wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 25

To, na co czekał Cam stało się krótko po tym jak ściągnęłam koszulkę i pokazałam mu swój biustonosz. Posadził mnie i opatulił mnie kocem, zakrywając mnie. Oglądaliśmy okropnie zły film fantastyczny, kiedy cały alkohol postanowił, że już nie chce być w moim brzuchu.
Zrywając z siebie koc, przeszłam przez kolana Cama. – O Boże…
- Co? Niedobrze ci? – Cam podniósł się.
Pobiegłam do łazienki i trzasnęłam za sobą drzwiami. Opadając na kolana, podniosłam deskę i zaczęłam wymiotować. Każdy mięsień w moim ciele się poruszał. Łzy pociekły po twarzy, kiedy ciało drżało. Źle się przez to przechodziło po grypie.
Przez cały odgłos wymiotowania, który robiłam, nie usłyszałam jak wchodził Cam, ale był tam, klęcząc obok mnie. Jego ręka przesuwała się wzdłuż mojego kręgosłupa ciągłym, niekończącym, łagodzącym ruchem, gdy odsuwał włosy, które wyszły z kucyka na moją twarz. Został, mrucząc do mnie niezrozumiałe słowa, które czyniły cuda, nawet przez brutalne suche wymiotowanie.
Kiedy wszystko się skończyło, pomógł mi oprzeć się o wannę, podczas gdy wziął ręcznik i przesunął nim pod wodą. Kucnął, przecierając miękkim materiałem moją twarz, tak jak robił w noc imprezy Halloween i kiedy byłam chora. – Czujesz się lepiej? – zapytał.
- Tak jakby – mruknęłam, zamykając oczy. – O Boże, to takie żenujące.
Zachichotał. – To nic, kochanie.
- Dlatego zostałeś, prawda? – jęknęłam, czując się jak wielka idiotka. – Wiedziałeś, że się rozchoruję, a oto ja się rozbieram.
- Cii – powiedział, odsuwając luźne kosmyki moich włosów. – Jak czarujące było patrzenie jak wymiotujesz, nie dlatego zostałem i ty to wiesz.
Zamknęłam znowu oczy, czując się trochę lekko. – Bo chcesz mnie, ale nie kiedy jestem pijana i rzygam?
Cam wybuchnął śmiechem. – Ta, wiesz co, to brzmi dobrze.
- Tylko się upewniam, że chodzi nam o to samo – wymamrotałam. Uderzyło mnie wtedy, że wciąż byłam tylko w dżinsach i biustonoszu, ale szczerze się tym nie przejmowałam. Jutro to będzie z pewnością inna historia.
- Nie chodzi.
Uchyliłam jedno oko. – Ha.
- Tak myślałem, że ci się to spodoba. – Przejechał zimną, mokrą szmatką po mojej brodzie.
- Jesteś w tym bardzo… dobry.
- Miałem dużo praktyki. – Cam odrzucił ręcznik na bok, wziął nowy i powtórzył kroki. – Byłem tam gdzie ty kilka razy. – Przebiegł nim w dół mojej szyi, po ramiączkach biustonosza a potem po długości ramion. – Chcesz przyszykować się do łóżka?
Drugie oko się otworzyło.
Pokręcił głową i w lewym policzku pojawił się dołeczek. – Przestań o tym myśleć.
- Och.
- Tak, och – powiedział, wstając. Stojąc do mnie plecami, grzebał wokół umywalki. Odkręcił kran. Znowu był przede mną, trzymając szczoteczkę do zębów z pastą. – Pomyślałem, że chciałabyś pozbyć się tego smaku z ust.
Poruszyłam niecierpliwie palcami. – Jesteś cudowny.
- Wiem. – Podał mi ją, a potem zamienił szczoteczkę na jeden z papierowych kubków, których nigdy nie używałam. Kiedy skończyłam, znowu klęknął i zakołysał się na piętach. Rozpiął swoją bluzę i ją ściągnął. – Próbowałem namówić cię do powiedzenia, że jestem cudowny od momentu, kiedy we mnie wpadłaś. Gdybym wiedział, że zajmie to tylko podanie ci szczoteczki do zębów, zrobiłbym to dawno temu. Moja strata.
- Nie. To była moja… - Podniosłam się trochę, patrząc jak sięgnął na dół i ściągnął koszulkę przez głowę. – Moja strata… co ty robisz?
- Nie wiem gdzie są twoje ubrania.
- Aha. – Spuściłam wzrok i myślę, że potrzebowałam znowu mokrego ręcznika.
- I domyślam się, że chciałabyś się rozebrać.
W jasnym świetle widziałam szczegóły w tatuażu słońca, jak nigdy wcześniej. Musiało być tysiąc małych plamek wewnątrz słońca, dając mu tak realistyczny, ognisty szczegół. – Ta…
- Więc najprościej będzie, jak pożyczę ci moją koszulkę.
Oczy pomknęły jeszcze niżej, przez ciemny sutek a potem na dół, śledząc każde zmarszczenie mięśni brzucha. – Okej.
- Wtedy będzie ci wygodniej.
Kawałek ciemnych włosów znajdował się pod jego pępkiem i szedł na południe, pod paskiem jego dżinsów. Wyglądało jakby ktoś położył palce po obydwu stronach jego bioder, wgłębiając tam skórę. – Jasne – mruknęłam. Skąd ktoś tam miał mięśnie? Jaki rodzaj ćwiczeń na brzuch miałeś, żeby to osiągnąć?
- Nie słuchałaś ani jednej rzeczy, którą powiedziałem.
Podniosłam wzrok. – Nie.
Znowu pojawił się dołeczek, kiedy złapał moje biodra i pomógł mi się podnieść tak, że siedziałam na brzegu wanny. – Jeszcze nie podnoś ramion, dobra?
Siedząc nieruchomo, trzymałam się brzegu wanny, gdy przeciągnął górę koszulki przez moją głowę.
- Trzymaj ramiona w dole. – Puścił koszulkę i objął mnie ramionami. Chwilę później jego zręczny palec odpiął biustonosz.
- Co robisz? – Żołądek mi opadł, i rany, po tym co właśnie tutaj się stało, nie było to dobre uczucie.
Zaśmiał się, jak ramiączka ześlizgnęły się po moich ramionach, wywołując gęsią skórkę. – Jak powiedziałem wcześniej, przestań o tym myśleć. Twoja cnota jest ze mną bezpieczna.
- Moja cnota? – Nie byłam pewna, czy chciałam żeby była ona z nim bezpieczna.
Zerknął na mnie. – Na razie.
- Na razie? – szepnęłam.
Cam skinął głową. – Przełóż ramiona.
Zrobiłam, jak mi kazano a potem zaczął podwijać rękawy, zanim przesunął dłoń w dół mojego lewego ramienia, zatrzymując się nad bransoletką.
- Nie… - Przeszła przeze mnie panika, kiedy odpiął bransoletkę. Próbowałam wyrwać ramię, lecz Cam podniósł wzrok, zacieśniając chwyt.
- Już ją widziałem, Avery.
Napięcie opadło na moją klatkę piersiową. – Proszę, nie. To żenujące i nie mogę cofnąć tego, że ją zobaczyłeś. Chciałabym, ale nie mogę.
Objął dwiema rękami bransoletkę i nadgarstek, spotykając się ze mną spokojnym wzrokiem. – To przez to, prawda? Dlatego się wkurzyłaś? Nie chciałaś ze mną rozmawiać? Rzuciłaś klasę?
Gula urosła w moim gardle tak szybko, że nie mogłam nic powiedzieć.
- Och, kochanie. – Łagodność wkradła się do jego głosu i spojrzenia. – Wszyscy zrobiliśmy rzeczy, z których nie jesteśmy dumni. Gdybyś wiedziała… - Potrząsnął głową. – Chodzi o to, że nie wiem dlaczego to zrobiłaś. Mam tylko nadzieję, że jakikolwiek był powód, to coś, co zaakceptowałaś. W ogóle nie myślę o tobie gorzej przez to. Nigdy tak nie myślałem.
- Ale wyglądałeś tak… - Mój głos był zbyt schrypnięty.
Bransoletka zsunęła się, ale jedną ręką zakrywał mój nadgarstek, kiedy położył bransoletkę na brzegu umywalki. – Byłam tylko zaskoczony i zmartwiony. Nie wiedziałem, kiedy to się stało i nie będę pytał. Nie teraz, dobrze? Po prostu wiedz, że nie musisz jej przy mnie ukrywać. W porządku?
Mogłam tylko potaknąć, ponieważ zawsze starałam się ją ukrywać.
Cam opuścił głowę, jak podniósł mój nadgarstek, odwracając ramię tak, że wnętrze dłoni było do góry. Przycisnął wargi do blizny, a mi oddech utknął w gardle. Odwróciłam wzrok, zamykając oczy. Coś we mnie pękło, przysłowiowa ściana, którą wokół siebie zbudowałam.
- Właśnie skończyłam szesnastkę – powiedziałam, głos miałam zachrypnięty, kiedy wypaliłam słowa, zanim straciłabym odwagę. – Wtedy to zrobiłam. Nie wiem czy naprawdę tego chciałam czy po prostu chciałam, żeby ktoś… - Potrząsnęłam głową. – To coś, czego żałuję każdego dnia.
- Szesnaście? – Jego ton był pozbawiony osądzania.
Skinęłam głową. – Nigdy już czegoś takiego nie zrobię. Przysięgam. Nie jestem tą samą osobą, co wtedy.
- Wiem. – Minęło kilka chwil, po czym położył moje ramię na nodze. – Teraz jest pora na ściągnięcie twoich spodni.
Gwałtowna zmiana tematu wywołała we mnie śmiech. – Miło.
Kiedy pomógł mi wstać, koszulka niemal sięgała moich kolan, a mój biustonosz leżał na podłodze pomiędzy nami jak smutna, samotna rzecz. Gdy sięgnął do guzików moich dżinsów, trzepnęłam jego dłoń. – Myślę, że mogę to zrobić.
- Jesteś pewna? – Uniósł brew. – Bo jestem tutaj do twoich usług i ściągnięcie twoich dżinsów jest czymś, w czym czuję, że będę wyjątkowo cudowny.
- Jestem pewna, że byłbyś. Włóż swoją bluzę.
Cofnął się i oparł o umywalkę. Całe te męskie ciało na pokaz. – Lubię, kiedy patrzysz.
- Pamiętam – burknęłam, odwracając się. Było tak, jakby moja bransoletka w ogóle nie była ściągnięta, ale czułam się bez niej bardziej naga niż wtedy, gdybym nie miała na sobie żadnych ubrań. Trochę się chybocząc ściągnęłam dżinsy. Gdy zwróciłam się do niego, wciąż był pół nagi.
Cam zabrał swoją bluzę z podłogi i złapał moją dłoń. – Myślisz, że nic ci nie będzie poza łazienką?
- Mam taką nadzieję.
Wróciliśmy do salonu i pomyślałam, że wtedy sobie pójdzie, kiedy było dobrze po drugiej nad ranem, ale znalazł mi trochę aspiryny, zmusił żebym wypiła butelkę wody po czym usiadł na mojej kanapie. Pociągnął mnie lekko za ramię. – Usiądź ze mną.
Zaczęłam okrążać jego nogi, ale zatrzymał mnie.
- Nie. Usiądź ze mną.
Nie mając pojęcia, o co mu chodzi, pokręciłam głową. Cam oparł się i pociągnął trochę mocniej moje ramię. Poszłam za nim, pozwalając mu wciągnąć się na jego kolana. Mój bok przyciśnięty był do jego torsu, nogi rozciągnąłem na poduszkach obok nas. Rzucił koc na moje nogi i kiedy miał mnie ułożoną tak jak chciał, objął mnie ramionami w pasie.
- Powinnaś spróbować zasnąć – powiedział, jego głos był ledwie słyszalny ponad brzęczeniem telewizora. – To pomoże rano.
Rozluźniłam się przy nim, szybciej niż myślałam, że to możliwe. Przytulając się bliżej, położyłam głowę na jego klatce. – Nie wychodzisz?
- Nie.
- W ogóle? – Zamknęłam oczy.
Jego broda dotknęła czubka mojej głowy, następnie usta musnęły moje czoło. Westchnięcie wymknęło się spomiędzy moich warg. – Nigdzie nie idę – powiedział. – Będę tutaj, jak się obudzisz, kochanie. Obiecuję.
#
Zabrało mi kilka chwil uświadomienie sobie, że oślepiające światło pochodziło od słońca świecącego przez okna mojego salonu i że wciąż siedziałam na kolanach Cama. Moja głowa leżała na jego ramieniu, a jego broda opierała się o czubek mojej głowy. Obejmował mnie mocno ramionami, jakby myślał, że obudzę się i ucieknę.
W piersi moje serce trochę się przepracowało.
Wspomnienia zeszłej nocy początkowo były trochę chaotyczne, ale kiedy zaczynały mieć sens, na przemian byłam podekscytowana, zażenowana, zszokowana i znowu podekscytowana.
Cam dalej tutaj był i zeszłej nocy powiedział, że mnie chce, że będziemy razem, nawet po tym jak wiedział, co sobie zrobiłam i po tym jak byłam dla niego totalną suką.
Niemal nie mogłam w to uwierzyć. Może śniłam, ponieważ nie czułam, żebym na to zasługiwała.
Kładąc dłoń na jego klatce piersiowej, poczułam jego spokojnie i silnie bijące serce pod dłonią. Skórę miał nagą, ciepłą i prawdziwą. Musiałam zobaczyć jego twarz, żeby w pełni uwierzyć, że to się działo. Przesunęłam się na jego kolanach.
Cam jęknął głębokim dźwiękiem.
Wytrzeszczając oczy, znieruchomiałam. O kurczę, czułam jego podniecenie przy biodrze. Zacisnął ramiona wokół mojej talii i poczułam jak jego serce bije w tym samym rytmie co moje.
- Sorry – powiedział grubym i szorstkim głosem. – Jest poranek, a ty na mnie siedzisz. To połączenie powaliłoby każdego mężczyznę.
Ciepło zalało moje policzki, ale gorąco biegło żyłami i przypomniało mi się, jak go czułam, kiedy już wcześniej się do mnie przyciskał. Nie najlepsza myśl na teraz. Jego uścisk na mojej talii się poluźnił i opuścił rękę na moje biodro. Przez cienką koszulkę – jego koszulkę – mrowiła mnie skóra.
Okej. Może była to idealna myśl na teraz.
- Chcesz, żebym z ciebie zeszła? – zapytałam.
- Do diabła, nie. – Druga ręka powędrowała w górę pleców, palce wplótł w końcówki moich włosów. – Absolutnie, pieprzenie, nie.
Usta uformowały się w uśmiech. – Dobrze.
- Wreszcie myślę, że w czymś się zgadzamy.
Odchyliłam się trochę, żeby móc go zobaczyć. Rozczochrany od snu i ze słabym śladem zarostu na szczęce wyglądał całkowicie oszałamiająco. – Czy zeszła noc naprawdę się zdarzyła?
Jedna strona ust uniosła się, a mi spuchła klatka piersiowa. Brakowało mi tego uśmiechu. – Zależy do tego, co myślisz, że się wydarzyło.
- Ściągnęłam dla ciebie bluzkę?
Jego oczy się pogłębiły. – Tak. Urocza chwila.
- A ty mnie odrzuciłeś?
Ręka na moim biodrze zsunęła się niżej. – Tylko dlatego, że nasz pierwszy raz razem nie będzie wtedy, kiedy jesteś pijana.
- Nasz pierwszy raz razem?
- Yhm.
Mięśnie zacisnęły mi się w brzuchu. – Naprawdę jesteś przekonany o istnieniu pierwszego pomiędzy nami.
- Jestem. – Oparł głowę o poduszkę.
Musiałam się skupić. – Rozmawialiśmy, prawda? – Spuściłam wzrok na nagi nadgarstek. – Powiedziałam ci, kiedy to zrobiłam?
- Tak.
Zerknęłam na niego. – I nie myślisz, że jestem szaloną suką?
- Cóż…
Przekrzywiając głowę, przyszpiliłam go wzrokiem.
Uśmiech Cama się powiększył, kiedy jego ręka sunęła wyżej po moich plecach, dosięgając karku. – Chcesz wiedzieć, co myślę?
- Zależy.
Zniżył moją głowę tak, że nasze usta dzieliły centymetry. – Myślę, że musimy pogadać.
- Musimy. – Zgodziłam się, choć oczywiście sprawiało to, że się denerwowałam, lecz determinacja zastąpiła lęk.
Cam nagle złapał moje biodra i podniósł mnie z siebie, sadzając na kanapie obok. Natychmiast zabrakło mi jego ciepła. Wzrosło zdezorientowanie, kiedy wstał. – Myślałam, że musimy pogadać – powiedziałam.
- Musimy. Zaraz wrócę.
Nie miałam pojęcia, co zamierzał.
- Po prostu tu zostań, okej? – rzekł, cofając się do drzwi. – Nie ruszaj się z miejsca. Nie myśl o niczym. Tylko tutaj siedź, a ja zaraz wrócę.
Obserwowałam go zaciekawiona. – Okej.
Pojawił się przekrzywiony uśmiech. – Naprawdę, nie myśl o niczym. Nie o ostatnich paru minutach czy ostatniej nocy. Nie o ostatnim miesiącu. Czy co będzie dalej. Po prostu tam siedź.
- W porządku – szepnęłam. – Obiecuję.
Jego wzrok spotkał się z moim na dłuższą chwilę, a potem wyszedł i oczywiście myślałam o wszystkim w ciągu tych pięciu minut, kiedy go nie było. Gdy wrócił, niemal byłam przekonana, że nie wróci.
Tyle że wrócił.
Obróciłam się, spoglądając nad oparciem kanapy, a gdy zobaczyłam co miał w dłoniach uśmiechnęłam się szeroko. – Jajka – przyniosłeś jajka.
- I moją patelnię. – Zamknął drzwi biodrem. – I umyłem zęby.
- Nie włożyłeś koszulki.
Rzucił mi spojrzenie, ruszając do mojej kuchni. – Wiedziałem, że złamałoby ci serce nie bycie w stanie patrzeć na mnie bez koszulki.
Kiedy zniknął za drzwiami, opuściłam głowę na oparcie kanapy i wypuściłam dziewczyński dźwięk, który miałam nadzieję, że był stłumiony.
- Avery, co do diabła robisz?
Podniosłam głowę. – Nic.
- To przynieś tutaj swój tyłek.
Uśmiechając się, zeszłam szybko z kanapy i ruszyłam w kierunku sypialni.
- I nawet nie waż się przebierać.
Zatrzymałam się, robiąc minę.
- Bo naprawdę lubię widzieć cię w moich ubraniach – dodał.
- Cóż, kiedy tak to stawiasz… - Obróciłam się i poszłam do kuchni. Stojąc w progu obserwowałam jak robi coś, co widziałam jak robi co najmniej tuzin razy.
Spojrzał na mnie przez ramię. – Co? Tak bardzo tęskniłaś za moimi jajkami?
Zamrugałam odpychając mgiełkę z oczu. – Nie sądziłam, że znowu będę cię miała w kuchni robiącego jajka.
Grube pasma mięśni na jego ramionach spięły się i nie mogłam powstrzymać się od podziwiania cielesnej doliny. Wygięły się w głąb jego skóry, kiedy pochylił się, nastawiając kuchenkę. – Tęskniłaś za mną tak bardzo?
Tym razem nie wahałam się. – Tak.
Cam odwrócił się do mnie. – Tęskniłem za tobą.
Wzięłam głęboki wdech. – Chcę przeprosić za to jak się zachowałam, kiedy… cóż, kiedy zobaczyłeś moją bliznę. Nigdy nie pozwoliłam nikomu jej zobaczyć. – Zagryzłam dolną wargę i zrobiłam krok do przodu. – Wiem, że to nie wymówka, bo byłam okropną suką, ale…
- Przyjmę twoje przeprosiny pod jednym warunkiem. – Splótł ramiona na klatce piersiowej.
- Cokolwiek?
- Zaufaj mi.
Przekrzywiłam głowę na bok. – Ufam ci, Cam.
- Nie, nie ufasz. – Podszedł do małego stolika i wyciągnął krzesło. – Usiądź.
Siadając, pociągnęłam w dół skrawek jego koszulki, gdy wrócił do kuchenki, kładąc patelnię na palniku.
- Gdybyś mi ufała, nie zareagowałabyś tak, jak to zrobiłaś – powiedział po prostu, rozbijając jajko. – I nie osądzam cię ani nic z tego gówna. Musisz mi zaufać, że nie będę dupkiem ani nie wkurzę się przez takie rzeczy. Musisz zaufać, że wystarczająco mi na tobie zależy.
Zaparło mi dech.
Odwrócił się, jego oczy były czyste jak szkło. – Jest wiele, czego o tobie nie wiem i mam nadzieję, że to naprawimy. Nie będę cię naciskał, ale nie możesz się przede mną zamykać. Dobra? Musisz mi zaufać.
Było wiele rzeczy, o których nie wiedział, ale nie chciałam żeby te rzeczy się mieszały. Nie teraz. Nigdy. – Ufam ci. Zaufam ci.
Cam spotkał się ze mną wzrokiem. – Przyjmuję twoje przeprosiny.
Potem odwrócił się z powrotem do kuchenki, mieszając moją jajecznicę. Następny przyszedł sok pomarańczowy. Nic nie mówiliśmy, aż usiadł ze swoimi czterema ugotowanymi jajkami. – Więc gdzie stąd zmierzamy? – zapytał. – Powiedz mi, czego chcesz.
Zatrzymałam się z widelcem pełnym jajecznicy. Podniosłam wzrok, a on trzymał jedno z jajek. – Czego chcę?
 - Ode mnie. – Ugryzł jajko, wolno żując. – Czego ode mnie chcesz?
Odkładając widelec, oparłam się i patrzyłam na niego. Nagle uświadomiłam sobie, że chce żebym to powiedziała i… musiałam to powiedzieć. Pomyślałam o Molly i o tym, co musiała powiedzieć setki razy. To było proste w porównaniu do tamtego. – Ciebie.
- Mnie?
- Chcę ciebie. – Paliły mnie policzki, ale parłam do przodu. – Oczywiście nigdy nie byłam w związku i nawet nie wiem czy ty tego chcesz. Może nie…
- Chcę. – Skończył jajko.
Ścisnęło mnie w piersi. – Chcesz?
Zachichotał. – Brzmisz na tak zaskoczoną, jakbyś nie mogła w to uwierzyć. – Podniósł kolejne jajko. – To naprawdę całkiem urocze. Proszę kontynuuj.
- Proszę kontynuuj…? – Potrząsnęłam głową, wytrącona z równowagi. – Chcę z tobą być.
Cam zjadł drugie jajko. – To druga rzecz, w której zgadzamy się dzisiejszego ranka.
- Chcesz być ze mną?
- Chciałem być z tobą od pierwszego razu, kiedy mnie odrzuciłaś. Po prostu czekałem, aż sama przyjdziesz. – Uniósł wargi. – Więc jeśli to zrobimy, jest parę ogólnych zasad.
Czekał na mnie? – Zasady?
Potaknął, obierając trzecie jajko. – Nie jest ich wiele. Nie zamykasz się przede mną. Jesteś tylko ty i ja, i nikt inny. – Urwał, a mi podskoczyło serce. – I wreszcie, będziesz dalej wyglądać cholernie seksownie w moich bluzkach.
Parsknęłam śmiechem. – Myślę, że wszystkie są wykonalne.
- Dobrze.
Patrzyłam jak kończy swoje jajka i choć byłam szczęśliwa, nerwy przezwyciężyły. – Nigdy nic takiego nie robiłam, Cam. I nie jest ze mną łatwo się dogadywać przez cały czas. Wiem to. Nie mogę obiecać, że będzie to dla ciebie łatwe.
- Żadna zabawa w życiu nie jest łatwa. – Opróżnił swoją szklankę mleka, po czym wstał, podchodząc do mojej strony. Złapał moją dłoń i podciągnął mnie na nogi. Objął mnie ramionami w pasie, zniżając głowę, a kiedy mówił, jego usta muskały mój policzek. – Poważnie o tobie myślę, Avery. Jeśli chcesz mnie naprawdę, to mnie masz.
Przymykając oczy, położyłam dłonie na jego torsie. – Chcę cię naprawdę.
- Dobrze wiedzieć – mruknął, przekrzywiając głowę i musnął ustami moje. Oczekiwanie spuchnęło jak pęcherzyk. – Bo jeśli nie, byłoby to bardzo niezręczne.
Zaczęłam się śmiać, lecz wtem jego usta były na moich, uciszając mnie. Pocałunek z początku był delikatny. Czuła eksploracja moich ust, ale minęło zbyt długo odkąd ostatni raz mnie całował. I minęło zbyt długo odkąd tak się czułam. Chciałam więcej.
Przesuwając dłońmi w górę jego klatki piersiowej, następnie bokami lekko szorstkich policzków, wsadziłam palce głęboko w rozczochrane, miękki włosy. Tylko takiej zachęty potrzebował Cam. Pogłębił pocałunek, rozchylając moje usta, kiedy wślizgnął język do środka. Przesunął ręce na moje biodra a potem na talię. Przyciągnął mnie do siebie, a pocałunek zmienił się z niewinnego i słodkiego na wręcz seksowny w ciągu paru sekund.
Cam podniósł mnie, wyciskając ze mnie zaskoczone sapnięcie, które szybko się w nim zgubiło. Instynkt przejął kontrolę i oplotłam go nogami w pasie. W jednym silnym ruchu przesunął się do przodu i moje plecy były pchnięte na ścianę, a jego klatka przyciśnięta do mojej. Moje ciało zmiękło, zwilgotniało pomiędzy udami, kiedy go tam poczułam, dowód tego jak bardzo mnie pragnął. Każdy cal mojego ciała naprężył się, gdy wlało się we mnie gorąco.
Po raz pierwszy nie było ani odrobiny paniki. Nic prócz cudownych uczuć, które mnie ożywiały i tym razem byłam w całkowitej kontroli. Była w tym wolność, której nigdy wcześniej nie doświadczyłam i rzuciłam się w pocałunek. On wydał ten straszliwie seksowny odgłos, który zadrżał jego piersią, a potem moją.
Zdawała się minąć wieczność, gdy podniósł usta. – Muszę iść.
Wypuściłam drżący oddech. – Teraz wychodzisz?
- Nie jestem święty, kochanie – prawie warknął. – Więc jeśli teraz nie wyjdę, to nie wyjdę przez jakiś czas.
Pulsowanie przeszło z czubków moich piersi do wnętrza. – Co jeśli nie chcę, żebyś wychodził?
- Cholera – powiedział, zsuwając dłonie na moje uda. – Bardzo utrudniasz bycie dobrym facetem, którym mówiłaś że jestem zeszłej nocy.
- Nie jestem pijana.
Przycisnął czoło do mojego, cicho się śmiejąc. – Tak, widzę to i podczas gdy pomysł wzięcia cię w tej chwili przy ścianie jest wystarczający, żebym stracił kontrolę, chcę żebyś wiedziała, że jestem poważny. Nie jesteś zwykłą przygodą. Nie jesteś przyjaciółką od seksu. Jesteś dla mnie więcej niż tym.
Zamknęłam oczy, oddychając ciężko. – Dobra, to było… naprawdę tak jakby doskonałe.
- Jestem naprawdę tak jakby doskonały – odparł, delikatnie rozplątując moje nogi. Postawił mnie na podłodze, a ja od razu bym upadła, gdyby mnie nie trzymał. – Wszyscy inni to wiedzą. Jesteś tylko trochę wolna w pojęciu tego.
Roześmiałam się. – Co zamierzasz zrobić?
- Wziąć zimny prysznic.
- Poważnie?
- Tak.
Znowu się zaśmiałam. – Wrócisz?
- Zawsze – powiedział, całując mnie szybko.

- Okej. – Otworzyłam oczy, uśmiechając się. – Poczekam na ciebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz