wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 33

Wchodząc pod prysznic następnego ranka, gorąca woda cudownie oblała moje obolałe mięśnie. Zwróciłam się do natrysku, pozwalając mu spływać po mojej odwróconej do góry twarzy. Ostatnia noc… cała noc… Wielki uśmiech rozciągnął moje usta. Było niesamowicie. Nie tylko seks – a seks był niezwykle cudowny – ale wszystko, co przyszło potem. Byliśmy bliżej niż wcześniej i to nie akt seksu nas połączył.
Był to akt całkowitego zaufania sobie.
Słysząc ciche przesunięcie drzwi prysznicowych, otworzyłam oczy i odwróciłam się, gdy Cam wszedł za mnie. Nagusieńki. Spuściłam wzrok. I twardy.
Policzki mi poczerwieniały, jak nieśmiało założyłam ramiona na piersiach. Tak, byliśmy bliżej, ale nie oznaczało to, że stanie w jasnym świetle łazienki na golasa nie było onieśmielające.
- Jesteś piękna. – Cam uśmiechnął się lekko ironicznie, odsuwając moje ramiona. – I chcesz się zakrywać?
- Nie wszyscy jesteśmy pobłogosławieni twoją pewnością siebie.
- Aha. – Przeciągnął kciukiem po moim stwardniałym sutku, po czym ucałował kącik moich ust, przesuwając dłońmi wzdłuż moich ramion. Woda spływała po moich plecach. – Zrobiło mi się tam samotnie. Pomyślałem, że do ciebie dołączę.
- Byłeś samotny? – Przesunąłem się do niego bliżej.
- Tak. – Cam opuścił ręce na moją talię. Zamknął resztę odległości między nami. Nasza śliska skóra przycisnęła się do siebie i części mojego ciała bardzo się z tego ucieszyły. – Zamówiłem śniadanie. Mamy około dwudziestu minut.
- Dwadzieścia minut na umycie się i odświeżenie?
- Na to potrzebujemy tylko paru minut.
- A co z resztą tych minut?
Cam nie powiedział mi, jak chciał spędzić te chwile. Pokazał mi… bardzo szczegółowo. Całując mnie raz, zanim zamknął usta na mojej piersi. Kula lawy utworzyła się w moim brzuchu, jak odwrócił mnie na bok, pryskała na nas woda. Z oszołomieniem podniosłam rękę do kosmyków mokrych włosów. Prześlizgnęły się przez moje palce jak jedwab. On wsunął dłoń między moje uda, przysuwając swoje usta do moich. Dokładnie wiedział jak mnie dotykać, jak doprowadzić na skraj kontroli.
- Trzymaj się – rozkazał.
Objęłam ramionami jego szyję, wypuszczając krótki oddech, gdy mnie podniósł, przyciskając moje plecy do mokrych kafelek, ustawiając się pomiędzy moimi nogami. Połączył nas wolnym, dręczącym pchnięciem. Moje jęki wypełniły łazienkę, jak ruszał biodrami. Serce mi waliło, trzepotało głęboko w klatce piersiowej i brzuchu.
Jakoś wylądowaliśmy poza prysznicem, moje plecy były na zimnej podłodze a Cam nade mną, jego ciało kołysało się z moim, ściskałam go udami, podczas gdy prysznic wciąż leciał. Jedna dłoń była na mojej piersi, druga głęboko zatopiona w moich mokrych włosach. Jego usta były gorące i wymagające, pożerające.
- Cam! – wykrzyknęłam, wyginając plecy, gdy ulga przeszła przeze mnie, wybuchowa i rozbijająca. On objął mnie ramionami, kiedy mnie podnosił, sadzając na swoich kolanach. Moje kolana poślizgnęły się na teraz mokrej podłodze. Piorun świsnął przez moje żyły. Jego ciało drżało, jak trzymał mnie przy sobie mocno, pchając raz jeszcze, przyciskając moje biodra do swoich, gdy doszedł.
Przez moment jedynym dźwiękiem był nasz nierównych oddech. Byliśmy wiotcy w swoich ramionach, moja głowa na jego ramieniu, ręka leżała nad miejscem, gdzie waliło jego serce.
- Ty…
- Nic mi nie jest – przerwałam mu, chichocząc. – Nie połamię się.
- No nie wiem. – Odsunął włosy z mojej twarzy. – Ty… - Przerwało mu pukanie do naszych hotelowych drzwi. – Cholera. Przyszło jedzenie.
Zeszłam z jego kolan, a on stanął na nogi, ślizgając się w kałużach, które zostawiliśmy na podłodze i niemal się wywrócił. Doszedł do drzwi w jednym kawałku. – Cam!
- Co? – Spojrzał przez ramię.
Rzucając mu ręcznik, zachichotałam. – Zamierzasz otworzyć drzwi z wiszącym sprzętem.
- Racja. – Owinął ręcznik wokół bioder, posyłając mi szelmowski uśmiech. – Chociaż masy chciałyby zobaczyć mój sprzęt.
Roześmiałam się, wracając pod ciepły prysznic. Jego sprzęt był dość imponujący.
#
Dom Molly był w przyzwoitej części miasta. Średnie dochody, czyściuteńko. Zatrzymaliśmy się przed piętrowym domkiem, a ja przejrzałam numery na komórce, żeby upewnić się, że mamy dobry dom.
- To ten.
Cam zaparkował auto wzdłuż krawężnika, lekko marszcząc brwi. – Jesteś pewna, że musisz to zrobić?
- Tak. Jestem jej to winna.
Wyłączył silnik. – Nic nie jesteś jej winna.
Spojrzałam na niego. – Jestem. Nie obwiniam się za to, co jej się stało, ale jeżeli z nią nie porozmawiam, ona nigdy nie zrozumie, dlaczego nic nie powiedziałam. A chcę, żeby to zrobiła. – Bo naprawdę chciałabym przeżyć jeden tydzień bez dostania od niej złośliwej wiadomości.
Wciągając płytki wdech, ściągnął ręce z kierownicy. – I oczywiście chcesz, żebym tutaj został?
Potaknęłam.
On westchnął. – Nie lubię tego.
Pochylając się, pocałowałam go w policzek. – Ale lubisz mnie.
- Kocham cię. – Odwrócił głowę w moją stronę. Kładąc rękę na moim karku, przysunął usta do moich. – Nie znaczy to, że cieszę się siedzeniem tutaj podczas gdy ty pójdziesz do jakiegoś przypadkowego, być może psychicznej laski, domu.
- Nie jest psychiczna.
- Mówisz ty.
- Mówię ja.
Jego wargi uniosły się z jednej strony. – Jeśli nie wyjdziesz w ciągu pięciu minut, wchodzę z płonącym pistoletem.
- Nie masz pistoletu.
- Ona o tym nie wie.
Zaśmiałam się cicho. – Będę potrzebować więcej niż pięciu minut.
- Sześć.
- Więcej – odparłam.
- Nie potrzebujesz tego, kochanie. – Kiedy nic nie powiedziałam, jęknął. – Siedem.
- Jesteś śmieszny. Nic mi się nie stanie.
Cam znowu westchnął. – Dobra. Proszę, bądź ostrożna.
- Będę.
Zanim wysunęłam się z jego uścisku, zacieśnił uchwyt i złapał moje wargi. Pocałunek zaczął się wolno, zmieniając się na głębszy i gorętszy, jak jego język wsunął się do środka, poruszając się w sposób, który przypominał mi to, co zrobił ostatniej nocy i tego ranka. Jęknęłam w pocałunek, a kiedy się odsunął, ciężko oddychałam.
Szelmowski błysk wypełnił jego niebieskie oczy. – Im szybciej tam będziesz, tym szybciej dostaniesz więcej tego.
- To takie nie w porządku. – Odsunęłam się, ale uśmiechałam się.
- Kocham cię.
Nigdy nie znudzi mi się słuchanie tego. – Też cię kocham.
Wyjście z samochodu było prawie niemożliwe, ale zrobiłam to. Moje sandały stukały o popękany chodnik, gdy szłam szybko do frontowych drzwi. Byłam na słońcu późnego ranka jedynie parę sekund a pot już zrosił moje czoło.
Podniosłam rękę, żeby zapukać, lecz wewnętrzne drzwi gwałtownie się otworzyły, ukazując niską, chudą dziewczynę z czarnymi włosami i dużymi szarymi oczami – ostrożnymi oczami. Przeniosły się mnie, a potem ponad moje ramię. Była ładną dziewczyną, taką która wyglądała na wykończoną i znużoną.
- Kto to? – zażądała.
Od razu rozpoznałam jej głos. – To Cam. Mój chłopak.
Jej twarz zmarszczyła się, jakby posmakowała czegoś cierpkiego. – Nie może tutaj wejść.
- Wiem. – Szybko ją uspokoiłam. – Dlatego zostaje w aucie.
Wyraz twarzy Molly zmienił się w niezadowolenie, ale odsunęła się na bok. Otwierając drzwi z siatką, podążyłam za nią do ciemnego salonu.
- To dom twoich rodziców? – Przyjrzałam się wielu zdjęciom wiszącym wzdłuż ściany i zdartym meblom.
- Tak. – Weszła do salonu i podniosła pilota. Wyłączając telewizor, rzuciła pilota na kanapę obok niej. – Są w pracy.
- Ładny.
Uśmiechnęła się ironicznie. – Mówi dziewczyna, która pochodzi z Red Hill.
Nie przegapiłam ciosu odcinka drogi przy której mieszkali moi rodzice. Usiadłam na krześle, krzyżując kostki u nóg. – Okej. Cieszę się, że chciałaś się ze mną zobaczyć.
Molly nie usiadła, lecz stała tylko parę stóp ode mnie. – Naprawdę?
- Tak.
Zaśmiała się ostro. – Jakoś w to wątpię, biorąc pod uwagę naszą ostatnią rozmowę i fakt, że spędziłaś dobre dziewięć miesięcy mnie ignorując.
Dobra. Nie będzie to łatwe. – Nie jestem wielką fanką czytania maili od ludzi, których nie znam, po byciu w liceum i dostawaniu obraźliwych wiadomości. I jest ten fakt, że ty wysłałaś mi tonę niezbyt przyjemnych wiadomości.
Krzyżując ramiona, podniosła brodę. – Wiesz, dlaczego wysłałam ci te wiadomości.
- Bo nie odpowiedziałam na początku i dlatego, że mnie obwiniasz. – Gdy nic nie powiedziała, pochyliłam się do przodu. – Nie kłamałam, kiedy powiedziałam, że nic o tobie nie wiedziałam, dopóki nie rozmawiałam ze swoim kuzynem w styczniu tego roku. Nie sprawdzałam pierwszych maili. To prawda.
Zacisnęła usta. – Zatem wciąż trzymasz się historyjki „niekłamliwej dziwki”?
Oddychałam przez nos, wpatrując się w nią. Gniew mrowił moją skórę, ale tak jak z moją matką dzień wcześniej, byłam opanowana. – Tak jak powiedziałam ci przez telefon, nie skłamałam policji.
- Więc dlaczego wycofałaś oskarżenia? – naciskała.
- Długa historia.
Rozłożyła ramiona. – Oczywiście mam czas. Powiedz mi.
Jej żądający ton utrudniał to, abym nie odpowiadała złośliwością. Trzymając swój poziom głosu, opowiedziałam Molly wszystko o Halloweenowej nocy i dniach po niej. W przeważającej części jej wyraz twarzy pozostawał nieugięty i tak bezlitosny jak u doświadczonego gliny. Jedyne pęknięcie pojawiło się, kiedy powiedziałam jej o tym, co zrobił Blaine. Nie musiałam jej pytać, żeby wiedzieć, że to było to samo. Gdy skończyłam, ona się odwróciła ze spuszczonymi ramionami, ale wyprostowanym kręgosłupem.
- Nie wolno mi tego mówić komukolwiek, ale musiałam ci powiedzieć.
- Powiedziałaś swojemu chłopakowi?
- Tak.
Wciąż była do mnie odwrócona, milcząc.
- Chciałabym, żeby moi rodzice się na to nie zgodzili i chciałabym, żebym i ja tego nie zrobiła. Chciałabym być tak silna jak ty i…
- Nic o mnie nie wiesz. – Obróciła się, oczy były kamienną szarością.
Podniosłam dłonie. – Ale wiem, że jesteś silna – silniejsza ode mnie. Zrobiłaś prawidłową rzecz, a wiem, że nie mogło być to łatwe.
- Nie było łatwe.
- Wiem. – Myślę, że ta laska po prostu chciała być kłótliwa.
Jej spiczasta broda się uniosła. – Nic w tym nie było łatwe. Rozmawianie z policją – detektywami a potem prawnikami. Wciąż musieć przerabiać każdą pieprzoną rzecz, którą on mi zrobił? W szczegółach? Nie było łatwo. I nie musiałabym przez to w ogóle przechodzić, gdybyś trzymała się prawdy!
- Przepraszam…
Ruszyła się tak szybko, a ja byłam na to tak nieprzygotowana, że po prostu tam siedziałam.
Molly spoliczkowała mnie, odrzucając moją głowę na bok. Łzy bólu i zaskoczenia zakłuły mnie w oczy.
Uderzyła mnie prosto w twarz.
Prawie nie mogłam w to uwierzyć. Cały bok mojej twarzy palił do czerwoności, kłując. Cholera. Jak na kogoś tak chudego, potrafiła piekielnie dobrze spoliczkować.
Furia odsunęła zaskoczenie, a dłonie swędziały, żeby oddać przysługę. Ale rozumiałam złość Molly. Jej ból wciąż był tak świeży i ciął zbyt głęboko. Byłam na jej miejscu, wciąż tam byłam, od czasu do czasu. Gniew tak naprawdę nigdy nie odszedł. Może nigdy tego nie zrobi. Dlatego rozumiałam dlaczego była tak wściekła.
To był jeden z powodów, dla których obecnie nie waliłam ją pięścią w twarz.
- Zasłużyłaś na to – powiedziała drżącym głosem.
Piekł mnie policzek, jak wstałam. – Może tak. Ale nie zasłużyłam na to, co zrobił mi Blaine i nie zasługuję na te całe gówno, które mi dajesz za coś, co zdecydowałam, kiedy byłam czternastolatką i miałam w tym bardzo mało wyboru.
- Twoi rodzice nie przystawili ci pistoletu do głowy i nie zmusili cię do podpisania tych papierów, prawda?
Potrząsnęłam głową. – Co ty byś zrobiła, gdybyś była czternastolatką, a twoi rodzice zażądali, żebyś to zrobiła?
Otworzyła usta.
- Nie odpowiadaj na to, bo nie ma to znaczenia. Przepraszam – ale jeśli znowu mnie uderzysz, oddam – przepraszam, że to ci się stało. Przepraszam, że musiałaś przechodzić przez rozprawę i to wszystko. I uwierz mi, najbardziej przepraszam za podpisanie tych pieprzonych papierów i zgodzenie się. Ale nie mogę tego zmienić. Mogę tylko temu odpuścić.
- Cóż, więc baw się dobrze, odpuszczając.
Stojąc tam, patrząc na dziewczynę, z którą dzieliłam straszną wspólność, czułam… pustkę. Nie było żadnych słuchających aniołów czy złotego światła objawienia. Czułam się tak samo, jak wychodziłam z domu moich rodziców. Nic. Nagle wiedziałam, że Cam miał rację. Nie musiałam tego zrobić, żeby iść dalej. Tak naprawdę nie musiałam nawet konfrontować się z moimi rodzicami. Chociaż tamto było niesamowite.
Zaczęłam iść dalej, w chwili, kiedy wyznałam Camowi prawdę.
Nie stało się to przez jedną noc. Odpuszczanie było powolnym procesem, co uświadomiłam sobie przez sukowate uderzenie.
Nie musiałam tutaj być.
Musiałam być tam, z Camem i z powrotem w domu w Zachodniej Wirginii z moimi przyjaciółmi. Musiałam kontynuować odpuszczanie tego wszystkiego.
Ruszyłam do drzwi.
- Gdzie idziesz? – Jej kościste palce wbiły się w moje ramię, zatrzymując mnie. – Avery?
Ściągając jej dłoń z mojego ramienia, nie zmieniłam tonu. – Wychodzę, Molly. Wracam do mężczyzny, który kocha mnie bez względu na to co stało się w mojej przeszłości czy jakie popełniłam głupie decyzje. Wracam do domu, który nie jest budynkiem na Red Hill i wracam, żeby zobaczyć się ze swoimi przyjaciółmi. Tam właśnie idę.
Gardło Molly pracowało, ale nic nie powiedziała, kiedy podeszłam do drzwi. Zatrzymałam się i do niej odwróciłam. – Posłuchaj, jeśli chcesz do mnie zadzwonić, żeby po prostu porozmawiać czy coś, oczywiście masz mój numer. Dzwoń, kiedy chcesz, ale nauczyłam się ze swoich błędów. Jeżeli wyślesz mi jeszcze jakąś wiadomość, która choć troszeczkę mnie wkurzy, zadzwonię na policję i wniosę na ciebie oskarżenie.
Zamknęła usta i cofnęła się o krok.
- Życzę ci wszystkiego najlepszego. Poważnie. Żegnaj, Molly.
Nie zatrzymała mnie, jak wychodziłam i nie wyszła na zewnątrz, tak jak zrobił to mój ojciec. Wsiadłam do schłodzonego wnętrza auta i wypuściłam nierówny oddech.
- Jak to… dlaczego twoja twarz jest taka czerwona? – Cam złapał moją brodę i delikatnie odwrócił mnie do siebie. – Uderzyła cię?
- Ta. – Skrzywiłam się na jego gwałtowne przekleństwo. – Ale myślę, że poczuła się lepiej, po tym jak wyrzuciła to wszystko z systemu.
Zmrużył oczy. – Nie czyni to tego pieprzenie w porządku.
- Wiem. – Objęłam ręką jego i przycisnęłam ją do mojego obolałego policzka. – Ale to już koniec. Powiedziałam to, co musiałam i nie sądzę, że będę od niej znowu słyszeć.
Cam rozwarł dłoń, łagodnie zakrywając mój policzek. – Avery…

- Miałeś rację. Tak naprawdę nie musiałam tego robić, ale cieszę się, że tak się stało. Czuję się z tym dobrze. – Zamykając oczy, odwróciłam głowę, całując wnętrze jego ręki. – Zabierz mnie do domu, Cam. Tam właśnie muszę być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz