wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 8

W ciągu następnych paru tygodni i gdy lato w końcu poluzowało swój uścisk, nastąpił rodzaj dziwnej rutyny. Od poniedziałku do piątku wstawałam i szłam na zajęcia. Z każdym przemijającym dniem zaczęłam oczekiwać z niecierpliwością astronomii. Nigdy nie wiedziałam co profesor Drage zamierzał powiedzieć lub co będzie miał na sobie. Kilka dni temu zaszalał parą dżinsów wypranych kwasem i nierównomiernie farbowaną koszulą. Myślę, że skupiłam się na tym bardziej niż na czymkolwiek innym. Ale odkładając na bok profesora szalone spodnie, to pewien klasowy partner czynił te pięćdziesiąt minut cholernie przyjemnymi.
Między bocznymi komentarzami Cama podczas wykładu Drage’a a jego zaskakująco dokładną wiedzą o układzie słonecznym, uciekanie z astronomii pierwszego dnia ostatecznie naprawdę opłaciło się na dłuższą metę. Z Camem jako moim partnerem i sąsiadem z ławki, nie było sposobu, żebym oblała tę klasę.
Spędzałam lunch trzy razy w tygodniu z Jacobem i Brittany, a nawet poszłam na jeden z meczy footballu razem z nimi. Imprezy wciąż były na nie, coś co żadne z nich nie mogło zrozumieć, ale nie porzucili mnie. Dwa razy w tygodniu spędzali czas w moim mieszkaniu. Niezbyt dużo odbywało się nauki, ale nie narzekałam. Lubiłam, kiedy przychodzili. Dobra, lubić nie było wystarczająco mocnym słowem. Byli świetni, a minęło o wiele zbyt długo odkąd miałam takich przyjaciół jak oni, którzy nie wydawali się przejmować, kiedy zachowywałam się jak kretynka, co zdarzało się dość często.
Przynajmniej dwa razy w tygodniu odmawiałam Camowi.
Dwa. Razy. W. Tygodniu.
Doszło do tego, że tak jakby nie mogłam się doczekać, jak włączy to w rozmowę. Chłopak był nieustępliwy, ale było to bardziej jak żart pomiędzy nami niż cokolwiek innego. Przynajmniej moim zdaniem.
Również teraz nie mogłam się doczekać niedziel.
Każdego poranka od tamtego pierwszego, Cam pojawiał się w moich drzwiach w każdych bezbożnych godzinach z jajkami i czymś, co upiekł. W drugą niedzielę były to jagodowe babeczki. W trzecią niedzielę dyniowy chleb – z pudełka, sam to przyznał. W czwartą i piątą niedzielę było truskawkowe ciasto, a potem ciastka czekoladowe.
Ciasteczka czekoladowe o poranku były najlepsze.
Sprawy miały się naprawdę… dobrze, z wyjątkiem maila i telefonu. Przynajmniej raz w tygodniu dostawałam telefon od NIEZNANEGO NUMERU. Usuwałam wiadomości i maile bez otwierania ich. Było co najmniej piętnaście nieprzeczytanych maili od mojego kuzyna. W jeden z takich dni chciałam je przeczytać, ale nie mogłam się do tego przełamać ani do zadzwonienia do moich rodziców.
Oni do mnie nie zadzwonili, więc nie widziałam sensu.
Na początku października byłam szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Zapach jesieni, coś za czym tęskniłam, mieszkając w Teksasie, wisiał w powietrzu, długie rękawy mogły być noszone bez wyglądania jak dziwak, a zakuwanie na test śród-semestralny podczas lunchu obejmowało M&M’sy i Skittlesy.
- Czy ktoś mi może, proszę, powiedzieć gdzie jest Chorwacja na tej mapie? – jęknął Jacob. – Czy jest piosenka, którą mógłbym sobie zaśpiewać i by jakoś mi o tym przypominała?
- Węgry, Słowenia, Bośnia – powiedziałam, wskazując na pustą mapę Europy. – A tutaj jest Serbia.
Jacob spiorunował mnie wzrokiem. – Pieprzona, mająca ponad przeciętne wyniki, suka.
Wrzuciłam czerwonego Skittlesa do buzi. – Sorka.
- Możecie sobie wyobrazić piosenkę z tymi nazwami? – Brit zanurzyła swoje frytki w majonezie.
- To jest takie obrzydliwe – mruknął Jacob.
Wzruszyła ramionami. – To jest pyszne.
- Właściwie to zamierzam się dla ciebie wygłupić, więc się przygotuj. – Podniosłam M&M’sa i trzymałam go przed Jacobem. Jego oczy się rozszerzyły, jak u szczeniaka czekającego na smakołyk. – Z wyjątkiem Węgier, wszystkie kraje obok Chorwacji kończą się na a. Wszystkie brzmią podobnie. Pomyśl o tym w ten sposób.
Zmrużył oczy. – To nie pomogło.
Westchnęłam. – Chcesz piosenkę?
- Tak. – Stanął na naszym stoliku na środku Ram’s Den i krzyknął. – Tak! Chcę piosenkę!
- Wow.
Podniósł ręce, kiedy kilku studentów odwróciło się na swoich siedzeniach. – Co? Co? – Odwrócił się do mnie. – Czy to było trochę zbyt dużo?
- Tak – powiedziałam. – Zdecydowanie.
Brit położyła czoło na jej podręczniku. – Poważnie – jęknęła. – Nie mogę uwierzyć, że każe nam sporządzać mapę Europy na naszym teście śród-semestralnym. Sądziłam, że zostawiłam to gówno w liceum.
- Daj mi piosenkę, głupku – zażądał Jacob.
- O mój Boże, jesteś śmieszny. – Kręcąc głową, położyłam dłonie na stole. – Dobra. Proszę. Węgry na górne lewo, górne lewo, Serbia na dolne lewo, dolne lewo. Bośnia na dole, na dole. Słowenia na górze, na górze. A gdzie jest Chorwacja?
- Gdzie? Gdzie? – zaśpiewał Jacob.
- Jest obok Adriatyku, naprzeciwko Włoch!
Jacob wyprostował się. – Jeszcze raz! Jeszcze raz!
Przeszłam przez piosenkę jeszcze dwa razy, podczas gdy Brit gapiła się na nas obydwoje. Gdy Jacob wyciągnął swój długopis i zaczął bazgrać kraje na mapie, moja twarz była koloru pomidora, ale chichotałam jak hiena.
A on dobrze narysował mapę, z wyjątkiem położenia Francji tam, gdzie miała być Wielka Brytania, ale sądzę, że tylko mnie tym testował, bo poważnie.
Rzuciłam M&M’sa w jego usta. Odbił się od jego dolnej wargi. Po powtórce wrzuciłam mu M&M’sa do ust. Przełknął i wystrzelił do przodu, zniżając twarz tuż przy mojej. – Zgadnij co?
- Co? – Odchyliłam się.
Zamrugał dwa razy. – Idzie twój chłopak.
Patrząc przez ramię, dostrzegłam Cama wchodzącego do Den nie z jedną, a z dwiema dziewczynami po obydwu jego stronach, wpatrującymi się w niego, jakby był ostatnim wolnym, gorącym facetem na kampusie. Przewróciłam oczami do Jacoba. – Nie jest moim chłopakiem.
- Dziewczyno, masz konkurencję. – Jacob splótł ramiona na stole. – To Sally i Susan – beta, delta, boogie-sigma-chi-latte.
Brit zmarszczyła brwi. – Nie jest to nawet bliskie nazwy żeńskiego stowarzyszenia.
- Nieważne.
- To nie konkurencja, bo pomiędzy nami tak nie jest. – Powoli spojrzałam przez ramię. Trójka zatrzymała się przy kanapach. Cam uważnie słuchał czegokolwiek, co mówiła do niego dwójka dziewczyn. Jedna z dziewczyn, blondynka, trzymała rękę na jego klatce piersiowej i poruszała nią w małych kółkach. Zmrużyłam oczy. Sprawdzała mu tors? Odwróciłam się z powrotem do Jacoba.
Podniósł brwi.
- Mogą go mieć – powiedziałam, wrzucając trzy Skittlesy do buzi.
- Nie rozumiem was – rzekła Brit, zamykając swoją książkę. Skończył się czas nauki. – Widzicie się praktycznie codziennie, prawda?
Potaknęłam.
- Przychodzi w każdą niedzielę i robi ci śniadanie, tak? – dodała.
Jacob pokazał mi środkowy palec. – Nienawidzę cię za to.
- Tak, ale to nie jest tak. – Dzięki Bogu nigdy nie powiedziałam im o nim chcącym się ze mną umówić, bo długo musiałabym tego wysłuchiwać. – Słuchajcie, jesteśmy przyjaciółmi. To wszystko.
- Jesteś lesbijką? – dociskał Jacob.
- Co?
- Słuchaj, jestem ostatnią osobą do osądzenia twojej seksualnej preferencji. Daj spokój. – Wskazał na siebie kciukami. – Więc jesteś lesbijką?
- Nie – powiedziałam. – Nie jestem lesbijką.
- Ja też nie, ale dla ciebie bym była. – Brit uśmiechnęła się.
- Dzięki. – Zachichotałam. – Ja też byłabym dla ciebie.
- Jak uroczo – powiedział Jacob. – Nie o to chodzi. Ten świetny, pieprzony okaz człowieka jest cały w tobie… o mój Boże, porzucił tamte dwie i tutaj idzie.
Ścisnęło mnie w żołądku i modliłam się do Boga, Shivy i Zeusa, żeby Jacob nie powiedział czegoś, co sprawiłoby że będę chciała go potem zabić.
- A niech to – rzekł Jacob, kręcąc głową. – Sprawia, że dżinsy wyglądają jakby były dopasowane do jego… hej, Cameron! Co słychać?
Zamknęłam oczy.
- Hej, Jacob. Brittany. – Cam opadł na krzesło obok mnie i szturchnął mnie w ramię. – Avery.
- Hej – mruknęłam, wyjątkowo świadoma patrzących na nas Jacoba i Brittany. Zamknęłam swój podręcznik i schowałam go do torby. – Co porabiasz?
- Och, no wiesz, psoty i chaos – odparł.
- Strasznie przypomina mi to Harry’ego Pottera – powiedziała Brit, wzdychając. – Muszę znowu przeczytać.
Wszyscy się do niej odwróciliśmy.
Dwa jasne punkty pojawiły się na jej policzkach, gdy odrzuciła do tyłu swoje blond włosy. – Co? Nie wstydzę się przyznać, że przypadkowe rzeczy przypominają mi o Harrym Potterze.
- Tamten koleś przypomina mi Snape’a – powiedział Cam, wskazując brodą na stolik za nami. – Więc rozumiem.
Koleś z kruczoczarnymi włosami rzeczywiście trochę wyglądał jak Snape.
- W każdym razie, co robicie? – Cam przesunął się, a jego noga oparła się o moją. Przełknęłam ślinę. – Bawicie się z M&M’sami i Skittlesami?
- Tak, to i uczymy się na nasz test śród-semestralny z historii w przyszłym tygodniu. Musimy zrobić mapę Europy – wyjaśnił Jacob.
- Au. – Cam trącił mnie swoją nogą.
Ja trąciłam jego nogę.
- Ale Avery, cudowna Avery… - Jacob zerknął na mnie, jego uśmiech się powiększał, a ja mrużyłam oczy. – Pomaga nam w nauce.
- To właśnie robi – powiedziała Brit.
Cam posłał mi ukradkowe spojrzenie, a ja się odsunęłam.
Kładąc brodę na dłoni, Jacob uśmiechnął się do Cama. – Zanim zaczęliśmy się uczyć, mówiłem Avery, że powinna nosić zielony kolor o wiele częściej. Robi ją to seksowną z tymi jej włosami.
Otworzyłam szeroko usta. Na pewno nie powiedział o głupim sweterku, który miałam na sobie.
- Podoba ci się na niej zielony kolor, Cam? – zapytała Brit.
O mój Boże.
Cam odwrócił się do mnie, jego niebieskie oczy były tak głębokie jak wody niedaleko brzegu Teksasu. – Kolor wygląda na niej świetnie, ale wygląda pięknie każdego dnia.
Gorąco rozlało się po moich policzkach, jak wypuściłam niski oddech.
- Pięknie? – powtórzyła Brit.
- Pięknie – powtórzył Cam, odbierając tę małą odległość, którą zdołałam pomiędzy nami położyć. Znowu szturchnął moje kolano. – Więc nauczyliście się czegoś?
Wypuściłam oddech. – Myślę, że tak.
- Dzięki tobie. – Jacob zerknął na Brit, a ja poczułam żołądek w gardle. – Avery zaproponowała tę piosenkę, żeby pomóc mi zapamiętać, gdzie są kraje.
O nie.
- Zaśpiewaj mu swoją piosenkę. – Brit tak mocno szturchnęła mnie łokciem, że odbiłam się od Cama i z powrotem.
Zainteresowanie zaiskrzyło w oczach Cama. – Jaką piosenkę?
- Nie śpiewam znowu tej piosenki.
Jacob uśmiechnął się promiennie do Cama. – To Chorwacka piosenka.
Rzuciłam mu zabójcze spojrzenie.
Cam zaśmiał się. – Chorwacka piosenka? Co?
- Nie – powiedziałam raz jeszcze. – Nie będę znowu śpiewać. To w ogóle nie jest mój talent.
- A jakie masz talenty? – zapytał Cam, a kiedy na niego spojrzałam, tak jakby zawiesiłam się na zarysie jego szczęki, na sposobie w jakim jego włosy muskały skronie. Co do diabła? Cam odwzajemniał moje spojrzenie z uniesionymi brwiami. – Avery?
- Mów – namawiał Jacob.
Brit kiwnęła głową. – Talenty są fajne.
- Mogą być. – Wzrok Cama się opuścił, a ja wessałam miękki oddech. Pochylił się i nie było więcej niż kilka centymetrów dzielących nasze usta. Usłyszałam gwałtowny wdech Jacoba. – Powiedz mi, jakie są twoje talenty, kochanie.
- Kochanie – wymruczał Jacob z cichym westchnięciem.
- Tańczenie – wypaliłam. – Tańczyłam. Kiedyś tańczyłam.
Ciekawość pojawiła się na twarzy Cama. – Jaki rodzaj tańca?
- Sama nie wiem. – Złapałam paczkę Skittlesów i wyrzuciłem ich resztę na dłoń. – Balet, jazz, stepowanie, współczesny… tego typu.
- Serio? – wykrzyknął Jacob. – Stepowałem, kiedy miałem z sześć lat, przez jakiś miesiąc, a potem postanowiłem że chcę być strażakiem czy kimś takim. Te gówno było trudne.
Brit uśmiechnęła się ironicznie. – Próbowałam tańca i odkryłam, że nie mam żadnej koordynacji czy gracji poza potrząsaniem tyłkiem. Byłaś w tym dobra?
Wzruszyłam ramionami nieswojo. – Brałam zajęcia przez jakieś dziesięć lat, brałam udział w kilku konkurencjach i zrobiłam wiele recitalów.
- Więc byłaś dobra! – powiedziała Brit. – Założę się, że robiłaś te wszystkie szalone obroty i triki.
Kiedyś byłam w stanie robić ich tysiące i jeden był szalenie elastyczny, ale w tym czym byłam naprawdę dobra, to obroty – fouette tour – zapewne najtrudniejsza seria obrotów w balecie.
Cam zamilkł na kilka chwil, wręcz dziwna rzecz. – Moja siostra tańczyła od piątego roku życia. Dalej to robi. Sądzę, że skrzywdziłaby kogoś, gdyby zmusili ją do przestania.
Wpychając resztę Skittlesów do buzi, kiwnęłam głową. – Tańczenie może być uzależniające, jeśli się je lubi.
- Lub jest się w nim dobrym – wtrąciła Brit.
Cam uderzył mnie ramieniem. – Czemu przestałaś?
Uwielbiałam tańczyć – uwielbiałam każdą tego część. Trenowanie, przygotowywanie, a szczególnie oczekiwanie poprzedzające moment, kiedy wychodziło się na scenę. Nic nie było takie jak ta chwila, gdy czekało się w kulisach aż zostanie wywołane twoje imię; pierwszy oddech, który brałaś, jak wychodziłaś na centrum sceny i stałaś pod jasnymi światłami. Cichy moment, kiedy zamykałaś oczy, czekając aż zacznie się twoja muzyka, wiedząc że wszyscy byli skupieni na tobie.
Wzruszając ramionami, sięgnęłam po to, co zostało z M&M’sów. – Chyba zmęczyłam się tym – rzekłam w końcu. Kłamstwo było ogromne. Nie miałam dosyć tańczenia. Tęskniłam z tym bardziej niż za czymkolwiek, ale nie mogłam znieść gapiących się ludzi. – Czy twoja siostra bierze udział w konkursach?
Potaknął. – Podróżuje wszędzie i spędziła lato w Szkole Baletu Joffrey’a na stypendium.
- Cholera jasna – wydyszałam, wytrzeszczając oczy. – Musi być cholernie dobra.
Cam uśmiechnął się dumnie. – Jest.
Zazdrość urosła jak rak, głęboka i inwazyjna. To mogłabym być ja tańcząca w jednym z najbardziej znanych ośrodków treningowych w świecie. To powinnam być ja, ale nie była i musiałam się z tym pogodzić.
Rozmowa tak jakby się potem rozpadła, przynajmniej dla mnie. Cam gawędził z Brit i Jacobem, podczas gdy ja zatopiłam się we własnych myślach, aż był czas żeby iść na zajęcia. Ustaliłam plany na kolejną sesję nauki, a potem się pożegnałam.
Cam wyszedł za mną na słoneczny blask i stały, chłodnawy wiaterek ostrzegający, że zimniejsza pogoda była w drodze. Nie odzywał się, kiedy szliśmy do Knutti Hall. Czasami tak robił, a ja nigdy nie wiedziałam albo mogłam zaczynać się domyślać, nad czym tak myślał podczas tych milczących momentów.
W tej chwili, kiedy przeszliśmy przez zatłoczoną ulicę, a on pomachał do grupki stojącej przed Byrd Center, zdałam sobie sprawę jak inny teraz był, niż wtedy kiedy zobaczyłam go z dwoma dziewczynami. Zmartwiło mnie to i nie wiedziałam, czemu w ogóle się przejmuję.
- Wszystko w porządku? – zapytał, kiedy zatrzymaliśmy się przy ławkach pod Knutti Hall.
Zerknęłam na niego. – Tak, nic mi nie jest. A u ciebie?
Posłał mi uśmiech z zaciśniętymi wargami i skinął głową. – Wciąż jest aktualny jutrzejszy wieczór?
- Jutrzejszy wieczór? Och! Zadanie astronomiczne. – Jako część naszej śród-semestralnej oceny Drage kazał nam się dobrać w pary, żeby skorzystać z Centrum Obserwacyjnego. Musimy zwrócić nasze zdjęcia w następną środę. – Tak, mi pasuje.
- Dobrze. – Cam cofnął się. – Do zobaczenia.
Zaczęłam się odwracać, lecz stanęłam, gdy coś przyszło mi do głowy. – Cam?
- Tak?
- Co robiłeś w Den? Czy normalnie nie masz teraz zajęć?
Jego usta uniosły się w kącikach i pojawił się ten cholerny dołeczek. Kiedy tak się uśmiechał, wydawało mi się, że balon nagle nadmuchał się w mojej piersi. – Ta, normalnie mam teraz zajęcia – powiedział, jego oczy były zdumiewającym lazurem w słońcu. – Ale chciałem cię zobaczyć.

Słowa mnie opuściły, kiedy patrzyłam jak się obraca i dociera do ulicy, kierując się w przeciwnym kierunku mojego budynku. Stałam tam przez chwilę, po czym się odwróciłam. Nie można było powstrzymać uśmiechu, który wpłynął na moje wargi i tam pozostał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz