Leżący obok mnie na moim łóżku Cam
wyciągnął dłoń i podniósł kosmyk moich włosów. Zakręcił czerwonawobrązowy
pukiel wokół palców, po czym uderzył nim o mój nos. – Więc jakie to uczucie być
w końcu studentką drugiego roku?
Złapałam jego rękę i rozplątałam ją z
włosów, uśmiechając się. – Nie jestem oficjalnie studentką drugiego roku. Nie,
dopóki znowu nie zacznie się szkoła w jesieni.
- Teraz uznaję cię za studentkę
drugiego roku. – Znowu złapał moje włosy, tym razem przesuwając nimi po
policzku. – Jest tak, jak ja powiem.
- W takim razie, jakie to uczucie być
w końcu seniorem? Następny rok jest twoim
ostatnim.
- Cudownie – odparł, muskając dolną
wargę końcówkami włosów. – To cudowne uczucie.
Przysuwając się do niego bliżej,
wbiłam palce w kołnierzyk jego koszulki. – Całkiem cholernie dobrze jest być
studentką drugiego roku.
- Byłoby lepiej gdybyś nie zapisała
się na letnie zajęcia.
- Racja. – Brałam biologię w wakacje,
żeby się jej pozbyć. I to wyjdzie. Cam pomaga w letnim obozie piłkarskim dla
dzieci, więc będzie tutaj przez większość czasu. Jednak będę tęsknić za Brit i
Jacobem. Już pojechali do domu.
Uśmiechając się lekko, zdołałam przybliżyć
się bardziej. Cam rozłożył ramiona, a ja położyłam głowę na jego ramieniu,
zarzucając na niego rękę i nogę.
- Wystarczająco blisko? – zapytał.
- Nie.
Zachichotał, przesuwając palcami
wzdłuż mojego kręgosłupa. Ciało rozluźniło się pod łagodnymi ruchami. Musnął
ustami moje czoło, a ja się uśmiechnęłam.
Sprawy miały się pomiędzy nami
inaczej od momentu, kiedy wyznałam mu prawdę. Natychmiast potem było trudno i
niezręcznie. Cam w sumie przyznał, że nie jest pewien jak kontynuować nasz
związek. W stylu, co powinien mówić czy robić, i nie było tak, że nastąpiła
niewiarygodna zmiana w ciągu jednej nocy. Minęły trzy tygodnie zanim zdarzyło
się pomiędzy nami cokolwiek seksualnego. Nie żeby on tego nie chciał, ale
wiedziałam, że nie chciał mnie naciskać. To ja musiałam przejąć kontrolę i
zasadniczo go zaatakować, żeby dotarła do niego wiadomość. Oczywiście jeszcze
nie uprawialiśmy seksu, ale jeden raz pokazał jak daleko posunęliśmy się w tym
aspekcie.
W małym stopniu patrzył on na mnie
inaczej, ale nie było to to, czego się obawiałam. Znał teraz całą historię, a
to nas zmieniło.
Na lepsze.
Byłam bardziej sobą, tak jak byłam przedtem. Nawet poszłam na imprezę
zorganizowaną u Jase’a w zeszły weekend. Były chwile niepokoju, ale był tam Cam
pomagający mi się z tym uporać zamiast radzenia sobie z tym samej. Zatańczyłam
z Camem.
Naprawdę mu się to podobało.
Nie było pomiędzy nami żadnych
sekretów i mieliśmy całe lato przed sobą na doświadczenia, ale miałam inne
rzeczy w głowie. Ułożenie spraw z Camem było ważnym i bardzo potrzebnym
krokiem, lecz wciąż były sprawy, którym musiałam stawić czoła, wciąż musiałam
się nimi zająć, a były to wielkie sprawy.
Przewracając się na Cama, usiadłam
okrakiem na jego biodrach. – Hej.
Jego oczy przybrały te ciężkie,
zmysłowe spojrzenie, gdy położył ręce na mojej talii. – Hej tam.
- Więc trochę myślałam.
- O Boże.
- Zamknij się. – Zaśmiałam się i
pochyliłam głowę, całując go w usta. – Tak naprawdę dużo myślałam. Jest coś, co
chcę zrobić.
- Co? – Przesunął dłońmi po moich
szortach i oparł je o uda.
Zagryzłam wargę. – Chcę pojechać do
domu.
Cam podniósł brwi. – Że do Teksasu?
- Tak.
- Na jak długo?
Kładąc ręce na jego brzuchu,
wyprostowałam się. Błysk napięcia odbił się na jego twarzy, kiedy na niego
nacisnęłam. Po części było to celowe. – Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
Tylko na dzień lub dwa.
Zacisnął chwyt. – Cholera. Oto
poszedł mój mistrzowski plan spędzenia lata jak oszalały z seksu kawaler.
Przewróciłam oczami.
- Co chcesz zrobić, jeśli tam
wrócisz? – spytał, gładząc moje uda.
- Chcę zobaczyć się z moimi rodzicami
– przyznałam. – Muszę z nimi porozmawiać.
- O tym co się stało?
- Nigdy nie rozmawiałam z nimi o tym,
co się stało, nie od tamtej nocy. – Stuknęłam palcami o jego klatkę piersiową.
– Muszę z nimi porozmawiać. Wiem, że brzmi to jędzowato, ale muszę powiedzieć
im, że to co zrobili było złe.
Cam puścił moje uda i położył dłonie
na moich. – Nie brzmi to jędzowato, ale myślisz, że to rozsądne? To znaczy, czy
myślisz, że ci to pomoże a nie…
- Zrani mnie? – Uśmiechnęłam się delikatnie.
– Moi rodzice naprawdę nie mogą zrobić nic więcej co by mnie zraniło, lecz
czuję że muszę się z nimi skonfrontować. Czyni mnie to złą osobą?
- Nie.
- Muszę to zrobić. – Wzięłam głęboki
wdech. – Również muszę porozmawiać z Molly.
- Co?
- Muszę z nią porozmawiać i spróbować
wyjaśnić dlaczego zrobiłam, to co zrobiłam. Wiem, że to ryzykowne i jeśli wróci
i ugryzie mnie w tyłek niedotrzymaniem umowy, to tak będzie, ale jeśli mogę
sprawić, że zrozumie ona choć troszeczkę, to może jej to pomoże i przestanie
się ze mną kontaktować. – I byłaby to cholernie miła zmiana. Odkąd
rozmawiałyśmy, wciąż wysyłała mi wiadomości. Sporadyczne, więc sądzę, że była
to poprawa, ale chciałam żeby się skończyły.
Chciałam kompletnie iść dalej.
Cam spotkał się ze mną wzrokiem. – No
nie wiem. Dziewczyna wydaje się, jakby nie była najbardziej zrównoważoną osobą.
- Nie jest szalona. Po prostu jest
wściekła i ma do tego powód.
- A ty nie jesteś powodem, dlaczego
to jej się wydarzyło. Wiesz o tym, prawda? Nie jesteś odpowiedzialna.
Nic nie powiedziałam, bo nie byłam
pewna czy to prawda. Gdybym nie wycofała oskarżeń, Blaine’owi nie uszłoby na
sucho to, co zrobił i to mogłoby go powstrzymać przez zrobieniem czegoś takiego
raz jeszcze. Albo i nie. To będzie wielka niewiadoma.
- Muszę zrobić to dla siebie i dla
Molly – powiedziałam w końcu. Nie będzie ładnie. – Nie chcę już więcej uciekać,
Cam. I wiem, że nigdy nie będę mogła zostawić tego za sobą. To, co się stało…
cóż, to zawsze będzie częścią mnie, ale to nie będę ja. Już nie.
Cam nie odzywał się przez chwilę. –
Wiesz, co myślę?
- Jestem niesamowita?
- Poza tym.
- Co?
- Myślę, że już doszłaś tak daleko,
Avery. Myślę, że zaakceptowałaś, że będzie to częścią ciebie, ale to nie ty. Po
prostu nie zdałaś sobie z tego sprawy. – Przeniósł dłonie na moje biodra. – Ale
jeśli chcesz to zrobić, to tak zrobisz, a ja będę tam z tobą.
- Chcesz jechać ze… - Pisnęłam, gdy
Cam nagle się obrócił i ja byłam na plecach, a on nade mną.
- Nie będziesz robić tego sama. Do
pieprzonego diabła, nie – powiedział, opierając swój ciężar na ramieniu. – Jadę
z tobą. I nie odwiedziesz mnie od tego. Kiedy chcesz to zrobić?
- Masz jakieś plany w ten weekend?
Cichy śmiech potrząsnął jego
ramionami. – Jezu.
- Muszę to zrobić.
Pocałował mnie w czubek nosa. – Nie
sądzę, żebyś musiała, kochanie, ale jeśli ty myślisz, że tak, to to się liczy.
Kochałam jego wiarę we mnie. To było
piękne. – Naprawdę chcesz jechać ze mną?
- To głupie pytanie, Avery. I tak,
jest coś takiego jak głupie pytania. Było to jedno z nich. Oczywiście, że będę
tam z tobą.
Moje usta rozszerzyły się w uśmiechu.
– Kocham cię.
- Wiem.
- Zarozumialec.
- Pewny siebie – odparł, zniżając
głowę do mojej. Pocałował mnie lekko, ale moje ciało pobudziło się do życia. –
Kocham cię, kochanie.
Zaczęłam obejmować go ramionami, ale
on zszedł ze mnie i złapał moją dłoń. – Hej! Wracaj tutaj.
- Nie. Mamy rzeczy do roboty. –
Ściągnął mnie z łóżka. – A jeśli zaczniesz mnie obmacywać, niczego nie zrobimy.
- Co robimy?
Niespodziewanie się pochylając,
przerzucił mnie przez jedno ramię i odwrócił się do drzwi. – Musimy
zarezerwować parę biletów.
#
Zdawało się to absolutnie szalone, że
byliśmy w Teksasie dwa dni później, ale oto byliśmy, zameldowując się w hotelu
niezbyt daleko od domu moich rodziców. Nie chcąc odkładać tego, co musiałam
dzisiaj zrobić, gdy tylko odstawiliśmy nasze bagaże, ruszyliśmy w drogę. Nie
powiedziałam rodzicom, że przyjeżdżam do Teksasu, więc nie miałam pojęcia, czy
w ogóle będą w domu.
Cam cicho zagwizdał, podążając krętą
drogą za zakrętem i ukazała się posiadłość moich rodziców. – Dobry Boże, co za
dom.
- Poważnie nim nie jest –
powiedziałam, gdy mój wzrok objął wystylizowany, nagi trawnik, a potem masywny
ceglany budynek. – Twoi rodzice mają dom.
To jest tylko naprawdę wielka skorupa.
Zaparkował wypożyczone auto pośrodku
kolistego podjazdu, blisko marmurowej fontanny, która musowała wodą.
Przyglądając się jej, uśmiechnął się lekko. – Nie sądzę, bym kiedykolwiek w
prawdziwym życiu widział dom z fontanną na froncie.
Wzięłam głęboki wdech, podenerwowana,
ale zdecydowana. – Potrafię to zrobić.
- Potrafisz. – Delikatnie ścisnął
moje kolano. – Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym z tobą wchodził?
- Tak. – Spojrzałam na niego,
uśmiechając się. Oczywiście, że chciałam, żeby tam ze mną był. – Muszę zrobić to
sama.
Oparł się z powrotem o swoje
siedzenie. – Jeżeli zmienisz zdanie, napisz do mnie i zaraz się tam zjawię.
Nachyliłam się, całując go miękko. –
Jesteś cudowny.
Jego wargi uniosły się przy moich. –
Tak jak ty.
Pocałowałam go raz jeszcze, po czym
otworzyłam drzwi i wysiadłam. Gdybym została chwilę dłużej zmieniłabym zdanie.
Kiedy zamykałam drzwi, Cam mnie zatrzymał.
- Tylko pamiętaj, że cokolwiek oni
powiedzą nie zmieni to faktu, że jesteś piękną, silną kobietą i nic, co się
wydarzyło nie jest twoją winą.
Łzy wypełniły moje oczy i żelazna
determinacja umocniła mój kręgosłup. – Dziękuję.
Cam puścił mi oko. – Teraz idź robić
dobre rzeczy.
Posyłając mu załzawiony uśmiech,
odwróciłam się i przeszłam po szerokich schodach i przez ganek. Wiatrak w
suficie poruszał gorącym powietrzem i podniósł kilka kosmyków moich włosów.
Podniosłam rękę, żeby zapukać, a potem potrząsnęłam głową. Sięgnęłam do
kieszeni i wyciągnęłam klucz. Nie musiałam pukać.
Zamek się otworzył i z ostatnim
spojrzeniem tam, gdzie czekał Cam, weszłam do domu rodziców.
Nic się nie zmieniło. Było to moje
pierwsze wrażenie, kiedy cicho zamykałam za sobą drzwi. Wszystko było czyste i
błyszczące. Nie było żadnych zapachów ani dźwięków. Nic przyjemnego w zimnym
holu.
Przeszłam pod złotym żyrandolem i weszłam
do formalnego salonu. – Tato? Mamo?
Cisza.
Westchnęłam, mijając białe meble, na
których gdyby ktoś odważył się usiąść moja mama dostałaby ataku. Sprawdziłam
jadalnię, a potem salon. Ostatecznie, po sprawdzeniu pokoju do nauki i kuchni,
ruszyłam na górę.
Schody nie wydały żadnego dźwięku.
Na drugim piętrze skierowałam się na
koniec korytarza, do ostatnich drzwi i je otworzyłam.
Była to moja sypialnia – słowo
kluczowe była.
- Cholera jasna – wyszeptałam.
Wszystkie moje rzeczy zniknęły – moje
książki, biurko, plakaty i inne małe drobiazgi, które zostawiłam. Nie żeby
miało to znaczenie, ale jeeezu, nic w tym pokoju nie sprawiłoby, że ktokolwiek
by pomyślał, że ktoś tu kiedyś mieszkał.
- Spakowaliśmy twoje rzeczy.
Podskoczyłam i obróciłam się w
miejscu. Stała ona w progu tego, co kiedyś było moją sypialnią, ubrana w
beżowe, lniane luźne spodnie i włożoną do nich białą bluzkę. Jej
truskawkowo-blond włosy były ufryzowane, twarz pozbawiona jakiejkolwiek
zmarszczki czy fizycznej niedoskonałości.
- Mama.
Delikatna brew się wygięła. – Twoje
rzeczy są na strychu, jeśli po to tutaj jesteś. Mieliśmy pomoc, żeby tam je
przenieść po tym jak rozmawiałam z tobą w jesieni.
- Zapomnieliście o moich urodzinach –
wypaliłam.
Przechyliła głowę w płynnym,
eleganckim stylu. – Tak?
Gapiłam się na nią przez chwilę i
mogłam tylko pomyśleć o tym, jaką jest suką. Wezbrał się gniew, ale go
odepchnęłam. Gniew nigdzie cię nie zaprowadzi z panią Morgansten. Trzeba pobić
ją w jej własnej grze – zostać spokojnym, opanowanym. – Nie jestem tutaj po
swoje rzeczy.
- Jesteś tu, żeby się z powrotem
wprowadzić? – zapytała i nie brzmiała na pełną nadziei. Brzmiała jak nic.
Zastanawiałam się czy miała operację plastyczną na jej głos. Był tak
ekspresywny jak jej twarz.
- Nie. – Prawie prychnęłam. – Jestem
tutaj, żeby porozmawiać z tobą i tatą. Jest on w domu?
Nie odpowiedziała od razu. – Jest na
zewnątrz na werandzie.
Większość ludzi nazwałoby to gankiem
z daszkiem, ale nie mama. – Więc chodźmy.
Nie czekając na odpowiedź, minęłam ją
i zeszłam na dół. Szła nieznacznie z tyłu i mogłam poczuć jak jej oczy
wwiercają się w moje plecy. Zaczęłam liczyć. Doszłam do pięciu i ostatniego
stopnia, kiedy otworzyła usta.
- Ścinałaś ostatnio włosy?
- Nie.
Nastąpiło ciche prychnięcie. – Widać.
Westchnęłam. – Więc dlaczego
zapytałaś?
Mama nie odpowiedziała dopóki nie
dotarłyśmy do pokoju, który prowadził na ganek. – Tak w ogóle, co ty masz na
sobie?
- Badziewie ze sklepu z używanymi
rzeczami – odparłam, chociaż nie było to prawdą.
Cicho cmoknęła. – Bardzo ładnie,
Avery.
Wywróciłam oczami, otwierając drzwi,
w połowie skuszona żeby przebiec z powrotem przez dom i zacząć tarzać się po
wszystkich białych meblach. Tata siedział na jednym z szezlongów, czytając
gazetę. Zanim zdołałam otworzyć usta, mama to zrobiła.
- Spójrz, kto postanowił nas
odwiedzić.
Tata opuścił gazetę, gdy podniósł
wzrok. Zaskoczenie zabłysło na jego twarzy. – Avery.
- Hej, tato.
Siadając, złożył gazetę i odłożył ją
na bok. – Nie spodziewaliśmy się ciebie.
Żadnego „jak się masz” czy „dobrze
cię widzieć”. Usiadłam w jednym z wiklinowych krzeseł. – Wiem. Nie będę tutaj
długo.
- Ona chce z nami porozmawiać. – Mama
wciąż stała. – Nie potrafię pojąć o czym, ale jest wynajęte auto na podjeździe,
a w nim chłopak.
Zignorowałam ten komentarz. – Nie ma
to nic wspólnego z wynajętym autem czy tym, kto w nim jest.
- Na pewno miałam nadzieję, że nie
przebyłaś całej tej drogi, żeby o tym rozmawiać – odpowiedziała.
Wzięłam długi, głęboki wdech. –
Rozmawiałam z Davidem. – Mój ojciec zesztywniał, a mama była zaskakująco cicho.
Dobre znaki. – Powiedział mi o Molly Simmons i Blainie Fitzgeraldzie i o tym co
wydarzyło się ostatniego lata… co wydarzy się tego lata.
- Avery…
- Nie – powiedziałam, ucinając mamie,
zanim mogłaby powiedzieć coś jeszcze, co na pewno by mnie wkurzyło. – Nie
złamałam umowy. Trzymałam buzię zamkniętą przez te wszystkie lata. Zrobiłam
dokładnie to, co wasza dwójka powiedziała, że powinnam zrobić.
Mama wyprostowała się. – David nie
miał żadnego prawa, żeby do ciebie dzwonić…
- Czemu nie? – zażądałam. – Czy jest
to wbrew prawu, żeby dać mi znać, że Blaine zgwałcił kolejną dziewczynę, tak
jak zgwałcił mnie?
Tata głośno wciągnął powietrze, ale
mama stała się bledsza, jeśli to było możliwe. – Nie ma powodu, żeby wykładać
to tak ordynarnie – powiedziała, krzyżując ramiona. – Wiemy, co powiedziałaś…
- Co powiedziałam wam tej nocy w
szpitalu, to samo powiedziałam policji. Blaine mnie zgwałcił. To wasza dwójka
zdecydowała, że powinnam wycofać oskarżenia, co sprawiło, że wszyscy myśleli,
że skłamałam.
- Avery – zaczął mój ojciec.
Nie pozwoliłam mu iść dalej. –
Powodem, dla którego w ogóle tutaj przyjechałam jest to, że muszę dać odejść
temu, co mi się stało, a jedynym na to sposobem jest powiedzenie wam tego, co
powinnam powiedzieć wtedy. – Wzięłam wdech, którego nie potrzebowałam. –
Obydwoje się myliliście. Tak niewiarygodnie się myliliście w tym, co
postanowiliście.
Mama przesunęła się o krok do przodu.
– Słucham?
- Słyszałaś mnie. – Wstałam,
zaciskając ręce w pięści. – Powinniście powiedzieć jego rodzicom, żeby się
pieprzyli. Powinniście powiedzieć im, żeby wynosili się z waszego domu.
Powinniście pójść na policję i wtedy powiedzieć, co jego rodzice próbowali
zrobić, co było przekupieniem waszej
córki, żeby milczała. I po co? Żebyście nie poszli do sądu? Żeby nikt nie
zadawał pytań? A wy wszyscy moglibyście wciąż chodzić do klubu, a sprawy nie byłyby niezręczne? W międzyczasie, ja byłam
uważana przez wszystkich za kłamliwą dziwkę? A Blaine mógł zrobić to znowu
innej osobie? Jak winni jesteśmy? Powinniście stać przy mnie i mi uwierzyć!
Powinniście mi pomagać. Jestem waszą córką. Powinniście myśleć o mnie.
Tata odwrócił wzrok i mogłam
zrozumieć dlaczego. Może zawsze podejrzewał prawdę. Też byłoby mi wstyd.
- Rzeczy nie obróciły się dla ciebie
tak źle, Avery. – Mama wypuściła głośny oddech. – Mimo wszystko, spójrz co
zdołałaś zrobić z tymi pieniędzmi. Poszłaś na studia. Umeblowałaś swoje własne
mieszkanie. – Wydęła wargę. – Mówisz to tak, jakbyśmy nic dla ciebie nie
zrobili.
- Nancy – powiedział mój ojciec,
podnosząc głowę.
- Co? – Uniosła brodę. – Nigdy nie
pomyślała, że było to dla nas trudne.
Patrzyłam na moją mamę, ale nie byłam
zaskoczona. Część mnie chciała, żebym była i bym nie była tak zraniona przez
jej słowa. – Wiesz co, to jest problemem, mamo. Zawsze martwiłaś się tylko tym
jak wszystko trudne jest dla ciebie. – Pokręciłam głowę, zerkając na tatę. –
Radzę sobie lepiej. Jeśli was w ogóle to obchodzi. Dobrze mi idzie w szkole.
Mam przyjaciół i poznałam wspaniałego mężczyznę, który wie, co mi się stało.
Więc to są rzeczy, które nie wyszły źle. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę
mogła powiedzieć to samo o nas.
Ojciec przycisnął usta do wierzchu
palców, wciąż wpatrując się w ogród. Raz jeszcze na niego spojrzałam i
odwróciłam się do mamy. Spotkała się ze mną spokojnym wzrokiem, lecz cienkie
kreski zaczęły pojawiać się w kącikach jej ust. Bez względu na to jak
nieporuszenie wyglądała, wiedziałam, że ją rozdrażniłam.
- Nie przyjechałam tutaj, żeby
sprawić, byście czuli się źle – powiedziałam, przełykając ślinę. – Nie o to
tutaj chodzi. Musiałam w końcu coś powiedzieć. I musicie wiedzieć, że wam
wybaczam, ale nie oczekujcie, że możecie mi znowu powiedzieć, co mam robić ze
swoim życiem.
Wytrzymała moje spojrzenie chwilę
dłużej, po czym odwróciła wzrok z zaciśniętą mocno szczęką. Dałam im kilka
sekund na powiedzenie czegoś, ale nastąpiła pomiędzy nami cisza. Niech tak
będzie.
Podeszłam do drzwi z wyprostowanymi
plecami i wysoko uniesioną głową. Nie było to wymuszone. Było prawdziwe.
Kolejny ciężar podniósł się z mojej piersi, pozostawiając tylko jedną rzecz do
zrobienia. Ale to było jutro, a dzisiaj… dzisiaj był dobry dzień.
Uśmiechając się lekko, przeszłam
przez formalny salon. W drodze wyjściowej, wzięłam poduszkę, która
prawdopodobnie była warta miesięczny czynsz i rzuciłam ją na podłogę.
Dziecinne? Tak. Czy poprawiło mi to humor? O tak.
Kiedy wyszłam na ganek, zobaczyłam,
że Cam wyszedł z auta, jego bejsbolówka była nisko nasunięta, gdy badał
fontannę. Mój uśmiech się rozszerzył, jak przesunął dłonią przez wodę.
Odwrócił się, a kiedy mnie dostrzegł,
okrążył auto i spotkał się ze mną w połowie drogi. – Jak poszło?
- Ach… - Stanęłam na palcach,
przekrzywiając głowę na bok, żeby móc przesunąć się pod jego czapką. Pocałowałam
go. – Poszło tak, jak oczekiwałam.
Jego dłonie od razu wylądowały na
moich biodrach, niezawodny znak, że szybki pocałunek na niego podziałał, nawet
stojąc przed domem moich rodziców. – Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Na kolacji. – Cofnęłam się, a on
złapał moją dłoń. – Zabiorę cię do Chuy’s…
- Avery?
Cam zesztywniał, zacieśniając uścisk
na mojej ręce, jak odwróciłam się w stronę dźwięku głosu taty. Był w połowie
ganku, idąc prosto do nas.
- Jeśli powie coś prostackiego, nie
mogę obiecać, że nie wyłożę go tutaj, w tej chwili – ostrzegł Cam niskim
głosem.
Ścisnęłam jego dłoń. – Miejmy
nadzieję, że nie będzie to problemem.
- Tylko mówię – mruknął.
Czekaliśmy, aż mój tato do nas
dotrze. Objął wzrokiem Cama i miejsce, gdzie łączyły się nasze dłonie.
- To jest Cameron Hamilton –
przedstawiłam, ponieważ wydawało się być niegrzeczne, żeby tego nie zrobić. –
Cam, to mój ojciec.
Cam wyciągnął wolną rękę, lecz jego
szczęka była zaciśnięta, a oczy lodowato niebieskiego. – Cześć.
Ojciec uścisnął jego dłoń. – Miło cię
poznać.
Cam nic nie powiedział.
- Co jest, tato? – zapytałam.
Jego wzrok na chwilę spotkał się z
moim, a potem go odwrócił. Tak blisko w ostrym świetle Teksaskiego słońca
zobaczyłam jak bardzo mój ojciec się zestarzał. W tamtej chwili uświadomiłam
sobie, że to co się wydarzyło, dało mu się we znaki. On, w przeciwieństwie do
mojej mamy, nie mógł przykryć tego licznymi procedurami i makijażem.
Tata wziął głęboki oddech, a potem
powiedział: - Wiesz, za czym najbardziej tęskniłem? Tęskniłem za oglądaniem jak
tańczysz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz