wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 7

Usiadłam gwałtownie na łóżku, zdezorientowana. Było cholernie blisko czwartej nad ranem, kiedy w końcu zasnęłam i nie miałam pojęcia, co mnie obudziło. Przekręciłam się na łóżku, jęcząc, gdy zobaczyłam, że była dopiero ósma rano.
W niedzielę.
Opadając na plecy, wpatrywałam się w sufit. Gdy już się obudziłam, nie było żadnej nadziei, że…
Puk. Puk. Puk.
Usiadłam, marszcząc brwi. Ktoś walił do drzwi… moich drzwi. Co do diabła? Odrzucając okrycia, zsunęłam nogi z łóżka. Palec u nogi zaplątał się w kołdrze i niemal zjadłam dywan.
- Cholera jasna.
Przeklinając, przeszłam prędko przez mieszkanie, zanim cały budynek zostałby obudzony. Stanęłam na palcach, spoglądając przez ziernik. Widziałam tylko masę ciemnych falowanych włosów. Cam?
Coś musiało być nie tak. Może budynek się palił, bo nie mogłam wymyślić innego powodu, dla którego miałby on walić w moje drzwi w niedzielę rano.
- Czy wszystko w porządku? – Skrzywiłam się na dźwięk swojego głosu.
Cam się obrócił. Pojawił się krzywy uśmiech, sprawiając jego już i tak niezwykłą twarz chłopięco seksowną. – Nie, ale będzie za około piętnaście minut.
- C-c-co? – Odsunęłam się na bok lub byłam odepchnięta na bok, gdy wszedł do mojego mieszkania, niosąc coś owiniętego w folię aluminiową, karton jajek – co? – i małą patelnię. – Cam, co ty robisz? Jest ósma rano.
- Dzięki za aktualizację czasu. – Skierował się prosto do mojej kuchni. – To jedna rzecz, której nigdy nie mogłem opanować: określenia czasu.
Zmarszczyłam brwi, idąc za nim. – Czemu tutaj jesteś?
- Robię śniadanie.
- Nie możesz go zrobić we własnej kuchni? – zapytałam, pocierając oczy. Po zadaniu z astronomii i połączeniu komórkowym, był on ostatnią osobą, którą chciałam widzieć o dupnej godzinie o poranku.
- Moja kuchnia nie jest tak ekscytująca jak twoja. – Położył swoje rzeczy na blacie i odwrócił się do mnie. Jego włosy były wilgotne i bardziej zakręcone niż normalnie. Jak to było dla niego możliwe, żeby wyglądać tak dobrze, kiedy widoczne było że dopiero wyszedł z łóżka i wziął prysznic? Nie było nawet śladu porannego zarostu na jego gładkich policzkach. I sprawiał, że spodnie dresowe i zwykła stara koszulka wyglądały cholernie dobrze. – A Ollie jest nieprzytomny na podłodze w salonie.
- Na podłodze?
- Tak. Głową w dół, chrapiąc i trochę się śliniąc. Nie jest to apetyczna atmosfera.
- Cóż, moje mieszkanie też nie jest. – Musiał sobie pójść. Nie miał tutaj żadnego interesu.
Cam oparł się o mój blat, splatając ramiona. – Och, no nie wiem… - Jego wzrok przesunął się od czubka mojej rozczochranej głowy po same czubki podkurczonych palców u stóp. Było to jak fizyczny dotyk, powodujący że złapałam oddech. – Twoja kuchnia, w tej właśnie chwili, jest bardzo apetyczna.
Rumieniec rozlał się po moich policzkach. – Nie umówię się z tobą, Cam.
- Nie zapytałem cię o to w tej chwili, prawda? – Jedna strona jego ust uniosła się. – Ale w końcu to zrobisz.
Zmrużyłam oczy. – Masz urojenia.
- Jestem zdeterminowany.
- Bardziej irytujący.
- Większość powiedziałaby, że niezwykły.
Przewróciłam oczami. – Tylko w twojej głowie.
- Chodziło ci, że w wielu głowach – odparł, odwracając się do kuchenki. – Przyniosłem również chleb bananowo orzechowy upieczony w moim własnym piekarniku.
Kręcąc głową, spiorunowałam jego plecy. – Jestem uczulona na banany.
Cam odwrócił się, podnosząc brwi w niedowierzaniu. – Robisz sobie ze mnie jaja?
- Nie. Nie robię. Jestem uczulona na banany.
- Rany, to cholerna szkoda. Nie masz pojęcia, co przegapiasz. Banany sprawiają świat lepszym miejscem.
- Nie wiedziałabym.
Przechylił głowę na bok. – Jeszcze na coś jesteś uczulona?
- Oprócz penicyliny i facetów, którzy wpychają się do mojego mieszkania? Nie.
- Jaka twarda – odparł, schylając się, gdy zaczął otwierać szafki. – Ilu słabszych, mniej pewnych siebie kolesi zabiłaś tym swoim językiem?
- Najwyraźniej nie wystarczająco dużo – mruknęłam. Chciałam poprawić bransoletkę i zorientowałam się, że jej nie miałam. Zamarło mi serce. – Zaraz wrócę.
Nucąc do siebie Cam pokiwał głową. Rzuciłam się do sypialni i złapałam bransoletkę z stolika nocnego i ją założyłam. Przeszedł przeze mnie dreszcz ulgi. W połowie drogi z sypialni, spojrzałam w dół i znowu przeklęłam.
Żadnego biustonosza.
Cienki materiał mojej bluzki wyciągał się na mojej klatce piersiowej, a moje sutki wystawały, mówiąc cześć. – O Jezu.
Odrzucając bluzkę, wyciągnęłam sportowy stanik z komody.
- Hej! Ukrywasz się tam? – krzyknął Cam. – Bo przyjdę tam i cię wyciągnę.
Sportowy stanik utknął wokół mojej głowy i z piersiami wszędzie latającymi, zbladłam. Szarpnęłam go w dół, przyciskając prawą pierś. Au! – Nie waż się tutaj przychodzić!
- Więc się pospiesz. Moje jajka nie czekają na nikogo.
- O mój Boże – wymamrotałam, zakładając z powrotem bluzkę. Doszłam do przedpokoju, kiedy zorientowałam się, że także nie umyłam zębów. Cam i jego jajka będą musiały poczekać.
Gdy wróciłam do kuchni, miał kilka jajek gotujących się w wodzie i doskonałe sadzone jajko na małej patelni, którą przyniósł. Znalazł paczkę pokrojonego sera w mojej lodówce i posypywał go po jajkach.
Widzenie go w mojej kuchni przy mojej kuchence wytrąciło mnie w równowagi. Węzły uformowały się nisko w moim brzuchu, gdy łatwo znalazł talerze i sztućce. Skrzyżowałam ramiona, przestępując z nogi na nogę. – Cam, dlaczego tutaj jesteś?
- Już ci powiedziałem. – Zsunął jajka na talerz, po czym zaniósł je do baru dobudowanego do ściany. – Chcesz tostu? Poczekaj. Masz chleb? Jeśli nie, mogę…
- Nie. Nie potrzebuję tostu. – Przejął całkowitą kontrolę nad moją kuchnią! – Nie masz nikogo innego do męczenia?
- Jest cholernie mnóstwo ludzi, których mógłbym nagrodzić swoją obecnością, ale wybrałem ciebie.
Musiał być to najdziwniejszy poranek w historii. Obserwowałam go chwilę dłużej. Poddając się z wyproszeniem go z mojego mieszkania, usiadłam na wysokim krześle, podwijając nogi do klatki piersiowej. Podniosłam widelec. – Dzięki.
- Chciałbym wierzyć, że naprawdę masz to na myśli.
- Mam!
Błysnął szybkim uśmiechem. – Z jakiegoś powodu w to wątpię.
Teraz czułam się jak totalna suka. – Doceniam jajka. Jedynie jestem zaskoczona widząc cię tutaj… o ósmej rano.
- Cóż, mówiąc szczerze, planowałem uwieść cię moim bananowo orzechowym chlebem, ale teraz to się nie stanie. Więc pozostały mi tylko moje pyszne jajka.
Wzięłam kęs serowej dobroci. – Są naprawdę dobre, ale nie uwodzisz mnie.
- Och, uwodzę. – Otworzył lodówkę i wyciągnął butelkę soku pomarańczowego. Nalewając dwie szklanki, jedną postawił przede mną. – To wszystko leży w podstępie. Jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy. 
Porzucając tę rozmowę bez wyjścia, zmieniłam temat. – Ty nie jesz?
- Jem. Lubię ugotowane jajka. – Cam wskazał na kuchenkę, siadając na krześle naprzeciwko mojego. Oparł brodę na pięści i skupił się na moim talerzu. Drań wyglądał zbyt uroczo i słodko. – Więc, Avery Morgansten, jestem cały twój.
Niemal zakrztusiłam się kawałkiem jajka. – Nie chcę cię.
- Szkoda – odpowiedział, uśmiechając się. – Powiedz mi o sobie.
O cholera nie, nie będzie żadnego tworzenia więzi. – Robisz to często? Po prostu wchodzisz do mieszkań przypadkowych dziewczyn i robisz jajka?
- Cóż, nie jesteś przypadkowa, zatem technicznie nie. – Wstał i sprawdził gotowanie jajek. – I mogę być znany z zaskakiwania szczęśliwych pań co jakiś czas.
- Poważnie? To znaczy, normalnie tak robisz?
Cam spojrzał na mnie przez ramię. – Z przyjaciółmi, tak, a my jesteśmy przyjaciółmi, prawda, Avery?
Otworzyłam usta. Byliśmy przyjaciółmi? Tak przypuszczałam, ale jednak. Czy było to normalne? Czy tylko Cam był tak pewny siebie? Robił takie rzeczy, bo wiedział, że może, że nikt tak naprawdę go nie wyprosi. Większość ludzi pewnie nie chciałoby go wyprosić. A ja mogłabym go stąd wyrzucić, gdybym naprawdę chciała i taka była prawda. Cam był typem faceta, który prawdopodobnie był przyzwyczajony do dostawania tego, co chciał.
Tak jak Blaine.
Ta myśl przewróciła jajkami w moim żołądku i odłożyłam widelec. – Tak, jesteśmy przyjaciółmi.
- W końcu! – krzyknął, sprawiając że lekko podskoczyłam. – W końcu przyznałaś, że jesteśmy przyjaciółmi. To zajęło tylko tydzień.
- Znamy się tylko przez tydzień.
- Jednak zajęło to tydzień – odpowiedział, trącając jajka w wodzie.
Przesunęłam ostatnim pozostałym kawałkiem jajka po talerzu. – Co? Normalnie zajmuje ci tylko godzinę sprawienie, by ktoś ogłosił was najlepszymi przyjaciółmi na zawsze?
- Nie. – Wyciągnął jajka, wrzucając je do miski. Podchodząc do stolika, znowu usiadł. Jego spojrzenie spotkało moje i trudno było wytrzymać ten wzrok. Te oczy naprawdę były pięknym odcieniem lazuru, wyraźne i jasne. Rodzaj oczu, w których łatwo można było się zatopić. – Zazwyczaj zajmuje mi około pięć minut, zanim przenosimy się na status najlepszych przyjaciół.
Wymknął mi się uśmiech, gdy potrząsnęłam głową. – Więc przypuszczam, że jestem dziwna.
- Może. – Spuścił rzęsy, jak zaczął obierać ugotowane jajko.
Upiłam łyk. – Chyba jest to dla ciebie inne.
- Hmm?
- Założę się, że dziewczyny się na tobie wieszają. Tuziny pewnie mogłyby zabić, żeby być na moim miejscu i oto jestem ja, uczulona na twój chleb.
Podniósł wzrok. – Dlaczego? Z powodu mojej niemal boskiej doskonałości?
Wybuchłam śmiechem. – Nie posuwałabym się tak daleko.
Cam zachichotał, a potem wzruszył ramionami. – Sam nie wiem. Tak naprawdę o tym nie myślę.
- W ogóle o tym nie myślisz?
- Nie. – Wrzucił całe cholerne jajko do ust. Poza tym miał nienaganne zachowanie przy stole. Żucie z zamkniętą buzią, wycieranie rąk w serwetkę, którą wyciągnął z pojemnika i nie mówienie z pełnymi ustami. – Myślę o tym tylko wtedy, kiedy ma to znaczenie.
Nasze spojrzenia się starły, a moje policzki poczerwieniały. Przesunęłam palcem po brzegu szklanki. – Więc jesteś zreformowanym graczem?
Zatrzymał się z jajkiem w połowie drogi do jego ust. – Czemu tak myślisz?
- Słyszałam, że byłeś dobrym graczem w liceum.
- Naprawdę? Od kogo to usłyszałaś?
- Nie twoja sprawa.
Podniósł brew. – Z taką buzią nie masz zbyt dużo przyjaciół, co?
Wzdrygnęłam się, bo była to bezbłędna obserwacja. – Nie – usłyszałam, jak mówię. – Nie byłam zbyt popularna w liceum.
Cam rzucił jajko na talerz i wyprostował się. – Cholera. Przepraszam. To była z mojej strony dupkowata rzecz do powiedzenia.
Zbyłam to, ale i tak zabolało.
Obserwował mnie spod gęstych rzęs. – Choć ciężko uwierzyć, że nie byłaś. Potrafisz być zabawna i miła, kiedy mnie nie obrażasz i jesteś ładną dziewczyną. Prawdę mówiąc, jesteś naprawdę seksowna.
- Och… dzięki. – Wierciłam się, trzymając blisko szklankę.
- Mówię poważnie. Powiedziałaś, że twoi rodzice byli surowi. Nie pozwolili ci się zabawić w liceum? – Kiedy skinęłam głową, skończył swoje jajko, które upuścił. – Wciąż nie mogę sobie wyobrazić, że nie byłaś popularna w szkole. Rządzisz trójką – mądra, zabawna i seksowna.
- Nie byłam. Dobra? – Położyłam szklankę i przeniosłam się na szarpanie za luźną nitkę na brzegu moich spodenek. – Byłam bardzo przeciwna popularności.
Cam zaczął obierać kolejne jajko. Zastanawiałam się, jak dużo zje. – Przykro mi, Avery. To… to do bani. Liceum jest wielką sprawą.
- Tak, jest. – Nerwowo zwilżyłam wargi. – Miałeś dużo przyjaciół?
Potaknął.
- Wciąż z nimi rozmawiasz?
- Z niektórymi. Ollie i ja chodziliśmy razem do liceum, ale on spędził dwa lata na WVU i przeniósł się tutaj, i widzę niektórych w kampusie albo w domu.
Oplatając ramionami nogi, żeby powstrzymać się od wiercenia, oparłam brodę o kolana. – Masz braci lub siostry?
- Siostrę – odparł, podnosząc ostatnie jajko – czwarte. Pojawił się prawdziwy uśmiech. – Jest ode mnie młodsza. Właśnie skończyła osiemnastkę. W tym roku kończy szkołę.
- Jesteście sobie bliscy? – Nie mogłam sobie wyobrazić posiadania brata jak Cam.
- Tak, jesteśmy sobie bliscy. – Mroczny wyraz przeszedł przez jego twarz i szybko zniknął, ale dało mi to do zastanowienia, czy naprawdę byli tak blisko. – Ona wiele dla mnie znaczy. A co z tobą? Starszy brat, którym muszę się martwić że przyjedzie i skopie mi tyłek za bycie tutaj?
- Nie. Jestem jedynaczką. Mam kuzyna, który jest starszy, ale wątpię że by to zrobił.
- Ach, dobrze. – Pożerając te jajko, oparł się i poklepał po brzuchu. – Skąd jesteś?
Zacisnęłam usta, próbując zdecydować czy powinnam skłamać, czy nie.
- Dobra. – Spuścił ramię z oparcia metalowego krzesła. – Widocznie wiesz, skąd jestem jeśli słyszałaś o moich zajęciach pozalekcyjnych w liceum, ale jedynie to potwierdzę. Jestem z okolic Fort Hill. Nigdy o tym nie słyszałaś? Cóż, większość ludzi nie słyszało. To blisko Morgantown. Czemu nie poszedłem do WVU? Wszyscy chcą to wiedzieć. – Wzruszył ramionami. – Po prostu chciałem się wyrwać, ale być jakoś blisko rodziny. I tak, byłem… bardzo zajęty w liceum.
- Już nie jesteś? – zapytałam, nie bardzo spodziewając się, że odpowie, bo to nie była moja sprawa, ale hej, jeśli sprawię że będzie gadał, ja nie będę musiała nic mówić.
I byłam… zainteresowana dowiedzeniem się więcej, bo Cam był na swój sposób fascynujący. Był jak każdy super popularny, seksowny facet w liceum, ale nie był dupkiem. Samo to czyniło go wartym naukowej analizy. Ponadto lepsze to było od siedzenia samej i myśleniu o nękających telefonach i mailach.
- Zależy, kogo spytasz. – Wtedy się zaśmiał. – Ta, sam nie wiem. Kiedy byłem na pierwszym roku – te pierwsze parę miesięcy, bycie w towarzystwie starszych dziewczyn? Prawdopodobnie włożyłem w nie więcej wysiłku niż w zajęcia.
Uśmiechnęłam się, łatwo mogąc sobie to wyobrazić. – Ale teraz nie?
Pokręcił głową. – Więc skąd jesteś?
Dobra. Najwyraźniej to, co zmieniło jego status byłego gracza było czymś, o czym nie chciał gadać. Obrazy ciąży tańczyły w mojej głowie. – Jestem z Teksasu.
- Teksas? – Pochylił się do przodu. – Poważnie? Nie masz akcentu.
- Nie urodziłam się w Teksasie. Moja rodzina pierwotnie była z Ohio. Przeprowadziliśmy się do Teksasu, kiedy byłam jedenastolatką i nigdy nie nabrałam żadnego akcentu.
- Z Teksasu do Zachodniej Wirginii? To cholerna różnica.
Rozkładając nogi, wstałam i podniosłam mój talerz oraz jego miskę. – Cóż, mieszkałam w części małej galerii handlowej w Teksasie, ale prócz tego, jest tutaj tak jakby tak samo.
- Powinienem posprzątać. – Zaczął wstawać. – Zrobiłem bałagan.
- Nie. – Odsunęłam się z jego miską. – Ty gotowałeś. Ja sprzątam.
Ustąpił, otwierając zapakowany chleb. Pachniał cudownie. – Co sprawiło, że wybrałaś tutaj?
Wymyłam naczynia i jego małą patelnię, nim odpowiedziałam. – Po prostu chciałam się wyrwać, tak jak ty.
- Jednak musiało być trudno.
- Nie. – Podniosłam garnek, w którym gotował jajka. – Było niesamowicie łatwo podjąć decyzję.
Wydawał się zastanawiać nad tym, gdy przełamał chleb na pół. – Jesteś zagadką, Avery Morgansten.
Oparłam się o blat, oczy mi się rozszerzyły, a on zdołał zjeść połowę bochenka. – Nie bardzo. Bardziej ty.
- Dlaczego?
Wskazałam na niego. – Dopiero zjadłeś cztery jajka ugotowane na twardo, jesz pół bochenka i masz mięśnie, które wyglądają jakby należały do reklamy Bowflexa.
Cam wyglądał na całkowicie podekscytowanego słysząc to. – Gapiłaś się na mnie, co? Pomiędzy twoimi płonącymi obelgami? Czuję się jak ludzki cukierek.
Roześmiałam się. – Zamknij się.
- Jestem dorastającym chłopcem.
Podniosłam brwi, a Cam się zaśmiał. Kiedy skończył połowę bochenka, trochę mówił o swoich rodzicach. Wróciłam do stołu i usiadłam, autentycznie zaciekawiona. Jego ojciec prowadził własną kancelarię adwokacką, a jego matka była lekarką. Znaczyło to, że Cam pochodził od pieniędzy, nie tego rodzaju w których obracali się moi rodzice, ale dosyć, żeby prawdopodobnie opłacić jego mieszkanie. Najwyraźniej był też z nimi blisko i zazdrościłem tego. Dorastając, chciałam tylko od moich rodziców, żeby chcieli być w moim towarzystwie, ale z korzyściami, byciem znanym i bogatym i wszystkimi kolacjami, nigdy nie było ich w domu. A po tym wszystkim co się wydarzyło, w niewielu przypadkach kiedy tam byli, żadne z nich nie mogło choćby na mnie spojrzeć.
- Zatem lecisz do Teksasu na jesienną przerwę albo Dziękczynienie? – zapytał.
Prychnęłam. – Pewnie nie.
Przekrzywił głowę na bok. – Masz inne plany?
Wzruszyłam ramionami.
Cam zmienił temat i było blisko południa, kiedy wyszedł. Zatrzymując się przy drzwiach wejściowych, odwrócił się do mnie, obracając małą patelnią w jednej ręce, a w drugiej trzymając chleb bananowo orzechowy. – Więc, Avery…
Oparłam biodro o oparcie kanapy. – Więc, Cam…
- Co porabiasz we wtorkowy wieczór?
- Nie wiem. – Opuściłam brwi. – Czemu?
- Co ty na to, żebyś się ze mną umówiła.
- Cam – westchnęłam.
Oparł się o framugę. – To nie jest nie.
- Nie.
- Cóż, to jest nie.
- Tak, jest. – Odepchnęłam się od kanapy i złapałam drzwi. – Dzięki za jajka.
Cam odsunął się, krzywy uśmiech był na miejscu. – Co ze środowym wieczorem?
- Do widzenia, Cam. – Zamknęłam drzwi, uśmiechając się. Był absolutnie nieznośny, ale tak jak noc wcześniej, bycie w jego obecności zrobiło coś tak jakby cudownego. Może było to ustne pojedynkowanie się, ale cokolwiek to było, zachowywałam się… normalnie. Tak jak kiedyś.
Hah.
Po prysznicu, kręciłam się po mieszkaniu i rozważałam napisanie do Jacoba lub Brittany, żeby zobaczyć co zamierzają. Ostatecznie rzuciłam telefon na kanapę i wyciągnęłam laptopa. Nie mogłam wieczności unikać swojego maila.
W folderze ze spamem było kilka podejrzliwie wyglądających maili. Dwa z moim nazwiskiem w temacie. Po otrzymaniu ostatniego maila, nauczyłam się swojej lekcji i przycisnęłam przycisk usuwania z lekką wesołością.
Chociaż dziwnie było teraz dostawać te maile. Kiedy byłam w liceum, to jedno. Byłam otoczona dzieciakami, ale teraz, po tym jak wszyscy poszliśmy na studia? Coś po prostu było w tym nie tak. Czy oni naprawdę nie mieli nic lepszego do roboty? Wątpiłam by był to Blaine, ponieważ choć był pokręcony, to trzymał się ode mnie z daleka. A ten telefon? Nie chciałam zmieniać numeru. Wtedy kiedy było najgorzej, kiedy dostawałam od trzech do czterech telefonów na dzień, przechodziłam przez serię zmieniania numerów, a oni i tak zawsze je odnajdywali.
Potrząsając głową, kliknęłam na skrzynkę odbiorczą i znalazłam kolejny mail od mojego kuzyna. Poważnie? Kusiło mnie, żeby na niego nie naciskać, ale otworzyłam głupią rzecz.

Avery,
Naprawdę muszę z tobą jak najszybciej porozmawiać. Zadzwoń do mnie kiedykolwiek. To bardzo ważne. Zadzwoń do mnie.
David

Mój palec zawisł nad przyciskiem myszki.

Usuń. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz