wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 29

Słońce świeciło przez cały luty i marzec. Spędziłam połowę wiosennej przerwy spędzając czas z Camem i Olliem w domu a późniejszą część w domu jego rodziców i nawet spotkaliśmy się z Brit, kiedy była w domu.
Uważałam to za dziwne, że Brit nie wydawała się wiedzieć o tym, co wydarzyło się pomiędzy Camem i byłym chłopakiem jego siostry, ale nie poruszyłam tego. To, co powiedział mi Cam było osobiste i bez względu na moją ciekawość tym czy wiedziała, nie zamierzałam łamać zaufania pomiędzy nami.
Zwłaszcza, kiedy miałam tyle okazji, żeby otworzyć się przed nim. To było coś, co bez względu ile razy mówiłam sobie żeby zrobić, nie mogłam wydobyć tych słów z ust. Pomysł zwierzenia się Camowi mnie przerażał. Nie byłoby to łatwe i naprawdę nawet nie wiedziałam jak zacząć.
Zamiast tego zrobiłam wszystko, żeby upewnić się, że mój telefon nie jest bez opieki w pobliżu Cama. Wciąż otrzymywałam wiadomości i telefony przynajmniej dwa razy w tygodniu i trzymałam się z dala od swojego emaila. Kilka razy w ciągu ostatnich dwóch miesięcy niemal odpowiedziałam na wiadomość. Albo niemal włączyłam emaila i odpowiedziałam na jednego z maili.
Tak jak z Camem, wolałam udawać, że to się nie dzieje niż sobie z tym poradzić. Nienawidziłam tej części siebie, naprawdę jej nie cierpiałam, bo wciąż uciekałam zamiast stawić czoła czemukolwiek.
Gdy zima poluźniła swój uchwyt nad maleńką odrobinką stanu, a ziemia zaczęła odwilż, Cam decydował się czy powinien odwiedzić dom w weekend w środku kwietnia czy spędzić tutaj czas i być leniwym, podczas gdy Jacob spędzał lunch próbując przekonać Brit do towarzyszenia mu w jakiejś ochotniczej przygodzie siewu ogrodu.
Brit zanurzyła frytkę w kapce majonezu. Ollie obserwował ją, przystojna twarz przekręcona była w zdumionym obrzydzeniu. Ona była tego kompletnie nieświadoma. – Nie zamierzam spędzić mojego ostatniego czterodniowego weekendu w semestrze siejąc stokrotki.
- To nie stokrotki – westchnął Jacob. – To botaniczny ogród cudu i miłości.
Cam siedział na stole twarzą do mnie. Opuścił głowę na moje ramię, ukrywając parsknięcie. Ja poszłam ze starą metodą zasłonięcia ręką ust.
- Brzmi głupio. – Brit wrzuciła pokrytą majonezem frytkę do ust, a Ollie jęknął. – Zamierzam spędzić cztery dni będąc jarzyną.
- Wolałabyś spędzić swój czas będąc ogórkiem czy sprawiając duszy radość?
Ramiona Cama zaczęły się trząść.
- Myślę, że pójdę z byciem kawałkiem brokułu – odparła Brit.
Naprzeciwko nas Ollie w końcu oderwał wzrok od Brit i spojrzał na Jacoba. – Mówisz poważnie?
- Tak! – Trzasnął dłońmi o stół. – Czemu nie pomalować świata w piękne kwiaty w różnych kolorach?
Gapiłam się na niego. – Naćpałeś się?
Jacob wyglądał na obrażonego… przez może dwie sekundy. – Może trochę.
Śmiejąc się, zerknęłam na Brit. – Powinnaś pomóc mu zbudować jego wesoły ogród.
Prychnęła. – Ty mu pomóż.
- O nie. – Cam podniósł głowę, przysuwając się do mnie i kładąc dłoń na moją nogę, tuż nad kolanem. – Jest cała moja w ten weekend. Żadnego ogrodu miłości.
- Chyba że sieje w twoim ogrodzie miłości? – zapytał Jacob.
Wywróciłam oczami. – Uroczo.
- Brzmiało, jakby zeszłej nocy trochę siała. – Ollie odsunął mały papierowy kubek majonezu od Brit. – Przynajmniej z dźwięków dochodzących z twojej sypialni.
Otworzyłam szeroko usta. – Wcale nie!
- Masz przyklejone ucho do drzwi mojej sypialni? – Ręka Cama się unosiła, a moje policzki nagle czerwieniły się z zupełnie innego powodu.
Ollie wzruszył ramionami. – Co innego mam robić?
- Dziwak – rzucił Cam.
Ich trójka rozpoczęła dyskusję o warzywach, pozostawiając Cama i mnie poza dziwną rozmową, co mi nie przeszkadzało. Nie byłam fanką warzyw.
- Mam kolejny świetny pomysł. – Cam oparł brodę na moim ramieniu, głos miał cichy.
Odwróciłam tylko trochę głowę w jego stronę. – O jejku…
- Spodoba ci się.               
Ciepło musowało się w mojej klatce piersiowej i chciałam powiedzieć kocham cię, ale siedząc w Den, podczas gdy nasi przyjaciele omawiali za i przeciw za szparagami, nie wydawało się najlepszym momentem, żeby to powiedzieć. Więc postawiłam na: - Jaki jest twój pomysł?
- Weź wolne na resztę dnia i zrelaksuj się ze mną.
Brzmiało na doskonały pomysł. – Mam zajęcia.
- Masz sztukę. To tak naprawdę nie zalicza się, jako zajęcia.
- Dlaczego?
Podniósł głowę, przyciskając wargi obok mojego ucha. – Powiedziałaś mi, że prawie zasnęłaś w poniedziałek.
- Prawie – powtórzyłam.
Cam teraz pocałował miejsce pod uchem, a ja zadrżałam. – Zaufaj mi. To, co chcę robić jest o wiele lepsze niż sztuka.
Mój umysł poszedł prosto do jednej rzeczy. Seksu. Prawdziwego seksu z prawdziwą penetracją.
O mój Boże, nie mogłam uwierzyć, że właśnie to pomyślałam. Czy była sztuczna penetracja, o której nie wiedziałam? W rzeczywistości, tak jakby była. Zrobiliśmy wszystko oprócz seksu. Dotykaliśmy się, obmacywaliśmy, mieliśmy seks oralny, ale prawdziwy seks? Nie było żadnego prawdziwego aktu, ale ostatnim razem, co Ollie twierdził, że słyszał, zdawało się, że zmierzamy w tamtą stronę. Były jakieś zamiary.
Spanikowałam i w zasadzie zrobiłam loda Camowi. Nie że narzekał, ale nie mogłam wciąż tego robić. Musieliśmy przenieść nasz związek na następny etap. Poza tym byłam prawdopodobnie jedyną dwudziestoletnią dziewicą na kampusie, a jak długo Cam będzie czekał aż będę gotowa? Byliśmy razem przez cztery miesiące, a czas facetów był jak psie lata, więc to były tak jakby cztery lata.
Oczekiwanie mrowiło we mnie, ale pod podekscytowaniem niepokój utworzył się jak kula lodu w mojej piersi.
Cam objął ramionami moją talię, ściągając mnie z krzesła na swoje kolana. Ludzie przy naszym stoliku nas zignorowali, ale ci przy stolikach wokoło nas zaczynali się gapić.
On totalnie nie przejął się uwagą, odchylając głowę z szerokim uśmiechem. – Więc co ty na to?
- Wasza dwójka jest tak przesłodzona, że to w sumie urocze – powiedział Jacob, przerywając nam. Spojrzeliśmy na niego. – Jeśli nie opuścisz sztuki i z nim nie uciekniesz, to skopię ci tyłek.
- W takim razie jak mogę powiedzieć nie?
Jedynie miałam nadzieję, że kiedy dojdzie do tego, będę mogła powiedzieć tak.
#
Cam naprawdę był niezwykły.
I nie wiedziałam jak zdołał ciągle mnie zaskakiwać swoją troskliwością czy jak było w ogóle możliwe, że był tak cudowny. Czy dlaczego zajęło mi tak długo wyciągnięcie głowy z tyłka i zobaczenie tego.
Kiedy opuściliśmy kampus, spotkał się ze mną obok mojego auta i zaprowadził mnie do swojego samochodu. – Co robimy?
- Zobaczysz.
Tajemniczy półuśmiech doprowadzał mnie do nerwicy. Gdy jednak dotarliśmy do I70 i zobaczyłam znak, wiedziałam gdzie jedziemy. Odwróciłam się do niego i w podekscytowaniu niemal udusiłam się pasem bezpieczeństwa.
Cam zaśmiał się.
- Jedziemy do D.C.? Prawda? – krzyknęłam, praktycznie skacząc na siedzeniu.
Posłał mi przebiegłe spojrzenie. – Może.
- I idziemy do Smithsonian, tak?
- Całkiem możliwe.
Rzuciłam się do przodu, zaciskając razem ręce. – Dlaczego? – wypaliłam. – To znaczy, wiem, że historia cię nudzi, więc dlaczego?
- Dlaczego? – Znowu się zaśmiał, bawiąc się swoją czapką baseballową. – Powiedziałem ci, że pójdę z tobą do Smithsonian i nie zdołałem tego zrobić z tobą w twoje urodziny, więc pomyślałem, że dlaczego nie dziś?
Dlaczego nie dziś? To była jedna z rzeczy, którą najbardziej kochałam w Camie. Jego zdolność do robienia rzeczy pod wpływem chwili, bez żadnego planu czy myśli za tym. Dosłownie żył chwilą i nic go nie powstrzymywało, nawet nie problem, w który się wpakował, ponieważ ominął go.
Głównie, ponieważ wiedziałam, że zaakceptował to co zrobił i konsekwencję jego czynów. Mogło zająć mu to parę miesięcy po wydarzeniu, ale pogodził się z tym.
Podziwiałam to w nim.
Spędziliśmy resztę popołudnia i większość wieczoru na chodzeniu od eksponatu do eksponatu. Cam wydawał się bardziej zainteresowany dotykaniem mnie i skradaniem pocałunków niż tym, na co patrzyliśmy, a mi to nie przeszkadzało. Pomyślałam o parach, które widziałam ostatnim razem i zorientowałam się, że stałam się jedną z nich. Było to takie normalne, takie idealne. Nie było nic innego pomiędzy nami a nimi i upajałam się tym.
Było późno, kiedy dotarliśmy do domu i skoro nie było zajęć w czwartek, mieliśmy całą noc. Ożywiona przez improwizowaną wycieczkę, wrzuciłam trochę śmierdzących przekąsek żółwiowych do małej miski i wsunęłam ją do domku Michelangela.
Kiedy zamknęłam pokrywę terrarium, Cam podszedł do mnie od tyłu, kładąc dłonie na moich biodrach. Odwrócił mnie, a ja stanęłam na palcach, całując go w usta.
- Dziękuję ci za dzisiaj – powiedziałam, obejmując ramionami jego szyję. – Miałam wiele zabawy.
- Powiedziałem ci, że mój pomysł jest świetny.
- Zazwyczaj są.
- Cholera jasna. – Rozszerzył oczy w przesadnym zaskoczeniu. – Czy właśnie to przyznałaś?
Uśmiechnęłam się. – Może.
- Aha, zawsze wiedziałaś, że moje pomysły uderzają w dziesiątkę.
- W skali od 1 do 100, tak.
- Ha. Ha. – Przesunął dłońmi w górę, aż opierały się o moje żebra. – Zgadnij co. Mam kolejny pomysł.
- Czy obejmuje on jajka?
Głęboki śmiech wybuchnął od Cama, po czym przyciągnął moje biodra do jego. – Nie obejmuje jajek.
Miałam dobry pomysł tego, co to obejmuje. Ścisnęło mnie w żołądku. – Nie?
Pokręcił głową. – Ale obejmuje coś równie smacznego.
Rozgrzały mi się policzki i odwróciłam głowę na bok.
Jego usta podążyły za ruchem, muskając kość policzkową. – I obejmuje to ciebie, mnie, łóżko i bardzo mało, jeśli w ogóle, ubrania.
Dreszcze przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa. – Tak?
- Tak. – Cam wsunął dłonie pod pasek moich dżinsów, tak że jego palce opierały się ponad krągłością mojego tyłka. Przesunął wargami po mojej brwi. – Co o tym myślisz?
Nie myślałam. Odchylając moją głowę, Cam zobowiązał się do mojego cichego zaproszenia. Jego usta były na moich a potem dłonie miał pod moją bluzką. Oderwał się na tyle długo, żeby ściągnąć moją koszulkę a potem swoją. Z połączonymi razem wargami zaczęliśmy iść, nasze biodra walnęły w kanapę, a on stracił równowagę. Upadł do tyłu, w połowie na kanapę, a w połowie poza nią. Chichoty wymknęły się pomiędzy pocałunkami i nasz śmiech ucichł, kiedy nasze dłonie były bardziej zaangażowane. Z umiejętnością większą od mojej Cam zdołał ściągnąć moje dżinsy, podczas gdy byłam na nim rozłożona, po czym zaprezentował się całkiem innym talentem.
Jego dłonie podążyły na północ, wspinając się na piersi, znajdując sutki pokryte atłasem. Wygięłam się do jego dłoni, powstrzymując jęk, gdy Cam wydał ten seksowny dźwięk, przyciskając biodra do moich. Gorąco zalało moje wnętrze, jak jedna ręka opuściła pierś i zsunęła się po kształcie mojego brzucha. Wsunął rękę pod moje majtki. Przycisnął do mnie dłoń, ocierając kciukiem we właściwym miejscu tak, że krzyknęłam. Pożądanie – potrzeba żeby zatopić się w uczuciu, nawet przez kilka chwil, zawładnęła mną. Moja skóra płonęła, kiedy przeniosłam ciężar na kolana i wyciągnęłam rękę, odpinając jego rozporek.
- Avery – jęknął Cam, pchając w moją dłoń.
Słysząc swoje imię z jego ust, głęboko we mnie zbudowało się napięcie. Nasze ciała kołysały się razem, ale wciąż osobno. Potem napięcie wzrosło w szybkim tempie, rozłączając się i roztrzaskując. Odrzuciłam głowę do tyłu, zagryzając wargę. Spłynęła na mnie rozkosz.
Cam przesunął się pode mną i następną rzeczą jaką wiedziałam to to że wstał, a ja oplatałam go jak mała małpka. Moje ciało wciąż drżało, kiedy uderzyłam o łóżko. W gorącym oszołomieniu, patrzyłam jak się rozbiera. Całkowicie.
Mój Boże, był piękny.
Złapał palcami moje majtki, a ja podniosłam biodra, żeby mógł je zdjąć. Nie był to pierwszy raz kiedy rozebrał mnie do naga, ale pierwszy raz obydwoje byliśmy tacy nadzy. Były różne etapy nagości o których dowiedziałam się przez ostatnie cztery miesiące. To był ostatni etap. Zatrzepotało mi w brzuchu.
Cam pochylał się nade mną, jego usta wydrążały drogę na moim ciele. Moje palce były w jego miękkich włosach, kiedy wrócił, pochłaniając moje usta. Przesunął się nade mną i poczułam go na udzie.
Zamarło we mnie serce, a potem przyspieszyło.
Drganie przeszło przez jego ciało albo może to moje spowodowało to u niego, ponieważ myślę, że się trzęsłam. Nie wiedziałam czy było to z podekscytowania czy czegoś innego. Dłoniami odnalazłam jego tors i tam je pozostawiłam.
- Chcesz tego? – zapytał napiętym głosem, kiedy się powstrzymywał. – Tak – powiedziałam i powiedziałam sobie, że chcę. I naprawdę tego chciałam. Chciałam przekroczyć tę końcową linię z Camem.
Jego oczy spotkały moje na chwilę, a potem pochylił głowę, całując mnie, jak zniżył swoje ciało na mnie. Poczułam go tam, jego czubek przesuwał się przez moją wilgoć i nie wiem co się wydarzyło. Może to był jego ciężar na mnie lub jego dotyk pomiędzy udami. Przez przerażającą sekundę nie byłam w mojej sypialni ani pod Camem. Byłam z powrotem na kanapie, mój policzek był brutalnie przyciśnięty do szorstkiego materiału. Chłodne powietrze powiało po moim odsłoniętym tułowiu, nastąpione przez szorstką, wymagającą rękę. Starałam się odepchnąć wspomnienie i skupić się na tym, co naprawdę się działo, ale kiedy już się wkradło, nie mogłam pozbyć się go z głowy.
Każdy mięsień w moim ciele napiął się, a węzeł niepokoju z wcześniej tego dnia wrócił z zemstą. Było tak jakbym została uderzona arktycznym podmuchem. Zziębłam na zewnątrz i wewnątrz. Panika zatopiła się ostrymi jak brzytwa pazurami.
Odwróciłam głowę na bok, przerywając pocałunek, kiedy pchnęłam w jego tors. – Nie. Przestań. Proszę przestań.
Cam zamarł nade mną, jego klatka piersiowa głęboko podnosiła się i opadała. – Avery? Co do…?
- Zejdź. – Moja skóra swędziała, gdy napięcie opadło na moją pierś. – Zejdź. Proszę. Zejdź ze mnie.
Natychmiast zsunął się ze mnie, a ja przeszłam przez łóżko, łapiąc kołdrę i okrywając się nią. Skoczyłam na nogi, cofając się aż uderzyłam o komodę. Butelki balsamów zabrzęczały. Ich cichy odgłos uderzenia o podłogę wyrwał mnie z tego. Moje serce biło tak szybko, że myślałam, iż będę chora.
- O Boże – wyszeptałam ochryple. Była dobra szansa, że zwymiotuję pieczonego precla, którym dzieliliśmy się wcześniej.
Światło z przedpokoju rzuciło dziwne cienie na połowę bladej twarzy Cama. Jego oczy były tak duże jak księżyc. Patrzył na mnie z brwiami zmarszczonymi niepokojem. – Zrobiłem ci krzywdę? Ja nie…
- Nie. Nie! – Zamknęłam oczy. – Nie zrobiłeś mi krzywdy. Ty nawet nie… nie wiem. Przepraszam… - urwałam, nie mając pojęcia co powiedzieć.
Cam wziął kilka głębokich wdechów, kładąc dłonie na łóżku. – Rozmawiaj ze mną, Avery. Co się właśnie stało?
- Nic. – Mój głos się załamał. – Nic się nie stało. Po prostu pomyślałam…
- Co pomyślałaś?
Potrząsnęłam głową. – Nie wiem. To nic wielkiego…
- Nic wielkiego? – Uniósł brwi. – Avery, właśnie mnie przeraziłaś. Zaczęłaś panikować, jakbym robił ci krzywdę albo… albo jakbym zmuszał cię do tego.
Przerażona, poczułam ścisk w brzuchu. – Nie zmuszałeś mnie, Cam. Podobało mi się to co robiłeś.
Minęło kilka chwil, po czym powiedział. – Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził, prawda?
- Tak. – Łzy zebrały mi się w gardle.
- I nigdy bym cię nie zmusił do czegokolwiek, czego byś nie chciała. – Mówił wolno, każde słowo dokładne. – Rozumiesz to, tak? Jeżeli nie jesteś gotowa, nie przeszkadza mi to, ale musisz ze mną porozmawiać. Musisz dać mi znać, zanim dojdzie do czegoś takiego.
Zaciskając koc, potaknęłam.
Nastąpiła kolejna cisza, a jego wzrok przeszywał mój. Jakiś poziom zrozumienia błysnął w jego rysach, a ja zagryzłam wargę. Chciałam wiedzieć o czym myślał, ale jednak nie chciałam.
- O czym mi nie mówisz? – zapytał, tak jak zrobił to w noc na parkingu.
Nie potrafiłam nic powiedzieć.
Zacisnął szczękę. – Co ci się przydarzyło?
- Nic! – Słowo wybuchło ze mnie jak z armaty. – Nie ma o czym rozmawiać, do cholery. Po prostu to cholernie zostaw.
- Kłamiesz.
Już. Powiedział to. Wytknął mi to.
Cam wciął głęboki, długi wdech. – Okłamujesz mnie. Coś się wydarzyło, bo to? – Wskazał tam, gdzie byliśmy splątani razem chwile temu. – To nie chodziło o nie bycie gotowym. Chodziło o coś innego, bo wiesz – wiesz – że bym na ciebie poczekał, Avery. Przysięgam, ale musisz mi powiedzieć co się dzieje w twojej głowie.
Pierś bolała mnie na jego słowa, ale nie mogłam nic powiedzieć.
- Błagam cię, Avery. Musisz być ze mną szczera. Powiedziałaś, że mi ufasz. Musisz to udowodnić, ponieważ wiem, że jest w tym więcej. Nie jestem głupi ani ślepy. Pamiętam jak zachowywałaś się, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy i do diabła na pewno pamiętam, co powiedziałaś w noc, kiedy byłaś pijana.
O Boże. Podłoga przesunęła mi się pod stopami.
Nakręcił się. – I ta wiadomość, którą dostałaś? Chcesz mi powiedzieć, że to nie ma z tym nic wspólnego? Jeśli mi ufasz, w końcu powiesz mi, co do diabła, się dzieje.
- Ufam ci. – Łzy sięgnęły moich oczy, rozmazując go.
Cam obserwował mnie przez chwilę, po czym wstał, biorąc swoje dżinsy z podłogi. Założył je, zapinając zamek ale nie guzik. Odwrócił się do mnie z napiętym wyrazem twarzy. – Nie wiem co jeszcze z tobą zrobić, Avery. Powiedziałem ci o gównie, z którego nie jestem dumny. Rzeczy, o których prawie nikt w świecie nie wie, a ty dalej coś przede mną ukrywasz. Ukrywasz przede mną wszystko. Nie ufasz mi.
- Nie… ufam. – Ruszyłam do przodu, ale zatrzymałam się, gdy zobaczyłam wyraz jego twarzy. – Ufam ci całym życiem.
- Ale nie prawdą? Gówno prawda, Avery. Nie ufasz mi. – Ominął mnie, idąc do salonu.
Poszłam za nim z drżącymi rękami. – Cam…
- Przestań. – Wziął sweter z podłogi i stanął do mnie twarzą. – Nie wiem co jeszcze zrobić i wiem, że nie wiem wszystkiego na świecie, ale wiem to, że związki nie działają w ten sposób.
Strach walnął mnie w pierś. – Co ty mówisz?
- Co myślisz, że mówię, Avery? Są z tobą jakieś oczywiste problemy i nie, cholernie na mnie nie patrz jakbym kopnął twojego szczeniaka. Myślisz, że zerwałbym z tobą przez cokolwiek co, do cholery, się z tobą stało? Tak jak myślałaś, że pomyślę o tobie inaczej, kiedy zobaczyłem bliznę na twoim nadgarstku? Wiem, że tak myślisz i to gówno prawda. – Żal i surowy gniew zalały jego głos. – Jak może być dla nas jakakolwiek przyszłość, jeśli nie możesz być ze mną szczera? Jeżeli nie możesz naprawdę uwierzyć, że to co do ciebie czuję jest wystarczająco silne, to nic nie mamy. Takie gówno kończy związki. Nie przeszłość, Avery, ale teraźniejszość.
Oddech utknął mi w gardle. – Cam, proszę…
- Już nie, Avery. Powiedziałem ci wcześniej. Prosiłem cię tylko, żebyś mi zaufała i nie zamykała się przede mną. – Odwrócił się do drzwi. – A ty mi nie ufasz i znowu się przede mną zamknęłaś.
A potem go nie było, drzwi trzasnęły za nim. Dotarłam do kanapy, zanim moje nogi się poddały. Siadając, przycisnęłam kolana do piersi. Było pęknięcie w mojej klatce piersiowej, sercu i ból był tak bardzo prawdziwy.
Otworzyłam usta, ale nie wydałam dźwięku.

Nigdy nie wydałam dźwięku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz