecz nieczytany na jej kolanie. – Chciałabym nie musieć mieszkać w akademiku. Moja współlokatorka chrapie jak potępieniec we śnie.
Stałam pomiędzy stolikiem do kawy a telewizorem, niepewna jak Brittany i Jacob znaleźli się w moim mieszkaniu po zajęciach. Przy lunchu rozmawialiśmy o spotkaniu się razem i wymienieniu się notatkami z historii i jakoś moje miejsce zostało zaproponowane. Myślę, że to był pomysł Jacoba, a ponieważ obydwoje tutaj byli, w ogóle się nie uczyliśmy.
Pełna niepokoju energia buzowała we mnie jak koliber. Minęło tyle czasu odkąd miałam ludzi w swojej przestrzeni. W domu nikt nie przychodził prócz rodziny i tylko służąca wchodziła do mojej sypialni. Nie tylko byłam prawdziwą pariaską w mieście i szkole, tak samo było w moim domu. Ale przed tą imprezą Halloween, wszyscy spędzali u mnie czas, zwłaszcza dziewczyny ze studia. Wszyscy wtedy ze mną rozmawiali, a ja wciąż tańczyłam. Przed tą imprezą wszystko było normalne.
Poruszyłam swoją bransoletką, zdenerwowana. Podobało mi się, że tutaj są, bo było to normalne i przypominało mi przedtem. To ludzie robili w college’u, ale było to takie… inne dla mnie.
Jacob wyszedł z mojej kuchni z wielką paczką chipsów w ręce. – Zapomnij o mieszkaniu. Nie zrozum mnie źle. Jest to ładne mieszkanie, ale chcę usłyszeć więcej o ciasteczkach Cama.
Wzięłam chipsa z paczki. – Nigdy nie powinnam powiedzieć ci o tej rozmowie.
- Nieważne – odpowiedział z pełną buzią.
Britanny zachichotała. – Bardzo chciałabym dowiedzieć się na co ciasteczka są slangiem.
- Prawdopodobnie jego penisa. – Jacob opadł na podłokietnik kanapy.
- O mój Boże – powiedziałam, biorąc garść chipsów. Potrzebowałam dużo kalorii na to, gdzie zmierzała ta rozmowa.
Brittany pokiwała głową. – To ma sens. Chodzi mi o te całe nie dzielenie się ciasteczkami z brzydkimi dziewczynami.
- Nie sądzę, że mu o to chodziło – powiedziałam, wsuwając chipsa do buzi. – Więc wracając do naszych notatek z historii…
- Pieprzyć historię. Wracamy do penisa Cama – rzekł Jacob. – Wiedziałaś, że jeśli ciasteczka są słowem klucz na penisa, to oznacza to, że miałaś jego penisa w swoich ustach?
Zadławiłam się chipsem i złapałam puszkę sody, wdychając płyn, gdy twarz mi płonęła.
- Teoretycznie mówiąc tak jest – dodał Jacob, uśmiechając się jak totalny gnojek. Podskoczył. – Nie wiem jak ty to robisz, Avery. Gdybym ja mieszkał po drugiej stronie korytarza od niego, byłbym przyklejony do jego drzwi wejściowych od południa do północy. I całkowicie byłbym na jego ciasteczkach. Mniam.
Machając dłonią przed twarzą, pokręciłam głową. – Możesz mieć jego ciasteczka.
- Och, słonko, gdyby przeniósł się do mojej drużyny, byłbym na nich w uderzeniu serca.
Brittany wywróciła oczami. – Wielka niespodzianka.
- Czego nie rozumiem, jakim cudem ty nie jesteś na jego ciasteczkach.
Otworzyłam usta, ale Brittany potrząsnęła głową i powiedziała. – Nie sądzę, żeby ciasteczka oznaczały penisa. Myślę, że mogą oznaczać jego jajka, bo są liczbą mnogą i w ogóle.
Jacob wybuchnął głośnym śmiechem. – Więc to oznacza, że jego jajka były w twoich ustach, teoretycznie mówiąc! Cholera, to trochę nieprzyzwoitego pieczenia.
Gapiłam się na tę dwójkę. Czy była to typowa rozmowa? – O mój Boże, czy możemy, proszę, przestać mówić o jego penisie i jajkach, albo już nigdy więcej nie będę w stanie zjeść ciasteczek. Nigdy.
- Nie. Poważnie. Jakim cudem nie ciągnie cię do tego. – Jacob wspiął się na oparcie kanapy jak wyrośnięty kot. – On widocznie z tobą flirtuje.
- No i – odpowiedziałam, wierząc, że może być bezpiecznie zjeść następnego chipsa bez umarcia.
Szczęka Jacoba opadła. – No i?
Brittany zamknęła książkę historii i zrzuciła ją na podłogę z głośnym stukiem. Przypuszczam, że całkowicie skończyliśmy uczenie się. – Jacob jest jak wygłodzona seksualnie kobieta w połowie trzydziestki, więc nie może zrozumieć, dlaczego nie chciałabyś przejechać się na miastowym rowerze.
Zerknęłam na Jacoba, a on jedynie wzruszył ramionami i rzekł. – Całkowita prawda.
- Nawet mnie ciężko jest to zrozumieć. Cameron jest naprawdę przystojny – ciągnęła Brittany. – I nigdy nie słyszałam, żeby jakaś dziewczyna źle o nim mówiła, więc musi dobrze je traktować.
Nie mając pojęcia, co powiedzieć, opadłam na czarne krzesło blisko telewizora. Wyjaśnienie im powodu tego wszystkiego było w ogóle niemożliwe. – Nie wiem. Po prostu nie jestem zainteresowana.
- Masz jajniki? – zapytał Jacob.
Posłałam mu spojrzenie. – Tak.
Ześlizgnął się po oparciu kanapy i usiadł obok Brittany. – Więc jak nie jesteś zainteresowana?
Wpychając resztę chipsów do buzi, walczyłam, żeby odpowiedzieć tak, żeby nie brzmieć jak zimna świętoszka. Ale byłam totalną zimną świętoszką, prawda? Lub chorą, zależy kogo się spyta. Tak czy owak, podczas gdy interesowała mnie myśl o penisach i jajkach, myśl o faktycznym wstaniu, zbliżeniu się i poznaniu się z nimi sprawiała, że byłam oblana zimnym potem.
I teraz się pociłam. Chipsy już kwasiły się w moim żołądku. Mój umysł od razu pomknął prosto do maila z ostatniej nocy.
Kłamczucha.
Wycierając dłonie o dżinsy, pokręciłam głową. – Po prostu nie jestem zainteresowana związkiem.
Jacob roześmiał się. – Nie mówimy, że Cam jest, wiesz? Nie musisz chcieć być w związku na małe bow-chicka-bow-bow.
Brittany powoli na niego spojrzała. – Czy ty naprawdę właśnie to powiedziałeś?
- Tak. I jestem z tego dumny. Muszę sobie zrobić koszulkę z takim napisem. – Jacob błysnął uśmiechem. – W każdym razie mówię tylko, że jest on okazją, której możesz nie chcieć przepuścić.
Nawet nie poświęciłam temu myśli. – Czemu w ogóle o tym rozmawiamy? Mamy razem jedne zajęcia, a on mieszka po drugiej stronie korytarza…
- I jesteście partnerami przez resztę semestru – dodała Brittany. – Poniekąd romantyczne, wychodzenie w nocy i patrzenie na gwiazdy.
Ścisnęło mnie w brzuchu. – To nie jest romantyczne. Nic nie jest romantyczne.
Podniosła brwi, przesuwając dłonią przez krótkie kosmyki blond włosów. – Hello, Debbie Downer.
Wywróciłam oczami. – Mówię tylko, że go nie znam. On nie zna mnie. I jest tylko flirciarzem. Nawet powiedziałaś, że jest miejscowym rowerem. Prawdopodobnie po prostu taki jest. Jest miłym i przyjaznym facetem. To wszystko. Więc możemy o tym zapomnieć?
- Tak, wy suki zanudzacie mnie na śmierć – powiedział Jacob, a Brittany pokazała mu język. Światło błysnęło z błyskawicy, a ja skrzywiłam się, myśląc że to musiało boleć. – Potrzebuję trochę salsy do tych chipsów.
- W dolnej szafce – krzyknęłam, ale był on już w połowie drogi do kuchni, drzwi otworzyły się i trzasnęły.
Ku mojej uldze temat odszedł ode mnie i nieistniejącego czegokolwiek z Camem. Godziny minęły i czułam się z nimi tutaj bardziej komfortowo, a nawet otworzyliśmy nasze książki historii na kilka krótkich sekund. Kiedy zbliżała się dziewiąta, spakowali swoje rzeczy i skierowali się do drzwi.
Brittany zatrzymała się i wychyliła do przodu. Nim mogłam się przygotować, szybko mnie przytuliła i dała całusa w policzek. Stałam tam trochę zszokowana. Uśmiechnęła się. – Jest duża impreza w jednym z bractw w piątkowy wieczór. Powinnaś iść.
Przypomniałam sobie o Camie mówiącym, że jest zajęty w piątek, a skoro widocznie lubił imprezować, prawdopodobnie dlatego. Pokręciłam głową. – Sama nie wiem.
- Nie bądź aspołeczna – rzekł Jacob, otwierając drzwi. – Jesteśmy fajnymi ludźmi do spędzania czasu.
Zaśmiałam się. – Wiem. Pomyślę o tym.
- Okej. – Brittany pomachała palcami. – Do zobaczenia jutro.
Na korytarzu Jacob zaczął wskazywać na drzwi Cama, pchając biodrami i ruszając tyłkiem. Zagryzłam wargę, żeby powstrzymać śmiech. Trwało to, aż Brittany złapała kołnierzyk jego koszulki i pociągnęła go w dół schodów.
Uśmiechając się zatrzasnęłam drzwi i je zamknęłam. Nie zajęło mi dużo czasu posprzątanie i przygotowanie się do łóżka. Cała rzecz z łóżkiem była bezsensowna, bo nie byłam śpiąca, a ponieważ unikałam laptopa, tym samym maili, skończyłam oglądając powtórki Ghost Hunters, aż byłam przekonana, że w mojej łazience jest poltergeist. Wyłączając telewizor, wstałam i zrobiłam coś, czego nienawidziłam.
Chodziłam po mieszkaniu, tak jak kiedyś robiłam w domu w swojej sypialni. Z wyłączonym telewizorem i cichym mieszkaniem słyszałam ciche hałasy z innych mieszkań. Skupiłam się na tych hałasach zamiast pozwoleniu mojemu umysłowi zastanawiać się, ponieważ dzisiejszy wieczór był dobry i nie chciałam go zniszczyć. Ostatnie parę dni były świetne, z wyjątkiem całego wpadania w Cama. Wszystko było dobrze.
Zatrzymałam się za kanapą, dopiero wtedy orientując się, co robiłam.
Patrząc w dół, zobaczyłam podniesiony rękaw koszulki i moje palce owinięte wokół lewego nadgarstka. Powoli, skrupulatnie, podniosłam palce, jeden po drugim. Były tam słabe różowe wgłębienia od bransoletki wbijającej się w moją skórę. Przez ostatnie pięć lat, zdejmowałam bransoletkę tylko w nocy i kiedy się myłam. Te wgłębienia pewnie będą trwałe.
Tak jak zszarpana blizna, którą bransoletka ukrywała.
Całkowicie zdjęłam dłoń. Czterocentymetrowa kreska głębszego różu nacięta była przez środek mojego nadgarstka, nad żyłą. Było to głębokie cięcie zrobione stłuczonym szkłem z ramki ze zdjęciem, którą rzuciłam, jak pierwsze zdjęcie okrążyło liceum.
Kiedy zrobiłam te cięcie, był to najniższy moment mojego życia i wcale sobie nie żartowałam. Byłoby te same brutalne cięcie na prawym nadgarstku, gdyby służąca nie usłyszała tłuczonego szkła.
Zdjęcie było ze mną i moją najlepszą przyjaciółką; tą samą najlepszą przyjaciółką, która była jedną z pierwszych, która odwróciła się plecami i szeptała słowa jak „dziwka” i „kłamczucha”.
Wtedy chciałam to skończyć. Tylko sprawdzić, bo w tym momencie mojego życia nic nie mogło być gorszego od tego, co mi się zdarzyło, na co moi rodzice się zgodzili i późniejszy rezultat. W ciągu miesięcy moje życie całkowicie podzieliło się na dwa poszarpane kawałki: przedtem i potem. A ja nie byłam w stanie zobaczyć możliwego potem, kiedy cała szkoła stała za Blainem.
Teraz? Potem wydawało się nieskończone, ale wstyd palił jak ogień w brzuchu, kiedy patrzyłam na bliznę. Samobójstwo nigdy nie było odpowiedzią, a jeśli już, sprawdzenie pozwalało im wszystkim wygrać. Sama nauczyłam się tej lekcji, bo terapia nigdy nie była opcją. Moi rodzice prędzej odcięliby sobie nogi niż cierpieli przez wstyd posiadania córki, która próbowała popełnić samobójstwo i potrzebowała terapii. Więcej pieniędzy wymieniło ręce, żeby utrzymać w tajemnicy moją popołudniową wizytę w szpitalu.
Najwyraźniej moi rodzice nie mieli nic przeciwko posiadania córki uznaną za kłamiącą dziwkę.
Ale nienawidziłam widoku fizycznego ucieleśnienia mojej słabości, byłabym bardziej niż upokorzona, gdyby ktoś to kiedyś zobaczył.
Nagły głęboki śmiech z korytarza przykuł moją uwagę – śmiech Cama. Obróciłam głowę w kierunku kuchni. Zegar na kuchence wskazywał pierwszą rano.
Zsunęłam rękaw.
- Nie możesz tego pominąć w piątkową noc? – zapytał żeński głos, lekko stłumiony przez ścianę.
Była cisza, a potem usłyszałam jak Cam mówi: - Wiesz, że nie mogę, kochanie. Może następnym razem.
Kochanie? Och! Słyszałam ich kroki okrążające balustradę poza mieszkaniem, potem uderzające schody.
Omijając szybko kanapę, podeszłam do okna. Ponieważ moje mieszkanie było na końcu i wyglądało na parking, musiałam tylko czekać. I wtedy pojawili się, Cam bez koszulki i dziewczyna.
Naprawdę wysoka, długonoga brunetka nosząca ładną dżinsową spódnicę. Tylko tyle mogłam zobaczyć z okna, kiedy przeszli przez parking. Dziewczyna potknęła się, ale wyprostowała się zanim Cam musiał interweniować. Zatrzymali się za ciemnym sedanem. Czułam się jak całkowity podglądacz obserwując ich, ale byłam pochłonięta.
Cam powiedział coś i zaśmiał się, kiedy dziewczyna żartobliwie walnęła go ramię. Chwilę później przytulili się, a wtedy on odsunął się, machając jej nim odwrócił się z powrotem do budynku mieszkalnego. W połowie drogi powrotnej spojrzał w stronę naszego piętra, a ja odskoczyłam jak totalna idiotka. Nie mógł mnie zobaczyć. Nie było to możliwe bez żadnego światła w moim mieszkaniu.
Zaśmiałam się z siebie, po czym umilkłam, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwi w korytarzu.
Ulga wlała się we mnie, rozluźniając mięśnie, które napinały się od czasu do czasu. Zobaczenie go z inną dziewczyną było… dobre. Całkowicie potwierdziło fakt, że Cam był bardzo czarującym, nieszkodliwym flirciarzem, który lubił rozdawać ciasteczka ładnym dziewczynom i miał zwierzątko żółwia nazwanego Rafael. Było dobrze. To było wykonalne. Mogłam to znieść, ponieważ to, co Brittany i Jacob sugerowali sprawiło, że byłam nerwowa.
Może Cam i ja staniemy się przyjaciółmi. Nie miałam temu nic przeciwko, bo miło było mieć więcej przyjaciół, jak przedtem.
Ale gdy weszłam do łóżka i leżałam przytomna, wpatrując się w sufit, przez chwilę, naprawdę krótką chwilę, zastanawiałam się jakby to było, gdyby Cam był mną tak zainteresowany. Żeby mieć coś takiego, czego nie można by się było doczekać. Być roztrzepaną i podekscytowaną ilekroć spojrzałby na mnie lub kiedy nasze dłonie przypadkowo by się dotknęły. Zastanawiałam się jakby to było być nim tak zainteresowaną lub innym facetem, jeśli o to chodzi. Żeby nie móc się doczekać randek, pierwszych pocałunków i wszystkich rzeczy, które potem przychodziły. Założę się, że byłoby miło. Byłoby jak przedtem.
Zanim Blaine Fitzgerald wszystko to zabrał.
#
Burzowe chmury napłynęły w czwartkowy poranek i wyglądało na to, że będzie to deszczowy, lepki dzień na kampusie. Na szczęście miałam tylko dwa zajęcia do znudzenia, więc zanim wyszłam złapałam bluzę z kapturem i założyłam ją na moją koszulkę. Pomyślałam o zmienieniu swoich krótkich spodenek i japonek, lecz zdecydowałam, że czuję się zbyt leniwie, aby przechodzić przez tyle kłopotu.
Pisząc do Jacoba, żeby zobaczyć czy chce, żebym wzięła jakąś kawę, zanim dotrę na zajęcia sztuki, wyszłam z mieszkania i doszłam do schodów, kiedy drzwi mieszkania Cama otworzyły się i wyszedł koleś, zakładając przez głowę koszulkę. Jego głowa z potarganymi blond włosami do ramion przeszła przez nią i rozpoznałam go jako faceta z żółwiem Cama – współlokator.
W momencie, kiedy nasze spojrzenia się spotkały wielki uśmiech pojawił się na jego opalonej twarzy, odsłaniając rząd nadzwyczaj białych zębów. – Hej! Widziałem cię wcześniej.
Mój wzrok pomknął za niego. Zostawił drzwi szeroko otwarte. – Hej, ty jesteś… żółwim kolesiem.
Zdezorientowanie pojawiło się na jego twarzy, gdy jego sandały trzasnęły o cement. – Żółwi koleś? Och, tak. – Zaśmiał się, skóra zmarszczyła się wokół jego brązowych oczu. – Widziałaś mnie z Rafaelem, prawda?
Potaknęłam. – I sądzę, że nazwałeś siebie Seniorem Kutafonem.
Wybuchając kolejnym głośnym śmiechem, dołączył do mnie na schodach. – To moje pijackie imię. W większość dni ludzie znają mnie jako Ollie’ego.
- To brzmi o wiele lepiej niż Senior Kutafon. – Uśmiechnęłam się, kiedy okrążyliśmy czwarte piętro. – Ja jestem…
- Avery? – Kiedy moje oczy się rozszerzyły, wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Cam powiedział mi twoje imię.
- Och. Więc… um, idziesz do…
- Ej, palancie, zostawiłeś otwarte drzwi! – Głos Cama zagrzmiał z góry a chwilę później pojawił się na szczycie schodów z czarną bejsbolówką na głowie. Krzywy uśmiech pojawił się, gdy nas dostrzegł i zbiegł ze schodów. – Hej, co robisz z moją dziewczyną?
Moją dziewczyną? Co? Prawie potknęłam się o swoje stopy.
- Tłumaczyłem jej, jak radzę sobie z dwoma imionami.
- Naprawdę? – Cam objął ramieniem moje barki, a moje japonki zaczepiły się jedna o drugą. Jego ramię zacieśniło się, przyciągając mnie do jego boku. – Hola, kochanie, prawie cię tu straciłem.
- Spójrz na siebie. – Ollie zeskoczył po schodach. – Sprawiasz, że dziewczyna potyka się o własne nogi.
Cam zachichotał, wyciągając wolną rękę i przesunął czapkę do tyłu. – Nie mogę nic na to poradzić. To mój magnetyczny urok.
- Lub mógł być to twój zapach – zripostował Ollie. – Nie jestem pewien czy słyszałem prysznic dziś rano.
Sapnął w udawanym oburzeniu. – Czy ja źle pachnę, Avery?
- Pachniesz świetnie – mruknęłam, czując gorąco na twarzy. Jednak była to prawda. Pachniał cudownie – mieszanina czystej pościeli, słaba woda kolońska i coś innego, co prawdopodobnie było nim. – To znaczy, nie pachniesz źle.
Cam obserwował mnie prawie chwilę za długo. – Zmierzasz na zajęcia?
Schodziliśmy po schodach, ale jego ramię wciąż oplatało moje barki i cała strona mojego ciała wydawała się mrowić jakby zasnęła. On był taki… swobodny z tym. Jakby to było dla niego nic i prawdopodobnie tak było. Przypomniałam sobie, jak on i ta dziewczyna się przytulili zeszłej nocy, ale dla mnie było to…
Nie było na to słów.
- Avery? – Cam zniżył głos.
Uwolniłam się i zobaczyłam, jak uśmiech Ollie’ego się powiększył. Zeszłam schodami, potrzebując dystansu. – Tak, idę na sztukę. A co z wami?
Cam łatwo dogonił mnie na trzecim piętrze. – Idziemy na śniadanie. Powinnaś pominąć i do nas dołączyć.
- Sądzę, że wystarczająco pominęłam w tym tygodniu.
- Ja pomijam – ogłosił Ollie – ale Cam nie ma zajęć do południa, więc jest dobrym chłopcem.
- A ty jesteś złym chłopcem? – zapytałam.
Uśmiech Ollie’ego był zaraźliwy. – Och, jestem bardzo złym chłopcem.
Cam posłał swojemu przyjacielowi spojrzenie. – Ta, zły w pisowni, matematyce, angielskim, sprzątaniu po sobie, rozmawianiu z ludźmi i mógłbym tak dalej.
- Ale jestem dobry w rzeczach, które się liczą.
- A co to są za rzeczy? – zapytał Cam, gdy wyszliśmy z budynku. Na zewnątrz powietrze nosiło słaby zapach wilgoci, a chmury wyglądały na pulchne z wody.
Ollie truchtał przed nami i odwrócił się tak, że był do nas twarzą, idąc tyłem, kompletnie ignorując czerwony samochód próbujący wycofać. Wyciągnął opaloną dłoń i zaczął odhaczać palce. – Picie, przebywanie z ludźmi, snowboarding i piłka nożna – pamiętasz ten sport, Cam? Piłkę nożną?
Przyjazny uśmiech zszedł z twarzy Cama. – Ta, pamiętam, dupku.
Ollie jedynie zaśmiał się i odwrócił, idąc w stronę gdzie był zaparkowany srebrny samochód. Spojrzałam na Cama zaciekawiona. Patrzył prosto przed siebie z zaciśniętą szczęką i oczami jak odłamki lodu. Bez patrzenia na mnie, wepchnął ręce w dżinsy i powiedział. – Do zobaczenia, Avery.
Po tym dołączył do Ollie’ego przy jego samochodzie i przysięgłabym, że temperatura spadła by dopasować się do nagłej oziębłości w postawie Cama. Nie potrzeba było geniusza lub nad intuicyjnej osoby, żeby domyśleć się, że Ollie dotknął bolesnego miejsca, a Cam nie był w humorze, żeby wchodzić w szczegóły.

Drżąc pospieszyłam do swojego auta i wsiadłam do środka. Nie dłużej niż sekundę później duża, gruba kropla deszczu roztrzaskała się o przednią szybę. Gdy wycofywałam, rozejrzałam się, mój wzrok ich odnalazł. Obydwoje stali przy samochodzie, Ollie uśmiechając się, a Cam z tym samym odległym, sztywnym wyrazem twarzy, kiedy mówił. Cokolwiek mówił swojemu przyjacielowi, nie był z tego zadowolony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz