wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 26

Moje życie zmieniło się na małe sposoby w tym krótkim czasie, tak że wszystko to przyczyniło się do tej monumentalnej sprawy, przynajmniej dla mnie. Cam spędził ze mną całą niedzielę, a tego ranka obudziłam się do porannej wiadomości od niego.
Zanim miałam jakąkolwiek szansę na wyjawienie nowości Brit i Jacobowi o zmianie stanu pomiędzy mną a Camem, zobaczyli to z pierwszej ręki w poniedziałek, kiedy czekaliśmy na zewnątrz aż Brit skończy palić, przed pójściem do Whitehall.
Cam przyszedł znikąd, wślizgując się za mnie i obejmując ramionami moją talię. Zesztywniałam na ułamek sekundy po czym zmusiłam się do rozluźnienia. Przycisnął usta do mojego policzka, a dreszcz nie miał nic wspólnego z zimnym powietrzem. – Hej.
Papieros wyleciał z ust Brit.
Jacob mrugnął raz, dwa razy, a potem raz jeszcze. – Co do…?
Złapałam przedramiona Cama, jak przebiegł ustami do mojego ucha, wypalając ścieżkę na skórze. – Myślę, że Brittany zaraz spali sobie buta.
Spuściłam wzrok i wyrwałam się z jego uścisku. – O mój Boże, Brit, twój but!
Zerknęła w dół i cicho krzyknęła. Skopując zapalonego papierosa z buta, odskoczyła. – Prawie spłonęłam na śmierć! I byłaby to twoja wina!
- Moja wina?
- Tak. Bo nie powiedziałaś mi o tym. – Dziko wskazała na uśmiechającego się Cama. – O tamtym!
- Czy wy dwoje, no wiesz? – Jacob wskazał na nas. – Razem? Razem?
Nie miałam szansy odpowiedzieć. Cam obrócił mnie i pocałował, właśnie tam pośrodku dwóch budynków. Nie był to przyjazny całus w usta. Kiedy nasze języki się dotknęły, torba spadła mi z ramienia i uderzyła o zamarzniętą ziemię.
- Cholera jasna – wymamrotał Jacob. – Chyba będą robić dzieci.
Odsunęłam się z płonącymi policzkami. Cam wyglądał absolutnie bezwstydnie, gdy pocałował mnie w czoło. Ponad jego ramieniem zobaczyłam Steph i jej przyjaciółkę gapiące się na nas. Chyba ona też nie była poinformowana.
- Muszę spotkać się z profesorem zanim zaczną się zajęcia, więc muszę lecieć – powiedział, cofając się. – Widzimy się po zajęciach?
- Tak. – Wargi mnie mrowiły, razem z różnymi innymi częściami ciała. – Do zobaczenia.
Gdy odwróciłam się z powrotem do moich przyjaciół, obydwoje patrzyli na mnie, jakbym właśnie pokazała im swoje piersi. Schylając się, podniosłam torbę. – Dobra, zanim zaczniecie na mnie krzyczeć, to się stało dopiero wczoraj i nie miałam czasu, żeby cokolwiek powiedzieć.
Brit splotła ramiona. – Nie miałaś chwili, żeby zadzwonić, albo sama nie wiem, wysłać wiadomość?
- Tak jakby spędziliśmy razem cały wczorajszy dzień, poszliśmy na kolację, a potem…
- Uprawialiście seks? – Jacob złapał mnie za ramiona, lekko mną potrząsając. – O mój Boże, dziewczyno, szczegóły – potrzebuję szczegółów. Jaki jest rozmiar jego…?
- Nie uprawialiśmy seksu. – Odtrąciłam jego dłoń. – Jezu, dopiero wczoraj się zeszliśmy. Daj mi na to trochę czasu.
- Pieprzyłbym go od sierpnia – poradził Jacob.
Posłałam mu bezbarwne spojrzenie.
Męczyli mnie o to, co się wydarzyło, kiedy poszliśmy do Whitehall i przez początek zajęć. Kiedy zostawiłam ich, żeby poczekać na Cama na zewnątrz, byłam pewna że złagodziłam mój przyjacielski błąd.
Stałam poza markizą, opierając się o jeden z filarów. Pewnie wyglądałam dziwnie przez promienny uśmiech przyklejony do mojej twarzy, ale tak naprawdę nie przestawałam się uśmiechać od wczorajszego ranka.
Mój uśmiech zmniejszył się trochę, gdy zobaczyłam wychodzącego Cama ze Steph przyczepioną do jego boku. Jedyną rzeczą, która powstrzymywała mnie od zachowania się jak tygrys i rzucenia się na nią był fakt, że Cam nie wyglądał na zbyt podekscytowanego.
Steph zarzuciła błyszczącą grzywę włosów przez ramię, jak do mnie podeszli. – Cześć – powiedziała z, jak myślałam, całą kupą sztucznej radości.
- Hej – odparłam, wytrzymując jej spojrzenie.
Cam znalazł się u mojego boku, splatając palce z moimi. – Wypuszczono wcześniej twoją klasę?
Potaknęłam. – Dopiero parę minut temu.
Steph piorunowała wzrokiem nasze złączone dłonie. – Będziesz na imprezie Jase’a w następną sobotę, Cam?
Była impreza? Jak głupio to brzmiało, nie bardzo podobał mi się pomysł, żeby Cam szedł na imprezę, gdzie będzie Steph. Źle. Źle. Lecz brzydkie uczucie wiło się przeze mnie, ilekroć myślałam o nich spotykających się w przeszłości.
- Jeszcze nie wiem. – Cam ścisnął moją dłoń. – Zależy od tego, czy Avery chce iść.
Szeroko otworzyła idealne usta, a ja myślę, że uwielbiałam Cama. – Jeśli Avery chce…? Nieważne. – Odeszła, dołączając do dziewczyny, którą widziałam z nią na imprezie Halloweenowej.
Spojrzałam na Cama. – Cóż, nie wydawała się być tym zbyt szczęśliwa.
Wzruszył ramionami.
Wchodziliśmy na wzgórze, w stronę Knutti. – Więc nie byliście niczym więcej jak przyjaciółmi od seksu?
Cam posłał mi ukradkowe spojrzenie. – Spotykaliśmy się co jakiś czas, ale jak powiedziałem ci w ten weekend, nie byłem z nikim odkąd cię poznałem.
- Wiem. Po prostu wygląda na to, że ona chciała więcej.
- Ty byś nie chciała?
- Jezu, naprawdę musimy popracować nad twoją pewnością siebie.
Cam zachichotał, przyciągając mnie do swojego boku. Kuliliśmy się przed wiatrem smagającym w dół wzgórza. – Mogę pomyśleć o kilku innych rzeczach, nad którymi możemy popracować.
- Zboczeniec – mruknęłam, choć mój umysł był razem z nim.
Przycisnął usta do mojej skroni. – Jestem winny.
#
Cam nie poszedł na imprezę do Jase’a w sobotni wieczór. Nawet nie ruszył tego tematu i nie byłam pewna, czy ja powinnam to zrobić. Czułam się trochę winna przez to, że nie szedł, ponieważ nie chciałam wtrącać się w jego przyjaciół, lecz nie wydawał się zmartwiony faktem, że przegapiał epicką pijacką grę.
Poszliśmy na kolację w pobliskim miasteczku, a potem wróciliśmy do mojego mieszkania. Jeżeli miałam jakiekolwiek wątpliwości o powagę naszego związku, były rozgromione tego wieczoru.
Cam przyniósł Rafaela do mojego mieszkania.
Nic nie było poważniejsze od pozwolenia żółwiowi tarzać się po twojej kuchennej podłodze.
- Potrzebuje swoich ćwiczeń – powiedział Cam, siedząc z rozłożonymi nogami przed moją lodówką. – Jeśli nie, to staje się gruby i leniwy, siedząc w swojej skorupie.
- Biedny Rafael. – Podniosłam go i obróciłam, żeby zmierzał w kierunku Cama. – Musi być nudno w akwarium.
- To terrarium – poprawił Cam. – I ma świetne terrarium. Kupiłem mu nowe na urodziny.
- Wiesz, kiedy są jego urodziny?
- Tak. 26 lipca. – Urwał, przyglądając mi się. – Kiedy są twoje urodziny?
Skrzyżowałam kostki. – Uch, masz chwilę zanim będziesz musiał się tym martwić. Kiedy są twoje?
- 15 czerwca. Kiedy są twoje, Avery?
Będzie niezręcznie. – Były 2 stycznia.
Cam pochylił się, unosząc brwi. Minęło kilkanaście sekund, jak na mnie patrzył. – Przegapiłem twoje urodziny.
- To nic wielkiego – powiedziałam, zbywając to. – Pojechałam do Smithsonian, a potem zachorowałam, więc pewnie dobrze, że cię nie było.
Wyraz jego twarzy się napiął. – O rany, dlatego powiedziałaś, że chcesz iść tam drugiego. Byłaś sama? Cholera. Czuję się tak…
- Przestań. – Podniosłam rękę. – Nie musisz czuć się okropnie. Nie zrobiłeś nic złego.
Cam obserwował mnie przez kilka chwil ze skrytym wyrazem twarzy. W końcu powiedział. – Cóż, zawsze jest następny rok.
Uśmiechnęłam się na to. Następny rok. Wow. Myślenie z góry tak daleko było trochę straszne oraz ekscytujące.
Po chwili Cam podniósł żółwia i wstał. – Zaraz wrócę.
Podczas gdy Cam zabrał swoje zwierzątko do jego mieszkania, pobiegłam do łazienki i szybko umyłam zęby. Skończyłam chwilę przed tym jak wrócił. Ściągnął wełniany sweter, przekładając go przez oparcie kanapy. Szara koszulka która była pod nim rozciągała się na jego szerokiej piersi, a kiedy przeciągnął się zanim usiadł, bluzka podniosła się, pokazując pasek napiętej skóry.
Moje tętno przyśpieszyło, kiedy obserwowałam go z przedpokoju. Cam i ja całowaliśmy się – dużo – i lubił się przytulać, więc w ciągu tygodnia przyzwyczaiłam się do uczucia oplatających mnie jego ramion i jego ust na moich, ale nie zrobiliśmy nic takiego jak w wieczór Święta Dziękczynienia, chociaż wyobrażałam sobie, że tego chciał. Było wiele nocy, kiedy szłam do łóżka, myśląc o nim i choć dostawałam trochę ulgi z tego, co zmieniało się w ciągły nisko utrzymujący się ból, nie wystarczyło mi to.
Pragnął mnie.
Ja pragnęłam jego.
Byliśmy razem.
I ufałam mu.
Zagryzając wargę, bawiłam się brzegiem swetrowej sukienki, którą miałam na sobie. Ściągnęłam buty i rajstopy, kiedy wróciliśmy, a teraz gęsia skórka rozprzestrzeniła się po gołych nogach.
Czekał aż zrobię pierwszy ruch? Wydawał się taki… ostrożny ze mną, jakby martwił się, że od niego ucieknę. Chciałam biec do niego. Cam zerknął na mnie z uniesionymi brwiami. Pokój był ciemny z wyjątkiem blasku z telewizora. – Zamierzasz tutaj przyjść czy patrzeć na mnie przez resztę wieczora?
Moje policzki poczerwieniały, kiedy odepchnęłam się od drzwi. Mogłam to zrobić. Nie musiałam czekać, aż on zrobi ruch.
Zbierając odwagę, podeszłam do niego. Spojrzał na mnie tymi niezwykłymi oczami, podnosząc dłoń. Położyłam moją na jego, ale zamiast usiąść obok niego, wspięłam się na jego kolana, siadając na nim okrakiem.
Cam momentalnie się wyprostował, ręce poleciały do moich bioder. – Hej, kochanie.
- Hej – odpowiedziałam, serce waliło mi tak szybko, że była dobra szansa na to, że dostanę ataku serca.
Opuścił wzrok, gęste rzęsy osłaniały oczy. – Tak bardzo za mną tęskniłaś? Nie było mnie tylko parę minut.
- Może. – Położyłam ręce na jego ramionach, obniżając się. Mój uścisk zacieśnił się, kiedy poczułam jego podniecenie przyciskające się do mojej najdelikatniejszej części.
Ręce wolno przesunęły się po moich bokach, tak wolno, że myślałam, iż umrę do czasu, aż złapał moje policzki. – Co robisz?
Zwilżyłam usta, a on podniósł rzęsy, ukazując głębszy odcień błękitu. – Na co to wygląda?
- Mogę pomyśleć o kilku rzeczach. – Przejechał kciukami po policzkach. – Wszystkie sprawiają, że jestem ekstremalnie zainteresowany.
- Zainteresowany? – Oddechy wychodziły szybko i krótko. – To dobrze.
Potem, ponieważ wyglądało na to, że pozwalał mi objąć w tym prowadzenie, przybliżyłam głowę do jego. Nasze usta musnęły się raz, dwa razy, po czym mocniej przycisnęłam swoje do jego. Podążył za mną, nasze pocałunki stały się głębsze, wolniejsze i nieskończenie większe, jak jego język torturował mój w sposób wywołując we mnie drżenie i pragnienie o wiele więcej.
Przesunął dłonie niżej powolnym ruchem, sprawiając, że wygięłam plecy w łuk. Chociaż jedyne doświadczenie jakie z tym miałam było w noc Dziękczynienia, zdawało się, jakby moje ciało wiedziało co robić. Zakołysałam biodrami, a jego dłonie zacisnęły się na talii. Dreszcz przeszedł przez jego wielkie ciało i było to równocześnie trochę przerażające oraz bardzo upajające.
Jedna z jego rąk zawinęła się w materiał mojej sukienki, pomału podnosząc ją w górę ud. Druga przeszła przez mój przód a potem przez piersi. Objął mnie, kciukiem przesuwając po czubku, drażniąc twardniejący szczyt przez ubranie. Wyszedł ze mnie jęk, dźwięk który zdawał się podekscytować Cama.
- Podobało ci się to? – zapytał, muskając moje usta.
Naprawdę potrzebował potwierdzenia? – Tak.
Jego kciuk poruszał się w wolnym, torturującym kółku po szczycie. Starałam się złapać oddech, kiedy jego usta opuściły moje. Lekko przygryzł moją brodę, a potem szyję. Jeszcze bardziej wygięłam plecy, wpychając pierś w jego dłoń, raz jeszcze kołysząc biodrami. Najseksowniejszy odgłos wymruczał z jego klatki piersiowej, jak oparł się i na mnie spojrzał.
- Powiedz mi, czego chcesz, kochanie. – Przeniósł rękę na moją drugą pierś. – Cokolwiek. A ja to zrobię.
Była jedna rzecz, której od niego potrzebowałam. – Dotknij mnie.
Cam znowu zadrżał, a działanie mnie rozgrzało. – Mogę?
Skinęłam głową, nie mając pojęcia, na co się zgadzam, ale ufałam mu. Obydwie dłonie znalazły się na moich ramionach, wsuwając się pod szeroki dekolt sukienki. Znieruchomiałam, gdy zsunął materiał po ramionach, odsłaniając mój biustonosz. Wciąż spuszczał sukienkę, aż mogłam wyciągnąć ramiona i materiał zebrał się wokół mojej talii.
- Piękna – mruknął, przejeżdżając palcami wzdłuż koronkowych brzegów biustonosza. – Spójrz na ten rumieniec. Tak cholernie piękna.
Moja odpowiedź zaginęła, kiedy opuścił głowę, zamykając usta na czubku mojej piersi. Przez cienki atłas biustonosza, działały na mnie jego wargi, gdy złapał moje biodra, mocniej mnie do siebie przyciągając. Moje zmysły były obezwładnione przez każde gorące pociągnięcie ust i czucie go tam, przyciskającego się do mojego wnętrza. Dłonie pofrunęły do jego głowy, kiedy odchyliłam swoją. Przesunął się na drugi sutek i drażniące ugryzienie wyciągnęło ze mnie krzyk.
Zagubiłam się w nim, otaczając uczuciami, które we mnie wzbudzał. Już czułam się blisko spadnięcia z krawędzi, a gdy opuścił ręce na moje uda, przesuwając je pod rąbek spódnicy, napięłam się w najcudowniejszy sposób.
Jego wargi wypaliły drogę wzdłuż mojej szyi, drażniąc moją dolną wargę. – Powiedz mi coś, kochanie. – Przesunął dłoń do wnętrza uda, robiąc maleńkie kółka, które zbliżały się do mojego wnętrza. – Doszłaś już wcześniej?
Moje całe ciało poczerwieniało, a kiedy nie odpowiedziałam, przejechał dłonią w dół uda, odsuwając się stamtąd, gdzie go pragnęłam. A niech go szlag. – Tak – szepnęłam.
- Sama? – zapytał, wracając ręką w górę uda.
Przysunęłam się bliżej, a on jęknął. Opuszczając czoło na jego, przymknęłam oczy. – Tak.
Jako nagrodę za odpowiedź na jego pytanie, jeden długi palec przebiegł po środku moich majtek i całe moje ciało drgnęło w odpowiedzi. Węzeł w moich brzuchu zacieśnił się, a jego palec jechał tam i z powrotem lekkim dotykiem, który doprowadzał mnie do szału.
Pożądanie przesłoniło moje myśli i wiedziałam, że chcę sprawić, aby czuł to co ja. Nie byłam kompletnie nieświadoma jak to zrobić. Przesunęłam ręką w dół jego torsu, przez płaski brzuch. Zawahałam się na pasku dżinsów.
Cam znieruchomiał, po czym zagryzł lekko moją wargę. – Czego chcesz, Avery?
- Chcę… chcę cię dotknąć – przyznałam, zaskakując samą siebie. – Ale nie wiem co lubisz.
Znowu wydał ten dźwięk, sprawiając, że zadrżałam, kiedy przykrył drugą dłonią moją. – Kochanie, cokolwiek zrobisz będzie tym, co polubię.
- Naprawdę?
- Do diabła, tak – powiedział, odsuwając się, żeby była pomiędzy nami przestrzeń. – Cokolwiek chcesz ze mną zrobić, będę to uwielbiał. Nie musisz się tym martwić.
Ośmielona tym oświadczeniem, odpięłam guzik jego dżinsów a potem rozpięłam rozporek. Jasna cholera. Sapnęłam na widok twardego, zaróżowiałego ciała. Żadnych bokserek. Nic. Cam przyszedł komando.
Cam zachichotał na moje odkrycie. – Łatwy dostęp. – Potem sięgnął ręką w dół, wyciągając się.
Nie mogłam się powstrzymać od patrzenia i robiąc to czułam się jak prostaczka, ale było coś niesamowicie seksownego w widzeniu go takim, wiedząc że on mnie pragnął, a ja go przywitałam. Jednak zawahałam się, a chociaż powiedział że mogę zrobić cokolwiek i on to polubi, wątpiłam w to i chciałam go zadowolić. Chciałam, żeby czuł się dobrze.
Patrzyłam jak oplata podstawę ręką i przesuwa nią w górę. – Myślałam o tobie – wyszeptałam.
Jego dłoń znieruchomiała. – Jak?
- Kiedy… dotykałam siebie, myślałam o tobie.
- Cholera jasna – warknął Cam. – To najseksowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałem.
Wtedy Cam mnie pocałował, mocniej i ostrzej niż wcześniej. Nie przestraszyło mnie to. Jeśli już, jeszcze bardziej mnie to podekscytowało. Poprowadził moją rękę do siebie i objęłam palcami jego grubość. Skoczył we wnętrzu mojej dłoni, a jego klatka piersiowa gwałtownie się uniosła.
Powiedział coś w moje usta, czego nie mogłam zrozumieć, a potem poruszył moją dłonią w górę swojej długości i w dół, tworząc rytm, który utrzymywałam, gdy puścił mój nadgarstek. Wolną ręką chwycił mnie za kark, kiedy druga wróciła do środka moich ud. Obydwoje oddychaliśmy szybko, gdy złapał mnie przez majtki. Wnętrze dłoni przycisnął do kłębka nerwów, palce wsuwając do mojego gorąca, a ja się zatraciłam. Gdy pocałował mnie głęboko, a ja go głaskałam, ujeżdżałam jego rękę. On pchał w moją, ruchy były małe, lecz silne. Jego ciało zadrżało, kiedy poczułam znajome zaciskanie we wnętrzu. Węzeł się rozwiązał, kręcąc się we mnie. Doszłam mocno, jego imię było gwałtownym szeptem. Jego ręka tam została, wolno pocierając mnie przez majtki, kiedy dreszcze wstrząsały moim ciałem. A potem podążył za mną, jego ciało wystrzeliło i skurczyło się.
Wydawała się minąć wieczność, zanim Cam delikatnie odsunął moją rękę. Byłam wiotka i zaspokojona, gdy ułożył mnie na swojej klatce piersiowej, trzymając blisko, serce waliło mu tak mocno jak mnie. Położył pocałunek na moich powiekach, a potem na rozchylonych wargach. Nie rozmawialiśmy potem, a ja nauczyłam się, że czasami słowa były zbędne.
Lecz w głębi myśli wiedziałam, że były słowa, które musiałam powiedzieć. Prawda, która powinna być powiedziana zanim pójdziemy dalej. Rzeczy, z którymi muszę sobie poradzić.
- Hej – powiedział łagodnie Cam. Napięłam się, nawet sobie tego nie uświadamiając. – Wszystko w porządku? Ja nie…
- Było idealnie. – Pocałowałam jego szczękę, marząc aby mieć włącznik w swoim mózgu. – To jest idealne.

Miałam tylko nadzieję, że to potrwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz