wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 18

Cam miał te niebieskie oczy po swoim ojcu, swoje poczucie humoru… i zdolność składania ze sobą najbardziej dezorientujących przesłanek na tej Ziemi, co najprawdopodobniej sprawiało, że Richard Hamilton był tak odnoszącym sukcesy prawnikiem. W ciągu kilku krótkich godzin, niemal sprawił, że zgodziłam się na spróbowanie po raz pierwszy suszonego mięsa z jelenia.
Prawie.
Gdyby Cam nie szeptał mi do ucha „Bambi”, co parę minut, zgodziłabym się. Ale nie mogłam zjeść Bambiego, bez względu na to jak pan Hamilton sprawił że smakowicie to brzmiało.
Zostaliśmy w przestronnej kuchni przy porysowanym stole dębowym, który był w rozmiarze mogącym pomieścić czwórkę lub piątkę ludzi, popijając kawę, którą zrobiła matka Cama. Boki bolały mnie od śmiania się tak mocno z Cama i jego ojca. Ta dwójka była identyczna. Falujące, niepohamowane włosy, jasne niebieskie oczy, które iskrzyły się czystym szelmostwem i rzadki talent do przeformułowania każdego słowa.
- Słuchaj, tato, serio zawstydzasz siebie.
Jego ojciec zerknął na mnie, podnosząc brwi w stylu, który był tak podobny do Cama. – Czy wyglądam na zawstydzonego, Avery?
Zaciskając usta, pokręciłam głową.
Cam posłał mi spojrzenie, mówiące że nie pomagałam. – Siedzisz tutaj próbując przekonać mnie, mamę, Avery i malutkiego Jezusa, że Wielka Stopa musi istnieć, bo istnieją małpy?
- Tak! – krzyknął starszy Hamilton. – To się nazywa ewolucja, synu. Uczą cię czegokolwiek w college’u?
Cam przewrócił oczami. – Nie, tato, nie uczą mnie o Wielkiej Stopie w college’u.
- Prawdę mówiąc – powiedziałam, chrząkając. – Jest całe brakujące ogniwo w teorii, jeśli chodzi o ssaki naczelne.
- Lubię tę dziewczynę. – Pan Hamilton puścił do mnie oko.
- Nie pomagasz – burknął Cam.
- Mówię tylko, że kiedy poszedłbyś do lasu i usłyszał rzeczy, które ja słyszałem – ciągnął jego ojciec. – Uwierzyłbyś w Wielką Stopę i chupacabrę.
- Chupacabrę? – Szczęka Cama uderzyła o stół. – Oj, proszę cię, tato.
Pani Hamilton potrząsnęła czule głową. – To moi chłopcy. Jestem taka dumna.
Uśmiechnęłam się, upijając łyk dobrej kawy. – Naprawdę razem są wyjątkowi.
- Wyjątkowi? – Parsknęła, odpychając się od stołu i wzięła pusty kubek po kawie jej męża. – To ładny sposób powiedzenia, że są szurnięci.
- Hej! – Pan Hamilton gwałtownie obrócił głowę, jego oczy tańczyły. – Słuchaj no tutaj, kobieto.
- Możesz słuchać mojej stopy w tyłku, jeśli raz jeszcze nazwiesz mnie kobietą. – Pani Hamilton napełniła kubek i sięgnęła po cukier. – I możesz podać to do sądu.
Cam westchnął i opuścił głowę.
Stłumiłam chichot ręką.
Jego rodzina była… wspaniała. Byli przyjaźni i ciepli. W ogóle nie jak moja. Wątpiłam, żeby moja mama potrafiła użyć ekspresu do kawy czy zniżyłaby się do obsłużenia kogoś, nawet mojego taty.
Pani Hamilton położyła kubek przed swoim mężem. – Nie idziecie dzisiaj do kina zmotoryzowanego?
- Tak – powiedział Cam, wstając. Podniósł nasze torby. – Musimy iść, żeby mieć dobre miejsce.
- Zabierz jakieś ciepłe koce – rzekła, siadając przy stole. – Będzie naprawdę zimno w nocy.
Trochę nie chciałam opuszczać jego rodziny, nawet jeśli rozmowa była całkiem dziwna. Wstałam, dziękując jego matce za kawę.
- Żaden problem, kochanie. – Pani Hamilton odwróciła się do swojego syna. – Mam dla niej żółty pokój, Cameron. Bądź dżentelmenem i pokaż jej gdzie on jest.
Dziwny wyraz przeszedł przez twarz Cama, ale zniknął, kiedy wyszliśmy do holu. Poszłam za Camem po schodach. – Lubię twoich rodziców. Są bardzo mili.
- Są całkiem fajni. – Przesuwał dłonią po drewnianej poręczy. – Czy twój tata jest przekonany, że Wielka Stopa istnieje?
Zaśmiałam się. – Nie.
- A co z chupacabrą?
Znowu się śmiejąc, pokręciłam głową. – Zdecydowanie nie.
Ruszył korytarzem na drugim piętrze. – Moi rodzice mają pokój na górze, a moja siostra ma ten na początku korytarza. – Zatrzymał się przy drzwiach i otworzył je biodrem. – To jest żółty pokój, bo jest żółty.
Pokój był żółty, ale ładnym odcieniem jaskiera, a nie szkolnego autobusu. Cam położył moją torbę na łóżku, kiedy podeszłam do okna wychodzącego na boczny ogród. Odwróciłam się, łapiąc świeży zapach wanilii. – Jest naprawdę ładny. Mam nadzieję, że twoja mama się nie natrudziła.
- Nie. – Rozciągnął ramiona nad głową, strzelając plecami. – Myślisz, że będziesz gotowa za około pół godziny?
Usiadłam na brzegu łóżka. – Tak.
Cam cofnął się do drzwi, wciąż trzymając w górze ramiona. Stuknął w górę framugi. – Zgadnij co?
- Co?
Pojawił się lekki uśmiech. – Moja sypialnia jest po drugiej stronie korytarza.
Przewróciło mi się w brzuchu. – Okej.
Uśmiech się rozszerzył, zmieniając w szelmowski. – Jedynie pomyślałem, że będziesz zadowolona, słysząc to.
- Podekscytowana – mruknęłam.
Zachichotał, wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi. Siedziałam tam chwilę, a potem opadłam na plecy. Cam był tuż po drugiej stronie korytarza, co nie było inne od sytuacji w bloku, prawda? Nie. Dzisiejszej i jutrzejszej nocy będzie on bliżej niż kiedykolwiek.
#
Około półtorej godziny później stałam obok jego samochodu, gdy on kładł dwie długie poduszki na tylnej części auta. Wjechał tyłem na miejsce, byśmy mogli usiąść i mieć o wiele więcej miejsca. Nie byliśmy jedynymi rzucającymi wyzwanie zimnej temperaturze w nocy. Kilka dużych aut było zaparkowanych obok nas, robiąc to samo z poduszkami i kocami. Jeden nawet miał dmuchany materac.
Cam podszedł do tylnej klapy i wyciągnął ręce. – Gotowa?
Położyłam dłonie na jego, a on mnie podniósł. Nagła zmiana w wadze spowodowała, że zatoczył się do tyłu i położył ręce na moich biodrach, żeby odzyskać równowagę. Natychmiastowy napływ gorąca skierował się do mojego brzucha, jak podniosłam wzrok.
Gęste rzęsy Cama ukrywały jego oczy, kiedy jego dłonie wydawały się napiąć. Rozchylił usta, a moje ciało naprężyło się oczekiwaniem. Gwiaździsta noc zdawała się idealną atmosferą na pocałunek. Praktycznie mogłam poczuć jego wargi na moich.
Opuścił ręce i odwrócił się do dwóch toreb obok stosu koców i poduszek. Poczułam rozczarowanie, kiedy kucnął. Czemu mnie nie pocałował?
Do diabła, czemu nie pocałował mnie od naszej pierwszej randki?
- Proszę – powiedział, podnosząc się. – Przyniosłem ci coś, żeby pomogło cię ocieplić.
Trzymał jedną ze swoich czapek, a kiedy podniósł dłonie, poczułam zapach jego szamponu. Stałam nieruchomo, gdy założył mi ją na głowę, poświęcając czas na założenie mi włosów za uszy, zanim skończył.
- Dziękuję – rzekłam.
Cam uśmiechnął się, łapiąc drugą torbę i podszedł do poduszek. Ostrożnie do niego podeszłam i usiadłam obok niego. Wyciągnął kubeł smażonego kurczaka i napoje, które wybraliśmy po drodze.
Zaczął się film – stary, który zdawał się być pewnego rodzaju corocznym zwyczajem, ponieważ nastąpiło kilka okrzyków i oklaski, gdy pierwsza scena toczyła się na masywnym ekranie.
- Kevin sam w domu? – zapytałam, patrząc na Cama.
Parsknął. – W tych stronach to jak tradycja Święta Dziękczynienia.
Uśmiechnęłam się. – Dawno nie widziałam tego filmu.
Gdy Kevin McCallister pojawił się na ekranie, dąsając się i piorunując wzrokiem swoją rodzinę, zajadaliśmy się kurczakiem, zostawiając za sobą ścieżkę zgniecionych serwetek. Kiedy mama Kevina wykrzyknęła jego imię w samolocie, mój brzuch był pełny i byłam pewna, że Cam zjadł całego kurczaka.
Koc wokół moich ramion powstrzymywał większość zimnego powietrza, lecz od czasu do czasu drżałam, zwłaszcza kiedy wiatr się wzmagał.
- Czemu nie przesuniesz się tutaj? – powiedział Cam, a ja odwróciłam się do niego z uniesionymi brwiami. – Wyglądasz, jakbyś marzła.
Przysunęłam się bliżej, ale to najwyraźniej nie było dość blisko. Odsunął ode mnie koc, po czym odchylił się. Podnosząc mnie, ułożył pomiędzy swoimi szeroko rozłożonymi nogami.
Oczy praktycznie wyszły mi z orbit.
Cam rozłożył na mnie koc, wpychając brzegi za moją szyję. Siedziałam sztywno wyprostowana przez kilka chwil, gapiąc się na ekran, ale tak naprawdę go nie widząc. Potem wsunął ramiona pod koc i oplótł moją talię. Przyciągnął mnie do siebie, tak że byłam przyciśnięta do jego torsu.
Z napiętymi mięśniami zmusiłam się do wzięcia paru wolnych, głębokich wdechów. Kiedy już jakoś uformowałam swój oddech, przesunął dłonie na mój brzuch.
- Tak jest cieplej? – zapytał, jego oddech podniósł włoski wokół mojego ucha.
Ze ściśniętym gardłem skinęłam głową.
Przesunął jedną rękę, kładąc ją pod moimi piersiami, a drugą położył pod pępkiem, nad paskiem dżinsów. Miałam poczucie, jakby jego ręka była rozpalona. Natychmiast skóra rozgrzała mi się w tych obszarach.
- Dobrze – mruknął. – Obiecałem cię, że cię ocieplę.
Zdecydowanie mnie ocieplał. – Zrobiłeś to.
Pod moimi piesiami zaczął ruszać kciukiem, robiąc małe, leniwe kółka. Potem, parę chwil później, ręka niżej zaczęła przesuwać się w górę i dół, wolnym stałym ruchem, który sprawił, że mój oddech przyśpieszył.
Za każdym razem, kiedy jego palce przesunęły się po klapce przykrywającej zamek, łagodnie szarpało mnie w dżinsach, powodując, że szew spodni zaczął na mnie napierać. Nie miałam pojęcia, czy wiedział, co się działo. Znając Cama, musiałam powiedzieć, że tak. W kwestii paru minut pulsowałam tam na dole.
Pozwoliłam głowie opaść na jego klatkę piersiową i zamknęłam oczy. Przenikliwe uczucie, które stwarzał było odurzające.
- Avery?
- Hmm?
Była cisza. – Uważasz?
- Yhm. – Przesunęłam się niespokojnie.
Cam zachichotał i wiedziałam bez wątpienia, że był w pełni świadom tego, co robił. – Dobrze. Nie chciałbym, żebyś coś z tego przegapiła.
Nie przegapiłam żadnej tego sekundy.
#
Czekała na mnie kolejna niespokojna noc. Rzucałam się i obracałam godzinami po tym jak wróciliśmy z kina, moje ciało przechodziło przez to samo, co w noc po naszej randce. Było blisko drugiej nad ranem, kiedy poddałam się, wsuwając dłoń pod pasek moich spodni. Wydawało się to trochę nieprzyzwoite, robić to u kogoś w domu, w ich łóżku, z Camem jedynie drzwi dalej. Nie zajęło mi długo znalezienie ulgi i nie byłam pewna, co to o mnie mówiło.
Spałam przez parę godzin i obudziłam się trochę przed szóstą. Niemożliwe było, bym znowu zasnęła, więc wzięłam prysznic i przebrałam, przygotowując się do opuszczenia sypialni. Stanęłam przed drzwiami Cama, jak całkowita dziwaczka. Zastanawiałam się, co by zrobił, gdybym go obudziła? Weszła do łóżka…
Powstrzymałam się, zanim dokończyłam ten bieg myśli. Gdybym naprawdę spróbowała to zrobić, pewnie skończyłabym robiąc sobie krzywdę w procesie starania się być uwodzicielską lub zalotną.
Odsuwając się od jego drzwi, skierowałam się na dół, mając nadzieję, że nikogo nie obudziłam. Wydawało się, jakby każdy stopień wstrętnie skrzypiał. Kiedy tylko dotarłam do holu, wyłapałam zapach kawy i wiedziałam, że ktoś musiał być na nogach.
Stałam u dołu schodów, wykręcając dłonie, jak zastanawiałam się nad wróceniem na górę lub oznajmieniem swojej obecności. Pomyślałam o tych wszystkich razach, gdy obudziłam się w środku nocy, zwykle z koszmaru, i schodziłam na dół, przyłapując mamę na popijaniu alkoholu.
Nie była zbyt szczęśliwa, kiedy to się zdarzało.
Naprawdę nie powinnam wałęsać się po czyimś domu. Zdawało się to łamać jakąś zasadę gościa. Zaczęłam się odwracać, żeby iść na górę, kiedy pani Hamilton wystawiła głowę z kuchni.
O cholera.
Ciepły uśmiech pojawił się na jej twarzy. – Nie obudziłam cię, nie? Wcześnie wstaję, zwłaszcza na Święto Dziękczynienia. – Machnęła ścierką do naczyń. – Robię nadzienie.
- Nie obudziła mnie pani. – Zbliżyłam się, tak jakby zafascynowana faktem, że wstała tak wcześnie i robiła nadzienie. – Potrzebuje pani pomocy?
- Zawsze przydałaby mi się pomoc w kuchni – odpowiedziała, kiwając na mnie. – I mam świeżą kawę.
Nie mogłam oprzeć się pokusie kawy. Poszłam za nią do kuchni, rozszerzając oczy na widok jedzenia wypełniającego wyspę kuchenną. Indyk siedział na półmisku, czekając na wepchnięcie czegoś w jego zagłębienie.
- Cukier i śmietanka, prawda? – zapytała.
Uśmiechnęłam się lekko. – Pamięta pani.
- Myślę, że kluczem do zaczęcia dobrej relacji jest zapamiętanie jaką druga osoba lubi swoją kawę.
- Cam nie bardzo lubi kawę. – W chwili, kiedy słowa wyszły mi z ust, zarumieniłam się.
Jego mama udawała, że nie zauważyła mojej czerwonej twarzy. – Nie, nie lubi kawy. Mleko, z drugiej strony…
- Pije mleko, jedząc chińszczyznę. – Przeszły mnie ciarki. – To takie obrzydliwe.
Roześmiała się, podając mi kawę. – Ma to po swoim ojcu. Teresa jest taka sama. Skoro o tym mowa, poznasz ją w ciągu następnych paru godzin.
Uformowały mi się w brzuchu węzły. Spotkanie jego siostry sprawiało, że byłam niespokojna.
- Robiłaś już kiedyś nadzienie? – zapytała, podchodząc do wyspy.
- Nie. – Dołączyłam do niej po drugiej stronie, przyglądając się bochenkom chleba, cebulom, mleku i jajkom.
- Moja córka zazwyczaj pomaga mi rano – powiedziała, kładąc ścierkę na blacie. – To w ogóle nie jest trudne, więc jesteś więcej niż mile widziana, żeby pomóc lub dotrzymać mi towarzystwa.
- Mogę pomóc. Co mam zrobić?
Uśmiech pani Hamilton był szeroki. – Gdybyś mogła zacząć z chlebem, byłoby idealnie. Musisz go tylko rozdrobnić do tej miski. – Wskazała na dużą niebieską. – Kiedy skończysz bochenek, pójdziemy do następnego kroku.
- Dobrze. – Splotłam włosy w kucyka i podwinęłam rękawy, po czym szybko umyłam ręce.
- Ładna bransoletka – zauważyła, zaczynając kroić cebulę na małe kawałki.
- Dziękuję. – Rozerwałam chleb, prawdopodobnie trochę mocniej niż było to konieczne. – Cam powiedział mi, że jego siostra jest na recitalu tanecznym?
- W Pittsburgu – powiedziała, duma wlała się do jej głosu. – Był to recital tylko na zaproszenie. Richard i ja byśmy poszli, ale chcieliśmy być w domu dla Camerona. Jednak Teresa to rozumie. Rzadko przegapiamy jej tańce.
Skończyłam bochenek. – Co dalej?
- Cebule, masło, mleko i przyprawa. Musisz zmieszać to wszystko rękami.
Poczekałam, aż wrzuci wszystkie składniki. Gdy to zrobiła, powiedziała mi ile myślała, że powinno iść, a wtedy zatopiłam ręce w brejowatym bałaganie. Uśmiechając się, zaśmiałam. – Okej, to trochę dziwne.
- Tak. Przynajmniej tego nie jesz.
- Na surowo?
- Ta, Cameron i Teresa spróbowaliby zjeść to na surowo.
Zrobiłam minę, mieszając wszystko razem, aż mleko i masło równomiernie rozproszyły się na chlebie. Po wytarciu rąk do czysta, zabrałam się za drugi bochenek chleba. – Kiedyś tańczyłam – przyznałam.
- Cameron wspomniał o tym.
Przerwałam rozrywanie chleba. Powiedział to swoim rodzicom? Nie byłam pewna, co z tym zrobić.
- Wiedziałabym, gdyby nic nie powiedział – zauważyła, wrzucając trochę cebuli do mojej miski. – Wciąż ruszasz się jak tancerka. – Uśmiechnęła się. – Tańczyłam i obserwowałam przez lata Teresę, po tym jest się w stanie rozpoznawać to w innych.
- Miło to słyszeć. To znaczy, nie czuję, jakbym to robiła.
- Robisz.
Znowu mieszałam i zdecydowałam, że to moje ulubione zajęcie. Byłam dziwna.
- Nigdy nie robiłaś nadzienia ze swoją mamą? – zapytała matka Cama.
To było niewinne pytanie, ale i tak spowodowało głęboki ból przecinający moją pierś. Moja mama i ja nie byłyśmy najbliższymi sobie osobami na świecie przed incydentem, ale potem, nasze stosunki już nie istniały. – Nie sądzę, że moja mama wie jak gotować – powiedziałam w końcu.
- Nie sądzisz?
Pokręciłam głową. – Moich rodziców nie interesuje gotowanie obiadów.
Była cisza. – Cameron powiedział, że wiele podróżują podczas świąt?
- Tak, tak jakby lubią robić własne sprawy, wie pani, bez córki. – Wymusiłam śmiech, zbywając to. – Nie mam nic przeciwko temu. Nie mogę jeździć na nartach zachowując przy tym życie, a tkwienie na statku po środku oceany nie jest czymś, co mnie interesuje.
Pani Hamilton milczała, kiedy dodawałyśmy ostatnie składniki, a ja wbiłam w nie palce, podobał mi się sposób, w jaki przesuwały się pomiędzy nimi. – Więc co normalnie robisz, kiedy jesteś w domu? – zapytała.
Wzruszyłam ramionami. – Nie jestem cały czas sama. Mają służącą, która zazwyczaj robi mi obiad, zanim idzie do domu. To naprawdę miło z jej strony, bo nie jest zobowiązana do pracy podczas świąt.
- Co z Bożym Narodzeniem?
- To samo – przyznałam, zadziwiając samą siebie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że mi się przygląda. – To żadna wielka sprawa. Moja rodzina nie jest zbyt blisko, dlatego w ten sposób jest pewnie lepiej. – Po powiedzeniu tego, domyśliłam się, że to prawdopodobnie nie była najlepsza rzecz do powiedzenia. – W każdym razie, skończyłam. Jaki jest następny krok?
- Idzie to do indyka. – Uśmiechnęła się, ale wydawała się trochę przygaszona. – Chcesz czynić honory?
- Pewnie. – Poczekałam, aż obróci ptaka, a wtedy wykonałam nieco obrzydliwe zadanie wkładania tego wszystkiego w osobiste przestrzenie indyka.
Kiedy skończyłam, podeszłam do podwójnego zlewu, podczas gdy ona zawinęła indyka w folię aluminiową i położyła go w brytfannie.
- Dziękuję za pomoc, Avery.
- Żaden problem – powiedziałam. – Z przyjemnością pomogłam. – Naprawdę. – Było fajnie.
Pani Hamilton uśmiechnęła się do mnie, choć jej oczy były smutne. – Cóż, kochanie, zawsze jesteś tutaj mile widziana na święta. Nigdy nie ma wystarczająco rąk, kiedy dochodzi do robienia jedzenia.

Wymamrotałam podziękowania i skończyłam myć ręce. Jak się odwróciłam, spostrzegłam Cama stojącego przy kuchni. Nie miałam pojęcia, jak długo tam stał czy ile rozmowy usłyszał, ale łagodny wyraz na jego zaspanej twarzy powiedział mi, że usłyszał wystarczająco. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz