Brit nie poruszyła już rozmowy po
tamtym poranku w kafejce i jak obiecał Jacob, następnego dnia był on nadmiernie
podekscytowany – skakał, klaskał, zrobił mały taniec – nadchodzącą randką z
Camem. Ktoś mógłby pomyśleć, że to Jacob idzie z nim na randkę.
Starałam się nie myśleć o randce,
choć było to niemożliwe. Jeszcze trudniej było o niej nie myśleć za każdym
razem, kiedy byłam obok Cama. Nic pomiędzy nami się nie zmieniło, ale w jakiś
sposób wszystko się zmieniło. Gdy siadał obok mnie na zajęciach, stawałam się
nieprawdopodobnie go świadoma. Za każdym razem, kiedy się poruszał, a jego noga
lub ręka muskała moją, mrowiące uczucie przechodziło przez całe moje ciało i
zostawało przez resztę godziny. Nie byłam pewna czy to zauważył i naprawdę
miałam nadzieję, że nie.
W ciągu następnego tygodnia wczesny
głęboki mróz zawisł nad Panhandle. Drzewa były gołe i wiatr z Potomac szarpał
nimi jak pustymi, suchymi kośćmi, a minęło dużo czasu odkąd byłam w takiej
pogodzie. Nie ważne jak ciepło się ubierałam, czułam się jakbym była na Alasce
za każdym razem, kiedy wchodziłam do klasy.
W piątek przed „wielkim wieczorem”
Cam był w dziwnym humorze, istotnie zapisując notatki na zajęciach.
- Spójrz na siebie – mruknęłam, gdy
profesor Drage przerzucał obrazy Drogi Mlecznej na projektorze. – Uważasz.
Cam posłał mi ukradkowe spojrzenie. –
Zawsze uważam.
- Yhm.
Zakręcił długopisem pomiędzy palcami,
wbijając wzrok w Drage’a. – Oblałabyś, gdyby nie ja.
Uniosłam kąciki ust. – Mogłabym się
bardziej skoncentrować, gdyby nie ty.
- Naprawdę? – Pochylił się tak, że
przyciskał ramię do mojego. Patrzył przez chwilę na przód klasy, po czym się
odwrócił. Kiedy mówił, jego usta muskały moją skroń, sprawiając, że gorąco
wpełzło po mojej skórze. – Czemu uważasz mnie za tak rozpraszającego, kochanie?
- Nie w sposób, jaki myślisz –
powiedziałam, co było kłamstwem.
- Wmawiaj sobie to dalej.
- Pewnego dnia twoje ego sprawi, że
eksploduje ci głowa.
- Wątpię, żeby ten dzień kiedykolwiek
nadszedł – odparł, a potem końcem długopisu przesunął po mojej prawej ręce do
brzegu mojego swetra. – Czy to jest rozpraszające?
Tracąc całkowicie mowę, zacisnęłam
palce na piórze.
- Jest? – Długopis przesunął się po
mojej ręce, przez knykcie. – Wyłapałaś ile gwiazd tworzy Pas Oriona? Nie? –
Długopis znów się ruszał i kto by pomyślał, że długopis może być tak… tak
zmysłowy. – Trzy gwiazdy tworzą pas, kochanie.
Zagryzłam wargę.
Cichy, niski pomruk wyszedł z jego
klatki piersiowej. – To jest cholernie rozpraszające – mruknął – ilekroć to
robisz.
Rozszerzyły mi się oczy a z płuc
wyszło gwałtowne powietrze.
Zachichotał głęboko i przez mój
kręgosłup przeszedł delikatny dreszcz. – Wiesz co?
- Co? – szepnęłam.
Cam przesunął się bliżej, udając że
się przeciąga. Spięłam się, nie mając pojęcia, co zamierza. Jego ramię znalazło
się za mną a potem jego usta były ciepłe i twarde przy mojej skórze, tuż pod
uchem. Tętno mi podskoczyło, wytrącając z równowagi i coś jeszcze… coś
ekscytującego.
Jego wargi uniosły się przy mojej
skórze, a ja zadrżałam. – Nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczora.
Zasysając głęboki wdech, zamknęłam
oczy. Cam znowu zachichotał i ponownie usadowił się na swoim krześle,
przenosząc wzrok na przód klasy, bazgrając długopisem po zeszycie. Skończyłam z
tymi zajęciami. Nic nie przedostawało się przez mgłę, którą teraz był mój mózg
i on tak niewiarygodnie mnie przerastał.
#
Brit i ja spędziłyśmy popołudnie
robiąc sobie paznokcie. Minęło tyle czasu odkąd miałam manicure i pedicure, że
zapomniałam jak niesamowicie znudzona robiłam się podczas procedury i jak,
kiedy mokry lakier błyszczał na moich paznokciach, chciałam dotknąć
wszystkiego, na czym wylądował mój wzrok.
- Jesteś zdenerwowana? – zapytała Brit,
poruszając różowymi palcami u stóp.
Opierając się pragnieniu zabrania rąk
spod lamp i wplątaniu ich we włosy, energicznie kiwnęłam głową. – Tak, jestem
zdenerwowana. Czy to czyni mnie frajerką? Bo jeśli tak, to jestem teraz królową
frajerów.
Zachichotała. – Nie sądzę. Bycie
zdenerwowaną oznacza, że jesteś podekscytowana. Do diabła, ja jestem
podekscytowana! Żyję pośrednio przez ciebie. Musisz dzisiaj do mnie natychmiast
zadzwonić po wszystkim. – Przebiegła mina przeszła przez jej twarz. – No chyba
że dzisiaj zmieni się w jutro…
Otworzyłam szeroko usta.
Dopadł ją kolejny napad chichotów,
jak oparła się o swoje krzesło. – Okej. Wątpię, żeby to się stało, ale musisz
do mnie od razu zadzwonić. Muszę wiedzieć, czy dobrze całuje.
- Skąd wiesz, że będziemy się
całować?
- Poważnie? – powiedziała, gapiąc się
na mnie. – On cię pocałuje.
Ścisnęło mnie w brzuchu. – Może nie.
- O nie, pocałuje cię. Pewnie będzie
chciał zrobić o wiele, wiele więcej, ale pocałuje cię. Po prostu to wiem. –
Brit wydała pisk, który przyniósł nerwowy uśmiech na moją twarz. – Założę się,
że niesamowicie całuje.
Gdybym miała określić jego
umiejętności w całowaniu opierając się na tym, co już o nim wiedziałam,
musiałabym powiedzieć, że pewnie świetnie całuje, zwłaszcza jeśli potrafił
sprawić, że niemal zwijałam się na krześle tylko przez przesuwanie długopisem
po mojej dłoni. Było to jak gra wstępna… długopisem.
Zachichotałam.
Po manicurze i pediciurze Brit kazała
mi raz jeszcze obiecać, że zadzwonię do niej jak tylko będę mogła po randce, a
potem wróciłam do mieszkania. Ostrożna z moimi świecącymi fioletowymi
paznokciami wzięłam najdłuższy prysznic w życiu a potem przeszukałam swoją całą
szafę. Za każdym razem kiedy patrzyłam na czas i widziałam, że coraz bardziej
zbliża się siódma, czułam jak serce obija się o moje żebra jakby miało wyrwać
się z mojej piersi.
Miałam moją całą cholerną szafę na
łóżku i w połowie na podłodze. Wydawało się trochę głupie być tak
niezdecydowanym co ubrać, ale szczerze nie miałam pojęcia. W końcu po niemal
załamaniu się i zadzwonieniu do Brit po radę, wybrałam parę ciasnych dżinsów
włożonych w czarne botki i ciemnozieloną bluzkę z długim rękawem, która była
trochę elegancka oraz zalotna.
Zajęło mi tyle samo czasu zrobienie
makijażu i ułożenie włosów, było tak samo źle jak wtedy, kiedy przyszedł
obejrzeć filmy. Uderzyła mnie absurdalność, jak nakładałam tusz do rzęs, że
byłam tak zmartwiona swoim wyglądem, kiedy on zawsze widział jak wyglądam
sponiewierana w niedziele, gdy przychodził żeby przyrządzić jajka.
O mój Boże, jutro będzie niedziela,
co było głupie, ponieważ ten dzień zawsze przychodzi po sobocie, ale jutro
będzie inna niedziela. Będzie pierwsza po naszej randce. Czy dalej będziemy
robić jajka? Co jeśli randka naprawdę skończy się na jutrzejszym poranku? Nie
byłam naiwna. Cam łatwo spodziewał się, że ta randka gdzieś zaprowadzi.
W moim odbiciu moje oczy były nienaturalnie
szerokie w lustrze, a szczoteczka tuszu do rzęs była niebezpiecznie blisko
gałki ocznej.
Randka na pewno nie dojdzie do mojej
sypialni, bo wyglądało tam jakby wymiotowała tam Old Navy[1].
Okej. Zachowuję się głupio. Jutro nie
będzie inne od dzisiejszego dnia. Dzisiejszy wieczór nie stanie się całonocnym
seksem z kilku powodów. I nie było żadnego powodu, żebym zachowywała się jakbym
nie miała pojęcia, że niedziela była następnym dniem po sobocie.
Kończąc moją mowę dopingującą,
zmusiłam się do wyjścia z łazienki. Nerwowe podekscytowanie dźwięczące w moich
żyłach nie było złym uczuciem. Było całkiem… inne, jak dobry rodzaj niepokoju.
Dosłownie byłam dwie sekundy od potrząśnięcia lekko tyłkiem po środku mojego
salonu, kiedy pojawił się Cam.
Wszedł do mojego mieszkania, jego
wzrok przesunął się od czubka mojej głowy aż po spiczaste czubki moich czarnych
botków. Niesamowite jak spojrzenie można było poczuć jak dotyk, a ja poczułam
je w sposób, który zawstydził moje wcześniejsze podenerwowanie.
Cam odchrząknął. – Wyglądasz…
naprawdę świetnie.
Poczerwieniałam. – Dziękuję. Ty
również.
A była to cholerna prawda. Cam był
jedynie w czarnych dżinsach, czarnym swetrze rozciągającym się na jego
szerokich ramionach, a z ciemnymi włosami opadającymi na czoło i lekkim
pół-uśmiechem na twarzy, był absolutnie oszałamiający. Tak bardzo, że tak jakby
zastanawiałam się, co tutaj robiłam, idąc z nim na randkę.
- Gotowa? Masz kurtkę?
Wyrywając się z tego, potaknęłam i
pośpieszyłam do sypialni, niemal zjadając podłogę, kiedy obcas zahaczył o
sweter. Wzięłam płaszcz i założyłam go, wracając do niego. Rozbawienie migotało
w jego oczach, kiedy podniósł moją torebkę z oparcia kanapy. Czując około
dziewięć rodzajów zażenowania, podziękowałam mu.
- Gotowa – powiedziałam zadyszana.
- Jeszcze nie całkiem. – Cam
wyciągnął rękę i zaczął przeciskać duże guziki przez dziury na moim płaszczu. –
Na dworze jest zimno.
Po prostu tam stałam, całkowicie
nieruchoma i zafascynowana tym prostym czynem. Zaczął od dołu, a gdy przesuwał
się do góry, moje tętno łomotało. Wstrzymałam oddech, gdy zbliżył się do mojej
klatki piersiowej. Boki jego rąk musnęły przód płaszcza, a ja zesztywniałam.
Warstwy ubrań zniknęły, jak niespodziewane ciepło wystrzeliło do czubków moich
piersi.
- Idealnie – mruknął. Pod rzęsami
jego oczy były podgrzanym, zadziwiającym kobaltem. – Teraz jesteśmy gotowi.
Jedynie patrzyłam na niego przez
chwilę, a potem zmusiłam do ruszenia nogi, które wydawały się drżeć. W chwili
kiedy wyszliśmy na korytarz, drzwi mieszkania Cama gwałtownie się otworzyły.
Pojawił się Ollie z komórką w jednej
ręce, a wiercącym się Rafaelem w drugiej. – Uśmiech! – krzyknął, robiąc zdjęcie
swoim telefonem. – To tak jakby moja dwójka dzieci szła na bal.
Cam i ja osłupieliśmy.
Ollie promieniał. – Umieszczę to w
moim albumie z wycinkami. Dobrej zabawy! – Wrócił do ich mieszkania, zamykając
za sobą drzwi.
- Um…
Cam roześmiał się głośno. – O Boże,
to było dziwne.
- Nie robi tego normalnie?
- Nie. – Znowu się zaśmiał, kładąc
dłoń na dole moich pleców. – Chodźmy stąd, zanim spróbuje iść z nami.
Uśmiechnęłam się. – Z Rafaelem?
- Rafael byłby mile widziany.
Jednakże Ollie nie. – Uśmiechnął się szeroko, kiedy dotarliśmy do schodów. –
Ostatnią rzeczą, którą chciałbym dla ciebie, to żebyś była rozpraszana na tej
randce.
Rozpraszana? Już byłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz