Otworzyłam usta, ale nie było nic do
powiedzenia. Cam prawdę mówiąc wykopał mnie z mieszkania. Błagał, żebym poszła
do domu. Teraz pieczenie przeszło na płuca, a rozgrzane do czerwoności łzy
zakłuły mnie w oczy.
- Okej – mruknęłam.
- Avery…
- Jest zupełnie okej. – Odwracając
się, poszłam chwiejnie do moich drzwi. Usłyszałam jak jego otwierają się i
zamykają, zanim ja w ogóle otworzyłam swoje. Przyciskając czoło do drzwi,
zamknęłam oczy, lecz łza się wymknęła, lecąc po poczerwieniałym policzku.
Cam mnie wykopał, a moje mieszkanie
było puste. Ja byłam pusta. Wszystko było puste. Byłabym tylko ja i moja głupia
butelka piwa.
Dobra. Może byłam trochę pijana.
Odsunęłam się od drzwi, niepewna
gdzie idę, ale nie mogłam wejść do mieszkania. Dzięki sile wyższej zeszłam po
pięciu kondygnacjach schodów i wyszłam na chodnik bez złamania karku.
Zimny chodnik przesiąkł przez moje
grube skarpety, powodując drętwienie w stopach, kiedy ruszyłam niepewnym
krokiem, upijając kolejny łyk. Znalazłam wolne miejsce parkingowe i padłam
tyłkiem na krawężnik. Odchylając głowę, wpatrywałam się w niebo przepełnione
gwiazdami. Hej, była tam Corona Borealis.
Wciąż nie wyglądała jak pieprzona
korona.
Albo może to nie była Corona
Borealis. Skąd do cholery mogłabym wiedzieć?
Jednak gwiazdy… były ładne i takie
dalekie, i naprawdę niewyraźne. Łzy wezbrały mi się w oczach, pokrywając tył
gardła. Ramiona opadły mi między nogi, butelka zwisała z palców.
To było oficjalne. Naprawdę byłam
Senioritą Kutafon. I wszystko spieprzyłam z Camem – to ‘co było’ i ‘to co mogło
być’. Ponieważ coś mogło być, a ja byłam tak cholernie głupia. Najgorsze ze
wszystkiego było to, że zabiłam naszą przyjaźń, a on był takim dobrym
przyjacielem. W tym krótkim czasie, w którym go znałam, stał się najlepszym
przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałam. Poważnie.
Wycierając policzek o ramię, znowu
upiłam piwa. Zimny wiatr smagał wokół mnie, rzucając mi włosami w twarz, kiedy
opuściłam głowę. Jednak nie było mi zimno, co prawdopodobnie znaczyło, że byłam
całkiem pijana.
Byłam taka lekka.
I dlaczego siedziałam na krawężniku?
Szczerze nie wiedziałam, ale to było lepsze od bycia całkiem samej w
mieszkaniu. I tak, tutaj byłam sama, ale tak tego nie czułam. Byłam całkiem
pewna, że na drzewie była wiewiórka, a to się jakoś liczy, prawda?
Roześmiałam się, a wiatr zdawał się
ponieść dźwięk, rzucając go na nagie gałęzie, gdzie zagrzechotały jak suche
kości.
Podnosząc butelkę, żeby znowu się
napić, zorientowałam się, że była pusta. – Cóż, olać mnie… - Jednakże wciąż tam
siedziałam, patrząc przez parking, nie bardzo cokolwiek widząc. Nie wiedziałam
jak długo to trwało, lecz kiedy zerknęłam do góry, nie mogłam zobaczyć żadnych
gwiazd spoza grubych, ciemnych chmur, a moja twarz wydawała się odrętwiała.
Zastanawiałam się, co teraz robiła Molly. Czy czuła się jakoś inaczej ode mnie,
bo zrobiła dobrze? Lepiej czy gorzej?
- Avery!
Podskoczyłam na dźwięk swojego
imienia i upuściłam pustą butelkę piwa. Brzdęknęła o asfalt i potoczyła się pod
czyjś samochód. Ups.
Cam szedł do mnie po chodniku, wiatr
rzucał kosmykami falowanych włosów po jego czole. Co stało się z czapką?
Lubiłam czapkę. Wyraz jego twarzy przekręcił moimi wnętrznościami. – Co ty, do
cholery, tutaj robisz?
- Ja… patrzę na gwiazdy.
- Co? – Zatrzymał się obok mnie i
klęknął. – Avery, jest jakieś -1 stopni na dworze. Znowu będziesz chora.
Wzruszyłam ramionami i odwróciłam
wzrok. – Co ty tutaj robisz?
- Szukałem cię, ty małe cymbale.
Moja głowa pofrunęła w jego kierunku
i zmrużyłam oczy. Mogło być na zewnątrz tylko trzydzieści stopni, ale alkohol
był ciepły w moim brzuchu i napędzał mój temperament. – Słucham? Jesteś tutaj,
więc ty też jesteś cymbałem, ty cymbale.
Jego usta zadrgały, jakby starał się
nie uśmiechnąć. – Powiedziałem ci, że przyjdę z tobą pogadać. Najpierw
sprawdziłem twoje mieszkanie. Pukałem, a ty nie odpowiedziałaś. Drzwi nie były
zamknięte i wszedłem do środka.
- Wszedłeś do mojego mieszkania? To
trochę niegrzeczne.
Wyglądał na nieprzejętego tym. –
Zobaczyłem przez okno, że tutaj siedzisz.
Mojej głowie zajmowało trochę dłużej
niż zwykle przetrawienie wszystkiego. – Czy walka się skończyła?
Siadając obok mnie, byliśmy ramię w
ramię. – Nie. Główna walka właśnie się zaczęła.
- Przegapiasz ją.
Cam nie odpowiedział od razu. Wsunął
rękę do włosów, powodując że końcówki stanęły pomiędzy jego palcami. – Boże,
Avery…
Wierciłam się, a alkohol chlupnął w
moim żołądku.
Mięsień poruszył się w jego szczęce,
kiedy skupił się na samochodach, na które wcześniej patrzyłam. – Zobaczenie cię
dzisiaj? Byłem cholernie zaskoczony.
- Z powodu Steph? – wypaliłam i
winiłam za to alkohol.
- Co? – Rzucił mi spojrzenie. – Nie.
Jase ją zaprosił.
- Wyglądało jakby była tam dla
ciebie.
Wzruszył jednym ramieniem. – Może
była, ale nie obchodzi mnie to. – Wtedy odwrócił się do mnie, głowę przekrzywił
na bok, ręce położył na kolanach. – Avery, nie miałem seksu ze Steph odkąd cię
poznałem. Nie miałem seksu z nikim,
odkąd cię poznałem.
Serce waliło mi w piersi. – Okej.
- Okej? – Potrząsnął lekko głową. –
Widzisz, nie rozumiesz tego. Nigdy cholernie nie rozumiałaś. Unikałaś mnie od
przerwy Dziękczynienia. Rzuciłaś przeklętą klasę i wiem, że z mojego powodu, i
za każdym razem, kiedy próbowałem z tobą porozmawiać, ty cholernie ode mnie
uciekałaś.
- Nie chciałeś ze mną rozmawiać w
dzień, kiedy podziękowałam za pomoc – zauważyłam.
- Jezu, nie wiem dlaczego. Może
dlatego, że boleśnie pokazałaś, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. A
potem po prostu się pokazujesz? Pieprzenie niespodziewanie i upijasz się? Nie rozumiesz.
Zwilżyłam zimne, suche usta.
Wszystko, co powiedział było prawdą. – Przepraszam. Jestem pijana, troszeczkę i
przepraszam, bo masz rację i… mówię chaotycznie.
Patrzył na mnie przez chwilę, po czym
parsknął krótkim śmiechem. – W porządku, oczywiście to nie pora na tę rozmowę.
Słuchaj, nie chciałem być tam takim palantem, zmuszając cię do wyjścia, ale…
- To nic. Jestem przyzwyczajona do
ludzi nie chcących mnie na swoich imprezach. – Podniosłam się na nogi. Gwiazdy
zdawał się trochę zawirować tym ruchem. – Nic wielkiego.
Cam wstał, obserwując mnie ostrożnie.
– To nie tak, że cię tam nie chciałem, Avery.
- Um… naprawdę? – Zaśmiałam się i
brzmiało to ochryple. – Poprosiłeś mnie, żebym wyszła.
- Ja…
- Poprawka. – Podniosłam rękę, a
palce trochę się rozmazały. – Powiedziałeś
mi, żebym wyszła.
- Tak. Był to kretyński ruch, ale
pierwszy raz byłaś w moim mieszkaniu, przychodzisz, zaczynasz pić, a potem… -
Wziął głęboki wdech, powoli go wypuszczając. – Henry się czepił a ty
chichoczesz…
- Nie jestem nim zainteresowana!
- Nie tak to wyglądało, Avery. Jesteś
pijana i nie chciałem, żebyś zrobiła coś, czego będziesz żałować – powiedział.
– Nie wiem, co do diabła, dzieje się w twojej głowie przez połowę czasu i nie
miałem pojęcia co tam dzisiaj robiłaś, ale nigdy
nie widziałem jak pijesz, więc nie wiedziałem co zamierzasz zrobić. Nie
chciałem, żeby ktoś cię wykorzystał.
- Byłam tam, zrobiłam to – rzuciłam
lekkomyślnie i gwałtownie zamknęłam usta. O mój Boże, nigdy znowu nie będę pić.
Przenigdy.
Podniósł dłonie i zatrzymał je w
połowie drogi. Po prostu patrzył na mnie, straszne zrozumienie przecięło jego
twarz. – Co?
Zrobiłam wielki błąd – bardzo wielki
błąd. Zaczął działać instynkt ucieczki lub bojowej odpowiedzi i oczywiście
wybrałam ucieczkę. Ominęłam go.
- O do diabła nie. – Cam był przede mną,
kładąc ręce na ramionach. – Co właśnie powiedziałaś?
Tryb obronny przejął nade mną
kontrolę. – Nie wiem, co powiedziałam. Dobra? Jestem pijana, Cam. Duh. Kto, do
cholery, wie co wychodzi z moich ust. Ja nie. Naprawdę nie wiem nawet co tutaj
robię.
- Cholera. – Jego oczy były
ciemnogranatowe, kiedy patrzył w moje. – Avery… - Zbolały wyraz przeszedł po
jego twarzy, a palce zacisnęły się na ramionach. – Czego mi nie mówisz? Czego
mi nie powiedziałaś?
Ścisnęło mnie w gardle. – Niczego!
Przysięgam. Przyrzekam ci. Tylko gadam jak nakręcona, dobra? Więc przestań na
mnie patrzeć, jakby było ze mną coś nie tak.
- Nie patrzę tak na ciebie, kochanie.
– Zmarszczył brwi, przeszukując moją twarz.
Chciałam wiedzieć, co myślał, bo
wiedziałam, że musiał kłamać. Ten jeden ruch języka sprawił, że rozpaczliwie
chciałam wymyślić sposób na wymazanie tego. Mogłam skłamać i powiedzieć mu, że
raz naprawdę się upiłam i ośmieszyłam. Brzmiało wiarygodnie, ale najwyraźniej
nie miałam żadnej kontroli nad swoimi ustami.
Wtem Cam zrobił jedną rzecz, która
zawirowała moimi myślami.
Przyciągnął mnie do siebie, obejmując
ramionami. Zamarłam na sekundę czy dwie, po czym położyłam ręce na jego bokach.
Zamknęłam oczy i przycisnęłam policzek do jego torsu.
Wdychałam jego zapach, otaczając się
nim. – Tęskniłam za tobą.
Jego dłoń przesunęła się w górę
pleców, zatapiając się głęboko w miotanych wiatrem włosach. – Tęskniłem za
tobą, kochanie. – Odchylił się i podniósł mnie dobrych parę centymetrów z
ziemi, a potem znowu postawił. Kładąc dłonie na moich policzkach, roześmiał
się. – Jesteś jak mała kostka lodu.
- Gorąco mi. – I była to prawda.
Skóra mi zdrętwiała, lecz czułam jego uścisk i czułam jak jego ręce przesuwają
się po moim ciele. Podniosłam rzęsy i nasze oczy się spotkały. – Twoje oczy są
naprawdę piękne, wiesz o tym?
- Sądzę, że mówią to kieliszki
tequili – odparł, uśmiechając się. – Chodź, zaprowadźmy cię do środka, zanim
zamarzniesz.
Cam odsunął się i puścił moje
ramiona. Byłam lekko wstawiona, a kiedy sięgnął w dół i splótł palce z moimi,
największy, najgłupszy uśmiech pojawił mi się na twarzy. Było tak jakby nie
poprosił, żebym wyszła z jego mieszkania i nie siedziałam na zewnątrz przez Bóg
wie jak długo, jak ofiara losu.
Mogły być to tequila i piwo, ale
chciałam biegać jak szalona.
Na szczęście tego nie próbowałam, bo
schody okazały się cwaną bestią. Myślę, że głębokość pomiędzy każdym stopniem
wciąż się dla mnie zmieniała. Z powrotem w moim zbyt ciepłym mieszkaniu Cam
zamknął za nami drzwi. Wciąż trzymał mocno moją dłoń, kiedy odwrócił się do
mnie. Nic nie powiedział, a we mnie pojawiło się nerwowe oczekiwanie.
- Przegapiasz walkę – powiedziałam
znowu.
- Tak. – Pociągnął mnie za kanapę a
potem na dół, tak że obok niego siedziałam. Tylko wtedy puścił moją rękę. – Jak
się czujesz?
- Dobrze. – Przejechałam wilgotnymi
dłońmi po dżinsach. – Twoi przyjaciele pewnie zastanawiają się, gdzie jesteś.
Cam oparł się o poduszkę, zarzucając
ramię na oparcie kanapy. – Nie obchodzi mnie to.
- Nie?
- Nie.
Pochyliłam się i spojrzałam na niego
przez ramię. Wydawał się na coś czekać. Nie będąc w stanie siedzieć,
podskoczyłam i niemal padłam twarzą na stolik do kawy. Zrobiłabym to, gdyby Cam
nie złapał mnie za ramię.
- Może powinnaś usiąść, Avery.
- Nic mi nie jest. – Uwalniając się,
ostrożnie okrążyłam stolik, na wszelki wypadek, gdyby zdecydował się przesunąć.
Rozgorączkowanie buzowało razem z alkoholem. Odciągnęłam sweter od skóry,
rozpalona. – Więc… co chcesz robić? Mogę, um, włączyć telewizor lub włożyć
film, ale nie mam żadnych filmów. Chyba mogę jeden zamówić z…
- Avery, po prostu usiądź na chwilę.
Zamiast to zrobić, podniosłam
poduszkę z podłogi i położyłam ją na kanapie. Wyprostowanie się było trochę
trudne, ale podeszłam do fotela. – Nie sądzisz, że jest tutaj gorąco?
Rozbawienie wypełniło jego niebieskie
oczy. – Ile wypiłaś?
- Um… - Naprawdę musiałam się nad tym
zastanowić. – Nie dużo – może dwa lub trzy kieliszki tequili iiii dwa piwa? Tak
myślę.
- O wow. – Cam nachylił się, usta
unosząc w uśmiechu. – Kiedy był ostatni raz, gdy naprawdę piłaś?
- Noc Halloween – wypaliłam.
Wyglądał na zdezorientowanego. – Nie
widziałem, żebyś piła w noc Halloween.
- Nie w tę noc Halloween. – Wstałam,
ciągnąc za rękawy, a palce musnęły bransoletkę. – To było… pięć lat temu.
- Wow. To długo. – Przesunął się do przodu,
następnie podniósł się. – Masz tutaj wodę? Ugotowaną?
- W kuchni – powiedziałam, zwilżając
usta.
Zniknął i dość szybko znowu się
pojawił, podając mi butelkę. – Powinnaś to wypić.
Wzięłam ją, ale nie byłam spragniona.
- Więc ile miałaś? Czternaście lat?
Piętnaście? – Usiadł na brzegu kanapy.
- Czternaście – szepnęłam,
spuszczając wzrok tam gdzie jego dłonie zwisały pomiędzy kolanami.
- To naprawdę młody wiek na picie.
Pot oblał moje czoło. Odkładając
butelkę, podniosłam gumkę ze stolika i wsunęłam włosy w niechlujnego kucyka. –
Ta, ty nie piłeś, kiedy miałeś czternaście lat?
Pojawił się mały uśmiech. –
Podkradłem piwo albo dwa mając czternastkę, ale myślałem, że twoi rodzice byli
surowi?
Prychnęłam, opadając na fotel. – Nie
chcę rozmawiać o nich, piciu czy Halloween.
- Okej.
Czułam się spocona, więc podniosłam
sweter. Zatrzymał się na chwilę wokół mojej głowy a potem w końcu ściągnęłam
swędzący materiał. Odsuwając luźne kosmyki włosów z twarzy, spojrzałam na Cama.
Można by pomyśleć, że nie miałam pod spodem koszulki bez rękawów przez sposób,
w jaki na mnie patrzył, ale było tego więcej.
Raz jeszcze wstałam, chcąc być daleko
od tej rozmowy, ponieważ Cam znowu patrzył na mnie, jakby widział więcej niż
pokazywałam. Pomyślałem o tym jak wyglądał, kiedy zobaczył bliznę na moim
nadgarstku i na zewnątrz parę minut temu.
To było te same spojrzenie.
Jakby układał puzzle i kawałki
zaczęły do siebie pasować. Z jakiegoś powodu poprzez bezładne myśli pomyślałam
o Teresie i jaki on był, gdy zorientował się, że rozmawiała z facetem. Dał
opiekuńczemu starszemu bratu nowy poziom. Czy ona…?
Potrząsnęłam głową i odepchnęłam te
myśli, bo sprawiło to, że myślałam o tym jak nie było nikogo, kto troszczyłby
się o mnie.
Lecz nie chciałam, żeby tak na mnie
patrzył. Nie potrzebowałam, żeby mnie strzegł, żeby martwił się tym, co robiłam
czy co mogło się stać. Potrzebowałam, żeby…
Patrzył na mnie tak, jak pierwszej
nocy, gdy mnie pocałował, a potem znowu w łóżku w domu jego rodziców. Chciałam,
że tak mnie widział.
- Co ty robisz?
Zatrzymałam się między kuchnią a
przedpokojem. Palce zaciskały się na brzegu mojego bezrękawnika, a w jego
spojrzeniu był inny rodzaj zainteresowania, chętna ostrożność. Serce biło
szybko i myśli zderzały się ze sobą. Lubiłam Cama – bardzo. Nawet jeśli było to
szalone i skazane na złamane serce. Moje serce już bolało. I tęskniłam za nim,
a on tęsknił za mną i był teraz tutaj, kiedy mógł być ze swoimi przyjaciółmi,
ze Steph.
Część mnie kompletnie przestała
myśleć. Druga część powiedziała mi, żeby zrobić to, co jest oczekiwane, co ktoś
jak Cam chciałby i potrzebował, bo czy nie dlatego tutaj był? Bo nie
rozmawialiśmy i chciałam być dziewczyną z przedtem.
Zdjęłam swój bezrękawnik, zanim mózg
się we wszystkim połapał. Dziwne, ta część nie była trudna. Chłodne powietrze
spłynęło po zarumienionej skórze, rozprzestrzeniające malutkie dreszcze. Trudną
częścią było podniesienie wzroku, kiedy usłyszałam jak Cam wciąga powietrze.
- Avery.
Serce łomotało mi tak szybko, a tętno
pulsowało. Krew popędziła do twarzy, ale podniosłam wzrok.
Wpatrywał się we mnie, ostrożność w
pełnej napięcia linii jego szczęki została zasłonięta przez sposób w jaki
podnosiła się jego klatka piersiowa, jakby oddychał tak szybko jak ja.
Lekko oszołomiona oparłam się o
ścianę, pozwalając ramionom opaść po bokach. Cam stał parę metrów dalej, a nie
widziałam, żeby okrążał kanapę. Nie tylko na mnie patrzył. O nie, było o wiele,
wiele więcej. Czułam się pożerana przez jego spojrzenie, tak jak czułam się,
kiedy mnie całował, jakby zachowywał każdy szczegół w pamięci. Ciepło rozeszło
się w dół gardła, przez klatkę piersiową i do koronkowych brzegów mojego
czarnego biustonosza. Rozchylił usta, a ja zagryzłam swoje. Kiedy przyciągnął
spojrzenie z powrotem na górę, intensywne uczucie zbudowało się w moim podbrzuszu.
Gorąco wlało się do jego krystalicznych oczu, pogłębiając jasną barwę.
Poczułam ukłucie rozkwitającej
niepewności w piersi pod przyjemnym napięciem i zaschło mi w gardle. Nie
chciałam tego czuć. Chciałam tylko ciepłe i pełne uniesienia uczucie.
- Cam?
Potrząsnął głową, zaciskając pięści
po bokach. – Nie.
- Nie co? – zapytałam.
Przymknął oczy. – To… nie rób tego,
kochanie.
- Czy tego właśnie nie chcesz? – Przełknęłam
ślinę.
Cam otworzył oczy. – Nie oczekuję
tego, Avery.
Moja pewność siebie zadrżała jak
cienkie drzewo podczas burzy, a potem kompletnie upadła. Wessałam głębokie
powietrze, a one utknęło w gardle. – Nie chcesz mnie.
Cam był przede mną w ciągu sekund,
tak szybko, że nawet nie zobaczyłam jak się poruszył. Położył dłonie po obydwu
stronach mojej głowy i pochylił się, jego twarz była centymetry od mojej.
Napięcie spływało z jego ciała w falach. Powietrze uciekło mi z płuc, kiedy
ciało zesztywniało.
- Cholera, Avery. Myślisz, że cię nie
chcę? – Jego głos był cichy, niemal warknięciem. – Nie ma ani jednej części
ciebie, której nie chcę, rozumiesz?
Chcę być na tobie i w tobie. Chcę cię
przy ścianie, na kanapie, w twoim łóżku, w moim
łóżku i każdym pieprzonym miejscu, o którym mogę pomyśleć, a uwierz mi, mam
ogromną wyobraźnię, kiedy chodzi o takie rzeczy. Nigdy nie wątp w to że cię
chcę. To nie o to chodzi.
Rozszerzyły mi się oczy, jak przeszło
przeze mnie zdezorientowanie, jeszcze bardziej gmatwając moje myśli, co w tej
chwili, zdawało się niemożliwe.
Nachylił się, opierając czoło o moje.
Kontakt przyśpieszył moje tętno. – Ale nie w taki sposób – nigdy w taki sposób.
Jesteś pijana, Avery, a kiedy będziemy razem – bo będziemy razem, będziesz w pełni świadoma wszystkiego, co z tobą
zrobię.
Zabrało to parę chwil, ale to co
powiedział wreszcie dotarło do świadomości przez opary alkoholu oraz
zdezorientowanie i nabrało sensu. Zamykając oczy, odwróciłam głowę na bok,
czując sposób w jaki jego skóra przesunęła się po mojej. – Jesteś dobrym
facetem, Cam.
- Nie, nie jestem. – Wziął głęboki
wdech, a jego oddech był ciepły na moim policzku. – Jestem tylko dobry z tobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz