To, na co czekał Cam stało się krótko
po tym jak ściągnęłam koszulkę i pokazałam mu swój biustonosz. Posadził mnie i
opatulił mnie kocem, zakrywając mnie. Oglądaliśmy okropnie zły film
fantastyczny, kiedy cały alkohol postanowił, że już nie chce być w moim
brzuchu.
Zrywając z siebie koc, przeszłam
przez kolana Cama. – O Boże…
- Co? Niedobrze ci? – Cam podniósł
się.
Pobiegłam do łazienki i trzasnęłam za
sobą drzwiami. Opadając na kolana, podniosłam deskę i zaczęłam wymiotować.
Każdy mięsień w moim ciele się poruszał. Łzy pociekły po twarzy, kiedy ciało
drżało. Źle się przez to przechodziło po grypie.
Przez cały odgłos wymiotowania, który
robiłam, nie usłyszałam jak wchodził Cam, ale był tam, klęcząc obok mnie. Jego
ręka przesuwała się wzdłuż mojego kręgosłupa ciągłym, niekończącym, łagodzącym
ruchem, gdy odsuwał włosy, które wyszły z kucyka na moją twarz. Został, mrucząc
do mnie niezrozumiałe słowa, które czyniły cuda, nawet przez brutalne suche
wymiotowanie.
Kiedy wszystko się skończyło, pomógł
mi oprzeć się o wannę, podczas gdy wziął ręcznik i przesunął nim pod wodą.
Kucnął, przecierając miękkim materiałem moją twarz, tak jak robił w noc imprezy
Halloween i kiedy byłam chora. – Czujesz się lepiej? – zapytał.
- Tak jakby – mruknęłam, zamykając
oczy. – O Boże, to takie żenujące.
Zachichotał. – To nic, kochanie.
- Dlatego zostałeś, prawda? –
jęknęłam, czując się jak wielka idiotka. – Wiedziałeś, że się rozchoruję, a oto
ja się rozbieram.
- Cii – powiedział, odsuwając luźne
kosmyki moich włosów. – Jak czarujące było patrzenie jak wymiotujesz, nie
dlatego zostałem i ty to wiesz.
Zamknęłam znowu oczy, czując się
trochę lekko. – Bo chcesz mnie, ale nie kiedy jestem pijana i rzygam?
Cam wybuchnął śmiechem. – Ta, wiesz
co, to brzmi dobrze.
- Tylko się upewniam, że chodzi nam o
to samo – wymamrotałam. Uderzyło mnie wtedy, że wciąż byłam tylko w dżinsach i
biustonoszu, ale szczerze się tym nie przejmowałam. Jutro to będzie z pewnością
inna historia.
- Nie chodzi.
Uchyliłam jedno oko. – Ha.
- Tak myślałem, że ci się to spodoba.
– Przejechał zimną, mokrą szmatką po mojej brodzie.
- Jesteś w tym bardzo… dobry.
- Miałem dużo praktyki. – Cam
odrzucił ręcznik na bok, wziął nowy i powtórzył kroki. – Byłem tam gdzie ty
kilka razy. – Przebiegł nim w dół mojej szyi, po ramiączkach biustonosza a
potem po długości ramion. – Chcesz przyszykować się do łóżka?
Drugie oko się otworzyło.
Pokręcił głową i w lewym policzku
pojawił się dołeczek. – Przestań o tym myśleć.
- Och.
- Tak, och – powiedział, wstając.
Stojąc do mnie plecami, grzebał wokół umywalki. Odkręcił kran. Znowu był przede
mną, trzymając szczoteczkę do zębów z pastą. – Pomyślałem, że chciałabyś pozbyć
się tego smaku z ust.
Poruszyłam niecierpliwie palcami. –
Jesteś cudowny.
- Wiem. – Podał mi ją, a potem
zamienił szczoteczkę na jeden z papierowych kubków, których nigdy nie używałam.
Kiedy skończyłam, znowu klęknął i zakołysał się na piętach. Rozpiął swoją bluzę
i ją ściągnął. – Próbowałem namówić cię do powiedzenia, że jestem cudowny od
momentu, kiedy we mnie wpadłaś. Gdybym wiedział, że zajmie to tylko podanie ci
szczoteczki do zębów, zrobiłbym to dawno temu. Moja strata.
- Nie. To była moja… - Podniosłam się
trochę, patrząc jak sięgnął na dół i ściągnął koszulkę przez głowę. – Moja
strata… co ty robisz?
- Nie wiem gdzie są twoje ubrania.
- Aha. – Spuściłam wzrok i myślę, że
potrzebowałam znowu mokrego ręcznika.
- I domyślam się, że chciałabyś się
rozebrać.
W jasnym świetle widziałam szczegóły
w tatuażu słońca, jak nigdy wcześniej. Musiało być tysiąc małych plamek
wewnątrz słońca, dając mu tak realistyczny, ognisty szczegół. – Ta…
- Więc najprościej będzie, jak
pożyczę ci moją koszulkę.
Oczy pomknęły jeszcze niżej, przez
ciemny sutek a potem na dół, śledząc każde zmarszczenie mięśni brzucha. – Okej.
- Wtedy będzie ci wygodniej.
Kawałek ciemnych włosów znajdował się
pod jego pępkiem i szedł na południe, pod paskiem jego dżinsów. Wyglądało jakby
ktoś położył palce po obydwu stronach jego bioder, wgłębiając tam skórę. –
Jasne – mruknęłam. Skąd ktoś tam miał mięśnie? Jaki rodzaj ćwiczeń na brzuch
miałeś, żeby to osiągnąć?
- Nie słuchałaś ani jednej rzeczy,
którą powiedziałem.
Podniosłam wzrok. – Nie.
Znowu pojawił się dołeczek, kiedy
złapał moje biodra i pomógł mi się podnieść tak, że siedziałam na brzegu wanny.
– Jeszcze nie podnoś ramion, dobra?
Siedząc nieruchomo, trzymałam się
brzegu wanny, gdy przeciągnął górę koszulki przez moją głowę.
- Trzymaj ramiona w dole. – Puścił
koszulkę i objął mnie ramionami. Chwilę później jego zręczny palec odpiął
biustonosz.
- Co robisz? – Żołądek mi opadł, i
rany, po tym co właśnie tutaj się stało, nie było to dobre uczucie.
Zaśmiał się, jak ramiączka
ześlizgnęły się po moich ramionach, wywołując gęsią skórkę. – Jak powiedziałem
wcześniej, przestań o tym myśleć. Twoja cnota jest ze mną bezpieczna.
- Moja cnota? – Nie byłam pewna, czy
chciałam żeby była ona z nim bezpieczna.
Zerknął na mnie. – Na razie.
- Na razie? – szepnęłam.
Cam skinął głową. – Przełóż ramiona.
Zrobiłam, jak mi kazano a potem
zaczął podwijać rękawy, zanim przesunął dłoń w dół mojego lewego ramienia,
zatrzymując się nad bransoletką.
- Nie… - Przeszła przeze mnie panika,
kiedy odpiął bransoletkę. Próbowałam wyrwać ramię, lecz Cam podniósł wzrok,
zacieśniając chwyt.
- Już ją widziałem, Avery.
Napięcie opadło na moją klatkę
piersiową. – Proszę, nie. To żenujące i nie mogę cofnąć tego, że ją zobaczyłeś.
Chciałabym, ale nie mogę.
Objął dwiema rękami bransoletkę i
nadgarstek, spotykając się ze mną spokojnym wzrokiem. – To przez to, prawda?
Dlatego się wkurzyłaś? Nie chciałaś ze mną rozmawiać? Rzuciłaś klasę?
Gula urosła w moim gardle tak szybko,
że nie mogłam nic powiedzieć.
- Och, kochanie. – Łagodność wkradła
się do jego głosu i spojrzenia. – Wszyscy zrobiliśmy rzeczy, z których nie
jesteśmy dumni. Gdybyś wiedziała… - Potrząsnął głową. – Chodzi o to, że nie
wiem dlaczego to zrobiłaś. Mam tylko nadzieję, że jakikolwiek był powód, to
coś, co zaakceptowałaś. W ogóle nie myślę o tobie gorzej przez to. Nigdy tak
nie myślałem.
- Ale wyglądałeś tak… - Mój głos był
zbyt schrypnięty.
Bransoletka zsunęła się, ale jedną
ręką zakrywał mój nadgarstek, kiedy położył bransoletkę na brzegu umywalki. –
Byłam tylko zaskoczony i zmartwiony. Nie wiedziałem, kiedy to się stało i nie
będę pytał. Nie teraz, dobrze? Po prostu wiedz, że nie musisz jej przy mnie
ukrywać. W porządku?
Mogłam tylko potaknąć, ponieważ
zawsze starałam się ją ukrywać.
Cam opuścił głowę, jak podniósł mój
nadgarstek, odwracając ramię tak, że wnętrze dłoni było do góry. Przycisnął
wargi do blizny, a mi oddech utknął w gardle. Odwróciłam wzrok, zamykając oczy.
Coś we mnie pękło, przysłowiowa ściana, którą wokół siebie zbudowałam.
- Właśnie skończyłam szesnastkę –
powiedziałam, głos miałam zachrypnięty, kiedy wypaliłam słowa, zanim
straciłabym odwagę. – Wtedy to zrobiłam. Nie wiem czy naprawdę tego chciałam
czy po prostu chciałam, żeby ktoś… - Potrząsnęłam głową. – To coś, czego żałuję
każdego dnia.
- Szesnaście? – Jego ton był
pozbawiony osądzania.
Skinęłam głową. – Nigdy już czegoś
takiego nie zrobię. Przysięgam. Nie jestem tą samą osobą, co wtedy.
- Wiem. – Minęło kilka chwil, po czym
położył moje ramię na nodze. – Teraz jest pora na ściągnięcie twoich spodni.
Gwałtowna zmiana tematu wywołała we
mnie śmiech. – Miło.
Kiedy pomógł mi wstać, koszulka
niemal sięgała moich kolan, a mój biustonosz leżał na podłodze pomiędzy nami
jak smutna, samotna rzecz. Gdy sięgnął do guzików moich dżinsów, trzepnęłam
jego dłoń. – Myślę, że mogę to zrobić.
- Jesteś pewna? – Uniósł brew. – Bo
jestem tutaj do twoich usług i ściągnięcie twoich dżinsów jest czymś, w czym
czuję, że będę wyjątkowo cudowny.
- Jestem pewna, że byłbyś. Włóż swoją
bluzę.
Cofnął się i oparł o umywalkę. Całe
te męskie ciało na pokaz. – Lubię, kiedy patrzysz.
- Pamiętam – burknęłam, odwracając
się. Było tak, jakby moja bransoletka w ogóle nie była ściągnięta, ale czułam
się bez niej bardziej naga niż wtedy, gdybym nie miała na sobie żadnych ubrań.
Trochę się chybocząc ściągnęłam dżinsy. Gdy zwróciłam się do niego, wciąż był pół
nagi.
Cam zabrał swoją bluzę z podłogi i
złapał moją dłoń. – Myślisz, że nic ci nie będzie poza łazienką?
- Mam taką nadzieję.
Wróciliśmy do salonu i pomyślałam, że
wtedy sobie pójdzie, kiedy było dobrze po drugiej nad ranem, ale znalazł mi
trochę aspiryny, zmusił żebym wypiła butelkę wody po czym usiadł na mojej
kanapie. Pociągnął mnie lekko za ramię. – Usiądź ze mną.
Zaczęłam okrążać jego nogi, ale
zatrzymał mnie.
- Nie. Usiądź ze mną.
Nie mając pojęcia, o co mu chodzi,
pokręciłam głową. Cam oparł się i pociągnął trochę mocniej moje ramię. Poszłam
za nim, pozwalając mu wciągnąć się na jego kolana. Mój bok przyciśnięty był do
jego torsu, nogi rozciągnąłem na poduszkach obok nas. Rzucił koc na moje nogi i
kiedy miał mnie ułożoną tak jak chciał, objął mnie ramionami w pasie.
- Powinnaś spróbować zasnąć –
powiedział, jego głos był ledwie słyszalny ponad brzęczeniem telewizora. – To
pomoże rano.
Rozluźniłam się przy nim, szybciej
niż myślałam, że to możliwe. Przytulając się bliżej, położyłam głowę na jego
klatce. – Nie wychodzisz?
- Nie.
- W ogóle? – Zamknęłam oczy.
Jego broda dotknęła czubka mojej
głowy, następnie usta musnęły moje czoło. Westchnięcie wymknęło się spomiędzy
moich warg. – Nigdzie nie idę – powiedział. – Będę tutaj, jak się obudzisz,
kochanie. Obiecuję.
#
Zabrało mi kilka chwil uświadomienie
sobie, że oślepiające światło pochodziło od słońca świecącego przez okna mojego
salonu i że wciąż siedziałam na kolanach Cama. Moja głowa leżała na jego
ramieniu, a jego broda opierała się o czubek mojej głowy. Obejmował mnie mocno
ramionami, jakby myślał, że obudzę się i ucieknę.
W piersi moje serce trochę się
przepracowało.
Wspomnienia zeszłej nocy początkowo
były trochę chaotyczne, ale kiedy zaczynały mieć sens, na przemian byłam
podekscytowana, zażenowana, zszokowana i znowu podekscytowana.
Cam dalej tutaj był i zeszłej nocy
powiedział, że mnie chce, że będziemy razem, nawet po tym jak wiedział, co
sobie zrobiłam i po tym jak byłam dla niego totalną suką.
Niemal nie mogłam w to uwierzyć. Może
śniłam, ponieważ nie czułam, żebym na to zasługiwała.
Kładąc dłoń na jego klatce
piersiowej, poczułam jego spokojnie i silnie bijące serce pod dłonią. Skórę
miał nagą, ciepłą i prawdziwą. Musiałam zobaczyć jego twarz, żeby w pełni
uwierzyć, że to się działo. Przesunęłam się na jego kolanach.
Cam jęknął głębokim dźwiękiem.
Wytrzeszczając oczy, znieruchomiałam.
O kurczę, czułam jego podniecenie przy biodrze. Zacisnął ramiona wokół mojej
talii i poczułam jak jego serce bije w tym samym rytmie co moje.
- Sorry – powiedział grubym i
szorstkim głosem. – Jest poranek, a ty na mnie siedzisz. To połączenie
powaliłoby każdego mężczyznę.
Ciepło zalało moje policzki, ale
gorąco biegło żyłami i przypomniało mi się, jak go czułam, kiedy już wcześniej
się do mnie przyciskał. Nie najlepsza myśl na teraz. Jego uścisk na mojej talii
się poluźnił i opuścił rękę na moje biodro. Przez cienką koszulkę – jego koszulkę – mrowiła mnie skóra.
Okej. Może była to idealna myśl na
teraz.
- Chcesz, żebym z ciebie zeszła? –
zapytałam.
- Do diabła, nie. – Druga ręka
powędrowała w górę pleców, palce wplótł w końcówki moich włosów. – Absolutnie,
pieprzenie, nie.
Usta uformowały się w uśmiech. –
Dobrze.
- Wreszcie myślę, że w czymś się
zgadzamy.
Odchyliłam się trochę, żeby móc go
zobaczyć. Rozczochrany od snu i ze słabym śladem zarostu na szczęce wyglądał
całkowicie oszałamiająco. – Czy zeszła noc naprawdę się zdarzyła?
Jedna strona ust uniosła się, a mi
spuchła klatka piersiowa. Brakowało mi tego uśmiechu. – Zależy do tego, co myślisz,
że się wydarzyło.
- Ściągnęłam dla ciebie bluzkę?
Jego oczy się pogłębiły. – Tak.
Urocza chwila.
- A ty mnie odrzuciłeś?
Ręka na moim biodrze zsunęła się
niżej. – Tylko dlatego, że nasz pierwszy raz razem nie będzie wtedy, kiedy
jesteś pijana.
- Nasz pierwszy raz razem?
- Yhm.
Mięśnie zacisnęły mi się w brzuchu. –
Naprawdę jesteś przekonany o istnieniu pierwszego pomiędzy nami.
- Jestem. – Oparł głowę o poduszkę.
Musiałam się skupić. – Rozmawialiśmy,
prawda? – Spuściłam wzrok na nagi nadgarstek. – Powiedziałam ci, kiedy to
zrobiłam?
- Tak.
Zerknęłam na niego. – I nie myślisz,
że jestem szaloną suką?
- Cóż…
Przekrzywiając głowę, przyszpiliłam
go wzrokiem.
Uśmiech Cama się powiększył, kiedy
jego ręka sunęła wyżej po moich plecach, dosięgając karku. – Chcesz wiedzieć,
co myślę?
- Zależy.
Zniżył moją głowę tak, że nasze usta
dzieliły centymetry. – Myślę, że musimy pogadać.
- Musimy. – Zgodziłam się, choć
oczywiście sprawiało to, że się denerwowałam, lecz determinacja zastąpiła lęk.
Cam nagle złapał moje biodra i
podniósł mnie z siebie, sadzając na kanapie obok. Natychmiast zabrakło mi jego
ciepła. Wzrosło zdezorientowanie, kiedy wstał. – Myślałam, że musimy pogadać –
powiedziałam.
- Musimy. Zaraz wrócę.
Nie miałam pojęcia, co zamierzał.
- Po prostu tu zostań, okej? – rzekł,
cofając się do drzwi. – Nie ruszaj się z miejsca. Nie myśl o niczym. Tylko
tutaj siedź, a ja zaraz wrócę.
Obserwowałam go zaciekawiona. – Okej.
Pojawił się przekrzywiony uśmiech. –
Naprawdę, nie myśl o niczym. Nie o ostatnich paru minutach czy ostatniej nocy.
Nie o ostatnim miesiącu. Czy co będzie dalej. Po prostu tam siedź.
- W porządku – szepnęłam. – Obiecuję.
Jego wzrok spotkał się z moim na
dłuższą chwilę, a potem wyszedł i oczywiście myślałam o wszystkim w ciągu tych
pięciu minut, kiedy go nie było. Gdy wrócił, niemal byłam przekonana, że nie
wróci.
Tyle że wrócił.
Obróciłam się, spoglądając nad
oparciem kanapy, a gdy zobaczyłam co miał w dłoniach uśmiechnęłam się szeroko.
– Jajka – przyniosłeś jajka.
- I moją patelnię. – Zamknął drzwi
biodrem. – I umyłem zęby.
- Nie włożyłeś koszulki.
Rzucił mi spojrzenie, ruszając do
mojej kuchni. – Wiedziałem, że złamałoby ci serce nie bycie w stanie patrzeć na
mnie bez koszulki.
Kiedy zniknął za drzwiami, opuściłam
głowę na oparcie kanapy i wypuściłam dziewczyński dźwięk, który miałam
nadzieję, że był stłumiony.
- Avery, co do diabła robisz?
Podniosłam głowę. – Nic.
- To przynieś tutaj swój tyłek.
Uśmiechając się, zeszłam szybko z
kanapy i ruszyłam w kierunku sypialni.
- I nawet nie waż się przebierać.
Zatrzymałam się, robiąc minę.
- Bo naprawdę lubię widzieć cię w
moich ubraniach – dodał.
- Cóż, kiedy tak to stawiasz… -
Obróciłam się i poszłam do kuchni. Stojąc w progu obserwowałam jak robi coś, co
widziałam jak robi co najmniej tuzin razy.
Spojrzał na mnie przez ramię. – Co?
Tak bardzo tęskniłaś za moimi jajkami?
Zamrugałam odpychając mgiełkę z oczu.
– Nie sądziłam, że znowu będę cię miała w kuchni robiącego jajka.
Grube pasma mięśni na jego ramionach
spięły się i nie mogłam powstrzymać się od podziwiania cielesnej doliny.
Wygięły się w głąb jego skóry, kiedy pochylił się, nastawiając kuchenkę. –
Tęskniłaś za mną tak bardzo?
Tym razem nie wahałam się. – Tak.
Cam odwrócił się do mnie. – Tęskniłem
za tobą.
Wzięłam głęboki wdech. – Chcę
przeprosić za to jak się zachowałam, kiedy… cóż, kiedy zobaczyłeś moją bliznę.
Nigdy nie pozwoliłam nikomu jej zobaczyć. – Zagryzłam dolną wargę i zrobiłam
krok do przodu. – Wiem, że to nie wymówka, bo byłam okropną suką, ale…
- Przyjmę twoje przeprosiny pod jednym
warunkiem. – Splótł ramiona na klatce piersiowej.
- Cokolwiek?
- Zaufaj mi.
Przekrzywiłam głowę na bok. – Ufam
ci, Cam.
- Nie, nie ufasz. – Podszedł do
małego stolika i wyciągnął krzesło. – Usiądź.
Siadając, pociągnęłam w dół skrawek
jego koszulki, gdy wrócił do kuchenki, kładąc patelnię na palniku.
- Gdybyś mi ufała, nie zareagowałabyś
tak, jak to zrobiłaś – powiedział po prostu, rozbijając jajko. – I nie osądzam
cię ani nic z tego gówna. Musisz mi zaufać, że nie będę dupkiem ani nie wkurzę
się przez takie rzeczy. Musisz zaufać, że wystarczająco mi na tobie zależy.
Zaparło mi dech.
Odwrócił się, jego oczy były czyste
jak szkło. – Jest wiele, czego o tobie nie wiem i mam nadzieję, że to
naprawimy. Nie będę cię naciskał, ale nie możesz się przede mną zamykać. Dobra?
Musisz mi zaufać.
Było wiele rzeczy, o których nie
wiedział, ale nie chciałam żeby te rzeczy się mieszały. Nie teraz. Nigdy. –
Ufam ci. Zaufam ci.
Cam spotkał się ze mną wzrokiem. –
Przyjmuję twoje przeprosiny.
Potem odwrócił się z powrotem do kuchenki,
mieszając moją jajecznicę. Następny przyszedł sok pomarańczowy. Nic nie
mówiliśmy, aż usiadł ze swoimi czterema ugotowanymi jajkami. – Więc gdzie stąd
zmierzamy? – zapytał. – Powiedz mi, czego chcesz.
Zatrzymałam się z widelcem pełnym
jajecznicy. Podniosłam wzrok, a on trzymał jedno z jajek. – Czego chcę?
- Ode mnie. – Ugryzł jajko, wolno żując. –
Czego ode mnie chcesz?
Odkładając widelec, oparłam się i
patrzyłam na niego. Nagle uświadomiłam sobie, że chce żebym to powiedziała i…
musiałam to powiedzieć. Pomyślałam o Molly i o tym, co musiała powiedzieć setki
razy. To było proste w porównaniu do tamtego. – Ciebie.
- Mnie?
- Chcę ciebie. – Paliły mnie
policzki, ale parłam do przodu. – Oczywiście nigdy nie byłam w związku i nawet
nie wiem czy ty tego chcesz. Może nie…
- Chcę. – Skończył jajko.
Ścisnęło mnie w piersi. – Chcesz?
Zachichotał. – Brzmisz na tak
zaskoczoną, jakbyś nie mogła w to uwierzyć. – Podniósł kolejne jajko. – To
naprawdę całkiem urocze. Proszę kontynuuj.
- Proszę kontynuuj…? – Potrząsnęłam
głową, wytrącona z równowagi. – Chcę z tobą być.
Cam zjadł drugie jajko. – To druga
rzecz, w której zgadzamy się dzisiejszego ranka.
- Chcesz być ze mną?
- Chciałem być z tobą od pierwszego
razu, kiedy mnie odrzuciłaś. Po prostu czekałem, aż sama przyjdziesz. – Uniósł
wargi. – Więc jeśli to zrobimy, jest parę ogólnych zasad.
Czekał na mnie? – Zasady?
Potaknął, obierając trzecie jajko. –
Nie jest ich wiele. Nie zamykasz się przede mną. Jesteś tylko ty i ja, i nikt
inny. – Urwał, a mi podskoczyło serce. – I wreszcie, będziesz dalej wyglądać
cholernie seksownie w moich bluzkach.
Parsknęłam śmiechem. – Myślę, że
wszystkie są wykonalne.
- Dobrze.
Patrzyłam jak kończy swoje jajka i
choć byłam szczęśliwa, nerwy przezwyciężyły. – Nigdy nic takiego nie robiłam,
Cam. I nie jest ze mną łatwo się dogadywać przez cały czas. Wiem to. Nie mogę
obiecać, że będzie to dla ciebie łatwe.
- Żadna zabawa w życiu nie jest
łatwa. – Opróżnił swoją szklankę mleka, po czym wstał, podchodząc do mojej
strony. Złapał moją dłoń i podciągnął mnie na nogi. Objął mnie ramionami w
pasie, zniżając głowę, a kiedy mówił, jego usta muskały mój policzek. –
Poważnie o tobie myślę, Avery. Jeśli chcesz mnie naprawdę, to mnie masz.
Przymykając oczy, położyłam dłonie na
jego torsie. – Chcę cię naprawdę.
- Dobrze wiedzieć – mruknął,
przekrzywiając głowę i musnął ustami moje. Oczekiwanie spuchnęło jak pęcherzyk.
– Bo jeśli nie, byłoby to bardzo niezręczne.
Zaczęłam się śmiać, lecz wtem jego
usta były na moich, uciszając mnie. Pocałunek z początku był delikatny. Czuła
eksploracja moich ust, ale minęło zbyt długo odkąd ostatni raz mnie całował. I
minęło zbyt długo odkąd tak się czułam. Chciałam więcej.
Przesuwając dłońmi w górę jego klatki
piersiowej, następnie bokami lekko szorstkich policzków, wsadziłam palce
głęboko w rozczochrane, miękki włosy. Tylko takiej zachęty potrzebował Cam.
Pogłębił pocałunek, rozchylając moje usta, kiedy wślizgnął język do środka.
Przesunął ręce na moje biodra a potem na talię. Przyciągnął mnie do siebie, a
pocałunek zmienił się z niewinnego i słodkiego na wręcz seksowny w ciągu paru
sekund.
Cam podniósł mnie, wyciskając ze mnie
zaskoczone sapnięcie, które szybko się w nim zgubiło. Instynkt przejął kontrolę
i oplotłam go nogami w pasie. W jednym silnym ruchu przesunął się do przodu i
moje plecy były pchnięte na ścianę, a jego klatka przyciśnięta do mojej. Moje
ciało zmiękło, zwilgotniało pomiędzy udami, kiedy go tam poczułam, dowód tego
jak bardzo mnie pragnął. Każdy cal mojego ciała naprężył się, gdy wlało się we
mnie gorąco.
Po raz pierwszy nie było ani odrobiny
paniki. Nic prócz cudownych uczuć, które mnie ożywiały i tym razem byłam w
całkowitej kontroli. Była w tym wolność, której nigdy wcześniej nie
doświadczyłam i rzuciłam się w pocałunek. On wydał ten straszliwie seksowny
odgłos, który zadrżał jego piersią, a potem moją.
Zdawała się minąć wieczność, gdy
podniósł usta. – Muszę iść.
Wypuściłam drżący oddech. – Teraz
wychodzisz?
- Nie jestem święty, kochanie –
prawie warknął. – Więc jeśli teraz nie wyjdę, to nie wyjdę przez jakiś czas.
Pulsowanie przeszło z czubków moich
piersi do wnętrza. – Co jeśli nie chcę, żebyś wychodził?
- Cholera – powiedział, zsuwając
dłonie na moje uda. – Bardzo utrudniasz bycie dobrym facetem, którym mówiłaś że
jestem zeszłej nocy.
- Nie jestem pijana.
Przycisnął czoło do mojego, cicho się
śmiejąc. – Tak, widzę to i podczas gdy pomysł wzięcia cię w tej chwili przy
ścianie jest wystarczający, żebym stracił kontrolę, chcę żebyś wiedziała, że
jestem poważny. Nie jesteś zwykłą przygodą. Nie jesteś przyjaciółką od seksu.
Jesteś dla mnie więcej niż tym.
Zamknęłam oczy, oddychając ciężko. –
Dobra, to było… naprawdę tak jakby doskonałe.
- Jestem naprawdę tak jakby doskonały
– odparł, delikatnie rozplątując moje nogi. Postawił mnie na podłodze, a ja od
razu bym upadła, gdyby mnie nie trzymał. – Wszyscy inni to wiedzą. Jesteś tylko
trochę wolna w pojęciu tego.
Roześmiałam się. – Co zamierzasz
zrobić?
- Wziąć zimny prysznic.
- Poważnie?
- Tak.
Znowu się zaśmiałam. – Wrócisz?
- Zawsze – powiedział, całując mnie
szybko.
- Okej. – Otworzyłam oczy,
uśmiechając się. – Poczekam na ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz