wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 14

Mały tłum już zebrał się wokół Cama i kolesia. Niektórzy obserwowali z zainteresowaniem, inni wyśmiewali walkę.
Cam przygwoździł faceta jedną ręką pchając go w klatkę piersiową. Stał z nim twarzą w twarz, z boku zaciskając w pięść wolną rękę. – Co do cholery, człowieku? Masz pieprzony problem ze słuchem?
- Przepraszam – wybełkotał koleś, podnosząc ręce po bokach. – Tylko tańczyliśmy. Nic innego nie chciałem.
- Cam. – Mój głos wyszedł zduszony i zachrypnięty, kiedy ruszyłam do przodu.
Brit pojawiła się obok mnie, łapiąc za ramię. – Nie wtrącaj się, Avery.
Jak mogłam się nie wtrącać? Zabulgotało mi w żołądku i trochę piwa, które skonsumowałam podniosło mi się do gardła.
Cam znowu pchnął faceta na ścianę i nagle pojawił się Jase, oplatając w pasie ramieniem Cama, odciągając go. Facet osunął się po ścianie z zamkniętymi oczami.
- Musisz się, do cholery, wyluzować – powiedział Jase.
Cam uchylił się przed swoim przyjacielem, mrużąc oczy na drugiego kolesia. – Puść mnie, do cholery, Jase.
- Do diabła, nie. – Jase stanął między nimi, kładąc dłonie na klatce piersiowej Cama. – Nie potrzebujesz tego, pamiętasz? Wdanie się w bójkę jest ostatnią rzeczą, której teraz cholernie potrzebujesz. Więc wycofaj się.
Coś, co powiedział Jase wydawało się dotrzeć do Cama. Rzucił facetowi przy ścianie ostatnie obiecujące spojrzenie, po czym odepchnął dłonie Jase’a. Cam odwrócił się, przeczesując dłońmi włosy. Przez ludzi stojących między nami, jego wzrok wylądował na mnie i Brit. Ruszył do przodu, ale Jase powiedział coś, co go zatrzymało. Znikąd pojawił się Ollie, wciskając butelkę piwa do rąk Cama. Pomiędzy nimi dwoma zaprowadzili go z powrotem do domu. Ruszyłam za nimi, ale Brit zaciągnęła mnie do kąta, jej skrzydła podskakiwały, kiedy odwróciła się do mnie. – Co do diabła się stało?
- Nie wiem. – Klatka piersiowa gwałtownie uniosła się i opadła. – Facet nie chciał mnie puścić, a Cam wypadł znikąd. Muszę…
- Nie. – Zatrzymała mnie, blokując mi drogę. – Musisz pozwolić mu się uspokoić. Jest ze swoimi kumplami, pozwól mu być.
Przesuwając dłońmi po biodrach, powoli przetwarzałam to, co powiedziała Brit. Była dobra szansa, że będę wymiotować. Rozejrzałam się, pozwalając sercu się uspokoić. Niektórzy ludzie się nas gapili. Inni stracili zainteresowanie w chwili, kiedy było oczywiste że nie będzie bójki. Steph była przy stole do ping ponga, zaciskając usta, kiedy nasze wzroki się spotkały. Zabrzmiała znowu muzyka, waląc w melodii z moim sercem. Pot osiadł mi na czole.
- Hej, Avery, nic ci nie jest? – zapytała Brit.
Wymusiłam skinięcie głowy, ale wcale nie czułam się dobrze. Garaż znów się przesuwał – wszystkie kostiumy i dźwięki się wzmocniły. Napięcie opanowało moją klatkę piersiową. Zapach piwa, perfum i potu wypełniał powietrze. Wzięłam wdech, ale nie wydawał się on wystarczający.
- Potrzebuję świeżego powietrza – powiedziałam Brit, uwalniając się.
- Pójdę z tobą.
- Nie. Nie, nic mi nie jest. Zostań tutaj. – Nie chciałam zniszczyć jej wieczora. – Jest dobrze. Naprawdę. Po prostu potrzebuję trochę świeżego powietrza.
Brit ustąpiła po chwili, a ja wyszłam szybko z garażu, czując jakby setki oczu było utkwionych w moich plecach, chociaż wiedziałam, że pewnie nikt nie patrzył.
Chłodne powietrze podniosło wilgotne włosy z mojej szyi, ale tak naprawdę go nie czułam. Nie zatrzymałam się. Szłam dalej, otwierając i zaciskając dłonie po bokach. Nagle zorientowałam się, że jestem przy swoim aucie. Wyciągając klucze z kieszeni, wsiadłam za kierownicę.
Przycisnęłam drżące dłonie do twarzy. O Boże, wciąż czułam jego ręce – nie pijanego faceta, ale Blaine’a. Słyszałam jak szepta do mojego ucha, czułam go za sobą i ten nacisk… Odrzucając głowę na wezgłowie, zacisnęłam powieki. – Nie, nie będę tego robić.
Słowa wydawały się rozbrzmieć echem w samochodzie i wrócić wprost w moją twarz, ponieważ właśnie to robiłam. Robiłam dokładnie to, czego nie powinnam.
Nie mogłam tam wrócić, nie dla moich przyjaciół ani po moją bluzę.
Wkładając kluczyki do stacyjki, wycofałam auto spomiędzy dwóch aut. Nawet nie wiem jak dotarłam do domu. Nie pamiętałam niczego z jazdy, tylko to, że stałam po środku mojego mieszkania, starając się złapać oddech.
Dotarłam do korytarza, kiedy zjechałam po ścianie, przyciskając kolana do piersi. Skuliłam się, wplatając ręce we włosy. Zacisnęłam powieki, lecz łzy i tak wyleciały, padając na moje policzki.
W myślach nie miałam zwątpienia, że spieprzyłam – przesadziłam. Facet na imprezie był wstrętnie łapczywy, ale przesadziłam. Pozwoliłam przeszłości zniekształcić, to co naprawdę się wydarzyło. Spanikowałam, a Cam prawie wdał się przez to w bójkę.
Przycisnęłam czoło do kolan, odsuwając włosy. Nie potrafiłam tego zrobić. Próbowałam i zmieniłam dobrą zabawę w epicką porażkę. Co było ze mną nie tak?
Było na to kilka prawidłowych odpowiedzi – dużo było nie tak. Nie było żadnych nowości, ale… tak bardzo chciałam, żeby dzisiejszy wieczór był dobry, żeby ten wieczór był dodatkowym pchnięciem w dobrym kierunku, jakikolwiek był to kierunek. Wezbrał się szloch i zacisnęłam szczękę, aż bolały mnie zęby trzonowe. Zamiast tego byłam tutaj, z powrotem tam gdzie zaczęłam.
#
Pulsowanie w mojej głowie wzrosło, aż wydawało się, że całe mieszkanie waliło razem z nim. Krzywiąc się, otworzyłam oczy i zorientowałam się, że byłam tam, gdzie usiadłam, w przedpokoju i bolało mnie całe ciało. Zasnęłam na może godzinę lub dwie.
A walenie nie było tylko w mojej głowie – było też w drzwi.
Podniosłam się z podłogi, śpiesząc do drzwi w zamroczeniu. Byłam tak nieobecna, że nawet nie sprawdziłam kto to.
Cam wpadł do środka i byłam przyciśnięta do jego torsu, zanim przetrawiłam co się dzieje. Silne ramiona mnie objęły i podniósł rękę, przytulając moją głowę. Wzięłam głęboki wdech, czując słaby zapach wody kolońskiej i alkoholu.
- Jezu Chryste – powiedział, zaciskając dłoń na moich włosach. – Czemu nie odbierałaś swojego cholernego telefonu?
- Myślę, że zostawiłam go w samochodzie. – Mój głos był stłumiony przez jego klatkę piersiową.
Znowu zaklął, odsuwając się. Jego dłonie pomknęły do moich policzków, przytrzymując mnie w miejscu w sposób, który nie wywoływał mrocznych wspomnień. – Wydzwaniałem do ciebie – tak jak Jacob i Brittany.
- Przepraszam. – Mrugnęłam powoli. – Ja nie…
- Płakałaś. – Zmrużył oczy tak, że jedynie wąski pasek błękitu był w nich widoczny. – Cholernie płakałaś.
- Nie, nie płakałam. – Kłamstwo brzmiało kiepsko.
- Patrzyłaś w lustro? – zażądał. Kiedy pokręciłam głową, opuścił ręce i zamknął za sobą drzwi. Potem złapał moją dłoń. Mięsień poruszył mu się w szczęce, a gdy się odezwał, jego ton był twardy. – Chodź.
Pozwoliłam mu zaciągnąć się do łazienki. Gdy włączył górne światło, skrzywiłam się a potem zobaczyłam się w lustrze. – O Boże…
Moje oczy były opuchnięte i czerwone, ale to smugi czarnego tuszu naprawdę scementowały fakt, że moja pierwsza próba uczestniczeniu w imprezie od pięciu lat nie skończyła się dobrze. Spotkałam się wzrokiem z Camem w lustrze i zalało mnie zawstydzenie. Opuściłam głowę do rąk i wymamrotałam. – Doskonale… Po prostu doskonale.
- Nie jest tak źle, kochanie. – Jego głos złagodniał, jak położył dłonie na moich przedramionach. Delikatnie odciągnął moje ręce. – Usiądź.
Usiadłam na opadniętej desce sedesowej. Patrząc na palce, zmusiłam niemrawy mózg do myślenia. – Co tutaj robisz?
- Co ja tutaj robię? – Przesunął myjką pod kranem i kucnął przede mną. – Czy to poważne pytanie?
- Chyba nie.
- Spójrz na mnie. – Kiedy tego nie zrobiłam, powtórzył. – Do cholery, Avery, spójrz na mnie.
Och. Gniew przeszedł przeze mnie jak dym. Podniosłam brodę. – Zadowolony?
Mięsień wrócił, tykając. – Czemu miałbym tutaj przyjść? Opuściłaś imprezę bez powiedzenia komukolwiek słowa.
- Powiedziałam…
- Powiedziałaś Brittany, że idziesz wziąć trochę świeżego powietrza. To było trzy godziny temu, Avery. Myśleli, że byłaś ze mną, ale kiedy później mnie zobaczyli, widzieli, że nie byłaś. Po tym co się zdarzyło z tym dupkiem, wystraszyłaś ich.
Gniew odpłynął, zastąpiony przez poczucie winy. – Nie chciałam tego. Po prostu zostawiłam telefon w aucie.
Nic nie powiedział, kiedy przejechał myjką pod moimi oczami, ocierając tusz. – Nie musiałaś wychodzić.
- Przesadziłam. – Spuściłam rzęsy i wypuściłam oddech. – Ten facet… naprawdę nie zrobił nic złego. Jedynie mnie zaskoczył, a ja przesadziłam. Zepsułam imprezę.
- Nie zepsułaś imprezy. A ten sukinsyn nie powinien cię obmacywać. Cholera. Słyszałem, jak mówiłaś „puść mnie” i cholernie dobrze wiem, że on też. Może nie powinienem zareagować tak… mocno, ale pieprzyć to. Obmacywał cię, a mnie się to nie podobało.
Tak, powiedziałam kolesiowi, żeby mnie puścił, ale był pijany i głupi. Chciał tylko ze mną zatańczyć. Wiedziałam, kiedy facet staje się groźbą. On nie sięgnął tego etapu. Kto wiedział czy by to zrobił, ale to wspomnienia wyprowadziły mnie z równowagi.
- Nie musiałeś tutaj przychodzić – powiedziałam w końcu, nagle bardzo zmęczona. – Powinieneś być na imprezie, dobrze się bawiąc.
Cam milczał tak długo, że musiałam na niego spojrzeć. Wyraz na jego twarzy mieszał się z chęcią mnie uduszenia, a czymś o wiele, wiele innym. Poczułam coś dziwnego w brzuchu, niemal tak samo jak było na imprezie, zanim wszystko poszło do diabła.
- Jesteśmy przyjaciółmi, prawda? – powiedział cichym, niskim tonem.
- Tak.
- To właśnie robią przyjaciele. Sprawdzają czy u nich wszystko w porządku. Byliby tutaj Brittany i Jacob, ale namówiłem ich żeby tam zostali.
Może całkowicie błędnie odczytałam chwilę, którą mieliśmy. – Muszę iść po telefon i zadzwonić…
- Napiszę do Brittany. Mam jej numer. – Odchylił się do tyłu na piętach, obserwując mnie. – Fakt, że nie spodziewałabyś się, aby ktoś sprawdził czy u ciebie wszystko w porządku jest… nawet nie wiem, co to jest.
Nic nie powiedziałam i zaczęłam odwracać wzrok, lecz podniósł rękę, kładąc ją na moim policzku. Poruszył kciukiem, przesuwając nim po skórze. Nasze oczy się spotkały, i chciałabym mieć coś dowcipnego do powiedzenia, coś co wymazałoby ten wieczór. Cóż, wszystko oprócz sposobu, w jaki patrzył na mnie na imprezie. Tak jakby mi się to podobało.
Dobra. Naprawdę mi się to podobało, ale nieważne.
- Dlaczego płakałaś? – zapytał. – Poczekaj. Czy ten skurwiel cię skrzywdził, bo pójdę…
- Nie! W ogóle – powiedziałam szybko. Miałam przeczucie, że wytropiłby tego faceta i stłukłby go na kwaśne jabłko, gdyby sądził, że tamten mnie skrzywdził.
- Więc dlaczego? – Jego kciuk znowu się poruszył, a ja wyprowadziłam się z jakiegoś dawno zapomnianego instynktu. Odwróciłam głowę do jego wnętrza dłoni. – Rozmawiaj ze mną.
Rozmawianie było takie łatwe dla większości ludzi, ale większość ludzi miało rzeczy, o których chcieli rozmawiać. – Sama nie wiem. Chyba zachowywałam się po prostu jak dziewczyna.
Podniósł brwi. – Jesteś pewna, że to wszystko?
- Tak – szepnęłam.
Znowu się nie odzywał przez kolejną długą chwilę. Zamiast tego jego oczy przesunęły się po mojej twarzy wolno. – Wszystko w porządku?
Potaknęłam.
Przesunął dłoń na dół, a jego kciuk musnął kącik mojej wargi. Wessałam gwałtowny wdech, stając się nadświadoma tego, jak blisko byliśmy. Dziwne, zdałam sobie sprawę. Chciałam powiedzieć coś, żeby wymazać ten wieczór, ale to niekoniecznie słów potrzebowałam.
Dotyk, jedne spojrzenie było tak samo mocne.
Nie myślałam o niczym innym prócz niego w tym momencie. Była w tym wolność, jakiej jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyłam.
Jego wzrok skupiony był na moich ustach, a gdy tylko sobie to uświadomiłam, puls mi przyśpieszył, sprawiając że krew płynęła szybciej. Niewiele przestrzeni nas dzieliło. Musiał tylko przesunąć się dwa lub trzy cale i to byłoby to.
Wtedy podniósł wzrok.
Cam przeciął małą odległość między nami, zanim miałam szansę się odsunąć. Serce wyrywało mi się w piersi na myśl, że może mnie pocałować, że mogłam być dosłownie parę sekund od mojego pierwszego pocałunku i nie miałam pojęcia co robić. Moje usta zabawnie się czuły po całym płakaniu i siedziałam na sedesie, co prawdopodobnie nie było najromantyczniejsze ze wszystkich opcji.
Ale nie pocałował mnie. Przycisnął czoło do mojego i wypuścił nierówny oddech, który pachniał miętą. – Czasami doprowadzasz mnie do pieprzonego szaleństwa.
Sama siebie doprowadzałam do pieprzonego szaleństwa. – Przepraszam.
Cam trochę się odsunął, przesuwając wzrokiem po mojej twarzy. – Nie uciekaj tak znowu, dobrze? Cholernie się martwiłem, kiedy nie mogłem cię znaleźć i nikt nie wiedział, gdzie jesteś.
Niemal znowu przeprosiłam, ale przeprosiny były jak życzenia. Było ich mnóstwo w moim życiu, obydwóch i żadne nie zrobiło różnicy. Więc zrobiłam coś, czego chyba nigdy nie zrobiłam, nawet nie przedtem.
Pochylając się do przodu, przycisnęłam usta do jego gładkiego policzka. Rozszerzył oczy, a ja się cofnęłam. Pod jego intensywnym spojrzeniem zastanawiałam się czy było to złą rzeczą do zrobienia.
Cam zaczął przesuwać się do przodu a potem się zatrzymał. Jego oczy były tak wielkie i były naprawdę piękne, wyjątkowe w sposobie jaki barwa wydawała się pogłębić i pociemnieć. – Avery?
Przełknęłam ślinę. – Cam?
Nie dał mi swojego przekrzywionego uśmiechu ani nie pokazał jednego dołeczka. – Umów się ze mną na randkę.
Poczułam szarpnięcie w klatce piersiowej i przypomniał mi się ten moment, kiedy wrócił wcześnie do kampusu po jesiennej przerwie i przyszedł prosto do mojego mieszkania. Coś we mnie wtedy pękło i teraz również, jak ściana… zastrzeżenia. Impreza się nie udała, ale Cam… on był inny. Zawsze był inny.
I był tutaj. To musiało coś znaczyć. Na pewno tak to czułam.
Mózg mówił mi, że to zły pomysł i powiedziałam mózgowi, żeby się do cholery zamknął, bo rzadko mówił mi coś pomocnego. Wzięłam głęboki wdech, taki którego nie potrzebowałam. – Tak.
#
Jacob siedział naprzeciwko mnie i Brittany w małej kafejce w mieście, mając parę czarnych okularów przeciwsłonecznych i melonik ze swojego Halloweenowego kostiumu. Nasza trójka uciekła z historii. To był jego pomysł i szczerze mówiąc, byłam zbyt na haju, żeby siedzieć w klasie. Poza tym jedyne zajęcia, które pominęłam w całym semestrze to był pierwszy dzień astronomii. Uciekanie raz jeszcze, nawet jeśli był to mój kierunek, nie mogło być takim wielkim przestępstwem.
Jęknął, popijając swoją latte. – Ktokolwiek pozwolił mi wypić tyle ile wypiłem ostatniej nocy powinien być spoliczkowany.
Zerknęłam na Brit, podnosząc moje czekoladowe ciastko. Posłała mu zażenowane spojrzenie. – Cóż, ty pozwoliłeś mi spędzić „dobry czas” z Jimmiem, więc nieważne.
- I jak poszło? – zapytał, zsuwając okulary i przeszywając ją przekrwionymi oczami. – Trochę zabawnie szłaś do swojego auta. – Brit prychnęła. – Ta, zbyt bardzo chwalisz Jimmiego. Wyszłam z tobą, a kiedy potem Jimmie do mnie napisał, bo hello, czemu miałby tego nie zrobić? Nie odpisałam. Byłam dobrą dziewczynką.
- Dobrze, bo jeśli facet nie sprawia że chodzisz zabawnie po seksie, to prawdopodobnie nie jest wart pisania o nim mamie. – Jacob przeniósł spojrzenie na mnie. – Ale ty, panienko, wciąż jestem na ciebie wkurzony.
- Tak jak i ja – wtrąciła Brit, uderzając mnie w ramię, kiedy sięgnęłam po moją gorącą czekoladę. – Napędziłaś mi strachu wczoraj wieczorem. Myślałam, że zostałaś porwana.
- Naprawdę za to przepraszam. Poszłam do domu i zostawiłam komórkę w samochodzie. – Kiedy sądziłam, że nie walnie mnie znowu, objęłam palcami mój kubek. – Czuję się okropnie. Nie chciałam, żebyście się martwili.
- Cóż, martwiliśmy się… - Uśmiechnął się. – Gdy zorientowaliśmy się, że cię nie ma. Zajęło to około godziny.
Brit zrobiła minę, kiwając głową. – To prawda. Więc jeśli zostałabyś porwana, cóż, to byłoby do bani.
Zaśmiałam się, niemal dławiąc się piciem. – Wow. Nie wiem czy teraz powinnam czuć się mniej winna.
- Ta, jesteśmy gównianymi przyjaciółmi. – Jacob oparł się, odchylając kapelusz. – Tyle że totalnie się zrehabilitowaliśmy, wciągając Cama.
Moje serce znowu wykonało gwiazdę.
- Naprawdę myśleliśmy, że z nim byłaś – rzekła Brit, zwędzając kawałek mojego ciastka. – Dlatego właśnie tak długo nam to zajęło, ale wtedy zobaczyliśmy jak wychodzi z jednego z pokoi razem z Jasem i Olliem.
- Był poważnie zmartwiony, kiedy zapytaliśmy czy cię widział. – Jacob potarł skórę ponad brwiami. – Od razu stamtąd wyszedł z Olliem i zaczął szukać twojego auta.
Brit potaknęła, przyglądając się mojemu ciastku. – Było to całkiem romantyczne, zwłaszcza dlatego że nie leżałaś gdzieś martwa.
Zaśmiałam się, przesuwając w jej stronę ciasto.
- A potem pośpieszył, jak rycerz w lśniącej zbroi, opuszczając imprezę i jednego bardzo niezadowolonego Czerwonego Kapturka. – Brit radośnie zaczęła wcinać ciasto. – Poważnie, Avery, wiem, że mówisz, że nie bardzo chcesz przejść na następny etap, ale musisz się z nim umówić.
- Zrobiłam to – powiedziałam cicho, trzymając blisko gorącą czekoladę.
- Ponieważ on nie będzie wciąż prosił – ciągnęła beztrosko. – Pójdzie dalej a ty będziesz tkwić w swoim mieszkaniu, wypłakując swoje serduszko i…
- Brit, zamilcz na chwilę. – Jacob pochylił się do przodu i zsunął okulary. – Chwila. Czy ty właśnie powiedziałaś, że się z nim umówiłaś?
- Ta. – Teraz moje serce zrobiło salto do tyłu. Jedynie mówienie o tym wypełniało mnie absurdalną ilością zdenerwowania. – Znowu mnie zapytał i się zgodziłam.
Brit odsunęła moje ciastko od ust z wytrzeszczonymi oczami. – Co? Kiedy to się stało?
- Zeszłego wieczora – odpowiedziałam.
- Kiedy poszedł sprawdzić co u ciebie? – zapytał Jacob.
Potaknęłam.
- Cholera jasna – wyszeptała Brit. – Umówiłaś się z Camem.
- Na randkę – dodałam. – To naprawdę nie jest wielka sprawa.
Oczywiście, że to była wielka sprawa dla mnie. Będzie to moja pierwsza randka – to było wielkie. Niemożliwe, żebym podzieliła się z nimi tym łakomym kąskiem. Było wystarczająco źle, że Cam już znał ten żenujący sekret.
- Klaskałbym w tej chwili jak foka, gdybym nie miał tak pieprzonego kaca, żebyś wiedziała. Wewnątrz robię dla ciebie szczęśliwe pajacyki z brokatowymi pomponami. – Jacob zaśmiał się z miny, jaką zrobiłam. – Najwyższa pora. Pytał cię przez…?
Wzruszyłam ramionami. – Nie tak długo.
Brit gapiła się na mnie a kawałek ciasta spadł na stolik, wywołując we mnie chichot. – Chciał się z tobą umówić od końca sierpnia. Jest pierwszy listopad, Avery, jakbyś nie mogła określić czasu. Większość facetów nawet nie pamięta imienia dziewczyny przez taką długość czasu.
Uniosłam brwi.
- To prawda – skomentował Jacob. – Zapominam twojego imienia raz w tygodniu.
Zaśmiałam się.
- Więc kiedy wychodzicie? – zapytała, rozplatając swojego kucyka a potem robiąc go od nowa. – Co robicie?
Byłam pewna, że teraz moje serce robiło pajacyki, o których Jacob przekonał że działy się w jego wnętrzu. – Nie wychodzimy do następnego weekendu. Ma wypracowanie do napisania w ten weekend i już ma plany z Olliem – jedna z tych zróżnicowanych sztuk walki na opłacanym kanale. – Cam zaprosił mnie, żebym wtedy przyszła, ale wyglądało to na wieczór facetów. – Myślę, że pójdziemy do jakiejś restauracji w Hagerstown w następną sobotę.
Oczy Brit rozbłysły. – O mój Boże, dziewczyno, mamy tonę czasu na przygotowanie się.
- Potrzebuję tygodnia na przygotowanie się?
Jej głowa energicznie podskoczyła. – Musisz zrobić sobie włosy, paznokcie, a potem powinnaś zrobić depilację woskiem, no wiesz, na dole…
- Dobra, kiedy zaczynacie gadać o depilacji woskiem zakazanych miejsc, to znak dla mnie, żeby się stąd zmyć. – Jacob złapał swoją torbę i wstał. Zatrzymując się przy mnie, pocałował mnie w policzek. – Poważnie, to najwyższa pora.
Moje policzki się rozgrzały i mruknęłam – Dzięki – ale tak naprawdę nie wiedziałam dlaczego, bo wydawała się to dziwna pora na podziękowania.
Po tym jak Jacob wypadł na zewnątrz, Brit podniosła swój kubek. – Poważny moment?
- Okej. – Domyśliłam się, że zaraz dostanę szczegółową lekcję o brazylijskim woskowaniu i się przygotowałam.
Brit odwróciła się do mnie, a kiedy się odezwała, jej głos był wyjątkowo cichy. – Zeszłej nocy na imprezie, kiedy ten koleś próbował z tobą zatańczyć…
O-o. Żołądek wylądował w moich palcach u stóp. – Tak?
- Co pomiędzy wami się wydarzyło? – Zwilżyła wargi. – Widziałam jak cię obmacywał.
Odwróciłam wzrok, przełykając nagłe uczucie mdłości. – Tylko tyle zrobił. Po prostu mnie zaskoczył i przesadziłam. Czuję się jak totalna idiotka.
Brit ssała wargę między zębami, przyglądając mi się. – Nie żeby to jakiś facet cię obmacuje było fajne, bo nie jest i choć się to cholernie zdarza na imprezach przez cały czas, jest to naprawdę irytujące. – Urwała. – Czemu przesadziłaś?
Prostując się w krześle, przesunęłam dłońmi po udach. – Jak powiedziałam, byłam po prostu zaskoczona. Zaskoczył mnie.
- Zaskoczył cię… - powtórzyła, po czym wzięła głęboki wdech. – Okej. Będę z tobą szczera. To właśnie robią przyjaciele, prawda?
Wzrósł niepokój, przesuwając się po moim ciele. – Prawda.
Była chwila przerwy. – Widziałam twoją twarz, Avery. Byłaś przerażona. To nie było po prostu bycie zaskoczoną czy dlatego, że nie chodzisz na imprezy. I nie chcę być ignorantką mówiąc to, więc proszę Boga, żebyś tak tego nie przyjęła, ale nie jest to normalna reakcja.
Nie normalna reakcja. Czy tego nie wiedziałam? Spojrzałam na nią i nagle chciałam powiedzieć jej prawdę – powiedzieć jej wszystko. Potrzeba była niewytłumaczalna i mocno mnie trzymała. Wyszła, zatrzymując się na końcu języka. Lata warte ciszy wisiały w powietrzu pomiędzy nami. Brit czekała z otwartym wyrazem twarzy i już, zanim w ogóle otworzyłam usta, widziałam to w jej oczach i w napięciu wokół jej ust. Nie była głupia. Coś podejrzewała, może nawet najgorsze. Współczucie. Może nawet litość świeciła w jej oczach.
- Czy… czy coś ci się przydarzyło, Avery? – zapytała cicho.

Potrzeba żeby jej powiedzieć, żeby powiedzieć komuś sflaczała jak balon przekłuty maleńką szpilką. Przeniosłam wzrok na okno i dalej, na zatłoczoną ulicę na zewnątrz. Pokręciłam głową. – Nie, nic mi się nie przydarzyło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz