wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 24

Otworzyłam usta, ale nie było nic do powiedzenia. Cam prawdę mówiąc wykopał mnie z mieszkania. Błagał, żebym poszła do domu. Teraz pieczenie przeszło na płuca, a rozgrzane do czerwoności łzy zakłuły mnie w oczy.
- Okej – mruknęłam.
- Avery…
- Jest zupełnie okej. – Odwracając się, poszłam chwiejnie do moich drzwi. Usłyszałam jak jego otwierają się i zamykają, zanim ja w ogóle otworzyłam swoje. Przyciskając czoło do drzwi, zamknęłam oczy, lecz łza się wymknęła, lecąc po poczerwieniałym policzku.
Cam mnie wykopał, a moje mieszkanie było puste. Ja byłam pusta. Wszystko było puste. Byłabym tylko ja i moja głupia butelka piwa.
Dobra. Może byłam trochę pijana.
Odsunęłam się od drzwi, niepewna gdzie idę, ale nie mogłam wejść do mieszkania. Dzięki sile wyższej zeszłam po pięciu kondygnacjach schodów i wyszłam na chodnik bez złamania karku.
Zimny chodnik przesiąkł przez moje grube skarpety, powodując drętwienie w stopach, kiedy ruszyłam niepewnym krokiem, upijając kolejny łyk. Znalazłam wolne miejsce parkingowe i padłam tyłkiem na krawężnik. Odchylając głowę, wpatrywałam się w niebo przepełnione gwiazdami. Hej, była tam Corona Borealis.
Wciąż nie wyglądała jak pieprzona korona.
Albo może to nie była Corona Borealis. Skąd do cholery mogłabym wiedzieć?
Jednak gwiazdy… były ładne i takie dalekie, i naprawdę niewyraźne. Łzy wezbrały mi się w oczach, pokrywając tył gardła. Ramiona opadły mi między nogi, butelka zwisała z palców.
To było oficjalne. Naprawdę byłam Senioritą Kutafon. I wszystko spieprzyłam z Camem – to ‘co było’ i ‘to co mogło być’. Ponieważ coś mogło być, a ja byłam tak cholernie głupia. Najgorsze ze wszystkiego było to, że zabiłam naszą przyjaźń, a on był takim dobrym przyjacielem. W tym krótkim czasie, w którym go znałam, stał się najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałam. Poważnie.
Wycierając policzek o ramię, znowu upiłam piwa. Zimny wiatr smagał wokół mnie, rzucając mi włosami w twarz, kiedy opuściłam głowę. Jednak nie było mi zimno, co prawdopodobnie znaczyło, że byłam całkiem pijana.
Byłam taka lekka.
I dlaczego siedziałam na krawężniku? Szczerze nie wiedziałam, ale to było lepsze od bycia całkiem samej w mieszkaniu. I tak, tutaj byłam sama, ale tak tego nie czułam. Byłam całkiem pewna, że na drzewie była wiewiórka, a to się jakoś liczy, prawda?
Roześmiałam się, a wiatr zdawał się ponieść dźwięk, rzucając go na nagie gałęzie, gdzie zagrzechotały jak suche kości.
Podnosząc butelkę, żeby znowu się napić, zorientowałam się, że była pusta. – Cóż, olać mnie… - Jednakże wciąż tam siedziałam, patrząc przez parking, nie bardzo cokolwiek widząc. Nie wiedziałam jak długo to trwało, lecz kiedy zerknęłam do góry, nie mogłam zobaczyć żadnych gwiazd spoza grubych, ciemnych chmur, a moja twarz wydawała się odrętwiała. Zastanawiałam się, co teraz robiła Molly. Czy czuła się jakoś inaczej ode mnie, bo zrobiła dobrze? Lepiej czy gorzej?
- Avery!
Podskoczyłam na dźwięk swojego imienia i upuściłam pustą butelkę piwa. Brzdęknęła o asfalt i potoczyła się pod czyjś samochód. Ups.
Cam szedł do mnie po chodniku, wiatr rzucał kosmykami falowanych włosów po jego czole. Co stało się z czapką? Lubiłam czapkę. Wyraz jego twarzy przekręcił moimi wnętrznościami. – Co ty, do cholery, tutaj robisz?
- Ja… patrzę na gwiazdy.
- Co? – Zatrzymał się obok mnie i klęknął. – Avery, jest jakieś -1 stopni na dworze. Znowu będziesz chora.
Wzruszyłam ramionami i odwróciłam wzrok. – Co ty tutaj robisz?
- Szukałem cię, ty małe cymbale.
Moja głowa pofrunęła w jego kierunku i zmrużyłam oczy. Mogło być na zewnątrz tylko trzydzieści stopni, ale alkohol był ciepły w moim brzuchu i napędzał mój temperament. – Słucham? Jesteś tutaj, więc ty też jesteś cymbałem, ty cymbale.
Jego usta zadrgały, jakby starał się nie uśmiechnąć. – Powiedziałem ci, że przyjdę z tobą pogadać. Najpierw sprawdziłem twoje mieszkanie. Pukałem, a ty nie odpowiedziałaś. Drzwi nie były zamknięte i wszedłem do środka.
- Wszedłeś do mojego mieszkania? To trochę niegrzeczne.
Wyglądał na nieprzejętego tym. – Zobaczyłem przez okno, że tutaj siedzisz.
Mojej głowie zajmowało trochę dłużej niż zwykle przetrawienie wszystkiego. – Czy walka się skończyła?
Siadając obok mnie, byliśmy ramię w ramię. – Nie. Główna walka właśnie się zaczęła.
- Przegapiasz ją.                  
Cam nie odpowiedział od razu. Wsunął rękę do włosów, powodując że końcówki stanęły pomiędzy jego palcami. – Boże, Avery…
Wierciłam się, a alkohol chlupnął w moim żołądku.
Mięsień poruszył się w jego szczęce, kiedy skupił się na samochodach, na które wcześniej patrzyłam. – Zobaczenie cię dzisiaj? Byłem cholernie zaskoczony.
- Z powodu Steph? – wypaliłam i winiłam za to alkohol.
- Co? – Rzucił mi spojrzenie. – Nie. Jase ją zaprosił.
- Wyglądało jakby była tam dla ciebie.
Wzruszył jednym ramieniem. – Może była, ale nie obchodzi mnie to. – Wtedy odwrócił się do mnie, głowę przekrzywił na bok, ręce położył na kolanach. – Avery, nie miałem seksu ze Steph odkąd cię poznałem. Nie miałem seksu z nikim, odkąd cię poznałem.
Serce waliło mi w piersi. – Okej.
- Okej? – Potrząsnął lekko głową. – Widzisz, nie rozumiesz tego. Nigdy cholernie nie rozumiałaś. Unikałaś mnie od przerwy Dziękczynienia. Rzuciłaś przeklętą klasę i wiem, że z mojego powodu, i za każdym razem, kiedy próbowałem z tobą porozmawiać, ty cholernie ode mnie uciekałaś.
- Nie chciałeś ze mną rozmawiać w dzień, kiedy podziękowałam za pomoc – zauważyłam.
- Jezu, nie wiem dlaczego. Może dlatego, że boleśnie pokazałaś, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. A potem po prostu się pokazujesz? Pieprzenie niespodziewanie i upijasz się? Nie rozumiesz.
Zwilżyłam zimne, suche usta. Wszystko, co powiedział było prawdą. – Przepraszam. Jestem pijana, troszeczkę i przepraszam, bo masz rację i… mówię chaotycznie.
Patrzył na mnie przez chwilę, po czym parsknął krótkim śmiechem. – W porządku, oczywiście to nie pora na tę rozmowę. Słuchaj, nie chciałem być tam takim palantem, zmuszając cię do wyjścia, ale…
- To nic. Jestem przyzwyczajona do ludzi nie chcących mnie na swoich imprezach. – Podniosłam się na nogi. Gwiazdy zdawał się trochę zawirować tym ruchem. – Nic wielkiego.
Cam wstał, obserwując mnie ostrożnie. – To nie tak, że cię tam nie chciałem, Avery.
- Um… naprawdę? – Zaśmiałam się i brzmiało to ochryple. – Poprosiłeś mnie, żebym wyszła.
- Ja…
- Poprawka. – Podniosłam rękę, a palce trochę się rozmazały. – Powiedziałeś mi, żebym wyszła.
- Tak. Był to kretyński ruch, ale pierwszy raz byłaś w moim mieszkaniu, przychodzisz, zaczynasz pić, a potem… - Wziął głęboki wdech, powoli go wypuszczając. – Henry się czepił a ty chichoczesz…
- Nie jestem nim zainteresowana!
- Nie tak to wyglądało, Avery. Jesteś pijana i nie chciałem, żebyś zrobiła coś, czego będziesz żałować – powiedział. – Nie wiem, co do diabła, dzieje się w twojej głowie przez połowę czasu i nie miałem pojęcia co tam dzisiaj robiłaś, ale nigdy nie widziałem jak pijesz, więc nie wiedziałem co zamierzasz zrobić. Nie chciałem, żeby ktoś cię wykorzystał.
- Byłam tam, zrobiłam to – rzuciłam lekkomyślnie i gwałtownie zamknęłam usta. O mój Boże, nigdy znowu nie będę pić. Przenigdy.
Podniósł dłonie i zatrzymał je w połowie drogi. Po prostu patrzył na mnie, straszne zrozumienie przecięło jego twarz. – Co?
Zrobiłam wielki błąd – bardzo wielki błąd. Zaczął działać instynkt ucieczki lub bojowej odpowiedzi i oczywiście wybrałam ucieczkę. Ominęłam go.
- O do diabła nie. – Cam był przede mną, kładąc ręce na ramionach. – Co właśnie powiedziałaś?
Tryb obronny przejął nade mną kontrolę. – Nie wiem, co powiedziałam. Dobra? Jestem pijana, Cam. Duh. Kto, do cholery, wie co wychodzi z moich ust. Ja nie. Naprawdę nie wiem nawet co tutaj robię.
- Cholera. – Jego oczy były ciemnogranatowe, kiedy patrzył w moje. – Avery… - Zbolały wyraz przeszedł po jego twarzy, a palce zacisnęły się na ramionach. – Czego mi nie mówisz? Czego mi nie powiedziałaś?
Ścisnęło mnie w gardle. – Niczego! Przysięgam. Przyrzekam ci. Tylko gadam jak nakręcona, dobra? Więc przestań na mnie patrzeć, jakby było ze mną coś nie tak.
- Nie patrzę tak na ciebie, kochanie. – Zmarszczył brwi, przeszukując moją twarz.
Chciałam wiedzieć, co myślał, bo wiedziałam, że musiał kłamać. Ten jeden ruch języka sprawił, że rozpaczliwie chciałam wymyślić sposób na wymazanie tego. Mogłam skłamać i powiedzieć mu, że raz naprawdę się upiłam i ośmieszyłam. Brzmiało wiarygodnie, ale najwyraźniej nie miałam żadnej kontroli nad swoimi ustami.
Wtem Cam zrobił jedną rzecz, która zawirowała moimi myślami.
Przyciągnął mnie do siebie, obejmując ramionami. Zamarłam na sekundę czy dwie, po czym położyłam ręce na jego bokach. Zamknęłam oczy i przycisnęłam policzek do jego torsu.
Wdychałam jego zapach, otaczając się nim. – Tęskniłam za tobą.
Jego dłoń przesunęła się w górę pleców, zatapiając się głęboko w miotanych wiatrem włosach. – Tęskniłem za tobą, kochanie. – Odchylił się i podniósł mnie dobrych parę centymetrów z ziemi, a potem znowu postawił. Kładąc dłonie na moich policzkach, roześmiał się. – Jesteś jak mała kostka lodu.
- Gorąco mi. – I była to prawda. Skóra mi zdrętwiała, lecz czułam jego uścisk i czułam jak jego ręce przesuwają się po moim ciele. Podniosłam rzęsy i nasze oczy się spotkały. – Twoje oczy są naprawdę piękne, wiesz o tym?
- Sądzę, że mówią to kieliszki tequili – odparł, uśmiechając się. – Chodź, zaprowadźmy cię do środka, zanim zamarzniesz.
Cam odsunął się i puścił moje ramiona. Byłam lekko wstawiona, a kiedy sięgnął w dół i splótł palce z moimi, największy, najgłupszy uśmiech pojawił mi się na twarzy. Było tak jakby nie poprosił, żebym wyszła z jego mieszkania i nie siedziałam na zewnątrz przez Bóg wie jak długo, jak ofiara losu.
Mogły być to tequila i piwo, ale chciałam biegać jak szalona.
Na szczęście tego nie próbowałam, bo schody okazały się cwaną bestią. Myślę, że głębokość pomiędzy każdym stopniem wciąż się dla mnie zmieniała. Z powrotem w moim zbyt ciepłym mieszkaniu Cam zamknął za nami drzwi. Wciąż trzymał mocno moją dłoń, kiedy odwrócił się do mnie. Nic nie powiedział, a we mnie pojawiło się nerwowe oczekiwanie.
- Przegapiasz walkę – powiedziałam znowu.
- Tak. – Pociągnął mnie za kanapę a potem na dół, tak że obok niego siedziałam. Tylko wtedy puścił moją rękę. – Jak się czujesz?
- Dobrze. – Przejechałam wilgotnymi dłońmi po dżinsach. – Twoi przyjaciele pewnie zastanawiają się, gdzie jesteś.
Cam oparł się o poduszkę, zarzucając ramię na oparcie kanapy. – Nie obchodzi mnie to.
- Nie?
- Nie.
Pochyliłam się i spojrzałam na niego przez ramię. Wydawał się na coś czekać. Nie będąc w stanie siedzieć, podskoczyłam i niemal padłam twarzą na stolik do kawy. Zrobiłabym to, gdyby Cam nie złapał mnie za ramię.
- Może powinnaś usiąść, Avery.
- Nic mi nie jest. – Uwalniając się, ostrożnie okrążyłam stolik, na wszelki wypadek, gdyby zdecydował się przesunąć. Rozgorączkowanie buzowało razem z alkoholem. Odciągnęłam sweter od skóry, rozpalona. – Więc… co chcesz robić? Mogę, um, włączyć telewizor lub włożyć film, ale nie mam żadnych filmów. Chyba mogę jeden zamówić z…
- Avery, po prostu usiądź na chwilę.
Zamiast to zrobić, podniosłam poduszkę z podłogi i położyłam ją na kanapie. Wyprostowanie się było trochę trudne, ale podeszłam do fotela. – Nie sądzisz, że jest tutaj gorąco?
Rozbawienie wypełniło jego niebieskie oczy. – Ile wypiłaś?
- Um… - Naprawdę musiałam się nad tym zastanowić. – Nie dużo – może dwa lub trzy kieliszki tequili iiii dwa piwa? Tak myślę.
- O wow. – Cam nachylił się, usta unosząc w uśmiechu. – Kiedy był ostatni raz, gdy naprawdę piłaś?
- Noc Halloween – wypaliłam.
Wyglądał na zdezorientowanego. – Nie widziałem, żebyś piła w noc Halloween.
- Nie w tę noc Halloween. – Wstałam, ciągnąc za rękawy, a palce musnęły bransoletkę. – To było… pięć lat temu.
- Wow. To długo. – Przesunął się do przodu, następnie podniósł się. – Masz tutaj wodę? Ugotowaną?
- W kuchni – powiedziałam, zwilżając usta.
Zniknął i dość szybko znowu się pojawił, podając mi butelkę. – Powinnaś to wypić.
Wzięłam ją, ale nie byłam spragniona.
- Więc ile miałaś? Czternaście lat? Piętnaście? – Usiadł na brzegu kanapy.
- Czternaście – szepnęłam, spuszczając wzrok tam gdzie jego dłonie zwisały pomiędzy kolanami.
- To naprawdę młody wiek na picie.
Pot oblał moje czoło. Odkładając butelkę, podniosłam gumkę ze stolika i wsunęłam włosy w niechlujnego kucyka. – Ta, ty nie piłeś, kiedy miałeś czternaście lat?
Pojawił się mały uśmiech. – Podkradłem piwo albo dwa mając czternastkę, ale myślałem, że twoi rodzice byli surowi?
Prychnęłam, opadając na fotel. – Nie chcę rozmawiać o nich, piciu czy Halloween.
- Okej.
Czułam się spocona, więc podniosłam sweter. Zatrzymał się na chwilę wokół mojej głowy a potem w końcu ściągnęłam swędzący materiał. Odsuwając luźne kosmyki włosów z twarzy, spojrzałam na Cama. Można by pomyśleć, że nie miałam pod spodem koszulki bez rękawów przez sposób, w jaki na mnie patrzył, ale było tego więcej.
Raz jeszcze wstałam, chcąc być daleko od tej rozmowy, ponieważ Cam znowu patrzył na mnie, jakby widział więcej niż pokazywałam. Pomyślałem o tym jak wyglądał, kiedy zobaczył bliznę na moim nadgarstku i na zewnątrz parę minut temu.
To było te same spojrzenie.
Jakby układał puzzle i kawałki zaczęły do siebie pasować. Z jakiegoś powodu poprzez bezładne myśli pomyślałam o Teresie i jaki on był, gdy zorientował się, że rozmawiała z facetem. Dał opiekuńczemu starszemu bratu nowy poziom. Czy ona…?
Potrząsnęłam głową i odepchnęłam te myśli, bo sprawiło to, że myślałam o tym jak nie było nikogo, kto troszczyłby się o mnie.
Lecz nie chciałam, żeby tak na mnie patrzył. Nie potrzebowałam, żeby mnie strzegł, żeby martwił się tym, co robiłam czy co mogło się stać. Potrzebowałam, żeby…
Patrzył na mnie tak, jak pierwszej nocy, gdy mnie pocałował, a potem znowu w łóżku w domu jego rodziców. Chciałam, że tak mnie widział.
- Co ty robisz?
Zatrzymałam się między kuchnią a przedpokojem. Palce zaciskały się na brzegu mojego bezrękawnika, a w jego spojrzeniu był inny rodzaj zainteresowania, chętna ostrożność. Serce biło szybko i myśli zderzały się ze sobą. Lubiłam Cama – bardzo. Nawet jeśli było to szalone i skazane na złamane serce. Moje serce już bolało. I tęskniłam za nim, a on tęsknił za mną i był teraz tutaj, kiedy mógł być ze swoimi przyjaciółmi, ze Steph.
Część mnie kompletnie przestała myśleć. Druga część powiedziała mi, żeby zrobić to, co jest oczekiwane, co ktoś jak Cam chciałby i potrzebował, bo czy nie dlatego tutaj był? Bo nie rozmawialiśmy i chciałam być dziewczyną z przedtem.
Zdjęłam swój bezrękawnik, zanim mózg się we wszystkim połapał. Dziwne, ta część nie była trudna. Chłodne powietrze spłynęło po zarumienionej skórze, rozprzestrzeniające malutkie dreszcze. Trudną częścią było podniesienie wzroku, kiedy usłyszałam jak Cam wciąga powietrze.
- Avery.
Serce łomotało mi tak szybko, a tętno pulsowało. Krew popędziła do twarzy, ale podniosłam wzrok.
Wpatrywał się we mnie, ostrożność w pełnej napięcia linii jego szczęki została zasłonięta przez sposób w jaki podnosiła się jego klatka piersiowa, jakby oddychał tak szybko jak ja.
Lekko oszołomiona oparłam się o ścianę, pozwalając ramionom opaść po bokach. Cam stał parę metrów dalej, a nie widziałam, żeby okrążał kanapę. Nie tylko na mnie patrzył. O nie, było o wiele, wiele więcej. Czułam się pożerana przez jego spojrzenie, tak jak czułam się, kiedy mnie całował, jakby zachowywał każdy szczegół w pamięci. Ciepło rozeszło się w dół gardła, przez klatkę piersiową i do koronkowych brzegów mojego czarnego biustonosza. Rozchylił usta, a ja zagryzłam swoje. Kiedy przyciągnął spojrzenie z powrotem na górę, intensywne uczucie zbudowało się w moim podbrzuszu. Gorąco wlało się do jego krystalicznych oczu, pogłębiając jasną barwę.
Poczułam ukłucie rozkwitającej niepewności w piersi pod przyjemnym napięciem i zaschło mi w gardle. Nie chciałam tego czuć. Chciałam tylko ciepłe i pełne uniesienia uczucie.
- Cam?
Potrząsnął głową, zaciskając pięści po bokach. – Nie.
- Nie co? – zapytałam.
Przymknął oczy. – To… nie rób tego, kochanie.
- Czy tego właśnie nie chcesz? – Przełknęłam ślinę.
Cam otworzył oczy. – Nie oczekuję tego, Avery.
Moja pewność siebie zadrżała jak cienkie drzewo podczas burzy, a potem kompletnie upadła. Wessałam głębokie powietrze, a one utknęło w gardle. – Nie chcesz mnie.
Cam był przede mną w ciągu sekund, tak szybko, że nawet nie zobaczyłam jak się poruszył. Położył dłonie po obydwu stronach mojej głowy i pochylił się, jego twarz była centymetry od mojej. Napięcie spływało z jego ciała w falach. Powietrze uciekło mi z płuc, kiedy ciało zesztywniało.
- Cholera, Avery. Myślisz, że cię nie chcę? – Jego głos był cichy, niemal warknięciem. – Nie ma ani jednej części ciebie, której nie chcę, rozumiesz? Chcę być na tobie i w tobie. Chcę cię przy ścianie, na kanapie, w twoim łóżku, w moim łóżku i każdym pieprzonym miejscu, o którym mogę pomyśleć, a uwierz mi, mam ogromną wyobraźnię, kiedy chodzi o takie rzeczy. Nigdy nie wątp w to że cię chcę. To nie o to chodzi.
Rozszerzyły mi się oczy, jak przeszło przeze mnie zdezorientowanie, jeszcze bardziej gmatwając moje myśli, co w tej chwili, zdawało się niemożliwe.
Nachylił się, opierając czoło o moje. Kontakt przyśpieszył moje tętno. – Ale nie w taki sposób – nigdy w taki sposób. Jesteś pijana, Avery, a kiedy będziemy razem – bo będziemy razem, będziesz w pełni świadoma wszystkiego, co z tobą zrobię.
Zabrało to parę chwil, ale to co powiedział wreszcie dotarło do świadomości przez opary alkoholu oraz zdezorientowanie i nabrało sensu. Zamykając oczy, odwróciłam głowę na bok, czując sposób w jaki jego skóra przesunęła się po mojej. – Jesteś dobrym facetem, Cam.

- Nie, nie jestem. – Wziął głęboki wdech, a jego oddech był ciepły na moim policzku. – Jestem tylko dobry z tobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz