wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 27

Ekonomia stała się o wiele bardziej interesująca, kiedy wykorzystałam czas na zajęciach na powtórkę wszystkiego co Cam i ja zrobiliśmy zeszłej nocy po tym jak jego przyjaciele wyszli, a Ollie poszedł do łóżka.
Zabrał mnie z powrotem do swojej sypialni, cicho zamykając za sobą drzwi. Rozgorączkowanie zbudowało się w moim brzuchu, jak do mnie podszedł i złapał moje policzki. Od nocy na mojej kanapie, dużo całowaliśmy się i dotykaliśmy, ale wydawało się być inaczej w jego sypialni, bardziej intymnie z większymi możliwościami.
Starałam się nie myśleć o rzeczywistym seksie, ponieważ nie miałam pewności czy potrafiłam przejść przez ten akt. Czy będę to czuć dobrze, czy przypomni mi to, co się wydarzyło. Wiedziałam, że będzie boleć, bo ciągle byłam dziewicą, ale czy ból stanie się czymś głębszym?
Nie chciał więcej tamtej nocy, a ja zastanawiałam się czy jakimś sposobem on wiedział.
Cam ściągnął mój sweter, ale zostawił mój biustonosz i dżinsy. Jego koszulka dołączyła do moich zrzuconych ubrań, a kiedy mnie pocałował, jego dłonie wplotły się w moje włosy. Opadliśmy na jego łóżko, a on wsunął nogę pomiędzy moje. Gdy jego pocałunki podążyły w dół mojego gardła i skupiły się na moich pokrytych koronką piersiach, opuścił ręce na moje biodra, skłaniając mnie żebym poruszała się naprzeciw niego. Wciągnął mój twardniejący sutek do ust, gdy się przy nim kołysałam, odchylając głowę i zamykając buzię, żeby być cicho. W ten sposób doprowadził mnie do orgazmu, bez rąk na mnie, przez dżinsy i majtki. A kiedy wsunęłam dłonie do jego luźnych dresów, przyciskając dłoń do twardej, ciężkiej długości, pchnął w moją rękę, niemal tak jak wyobrażałam sobie, że by zrobił we mnie.
Zostałam na trochę, przytulona do niego. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, długo w nocy. Wyszłam, kiedy zaczął zasypiać, a on był wystarczająco obudzony, żeby próbować namówić mnie do wrócenia do łóżka. Jednak wstał i odprowadził mnie do drzwi mojego mieszkania. Cam dał mi najsłodszy pocałunek na dobranoc.
Była dobra szansa na to, że się zakochałam.
Dobra. Prawdopodobnie zrobiłam to miesiące temu, ale teraz zdawało się to bardziej prawdziwe, było osiągalne i – o Boże – naprawdę wiedziałam, jak czuć miłość – musujące ciepło. Kiedy byłam przy nim albo o nim myślałam, wyobrażałam sobie, że czuję się jak bąbelki w szampanie, ciągle wypływające na powierzchnię. Czy ja właśnie tak pomyślałam?
Wielki durny uśmiech pojawił się na moich ustach.
Brit złapała mój wzrok i zrobiła minę.
Rumieniąc się, postanowiłam że powinnam uważać przez ostatnie minuty zajęć. Profesor mówił o pompie gazowej we wczesnych latach osiemdziesiątych. Coś z podażą i popytem. Będę musiała przeczytać ten rozdział.
- Boże, jest z tobą źle – powiedziała do mnie Brit po zajęciach, kiedy wychodziłyśmy z Whitehall. – Wypisane jest to na twojej twarzy.
Uśmiechnęłam się. – Jest.
Brit splotła ramię z moim, gdy wyszłyśmy na zewnątrz. Podmuchy unosiły się z ziemi a chmury były grube. – Cieszę się, że wam się udało. Jesteście tak cholernie uroczy razem, że to niemal odrażające.
- On jest… - Pokręciłam głową. – Mam szczęście.
- On ma szczęście – poprawiła, szturchając mnie, jak wchodziłyśmy w górę wzgórza. – Więc co mu dajesz na Walentynki?
- Walentynki? – Zatrzymałam się nagle. Kilka osób za nami burknęło, okrążając mnie i Brit. – O cholera, są w przyszłym tygodniu. – Odwróciłam się do niej z szeroko otwartymi oczami. – Nie mam pojęcia.
Brit zachichotała, ciągnąc mnie za ramię. Znowu zaczęłam iść. – Powinnaś widzieć swoją minę – powiedziała. – Tak jakbyś nagle zorientowała się, że świat kończy się w przyszłym tygodniu zamiast być głupim, sztucznym świętem.
Zignorowałam to. – Nie mam pojęcia co mu dać.
- Co dawałaś poprzednim chłopakom?
- Nic – odparłam, zbyt spanikowana, aby przejmować się tym co przyznawałam. – Nigdy wcześniej nie miałam chłopaka.
Teraz była kolej Brit na zatrzymanie się i zatorowanie ruchu. – Co? Nigdy? Cholera jasna, wiedziałam, że byłaś trochę, um, zasłonięta, ale daj spokój. Sądzę, że amiszowskie dzieci mają więcej doświadczenia od ciebie.
Posłałam jej złe spojrzenie. – Nie pomagasz, a ja tutaj poważnie wariuję.
- Okej. Okej. Później się z ciebie będę śmiać. Kumam. – Zmarszczyła nos. – Pójdziemy na zakupy po zajęciach.
Później tego popołudnia śnieg wciąż padał, lecz drogi były czyste na odcinku do Martinsburgu. W centrum handlowym wciąż byłam zagubiona, patrząc na małe czerwone serca zwisające z sufitu w domu towarowym.
Brit podniosła parę czarnych atłasowych bokserek z czerwonymi sercami. – Uch…
- Nie – powiedziałam. Poza faktem, że było to najckliwsze gówno jakie w życiu widziałam, Cam nie zawsze nosił bieliznę.
Ściągnęła brwi. – Cóż, zawsze są standardowe prezenty. Możesz dać mu wodę kolońską, portfel, krawat albo koszulkę.
- To naprawdę nudne.
- Nie powiedziałam, że są dobrym pomysłem.
Wydymałam wargi, kiedy skierowałyśmy się do innego sklepu. Podróż była totalną porażką, z wyjątkiem Brit próbującej każdy balsam do ciała. Gdy wychodziłyśmy pachniała jakby pracowała w zakładzie Bath and Body Works.
Z powrotem w moim mieszkaniu przeszukiwałam Internet po dobry prezent. Chciałam, żeby był wyjątkowy, ponieważ z Camem czułam się, jakbym się budziła. Widziałam rzeczy inaczej, wyraźniej. Nie miałam pewności czy to był on czy jaka ja z nim byłam, czy w końcu się zmieniałam. W każdym razie Cam odgrywał w tym rolę i chciałam dać mu prezent, który będzie miał znaczenie.
Po około godzinie zdecydowałam, że kupowanie dla faceta jest do bani.
Dręczyłam swój mózg. Gdybym mogła dać mu dożywotni zapas jajek, na pewno by mu się to spodobało.
Wydając jęk frustracji, wstałam i zerknęłam przez okno. Śnieg padał grubo i szybko, spowijając ziemię oraz samochody. Wiadomości mówiły, że będzie narastał, ale wątpiłam żeby było tak w kampusie.
Związując włosy w niedbałego kucyka, poszłam do kuchni, kiedy nagle mnie to uderzyło. Coś, co Cam wspomniał parę razy.
Mówił, że chciałby iść na grę D.C. United.
Piszcząc, podbiegłam z powrotem do laptopa i sprawdziłam ich stronę. Klikając na harmonogram, zamówiłam dwa bilety na grę na wczesny kwiecień, myśląc, że pogoda będzie wtedy o wiele stabilniejsza.
Zamknęłam laptopa, czując się dobrze ze swoim zakupem. Będzie mógł wziąć mnie albo, jeśli będzie chciał, jednego ze swoich przyjaciół. Nie miałam temu nic przeciwko tak długo, jak on będzie zadowolony z tego co dostanie.
Mniej niż godzinę później pojawił się Cam, mokry od śniegu. – Wieczór z pizzą?
- Dla mnie brzmi dobrze. – Pocałowałam jego policzek, biorąc od niego pudełko. – Jakie są drogi?
- Do bani. – Wyciągnął dwie puszki napojów z lodówki. – Co sprowadza mnie do tego znakomitego pomysłu, który mam.
Uśmiechnęłam się. – Twoje pomysły potrafią być trochę straszne.
- Moje pomysły nigdy nie są straszne ani złe.
- Cóż…
- Wymień jeden – wyzwał.
Nie musiałam długo myśleć. – Co z tym, kiedy obwiązałeś sznurkiem skorupę Rafaela i nazwałeś to smyczą?
- To był nowatorski pomysł!
- Biedna rzecz po prostu tam stała i włożyła głowę do swojej skorupy.
Cam zrobił minę. – To naprawdę nie jest inne od innych dni.
Zaśmiałam się. – Prawda.
- Ten pomysł jest świetny. – Kładąc plastry pizzy na dwa talerze, puścił do mnie oko. – Mówią, że ma padać przez jutrzejszy poranek.
Utkwiłam pomiędzy wesołością, a irytacją. Śnieg był świetny. Chodzenie po kampusie ze śniegiem czy lodem, nie.
- I poważnie wątpię, że jakiekolwiek zajęcia będą jutro odwołane – ciągnął, kiedy weszliśmy do salonu. – Ale wiele ludzi nie będzie, a nauczyciele będą się tego spodziewać.
- Okej. – Usiadłam na kanapie, przesuwając się dla niego.
- Dlatego myślałem, że powinniśmy jutro opuścić, zostać tutaj i oglądać cały dzień gówniane filmy.
Moja pierwsza odpowiedź była taka, żeby powiedzieć że nie mogę opuścić całego dnia wartego zajęć, ale gdy spotkałam psotny wzrok Cama, powiedziałam, żeby to pieprzyć. – To naprawdę znakomity pomysł.
- Wiem, prawda? – Stuknął się w głowę. – Jestem pełen świetnego gówna.
- Taa, zdecydowanie jesteś tego pełen…
- Ha.                           
Zachichotałam, wgryzając się w serową pyszność. Cam zjadł połowę pizzy, a kiedy Ollie wpadł, on ją skończył. Zdumiewało mnie jak dwoje facetów mogło tyle jeść i być w takiej cudownej formie. Ja zjadłam dwa kawałki i zyskałam dodatkowy tyłek.
Siedząc pomiędzy dwójką chłopców, zasnęłam podczas gdy oni oglądali mini maraton reality show o nonsensach. Kiedy się obudziłam, Olliego nie było, a choć leżałam na Camie, jego ciało było nienaturalnie napięte.
Usiadłam, ziewając, jak odsuwałam włosy z twarzy. – Sorki. Nie chciałam na tobie zasnąć.
Spojrzał na mnie z nieczytelnym wyrazem twarzy. Niepokój zmieszał się we mnie jak gniazdo żmij. Jego szczęka była tak zaciśnięta, że zastanawiałam się czy nie złamie swoich zębów trzonowych.
- Czy wszystko w porządku? – zapytałam.
Cam wypuścił cicho powietrze, spoglądając na stolik do kawy. – Dostałaś wiadomość, kiedy spałaś.
Podążyłam za jego wzrokiem, lądując na mojej komórce. Najpierw nie wiedziałam w czym był problem, ale wtem niepokój wzrósł jak szybka burza. Rozbudzona, wyskoczyłam na przód i złapałam komórkę. Stukając w ekran, moje serce podskoczyło.
Jesteś kłamliwą dziwką. Jak możesz ze sobą żyć?
Wzięłam wdech, ale utknął mi w gardle. Gapiłam się na wiadomość, chcąc żeby po prostu zniknęła z istnienia.
- Błysnęła na ekranie, kiedy przyszła – powiedział.
Trzęsącymi się dłońmi usunęłam wiadomość i odłożyłam telefon. Przeszedł przeze mnie ból i fala irracjonalnego gniewu. Te dwie emocje były lepsze niż grożąca panika. – Spojrzałeś na wiadomość?
- To nie tak, że zrobiłem to specjalnie. – Pochylił się do przodu, kładąc ręce na kolanach. – Była tam na twoim ekranie.
- Ale nie musiałeś patrzeć! – oskarżyłam, schodząc z kanapy.
Cam zmrużył oczy. – Avery, nie grzebałem w twoich rzeczach. Przyszła cholerna wiadomość. Spojrzałem, zanim mogłem się powstrzymać. Może to nie było w porządku.
- Nie było!
- Okej. Nie było to w porządku. Przepraszam. – Wciągnął głęboki wdech. – Ale to nie zmienia faktu, że zobaczyłem tę wiadomość.
Zamarłam, stojąc pośrodku mojego salonu. Była cholernie blisko, żeby mój najgorszy strach wyszedł na jaw. Pierwsze miejsce zajmowało jego dowiedzenie się, co się wydarzyło, ale to było drugie i tak samo przerażające.
- Avery – powiedział cichym, ostrożnym tonem. W tamtej chwili zorientowałam się, że nie był na mnie zły. Ani trochę i nawet nie po tym jak na niego nakrzyczałam za spojrzenie na nieszczęsną wiadomość. Jakoś to było jeszcze gorsze od jego bycia na mnie złym. – Dlaczego dostałaś taką wiadomość?
Serce obiło się boleśnie o moje żebra. – Nie wiem.
Powątpiewający wyraz przeszedł przez jego twarz.
- Nie wiem – powiedziałam raz jeszcze, łapiąc się kłamstwa wszystkim, co w sobie miałam. – Czasami dostaję taką wiadomość, ale nie wiem dlaczego. Myślę, że to coś w stylu złego numeru.
Cam patrzył na mnie. – Nie wiesz od kogo to?
- Nie. – I to była prawda. – Pisze, że od nieznanego numeru. Widziałeś.
Jego ramiona się na to napięły, a potem zacisnął kolana. Minęło kilka chwil, jak mi waliło tętno.
- Przepraszam, że tak się na ciebie wściekłam – dodałam prędko. – Po prostu mnie to zaskoczyło. Spałam, obudziłam się i mogłam powiedzieć, że stało się coś złego. Potem pomyślałam… nie wiem co pomyślałam, ale przepraszam.
- Przestań przepraszać, Avery. – Przesunął się na brzeg kanapy. – Nie muszę słyszeć, że przepraszasz. Chcę żebyś była ze mną szczera, kochanie. Tylko tego chcę. Jeśli dostajesz takie wiadomości, muszę o tym wiedzieć.
- Dlaczego?
Zmarszczył ciemne brwi. – Bo jestem twoim chłopakiem i przejmuję się, jeśli ktoś nazywa cię dziwką!
Wzdrygnęłam się.
Cam odwrócił wzrok, jego klatka piersiowa się uniosła. – Szczerze? Wkurza mnie to, nawet jeśli to przypadkowa wiadomość. Nikt nie powinien wysyłać ci takiego gówna. – Znowu przeniósł na mnie wzrok. Wieczność wyciągała się między nami. – Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda? Nie będę cię osądzał ani się nie wścieknę.
- Wiem. – Mój głos brzmiał cicho w moich własnych uszach i nie cierpiałam tego. Powiedziałam głośniej: - Wiem.
Spojrzał mi w oczy. – I ufasz mi, tak?
- Tak. Oczywiście, że tak. – Nie zawahałam się.
Znowu nastąpiła wymowna cisza, która sprawiała że podejrzewałam najgorsze. – Cholera – niemal warknął, a mi zamarło serce. Wiedział? Co on myślał? Prawda – wszystko – podeszła na koniec mojego języka, a wtedy zamknął oczy. – Nie byłem z tobą całkowicie szczery.
- Co? – To było ostatnią rzeczą, którą spodziewałam się od niego usłyszeć.
Potarł wnętrzem dłoni szczękę. – Mówię ci, że powinnaś mi zaufać i że możesz wszystko mi powiedzieć, ale ja nie robię tego samego. W końcu i tak się tego dowiesz.
Och. Zapomniałam o wiadomości. Zapomniałam o mówieniu czegokolwiek. Co do diabła się działo? Prawie zdrętwiała, pośpieszyłam naokoło stolika i usiadłam parę stóp od niego na kanapie. – O czym ty mówisz, Cam?
Podnosząc głowę, przeszył mnie tak udręczonym spojrzeniem, że zabolało mnie w piersi. – Wiesz, jak ci powiedziałem, że wszyscy zrobiliśmy gówno w naszej przeszłości, z którego nie jesteśmy dumni?
- Tak.
- Mówię to z doświadczenia z pierwszej ręki. Tylko parę osób o tym wie – powiedział, a ja nagle pomyślałam o dniu, kiedy zdenerwował się na Olliego, a potem na imprezie, kiedy wkurzył się na tamtego faceta. Zdawało się być coś, co Jase mu mówił bez naprawdę tego powiedzenia. – I to ostatnia rzecz, jaką chcę ci powiedzieć.
- Możesz mi powiedzieć – zapewniłam go, i tak, czułam się jak krowa biorąc pod uwagę to wszystko, czego ja mu nie mówiłam. Odepchnęłam te myśli, skupiając się na Camie. – Poważnie, możesz ze mną porozmawiać. Proszę.
Zawahał się. – Powinienem kończyć studia w tym roku razem z Olliem, ale tego nie robię.
- Pamiętam jak mi powiedziałeś, że musiałeś odejść na trochę czasu.
Cam potaknął. – Byłem na drugim roku. Nie byłem zbyt często w domu w wakacje, bo pomagałem trenować na obozie piłkarskim w Maryland, ale kiedykolwiek przyjeżdżałem do domu, moja siostra… zachowywała się inaczej. Nie wiedziałem dlaczego, ale była bardzo nerwowa, a kiedy była w domu spędzała cały czas w swojej sypialni. I najwyraźniej rzadko bywała w domu według moich rodziców.
Ścisnęło mnie w żołądku, jak skrzyżowałam nogi. Miałam nadzieję, że się mylę, a nie wiedziałam, gdzie to zmierza.
- Moja siostra, ona zawsze była tym czułym serduszkiem, wiesz. Wybierała zabłąkane zwierzęta i ludzi, zwłaszcza zbłąkanych facetów. Nawet kiedy była maleńka zawsze kolegowała się z najbardziej niepopularnym dzieckiem w klasie. – Jego usta uniosły się w kącikach. – Poznała tego kolesia. Był rok lub dwa lata starszy od niej i sądzę, że ich związek był poważny – tak poważny, jak może być, kiedy jesteś szesnastolatkiem. Raz spotkałem dzieciaka. Nie polubiłem go. I nie miało to nic wspólnego z faktem, że próbował być z moją młodszą siostrą. Po prostu było w nim coś, co mnie się nie podobało.
Cam przesunął dłońmi po swoich policzkach i opuścił je pomiędzy kolana. – Byłem w domu na przerwie Dziękczynienia i byłem w kuchni. Teresa tam była i wygłupialiśmy się. Popchnęła mnie, a ja ją odepchnąłem w ramię. Nawet nie mocno, a krzyknęła jakbym poważnie ją zranił. Najpierw pomyślałem, że po prostu udaje, ale były łzy w jej oczach. Zbyła to i zapomniałem o tym na noc, ale w poranek Dziękczynienia mama weszła do niej bez pukania, kiedy ona była w ręczniku i zobaczyła to.
Wstrzymałam oddech.
- Moja siostra… ona była posiniaczona. Na całych ramionach, nogach. – Zacisnął dłonie w pięści. – Powiedziała, że to od tańczenia, ale wszyscy wiedzieliśmy, że nie można mieć takich siniaków z tańca. Zajęło niemal cały ranek wyciągnięcie z niej prawdy.
- To był jej chłopak? – Przypomniałam sobie rozmowę przy stole i nagłe zainteresowanie Cama tym, z kim rozmawiała, nabrało sensu.
Mięsień drgnął w jego szczęce, kiedy skinął głową. – Mały gnojek bił ją. Był w tym bystry, robiąc to w miejscach, które nie były tak łatwo zauważalne. Została z nim. Na początku nie wiedziałem dlaczego. Okazało się, że zbyt bardzo się go bała, żeby zerwać.
Cam niespodziewanie wstał, a ja podążyłam za niego wzrokiem. Podszedł do okna, rozsuwając zasłony. – Kto wie, jak długo by się to ciągnęło, gdyby mama wtedy nie weszła. Czy Teresa w końcu by komuś powiedziała? Albo czy ten sukinsyn wciąż by ją bił jednej nocy i ją zabił?
Emocje ugrzęzły mi w gardle, jak zagryzłam dolną wargę.
- Boże, byłam taki wkurzony, Avery. Chciałem zabić gnojka. Bił moją siostrę i mój tato chciał zadzwonić na policję, ale co oni by tak naprawdę zrobili? Obydwoje byli małoletni. Trzepnęliby go po łapach i dostałby kuratora, nieważne. I to gówno prawda. Nie pasowało mi to. Wyszedłem w wieczór Dziękczynienia i go znalazłem. Nie zabrało to długo, cholernie małe miasto i w ogóle. Zapukałem do jego drzwi i od razu przyszedł. Powiedziałem mu, że nie może już przebywać z moją siostrą i wiesz co ten mały śmieć zrobił?
- Co? – szepnęłam.
- Stanął ze mną twarzą w twarz, pchając się na mnie swoją pieprzoną klatką piersiową. Powiedział mi, że zrobi cokolwiek, co, do cholery, będzie chciał. – Cam parsknął szybkim, ostrym śmiechem. – Nie wytrzymałem. Złość nie jest nawet słowem do użycia. Byłem wściekły. Uderzyłem go i nie przestałem. – Odwrócił się, ale tak naprawdę mnie nie widział. – Nie przestałem go bić. Nie kiedy wyszli jego rodzice ani jak jego mama zaczęła krzyczeć. Trzeba było dwóch policjantów, żeby mnie z niego ściągnąć.
O mój Boże, nie wiedziałam co powiedzieć. Gdy patrzyłam jak siada w fotelu, nie mogłam sobie go wyobrazić bijącego kogoś i nieprzestającego. Nawet nie po tym jak widziałam, jak był zły na faceta na imprezie Jase’a.
Cam znowu potarł swoje policzki. – Ja skończyłem w więzieniu, a on skończył w śpiączce.
Otworzyłam szeroko usta, zanim mogłam powstrzymać swoją reakcję.
Odwrócił wzrok, opuszczając brodę. – Byłem wcześniej w bójkach – normalne gówno. Ale nic takiego. Moje knykcie były złamane i nawet tego nie czułem. – Pokręcił głową. – Mój tata… wykonał swoją magię. Powinienem zniknąć na długi czas za to, ale tak nie było. Chyba pomogło to, że dzieciak obudził się kilka dni później.
Z każdą mijającą sekundą moje mięśnie się napinały, jeden po drugim.
- Uniknąłem kary – nawet nie spędziłem nocy w więzieniu. – Cam uśmiechnął się, lecz nie było w tym żadnego ciepła. – Ale nie mogłem opuścić domu przez kilka miesięcy, podczas gdy to się rozwiązywało. Skończyłem z rokiem pracy społecznej w miejscowym klubie i kolejnym rokiem technik radzenia sobie ze złością. To właśnie robię w każdy piątek. Moja ostatnia sesja jest na jesieni. Moja rodzina musi płacić restytucję i nawet nie chcesz wiedzieć ile to kosztuje. Musiałem przestać grać w piłkę nożną przez prace społeczne, ale… jak powiedziałem, uniknąłem kary.
Uniknął kary.
Tak jak Blaine uniknął kary.
Nie. Powstrzymałam się w tej chwili. To były dwie inne sytuacje – Blaine był gwałcicielem, a Cam pobił faceta, który bił jego siostrę. To, co zrobił Cam było złe. Przemoc nigdy nie powinna być odpowiedzią na przemoc, ale koleś skrzywdził jego siostrę.
- Rozumiem – powiedziałam i zorientowałam się, że choć ich sytuacja była w jakiś sposób podobna, to była ogromnie inna. I samą siebie zaskoczyłam. Stara ja – myślałaby tylko o tym, jak obydwoje uniknęli kary przez to kim byli, kim byli ich rodzice i przez pieniądze. Ale już nią nie byłam. I czasami dobrzy ludzi robili złe rzeczy.
Odwrócił szybko głowę w moją stronę. – Co?
- Rozumiem, dlaczego to zrobiłeś.
Cam wstał. – Avery…
- Nie wiem, co to o mnie mówi, ale broniłeś swoją siostrę i pobicie kogoś nie jest odpowiedzią, ale ona jest twoją siostrą i… - A gdybym ja miała brata i tak by zareagował, po tym co mi się stało? Cóż, byłby moim bohaterem, choć jest to okropne. – Istnieje paru ludzi, którzy zasługują na skopanie tyłka.
Wpatrywał się we mnie.
Rozłożyłam nogi. – I prawdopodobnie istnieją ludzie, którzy nawet nie zasługują na oddychanie. Jest to chora i smutna rzecz, ale prawdziwa. Facet mógłby zabić twoją siostrę. Do diabła, mógłby pobić na śmierć jakąś inną dziewczynę.
Cam dalej patrzył na mnie, jakbym zapuściła drugi nos. – Zasługuję, żeby być w więzieniu, Avery. Prawie go zabiłem.
- Ale tego nie zrobiłeś.
Nic nie powiedział.
- Zapytam cię o coś. Zrobiłbyś to znowu?
Minęło kilka sekund, po czym powiedział. – Wciąż pojechałbym do jego domu i bym go uderzył. Może nie tak bardzo, ale szczerze, nie sądzę, że mogłoby to coś zmienić. Gnojek pobił moją siostrę.
Wzięłam głęboki wdech. – Nie obwiniam cię.
- Jesteś…
Wzruszyłam ramionami. – Pokręcona?
- Nie. – Prawdziwy uśmiech rozbił napięcie na jego twarzy. – Jesteś niezwykła.
- Nie posuwałabym się tak daleko.
- Poważnie – powiedział, podchodząc do kanapy. Usiadł obok mnie. – Myślałem, że będziesz zniesmaczona albo zła, jak się dowiesz.
Pokręciłam głową.
Cam opuścił czoło na moje i delikatnie objął moje policzki. Jego oczy przeszukały moje. – Dobrze jest zrzucić to z piersi. Nie chcę, żeby były pomiędzy nami sekrety.
Uśmiechnęłam się, kiedy się nachylił, całując kącik moich ust, ale ledwie czułam dotyk. Cam odchylił się, przyciągając mnie do swojej piersi. Wtuliłam się w niego bardziej, lecz chłód i tak przeniknął głęboko w moje kości. Podzielił się ze mną tym ważnym sekretem, chociaż obawiał się, że jakoś będę go osądzać, a ja milczałam, trzymając swoje sekrety blisko serca. Było to niesprawiedliwe i nie mogłam strząsnąć tego strasznego poczucia, że to jakoś wróci.
Jak możesz ze sobą żyć?
Cam pocałował czubek mojej głowy, a mi utknął oddech w gardle.

Nie byłam pewna, jak to robiłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz