Wchodząc pod prysznic następnego
ranka, gorąca woda cudownie oblała moje obolałe mięśnie. Zwróciłam się do
natrysku, pozwalając mu spływać po mojej odwróconej do góry twarzy. Ostatnia
noc… cała noc… Wielki uśmiech rozciągnął moje usta. Było niesamowicie. Nie
tylko seks – a seks był niezwykle cudowny – ale wszystko, co przyszło potem.
Byliśmy bliżej niż wcześniej i to nie akt seksu nas połączył.
Był to akt całkowitego zaufania
sobie.
Słysząc ciche przesunięcie drzwi
prysznicowych, otworzyłam oczy i odwróciłam się, gdy Cam wszedł za mnie.
Nagusieńki. Spuściłam wzrok. I twardy.
Policzki mi poczerwieniały, jak
nieśmiało założyłam ramiona na piersiach. Tak, byliśmy bliżej, ale nie
oznaczało to, że stanie w jasnym świetle łazienki na golasa nie było
onieśmielające.
- Jesteś piękna. – Cam uśmiechnął się
lekko ironicznie, odsuwając moje ramiona. – I chcesz się zakrywać?
- Nie wszyscy jesteśmy
pobłogosławieni twoją pewnością siebie.
- Aha. – Przeciągnął kciukiem po moim
stwardniałym sutku, po czym ucałował kącik moich ust, przesuwając dłońmi wzdłuż
moich ramion. Woda spływała po moich plecach. – Zrobiło mi się tam samotnie.
Pomyślałem, że do ciebie dołączę.
- Byłeś samotny? – Przesunąłem się do
niego bliżej.
- Tak. – Cam opuścił ręce na moją
talię. Zamknął resztę odległości między nami. Nasza śliska skóra przycisnęła
się do siebie i części mojego ciała bardzo się z tego ucieszyły. – Zamówiłem
śniadanie. Mamy około dwudziestu minut.
- Dwadzieścia minut na umycie się i
odświeżenie?
- Na to potrzebujemy tylko paru
minut.
- A co z resztą tych minut?
Cam nie powiedział mi, jak chciał
spędzić te chwile. Pokazał mi… bardzo szczegółowo. Całując mnie raz, zanim
zamknął usta na mojej piersi. Kula lawy utworzyła się w moim brzuchu, jak
odwrócił mnie na bok, pryskała na nas woda. Z oszołomieniem podniosłam rękę do
kosmyków mokrych włosów. Prześlizgnęły się przez moje palce jak jedwab. On
wsunął dłoń między moje uda, przysuwając swoje usta do moich. Dokładnie
wiedział jak mnie dotykać, jak doprowadzić na skraj kontroli.
- Trzymaj się – rozkazał.
Objęłam ramionami jego szyję,
wypuszczając krótki oddech, gdy mnie podniósł, przyciskając moje plecy do
mokrych kafelek, ustawiając się pomiędzy moimi nogami. Połączył nas wolnym,
dręczącym pchnięciem. Moje jęki wypełniły łazienkę, jak ruszał biodrami. Serce
mi waliło, trzepotało głęboko w klatce piersiowej i brzuchu.
Jakoś wylądowaliśmy poza prysznicem,
moje plecy były na zimnej podłodze a Cam nade mną, jego ciało kołysało się z
moim, ściskałam go udami, podczas gdy prysznic wciąż leciał. Jedna dłoń była na
mojej piersi, druga głęboko zatopiona w moich mokrych włosach. Jego usta były
gorące i wymagające, pożerające.
- Cam! – wykrzyknęłam, wyginając
plecy, gdy ulga przeszła przeze mnie, wybuchowa i rozbijająca. On objął mnie
ramionami, kiedy mnie podnosił, sadzając na swoich kolanach. Moje kolana
poślizgnęły się na teraz mokrej podłodze. Piorun świsnął przez moje żyły. Jego
ciało drżało, jak trzymał mnie przy sobie mocno, pchając raz jeszcze, przyciskając
moje biodra do swoich, gdy doszedł.
Przez moment jedynym dźwiękiem był
nasz nierównych oddech. Byliśmy wiotcy w swoich ramionach, moja głowa na jego
ramieniu, ręka leżała nad miejscem, gdzie waliło jego serce.
- Ty…
- Nic mi nie jest – przerwałam mu,
chichocząc. – Nie połamię się.
- No nie wiem. – Odsunął włosy z
mojej twarzy. – Ty… - Przerwało mu pukanie do naszych hotelowych drzwi. –
Cholera. Przyszło jedzenie.
Zeszłam z jego kolan, a on stanął na
nogi, ślizgając się w kałużach, które zostawiliśmy na podłodze i niemal się
wywrócił. Doszedł do drzwi w jednym kawałku. – Cam!
- Co? – Spojrzał przez ramię.
Rzucając mu ręcznik, zachichotałam. –
Zamierzasz otworzyć drzwi z wiszącym sprzętem.
- Racja. – Owinął ręcznik wokół
bioder, posyłając mi szelmowski uśmiech. – Chociaż masy chciałyby zobaczyć mój
sprzęt.
Roześmiałam się, wracając pod ciepły
prysznic. Jego sprzęt był dość imponujący.
#
Dom Molly był w przyzwoitej części
miasta. Średnie dochody, czyściuteńko. Zatrzymaliśmy się przed piętrowym
domkiem, a ja przejrzałam numery na komórce, żeby upewnić się, że mamy dobry
dom.
- To ten.
Cam zaparkował auto wzdłuż
krawężnika, lekko marszcząc brwi. – Jesteś pewna, że musisz to zrobić?
- Tak. Jestem jej to winna.
Wyłączył silnik. – Nic nie jesteś jej
winna.
Spojrzałam na niego. – Jestem. Nie
obwiniam się za to, co jej się stało, ale jeżeli z nią nie porozmawiam, ona
nigdy nie zrozumie, dlaczego nic nie powiedziałam. A chcę, żeby to zrobiła. –
Bo naprawdę chciałabym przeżyć jeden tydzień bez dostania od niej złośliwej
wiadomości.
Wciągając płytki wdech, ściągnął ręce
z kierownicy. – I oczywiście chcesz, żebym tutaj został?
Potaknęłam.
On westchnął. – Nie lubię tego.
Pochylając się, pocałowałam go w
policzek. – Ale lubisz mnie.
- Kocham cię. – Odwrócił głowę w moją
stronę. Kładąc rękę na moim karku, przysunął usta do moich. – Nie znaczy to, że
cieszę się siedzeniem tutaj podczas gdy ty pójdziesz do jakiegoś przypadkowego,
być może psychicznej laski, domu.
- Nie jest psychiczna.
- Mówisz ty.
- Mówię ja.
Jego wargi uniosły się z jednej
strony. – Jeśli nie wyjdziesz w ciągu pięciu minut, wchodzę z płonącym
pistoletem.
- Nie masz pistoletu.
- Ona o tym nie wie.
Zaśmiałam się cicho. – Będę
potrzebować więcej niż pięciu minut.
- Sześć.
- Więcej – odparłam.
- Nie potrzebujesz tego, kochanie. –
Kiedy nic nie powiedziałam, jęknął. – Siedem.
- Jesteś śmieszny. Nic mi się nie
stanie.
Cam znowu westchnął. – Dobra. Proszę,
bądź ostrożna.
- Będę.
Zanim wysunęłam się z jego uścisku,
zacieśnił uchwyt i złapał moje wargi. Pocałunek zaczął się wolno, zmieniając
się na głębszy i gorętszy, jak jego język wsunął się do środka, poruszając się
w sposób, który przypominał mi to, co zrobił ostatniej nocy i tego ranka.
Jęknęłam w pocałunek, a kiedy się odsunął, ciężko oddychałam.
Szelmowski błysk wypełnił jego
niebieskie oczy. – Im szybciej tam będziesz, tym szybciej dostaniesz więcej
tego.
- To takie nie w porządku. –
Odsunęłam się, ale uśmiechałam się.
- Kocham cię.
Nigdy nie znudzi mi się słuchanie
tego. – Też cię kocham.
Wyjście z samochodu było prawie
niemożliwe, ale zrobiłam to. Moje sandały stukały o popękany chodnik, gdy szłam
szybko do frontowych drzwi. Byłam na słońcu późnego ranka jedynie parę sekund a
pot już zrosił moje czoło.
Podniosłam rękę, żeby zapukać, lecz
wewnętrzne drzwi gwałtownie się otworzyły, ukazując niską, chudą dziewczynę z
czarnymi włosami i dużymi szarymi oczami – ostrożnymi oczami. Przeniosły się
mnie, a potem ponad moje ramię. Była ładną dziewczyną, taką która wyglądała na
wykończoną i znużoną.
- Kto to? – zażądała.
Od razu rozpoznałam jej głos. – To
Cam. Mój chłopak.
Jej twarz zmarszczyła się, jakby
posmakowała czegoś cierpkiego. – Nie może tutaj wejść.
- Wiem. – Szybko ją uspokoiłam. –
Dlatego zostaje w aucie.
Wyraz twarzy Molly zmienił się w
niezadowolenie, ale odsunęła się na bok. Otwierając drzwi z siatką, podążyłam
za nią do ciemnego salonu.
- To dom twoich rodziców? – Przyjrzałam
się wielu zdjęciom wiszącym wzdłuż ściany i zdartym meblom.
- Tak. – Weszła do salonu i podniosła
pilota. Wyłączając telewizor, rzuciła pilota na kanapę obok niej. – Są w pracy.
- Ładny.
Uśmiechnęła się ironicznie. – Mówi
dziewczyna, która pochodzi z Red Hill.
Nie przegapiłam ciosu odcinka drogi
przy której mieszkali moi rodzice. Usiadłam na krześle, krzyżując kostki u nóg.
– Okej. Cieszę się, że chciałaś się ze mną zobaczyć.
Molly nie usiadła, lecz stała tylko
parę stóp ode mnie. – Naprawdę?
- Tak.
Zaśmiała się ostro. – Jakoś w to
wątpię, biorąc pod uwagę naszą ostatnią rozmowę i fakt, że spędziłaś dobre
dziewięć miesięcy mnie ignorując.
Dobra. Nie będzie to łatwe. – Nie
jestem wielką fanką czytania maili od ludzi, których nie znam, po byciu w
liceum i dostawaniu obraźliwych wiadomości. I jest ten fakt, że ty wysłałaś mi tonę niezbyt przyjemnych wiadomości.
Krzyżując ramiona, podniosła brodę. –
Wiesz, dlaczego wysłałam ci te wiadomości.
- Bo nie odpowiedziałam na początku i
dlatego, że mnie obwiniasz. – Gdy nic nie powiedziała, pochyliłam się do
przodu. – Nie kłamałam, kiedy powiedziałam, że nic o tobie nie wiedziałam,
dopóki nie rozmawiałam ze swoim kuzynem w styczniu tego roku. Nie sprawdzałam
pierwszych maili. To prawda.
Zacisnęła usta. – Zatem wciąż trzymasz
się historyjki „niekłamliwej dziwki”?
Oddychałam przez nos, wpatrując się w
nią. Gniew mrowił moją skórę, ale tak jak z moją matką dzień wcześniej, byłam
opanowana. – Tak jak powiedziałam ci przez telefon, nie skłamałam policji.
- Więc dlaczego wycofałaś oskarżenia?
– naciskała.
- Długa historia.
Rozłożyła ramiona. – Oczywiście mam
czas. Powiedz mi.
Jej żądający ton utrudniał to, abym
nie odpowiadała złośliwością. Trzymając swój poziom głosu, opowiedziałam Molly
wszystko o Halloweenowej nocy i dniach po niej. W przeważającej części jej
wyraz twarzy pozostawał nieugięty i tak bezlitosny jak u doświadczonego gliny.
Jedyne pęknięcie pojawiło się, kiedy powiedziałam jej o tym, co zrobił Blaine.
Nie musiałam jej pytać, żeby wiedzieć, że to było to samo. Gdy skończyłam, ona
się odwróciła ze spuszczonymi ramionami, ale wyprostowanym kręgosłupem.
- Nie wolno mi tego mówić
komukolwiek, ale musiałam ci powiedzieć.
- Powiedziałaś swojemu chłopakowi?
- Tak.
Wciąż była do mnie odwrócona,
milcząc.
- Chciałabym, żeby moi rodzice się na
to nie zgodzili i chciałabym, żebym i ja tego nie zrobiła. Chciałabym być tak
silna jak ty i…
- Nic o mnie nie wiesz. – Obróciła
się, oczy były kamienną szarością.
Podniosłam dłonie. – Ale wiem, że
jesteś silna – silniejsza ode mnie. Zrobiłaś prawidłową rzecz, a wiem, że nie
mogło być to łatwe.
- Nie było łatwe.
- Wiem. – Myślę, że ta laska po
prostu chciała być kłótliwa.
Jej spiczasta broda się uniosła. –
Nic w tym nie było łatwe. Rozmawianie z policją – detektywami a potem
prawnikami. Wciąż musieć przerabiać każdą pieprzoną rzecz, którą on mi zrobił?
W szczegółach? Nie było łatwo. I nie musiałabym przez to w ogóle przechodzić,
gdybyś trzymała się prawdy!
- Przepraszam…
Ruszyła się tak szybko, a ja byłam na
to tak nieprzygotowana, że po prostu tam siedziałam.
Molly spoliczkowała mnie, odrzucając
moją głowę na bok. Łzy bólu i zaskoczenia zakłuły mnie w oczy.
Uderzyła mnie prosto w twarz.
Prawie nie mogłam w to uwierzyć. Cały
bok mojej twarzy palił do czerwoności, kłując. Cholera. Jak na kogoś tak
chudego, potrafiła piekielnie dobrze spoliczkować.
Furia odsunęła zaskoczenie, a dłonie
swędziały, żeby oddać przysługę. Ale rozumiałam złość Molly. Jej ból wciąż był
tak świeży i ciął zbyt głęboko. Byłam na jej miejscu, wciąż tam byłam, od czasu
do czasu. Gniew tak naprawdę nigdy nie odszedł. Może nigdy tego nie zrobi.
Dlatego rozumiałam dlaczego była tak wściekła.
To był jeden z powodów, dla których
obecnie nie waliłam ją pięścią w twarz.
- Zasłużyłaś na to – powiedziała
drżącym głosem.
Piekł mnie policzek, jak wstałam. –
Może tak. Ale nie zasłużyłam na to, co zrobił mi Blaine i nie zasługuję na te
całe gówno, które mi dajesz za coś, co zdecydowałam, kiedy byłam
czternastolatką i miałam w tym bardzo mało wyboru.
- Twoi rodzice nie przystawili ci
pistoletu do głowy i nie zmusili cię do podpisania tych papierów, prawda?
Potrząsnęłam głową. – Co ty byś
zrobiła, gdybyś była czternastolatką, a twoi rodzice zażądali, żebyś to
zrobiła?
Otworzyła usta.
- Nie odpowiadaj na to, bo nie ma to
znaczenia. Przepraszam – ale jeśli znowu mnie uderzysz, oddam – przepraszam, że
to ci się stało. Przepraszam, że musiałaś przechodzić przez rozprawę i to
wszystko. I uwierz mi, najbardziej
przepraszam za podpisanie tych pieprzonych papierów i zgodzenie się. Ale nie
mogę tego zmienić. Mogę tylko temu odpuścić.
- Cóż, więc baw się dobrze,
odpuszczając.
Stojąc tam, patrząc na dziewczynę, z
którą dzieliłam straszną wspólność, czułam… pustkę. Nie było żadnych słuchających
aniołów czy złotego światła objawienia. Czułam się tak samo, jak wychodziłam z
domu moich rodziców. Nic. Nagle wiedziałam, że Cam miał rację. Nie musiałam
tego zrobić, żeby iść dalej. Tak naprawdę nie musiałam nawet konfrontować się z
moimi rodzicami. Chociaż tamto było niesamowite.
Zaczęłam iść dalej, w chwili, kiedy
wyznałam Camowi prawdę.
Nie stało się to przez jedną noc.
Odpuszczanie było powolnym procesem, co uświadomiłam sobie przez sukowate
uderzenie.
Nie musiałam tutaj być.
Musiałam być tam, z Camem i z
powrotem w domu w Zachodniej Wirginii z moimi przyjaciółmi. Musiałam
kontynuować odpuszczanie tego wszystkiego.
Ruszyłam do drzwi.
- Gdzie idziesz? – Jej kościste palce
wbiły się w moje ramię, zatrzymując mnie. – Avery?
Ściągając jej dłoń z mojego ramienia,
nie zmieniłam tonu. – Wychodzę, Molly. Wracam do mężczyzny, który kocha mnie
bez względu na to co stało się w mojej przeszłości czy jakie popełniłam głupie
decyzje. Wracam do domu, który nie jest budynkiem na Red Hill i wracam, żeby zobaczyć
się ze swoimi przyjaciółmi. Tam właśnie idę.
Gardło Molly pracowało, ale nic nie
powiedziała, kiedy podeszłam do drzwi. Zatrzymałam się i do niej odwróciłam. –
Posłuchaj, jeśli chcesz do mnie zadzwonić, żeby po prostu porozmawiać czy coś,
oczywiście masz mój numer. Dzwoń, kiedy chcesz, ale nauczyłam się ze swoich
błędów. Jeżeli wyślesz mi jeszcze jakąś wiadomość, która choć troszeczkę mnie
wkurzy, zadzwonię na policję i wniosę na ciebie oskarżenie.
Zamknęła usta i cofnęła się o krok.
- Życzę ci wszystkiego najlepszego.
Poważnie. Żegnaj, Molly.
Nie zatrzymała mnie, jak wychodziłam
i nie wyszła na zewnątrz, tak jak zrobił to mój ojciec. Wsiadłam do
schłodzonego wnętrza auta i wypuściłam nierówny oddech.
- Jak to… dlaczego twoja twarz jest
taka czerwona? – Cam złapał moją brodę i delikatnie odwrócił mnie do siebie. –
Uderzyła cię?
- Ta. – Skrzywiłam się na jego
gwałtowne przekleństwo. – Ale myślę, że poczuła się lepiej, po tym jak
wyrzuciła to wszystko z systemu.
Zmrużył oczy. – Nie czyni to tego
pieprzenie w porządku.
- Wiem. – Objęłam ręką jego i
przycisnęłam ją do mojego obolałego policzka. – Ale to już koniec. Powiedziałam
to, co musiałam i nie sądzę, że będę od niej znowu słyszeć.
Cam rozwarł dłoń, łagodnie zakrywając
mój policzek. – Avery…
- Miałeś rację. Tak naprawdę nie
musiałam tego robić, ale cieszę się, że tak się stało. Czuję się z tym dobrze.
– Zamykając oczy, odwróciłam głowę, całując wnętrze jego ręki. – Zabierz mnie
do domu, Cam. Tam właśnie muszę być.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz