wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 11

Gniazdo motyli przeniosło się z energetyzujących napojów do palenia kokainy. Na zmianę przechodziłam z poczucia, że będę wymiotować do pragnienia przebiegnięcia po mieszkaniu jak wariatka.
Totalnie przesadzałam.
Według Cama to nie była randka. Tylko dwoje przyjaciół spędzających razem czas. Żadna wielka sprawa, nic, czym można się przepracowywać. To nie tak, że pierwszy raz spędzaliśmy razem czas. Jedynie był to pierwszy raz, kiedy zapytał zanim przyszedł.
Wzięłam prysznic – drugi tego dnia.
Posprzątałam mieszkanie, po czym zmieniłam swoje ubranie trzy razy, co było naprawdę głupie, ponieważ skończyłam na ubraniu pary spodni od yogi i bluzki z długimi rękawami. Potem spędziłam bezbożną ilość czasu układając moje włosy w posłuszne fale, które opadły na środek pleców. Nałożyłam trochę makijażu, całkowicie go starłam, a potem znowu nałożyłam.
Kiedy zapukano do moich drzwi, chciałam przebić głowę przez ścianę.
Cam wyglądał tak jak zawsze, gdy wszedł do mojego mieszkania – absolutnie, obrzydliwie bosko. Ubrany w znoszone dżinsy i bluzkę z jakąś dawno zapomnianą nazwą zespołu, miał na sobie bejsbolówkę, nisko nasuniętą. W jeden ręce był stos DVD, a w drugiej torba, która pachniała jak Chińszczyzna.
Zaburczało mi w brzuchu. – O! Co tam masz?
- To, z czego stworzone są sny.
Robiąc zachłanne palce, uśmiechnęłam się. – Smażone krewetki?
- Tak. – Podał mi torbę, a ja pognałam do kuchni jak umierające z głodu dziecko. – Przyniosłem parę filmów. Nie miałem pojęcia w jakimś jesteś humorze do oglądania.
Wyciągając naczynia z szafki, spojrzałam przez ramię. Cam ściągnął czapkę i przesunął dłonią przez włosy. Ciemne fale były uroczym nieładem. Przyłapał mnie na patrzeniu i jego usta uniosły się z boku. Odwróciłam wzrok, rumieniąc się. – Więc, um, co przyniosłeś?
- Zobaczmy… Mamy tutaj dobry wybór. W gatunku horroru, mam dwa ostatnie filmy Resident Evil.
- Dwa filmy? – Położyłam talerze na blacie.
Zachichotał. – Łatwo się mnie nie pozbędziesz.
- A niech to. Co jeszcze masz?
- W wydziale komedii, mam najnowsze filmy Vince’a Vaughna i Willa Ferrella. W akcji mam Jamesa Bonda i inny, gdzie wybucha kupa gówna. I Pamiętnik.
Odwróciłam się błyskawicznie, niemal upuszczając sztućce. – Pamiętnik? Masz Pamiętnik?
Cam patrzył na mnie obojętnie. – Co w tym złego?
- Och, nic nie jest w tym złego. To tylko taki… um, babski film.
- Jestem wystarczająco pewny swojej męskości i seksualności, że mogę powiedzieć, że Ryan Gosling jest po prostu boski w tym filmie.
Moja szczęka uderzyła podłogę.
Obojętny wyraz twarzy zniknął i zaczął się śmiać. – Żartuję. Nie mam Pamiętnika. Nigdy go nie oglądałem. Nie przyniosłem żadnych romantycznych filmów.
Przewróciłam oczami. – Ty palancie.
Cam znowu się zaśmiał.
- Też nigdy nie widziałam Pamiętnika. Nie bardzo podobają mi się romantyczne filmy – przyznałam, otwierając wielkie kartony.
- Naprawdę? Myślałem, że każda dziewczyna widziała ten film i może go zacytować bez wahania.
- Nie.
- Interesujące.
- Nie bardzo. – Wzięłam łyżkę. – Ile chcesz?
- Bierz, co chcesz, a ja zadowolę się tym, co zostanie. – Przeszedł za mną, a ja zesztywniałam. Maleńkie włosy na moim karku się podniosły. Przesunęłam się tak, że stałam bokiem. Przekrzywił na bok głowę. – Jesteś taka skoczna.
- Nie podskoczyłam.
- To tylko figura retoryczna.
Położyłam kupkę smażonego ryżu i krewetek na mój talerz. – To głupia figura retoryczna.
Cam wydawał się chcieć powiedzieć coś jeszcze, ale zmienił zdanie. – Jaki film chcesz obejrzeć?
- Niech będzie Resident Evil.
- Dziewczyna, jaką lubię. – Podniósł dwie płyty DVD i poszedł do salonu. Mój wzrok podążył za nim. – Niech żyją zombie.
Wzdychając, pokręciłam głową. Wrzuciłam większość mieszanki na jego talerz, po czym zaniosłam je do salonu i położyłam na stoliku do kawy. Cam stał przy telewizorze, eksperymentując z odtwarzaczem DVD. Włączyłam lampę, dając mu światło w ciemnym pokoju. – Co chcesz do picia?
- Masz mleko?
- Chcesz je z chińszczyzną?
Potaknął. – Potrzebuję mojego wapnia.
Przewróciło mi się w żołądku, ale przyniosłam mu szklankę mleka, a sobie puszkę Pepsi. – To trochę obrzydliwe, wiesz? – Usiadłam na kanapie i włożyłam pod siebie nogi. – Dziwna kombinacja.
Usiadł obok mnie z pilotem w ręku. – Kiedykolwiek tego spróbowałaś?
- Nie.
- Więc skąd wiesz, że to obrzydliwe?
Wzruszyłam ramionami i podniosłam swój talerz. – Pójdę ze swoim przypuszczeniem, że takie jest.
Rzucił mi spojrzenie z ukosa. – Przed końcem roku zmuszę cię do spróbowania mleka z chińszczyzną.
Nie przejmując się odpowiedzią na to, oparłam się i zaczęłam wcinać moje jedzenie. Cam włączył film i usadowił się na kanapie, jego udo przyciskało się do mojego kolana. Byliśmy dziesięć minut w trakcie filmu, kiedy powiedział. – Pytanie?
- Odpowiedź.
- Więc, to jest apokalipsa zombie, prawda? Zombie wychodzą z dupy, biegną jak w amoku pomiędzy budynkami i ulicami. Już prawie trzy razy umarłaś i zostałaś dwa razy zmutowana przez wirus T, co wydaje się być bolesne. Miałabyś czas w swoich oczywiście gorączkowych codziennych zajęciach, żeby ułożyć sobie włosy i nałożyć makijaż?
Wybuchłam śmiechem na jego absurdalne pytanie. – Nie, w ogóle. Nie jestem pewna, czy miałabym czas w ogóle się uczesać. I jeszcze jedna rzecz. Zauważyłeś, że każdy ma oślepiający biały uśmiech? Społeczeństwo upadło jakieś sześć lat temu. Nikt nie chodzi do dentysty. Zżółknijcie ich zęby.
Cam skończył swoją smażoną mieszankę. – Lub jak włosy jednej laski zmieniają kolor z jednego filmu na drugi.
- Tak, bo w apokalipsie zombie jest wiele czasu postoju, żeby zrobić sobie włosy.
Zachichotał. – I tak uwielbiam te filmy.
- Ja też – przyznałam. – W zasadzie w każdym filmie jest to samo, ale sama nie wiem. Jest coś uzależniającego w patrzeniu jak Alice kopie tyłek zombie. I mam nadzieję, że gdy będzie wybuch zombie, będę choć w połowie wyglądać tak dobrze jak ona, z obrotu kopiąc zombie w twarz.
Śmiejąc się, zebrał teraz puste talerze i zaniósł je do kuchni. Wrócił ze świeżą szklanką mleka i kolejną puszką napoju dla mnie.
- Dziękuję – powiedziałam.
Usiadł, a kanapa troszkę opadła, przesuwając mnie bliżej. – Żyję, żeby ci usługiwać.
Uśmiechnęłam się.
Przez większość pierwszego filmu dalej rozważaliśmy momenty ‘co do cholery’, śmiejąc się z naszych zbyt krytycznie głupich komentarzy. W momencie, kiedy Alice miała pobić Raina, mój telefon zadzwonił. Myśląc, że to Brittany lub Jacob już znudzeni u siebie w domu, pochyliłam się do przodu. Niepokój przeszedł wzdłuż mojego kręgosłupa, kiedy zobaczyłam NIEZNANY NUMER na ekranie. Szybko przesłałam połączenie do poczty głosowej.
- Nie odbierzesz? – zapytał Cam z uniesionymi brwiami.
Pokręciłam głową, ukradkowo wyłączając telefon i położyłam go z powrotem na stoliku, ekranem do dołu. – Myślę, że niegrzecznie jest odbierać telefon, kiedy ma się towarzystwo.
- Nie przeszkadza mi to.
Opierając się, skubałam paznokieć kciuka, jak skupiłam się na telewizorze. Tak naprawdę nie widziałam co się dzieje, jedynie zorientowałam się, że film się skończył, kiedy Cam wstał, żeby włożyć najnowszy. Powiedziałam sobie, żeby nie myśleć o połączeniu lub wiadomości, która wiedziałam że czeka. Po pierwszym telefonie usunęłam wszystkie wiadomości bez słuchania ich. Raz jeszcze zastanowiłam się nad pójściem do sklepu z telefonami i zmianą numeru, ale dla mnie wydawało się to pozwoleniem dupkowi wygrać. Wciąż nie miałam pojęcia, kto to mógł być. Nie mógł to być Blaine, ale co ja wiedziałam? Ktokolwiek to był, traktowałam go jak internetowego trolla. Nie wciągałam się.
Niespodziewanie palce Cama oplotły mój nadgarstek, powodując że podniosłam głowę. Obserwował mnie, zamiast filmu. – Co? – spytałam, mój wzrok powędrował do jego dłoni. Całkowicie obejmowała mój nadgarstek.
- Gryzłaś paznokcia przez ostatnie dziesięć minut.
Tak długo? Cóż, to było trochę obrzydliwe.
Opuścił moje ramię na udo, ale nie puścił. – Co jest?
- Nic – odparłam. – Oglądam film.
- Nie sądzę, byś naprawdę widziała film. – Nasze spojrzenia się złączyły, a mi zamarło serce. – Co się dzieje?
Szarpnęłam ramię i je puścił. – Nic się nie dzieje. Oglądaj film.
- Yhm – mruknął, ale zostawił temat.
Komentarzy było mniej tym razem, a moje powieki zaczęły opadać. Za każdym razem, gdy mrugnęłam, wydawało się zajmować dłużej, żeby je otworzyć. Cam przesunął się obok mnie, a ja zatopiłam się głębiej w kanapę, bliżej niego. Mój bok opierał się o jego, i pomyślałam, że powinnam się odsunąć, ale on był ciepły, mi było wygodnie i czułam się zbyt leniwie, żeby włożyć w to wysiłek. Poza tym, nie wydawało się, że to mu przeszkadza. Jeśli tak, nie odsunąłby się albo mnie odepchnął?
Musiałam zasnąć podczas drugiego filmu, bo kiedy otworzyłam oczy, wyglądało na to, że telewizor zmienił pozycję. Wolno zdałam sobie sprawę, że to ja zmieniłam pozycję i – och, słodki maleńki Jezu – jak tutaj się znalazłam?
Byłam zwinięta w kłębek na boku, koc z oparcia kanapy był na mnie rozłożony, a moja głowa leżała na kolanie Cama.
Na jego udzie, ściśle mówiąc.
Przestałam oddychać, kiedy serce we mnie podskoczyło, a oczy się rozszerzyły. Był lekki ciężar na moim biodrze, poczucie i kształt dłoni – dłoni Cama. Czy on spał? O dobry Boże, nie miałam pojęcia jak to się stało. Czy zrobiłam to we śnie, a teraz biedny Cam utknął tutaj, bo na nim spałam?
Dobra. W tym punkcie miałam dwie opcje. Mogłam sturlać się z kanapy i szaleńczo popędzić do mojej sypialni lub mogłam zachować się jak dorosła i zobaczyć, czy śpi.
O dziwo, postawiłam na zachowanie się jak dorosła i powoli obróciłam się na plecy. I był to przerażająco zły ruch, ponieważ ręka na moim biodrze przesunęła się, kiedy ja to zrobiłam i teraz leżała na moim podbrzuszu.
O słodki Panie…
Jego dłoń leżała pod moim pępkiem, skierowana na południe, a palce sięgały paska moich spodni od yogi. Było blisko, naprawdę blisko nieco niezbadanych terytoriów. Kula lodu uformowała się w mojej klatce piersiowej, ale niżej, znacznie niżej zdarzyło się coś całkowicie innego. Ostre mrowienia wystrzeliły z mojego brzucha i rozłożyły się poniżej w ciepłej fali ciarek. Jak to było możliwe czuć się tak zimno i gorąco w tej samej chwili?
Jego kciuk się poruszył, a ja zagryzłam wargę. Musiał być to przypadek albo jakiś bezpodstawny ruch we śnie. Potem kciuk znowu się poruszył, lecz tym razem w wolnym, leniwym kółku pod moim pępkiem. O cholera. Puls mi przyśpieszył, a te ciepło wzrosło. Kciuk wciąż się ruszał, co najmniej przez pół minuty, aż nie mogłam znieść tego dłużej. Części mojego ciała bolały w sposób, który był całkowicie niesprawiedliwy oraz nieznany, i to nie powinno się dziać.
Ale, och, działo.
Wzięłam głęboki wdech, ale nie pomogło to w rozluźnieniu mięśni czy rozładowaniu napięcia głęboko we mnie narastającego. I wiedziałam, że jeśli spojrzałabym w dół, moje sutki napierałyby na cienką koszulkę, którą nosiłam. Za każdym razem, kiedy brałam wdech, czułam jak ocierają się o biustonosz. Rozpaczliwie chciałam być tą dziewczyną, która wiedziała jak sobie z tym poradzić; taką dziewczyną, którą wiedziałam, że pewnie Cam naprawdę chciał i był do niej przyzwyczajony.
Ale nie byłam nią.
Odchyliłam głowę i spojrzałam na Cama.
Miał odwróconą na bok głowę, z dala ode mnie, i opartą o poduszkę. Lekki cień pojawił się na mocnej linii jego szczęki. Był lekki uśmiech na jego twarzy. Sukinsyn.
- Cam.
Otworzył jedno oko. – Avery?
- Nie śpisz.
- Ty spałaś. – Podniósł głowę, obracając ją na jedną stronę i drugą, rozluźniając się. – I ja spałem.
Jego ręka wciąż była na moim podbrzuszu, niesamowicie ciężka. Część mnie chciała powiedzieć mu, żeby zabrał swoje łapy ode mnie, ale nie to wyszło z moich ust. – Przykro mi, że na tobie zasnęłam.
- Mi nie jest.
Nerwowo zwilżając usta, nie miałam pojęcia co na to powiedzieć, więc poszłam z: - Która jest godzina?
Jego wzrok podążył do moich ust i moje całe ciało napięło się w sposób, który w ogóle nie był nieprzyjemny. – Po północy – odparł.
Serce mi waliło. – Nawet nie spojrzałeś na zegarek.
- Po prostu wiem takie rzeczy.
- Naprawdę?
Miał ciężkie spojrzenie. – Tak.
- To niezwykły talent. – Zacisnęłam dłoń w pięść obok uda. – O której rano wyjeżdżasz?
- Będziesz za mną tęsknić?
Zmrużyłam oczy. – Nie dlatego pytałam. Byłam tylko ciekawa.
- Powiedziałem rodzicom, że będę w domu do lunchu. – Drugą ręką zgarnął kilka kosmyków z mojej twarzy i ta ręka pozostała w moich włosach. – Więc prawdopodobnie będę musiał wyjechać pomiędzy ósmą a dziewiątą.
- To wcześnie.
- Tak. – Przesunął dłonią po mojej głowie, a ja znowu zamknęłam oczy, rozluźniając się wbrew sobie. – Ale droga jest prosta.
- I nie wracasz do niedzielnego wieczora?
- Racja – mruknął i poczułam jak jego klatka piersiowa porusza się z głębokim wdechem. – Jesteś pewna, że nie będziesz za mną tęsknić?
Wydobyłam mały uśmiech. – Będą to dla mnie wakacje.
Zachichotał. – To było bardzo wredne.
- Co nie?
- Ale wiem, że kłamiesz.
- Wiesz?
- Tak. – Przesunął rękę, poczułam jak czubkami palców dotyka mojego policzka. Otworzyłam oczy. Uśmiechał się do mnie. Jednak nie dużym uśmiechem, który ukazywał jego dołeczek. – Będziesz za mną tęsknić, ale nie przyznasz tego.
Nic nie powiedziałam, bo starałam się nie myśleć o następnych czterech dniach. A wtedy jego palce się poruszyły, obrysowując kształt mojej kości policzkowej i już tak naprawdę o niczym nie myślałam. Pomknęły do mojej szczęki i jeden palec powędrował do brody. Powietrze wolno wyszło z moich płuc, kiedy jego palec był blisko mojej dolnej wargi.
Przekrzywił głowę na bok. – Będę za tobą tęsknić.
Rozchyliłam usta. – Poważnie?
- Tak.
Zamknęłam oczy, czując nagły przypływ łez. Nie miałam pojęcia, czemu te cztery słowa tak na mnie zadziałały, ale to zrobiły i przez maleńki moment przyznałam się sama sobie, że nie chciałam, żeby wyjeżdżał. Sprawiło to wszystko gorszym.
Kilka minut minęło i jedynym dźwiękiem było ciche brzęczenie telewizora. Obrysował zarys mojej dolnej wargi, nigdy jej nie dotykając, ale podchodząc bliżej za każdym przesunięciem. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek dotknąłby mojej wargi i czy chciałabym tego.
Chyba trochę chciałam.
- Mówisz we śnie – powiedział.
Otworzyłam oczy. Pieprzyć dotykanie wargi. – Tak?
Potaknął.
O Boże. Ścisnęło mnie w żołądku. – Żartujesz sobie ze mnie? Bo przysięgam na Boga, jeśli sobie ze mnie żartujesz, to cię skrzywdzę.
- Nie żartuję sobie z ciebie, kochanie.
Usiadłam, a jego obie ręce opadły. Przekręciłam się na kanapie, odwracając do niego twarzą. Moje tętno waliło przez całkowicie inny powód. – Co powiedziałam?
- Tak naprawdę to nic.
- Naprawdę?
Pochylając się do przodu, potarł twarz. – Tylko coś mamrotałaś. Nie mogłem wychwycić co mówiłaś. – Podniósł głowę. – Było to słodkie.
Moje serce zaczęło zwalniać, jak strach poluźnił swój uścisk na mojej klatce piersiowej. Jeden Bóg wie, co mogłabym powiedzieć przez sen. Zerkając na zegarek, zobaczyłam że było po trzeciej nad ranem. – Cholera jasna, jesteś do bani w swojej specjalnej umiejętności określania czasu.
Cam wzruszył ramionami, przesuwając się do przodu. – Chyba powinienem wrócić do domu.
Otworzyłam usta, a potem je zamknęłam. Co miałam zrobić? Poprosić go żeby został? Zrobić domową imprezę na mojej kanapie? Naprawdę gładkie. Wątpiłam, żeby był zainteresowany imprezami na kanapach dla osób powyżej lat 13. – Bądź ostrożny podczas jazdy – powiedziałam w końcu.
Wstał, a ja wpatrywałam się w miejsce, które zajmował. – Będę. – I wtedy schylił się, poruszając się szybciej niż mogłabym domyślić się, co zamierzał. Przyłożył usta do mojego czoła. – Dobranoc, Avery.
Zamknęłam oczy i zacisnęłam dłonie w pięści. – Dobranoc, Cam. – Dotarł do drzwi, zanim wstałam, łapiąc się oparcia kanapy. – Cam?
Zatrzymał się. – Tak?
Biorąc głęboki wdech, wymusiłam z siebie słowa. – Naprawdę dobrze się dziś bawiłam.

Cam patrzył na mnie przez chwilę, po czym uśmiechnął się. Pojawił się dołek w jego lewym policzku i moje własne usta odpowiedziały tak samo. – Wiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz