wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 34

Jedyny problem z latem, gdy już się dorosło, był taki, że kończyło się zanim czuło się, że w ogóle zaczęło. Albo mogło mieć to coś wspólnego z braniem letnich zajęć, co zdawało się wyssać z lata całe życie.
Otwierając jedno oko, jęknęłam. Najpierw zobaczyłam swoją bransoletkę – nie tą srebrną. Cam zastąpił ją paroma pętlami liny, które nosiły nieskończony urok. Potem zobaczyłam godzinę. Czemu nastawiłam tak wcześnie budzik? Nie miałam zajęć do dziewiątej.
Łóżko poruszyło się obok mnie.
I Cam nie miał zajęć do dziesiątej. Będzie to dla niego lekki semestr, bo kończył swoją karierę w college’u.
Zaspany uśmiech rozciągnął moje wargi, gdy przewróciłam się na brzuch, wyciągając nogi. Kołdra ześlizgnęła się po mojej nagiej skórze i wylądowała gdzieś w nogach mojego łóżka. Albo w mojej sypialni był jakiś zboczony duch, albo Cam się obudził.
Usta przycisnęła się pomiędzy moimi łopatkami, jak ręka ułożyła się na podstawie mojego kręgosłupa. Palce poruszyły się, wywołując na mojej skórze falę gęsiej skórki.
- Dzień dobry, kochanie. – Głos Cama był zachrypnięty od snu.
Ach, dlatego nastawiłam budzik tak wcześnie, co było tak inne od roku temu. Martwiłam się, że się spóźnię, co tak naprawdę było irytujące. Teraz nastawiłam budzik na godzinę wcześniej, żeby mieć trochę czasu sam na sam.
- Dobry – wymamrotałam, przymykając oczy, kiedy przesuwał ręką w górę i dół, zatrzymując się nad moimi pośladkami i idąc prosto do karku.
Pocałował środek moich pleców, po czym jego wargi były na moim biodrze. Ciepły oddech zatańczył na dole pleców, a potem pocałował mój prawy pośladek.
Zachichotałam, wiercąc się.
- Wiesz, co mówią o facecie, który całuje tyłek dziewczyny? Dosłownie?
- Zna swoje miejsce?
- Ha. Ha. – Odsunął włosy z mojej szyi i tam mnie pocałował. – Jest całkowicie zakochany w dziewczynie.
- Naprawdę?
- Tak – mruknął, chwytając moje biodro jedną ręką.
- Gdzie się tego dowiedziałeś?
- Na Internecie.
- Klasycznie.
- Wiesz, czego jeszcze się dowiedziałem? – Podniósł mnie i wsunął pode mnie ramię. – Że piersi kobiety są najradośniejsze o poranku.
- Co? – zaśmiałam się.
- Tak – odparł, obejmując moją prawą pierś. – Muszę sprawdzić tę teorię. – Ścisnął lekko, a mój sutek się zacieśnił. Przeniósł się na moją drugą pierś i zrobił to samo. – Myślę, że to co przeczytałem jest prawdą. Twoje piersi są wyjątkowo radosne tego ranka.
Wybuchając śmiechem, palnęłam jego dłonie, lecz mój śmiech szybko ucichł, kiedy jego dłoń wróciła z większą intencją. Jego palce działały swoją magię na czubkach i nie minęło długo, gdy moje biodra zaczęły poruszać się w niespokojnych kołach.
- Uwielbiam jak działa twój umysł – powiedział Cam, przesuwając się za mną.
Spojrzałam przez ramię. – Co?
Wskazał na zegar. – Ustawianie go wcześnie. Ty, moja droga, jesteś genialna.
- Wiem. – Uśmiechnęłam się, po czym położyłam policzek na poduszce. Moje serce już waliło, ciało było gotowe. Ja byłam gotowa. – Więc zamierzasz zrobić coś z dodatkowym czasem czy zaimponujesz mi swoją wiedzą podejrzaną stroną Internetu?
- Władcza. – Musnął wargami moje ramię, a jego dłonie wróciły do moich bioder. – I wysłałbym cię krzyczącą do kampusu z moją wiedzą podejrzanej strony Internetu.
- Dobrze wiedzieć.
Cam znowu mnie podniósł. – Możemy?
Zawsze wahał się i pytał zanim tak to robiliśmy. Coś w tym zawsze wywoływało we mnie ciepło; życzliwość tego wszystkiego i fakt, że on był świadomy, iż wciąż były chwile kiedy byłam cholernie niezręczna gdy dochodziło do intymności czy kiedy po prostu nie chciałam być dotykana. Tych chwil było kilka i były rzadkie, lecz wciąż istniały a on ich wyczekiwał i się przystosowywał.
Obydwoje się przystosowywaliśmy.
Podczas lata zaczęłam spotykać się z jednym z kampusowych psychologów raz w tygodniu i będę to ciągnąć aż już nie będzie to potrzebne i może pewnego dnia, będę mogła pomóc komuś swoją historią i doświadczeniami.
- Tak – powiedziałam i dodatkowo, na wypadek gdyby był zdezorientowany, pchnęłam w jego stronę tyłek. Cam warknął głęboko w gardle. Mój uśmiech się powiększył.
Ustawił się pomiędzy moimi nogami a ja podniosłam dłonie do ramion, kładąc tam jego ciężar. Podnosząc się trochę, odwróciłam głowę, a jego usta od razu odnalazły moje. Uwielbiałam sposób w jaki mnie całował, jakby mnie całą pochłaniał. Jeden pocałunek od niego i topniałam w jego dłoniach. Tak właśnie dobre były.
Cam przerwał pocałunek, przysuwając biodra do przodu, wsuwając się we mnie od tyłu. Rytm był wolny i niespieszny, a jednak tak wyczerpujący z każdym pchnięciem. Opuściłam czoło na poduszkę, oddech miałam nierówny, gdy odpychałam się do niego. Jego ręce wylądowały na moich, wczepiając się w moje palce, kiedy jego rytm przyspieszył.
- Kocham cię – jego głos był pięknym, ochrypłym szeptem w moim uchu, który posłał mnie na skraj. Wyzwolenie wzięło nas oboje, sekundy później.
To mój szept w jego uchu wziął nas oboje, kiedy w końcu doszliśmy do prysznica.
Skończyłam spóźniając się cztery minuty na zajęcia, ale i tak weszłam, posyłając profesorowi zażenowany uśmiech i zajęłam miejsce.
#
Pogoda była ładna i nie upalna, więc nasza mała grupka wzięła lunch na zewnątrz, siadając w cieniu pod jednym z grubych dębów blisko biblioteki.
Jacob uniósł swój melonik, ten z zeszłorocznej imprezy Halloweenowej, gdy zmarszczył brwi na około tuzin styropianowych kubków przed nim. Budował piramidę. Nie pytałam.
Wsunęłam słomkę przez swój kubek, zrzucając japonki. Brit wyciągnęła rękę do moich palców, a ja wysłałam jej złe spojrzenie. – Dotkniesz moich stóp, umrzesz.
- Ona mówi poważnie. – Cam szturchnął mnie. – Raz dotknąłem jej małego palca u nogi i niemal straciłem palec.
- Nie tylko to prawie straciłeś.
- Och, to brzmi poważnie. – Brit zerknęła na swój pojemnik majonezu, a potem na frytki. Westchnęła. – Tęsknię za Olliem. Uwielbiałam obrzydzać go moimi frytkami.
- Cóż, masz nas do obrzydzania. – Jacob wygiął usta. – Co robisz w tej chwili.
- To nie to samo. – Wydęła wargi. – Ollie był seksowny.
- Słucham? – Jacob prawie przewrócił swoją piramidę niesamowitości. – Ja jestem seksowny.
Cam zmarszczył brwi. – Tak jak i ja.
Walnęłam go łokciem w brzuch.
- Dobra, skoro muszę wyjaśnić oczywiste. – Brit włożyła frytkę do majonezu z wielkim rozmachem. – Jacob, nie lubisz dziewczyn. Cam, jesteś beznadziejnie oddany Avery, a to zostawia Ollie’ego.
Uśmiechnęłam się szeroko.
Jacob podniósł wzrok, jego usta wykrzywiły się w małym uśmiechu. – Cóż, jest jeszcze jeden.
Przekręcając się w pasie, podążyłam za jego wzrokiem. Jase był po drugiej stronie ulicy, idąc w naszą stronę.
Brit westchnęła. – Ta, nie mogłabym sobie z nim poradzić.
- Dlaczego nie? – zapytałam, przyglądając się przyjacielowi Cama.
Wydała wymijający dźwięk. – Nie jest związkowym typem, tak słyszałam.
- A ty chcesz związku? – zapytałam ją.
- Nie. – Roześmiała się, machając frytką. – Ale mam wrażenie, że z kimś takim jak on, zasmakujesz i zawsze będziesz chciała więcej.
- Coś jak narkotyk? – zasugerował Jacob.
- Albo Herosi – powiedziała Brit.
Cam zrobił minę, zwędzając trochę moich frytek. Posłałam mu mordercze spojrzenie, które zniszczyłam, kiedy pocałowałam go w policzek.
Jase opadł obok nas, wyciągając swoje długie nogi. Wyglądał na trochę nieobecnego, jego niemal idealne rysy były blade. – Okej. Mam halucynacje czy właśnie zobaczyłem twoją siostrę wchodzącą do Knutti?
- Nie masz halucynacji – odparł Cam. – Widziałeś ją. Późno się tu zapisała.
- Och. – Jase zmrużył oczy, wpatrując się w przestrzeń. – To… to dobrze.
Złapałam wzrok Cama, a on wzruszył ramionami. Ze wzrokiem wciąż utkwionym w czymś, czego nikt inny nie widział, Jase wyciągnął rękę ponad Camem i porwał garstkę moich frytek.
- Co do diabła? – wykrzyknęłam.
Cam zaśmiał się. – Twoje frytki nie są bezpieczne.
- Najwidoczniej – mruknęłam, przyglądając im się obojgu.
Jase puścił do mnie oko i był tak absurdalnie atrakcyjny, jak robiący to Cam. – Idziecie wszyscy na luau w ten weekend?
Potaknęłam i znowu uderzyło mnie jak wielką różnicę zrobił rok. O tej porze zeszłego roku, nawet nie brałabym pod uwagę imprezy, zwłaszcza takiej organizowanej przez bractwo. Uśmiechnęłam się do siebie, kończąc resztę frytek, zanim chłopcy je pożarli.
- Naprawdę będziecie mieć świnię? – zapytała Brit. – Bo w zeszłym roku to nie była świnia. Był to dziki indyk, a to było obrzydliwe.
Jase roześmiał się. – Tym razem będziemy mieli świnię.
Obok mnie boczna kieszeń mojej torby zawibrowała. Zaciekawiona, kto to mógłby być, bo wszyscy, którzy się ze mną kontaktowali siedzieli tutaj, otworzyłam kieszeń i wyciągnęłam komórkę.
Była to wiadomość – wiadomość od normalnego numeru telefonicznego. Numer kierunkowy Teksasu.
To Molly. Możemy porozmawiać, kiedy będziesz miała czas? Proszę.
Lekki dreszcz przeszedł po moich ramionach, jak patrzyłam na wiadomość. Molly nie skontaktowała się ze mną odkąd wyjechałam z Teksasu. Nic od niej i wiadomości z przedtem, które nigdy nie były tak przyjazne, chociaż ta nie krzyczała najlepszymi przyjaciółkami na zawsze.
Od razu odpisałam. Tak. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
Minęło kilka minut, gdy wpatrywałam się w komórkę. Molly odesłała wiadomość okej, a ja wciąż byłam oszołomiona.
- Wszystko w porządku? – zapytał Cam, kładąc dłoń na dolnej części moich pleców. Niepokój zmarszczył jego brwi.
- Tak. – Wrzuciłam komórkę z powrotem do torby. Wszystko było w porządku. Może nie idealne, ale życie nie miało być idealne. Było zabałaganione i czasami było katastrofą, lecz było piękno w bałaganiarstwie i mógł być spokój w katastrofie.
Nie wiem, jakie byłoby moje życie, gdybym nie postanowiła go zmienić i uwolnić się od przeszłości. Wiedziałam, że nie byłoby takie. I również wiedziałam, że gdybym nie spotkała Cama, teraz bym tutaj nie siedziała. Może w końcu sama bym przyszła, ale byłam wystarczającą kobietą żeby przyznać, że miałam pomoc.
I byłam wystarczającą kobietą, że ilekroć patrzyłam na nocne niebo i zobaczyłam Coronę Borealis – czy coś, co było trochę do niej podobne – dziękowałam jej.
Opierając się o tors Cama, odchyliłam głowę, jak wyciągnęłam rękę, obejmując jego policzek. Przyciągnęłam jego usta do swoich i pocałowałam go lekko. – Dziękuję ci.
Jego usta uniosły się z jednej strony. – Za co?

- Za czekanie na mnie.

Rozdział 33

Wchodząc pod prysznic następnego ranka, gorąca woda cudownie oblała moje obolałe mięśnie. Zwróciłam się do natrysku, pozwalając mu spływać po mojej odwróconej do góry twarzy. Ostatnia noc… cała noc… Wielki uśmiech rozciągnął moje usta. Było niesamowicie. Nie tylko seks – a seks był niezwykle cudowny – ale wszystko, co przyszło potem. Byliśmy bliżej niż wcześniej i to nie akt seksu nas połączył.
Był to akt całkowitego zaufania sobie.
Słysząc ciche przesunięcie drzwi prysznicowych, otworzyłam oczy i odwróciłam się, gdy Cam wszedł za mnie. Nagusieńki. Spuściłam wzrok. I twardy.
Policzki mi poczerwieniały, jak nieśmiało założyłam ramiona na piersiach. Tak, byliśmy bliżej, ale nie oznaczało to, że stanie w jasnym świetle łazienki na golasa nie było onieśmielające.
- Jesteś piękna. – Cam uśmiechnął się lekko ironicznie, odsuwając moje ramiona. – I chcesz się zakrywać?
- Nie wszyscy jesteśmy pobłogosławieni twoją pewnością siebie.
- Aha. – Przeciągnął kciukiem po moim stwardniałym sutku, po czym ucałował kącik moich ust, przesuwając dłońmi wzdłuż moich ramion. Woda spływała po moich plecach. – Zrobiło mi się tam samotnie. Pomyślałem, że do ciebie dołączę.
- Byłeś samotny? – Przesunąłem się do niego bliżej.
- Tak. – Cam opuścił ręce na moją talię. Zamknął resztę odległości między nami. Nasza śliska skóra przycisnęła się do siebie i części mojego ciała bardzo się z tego ucieszyły. – Zamówiłem śniadanie. Mamy około dwudziestu minut.
- Dwadzieścia minut na umycie się i odświeżenie?
- Na to potrzebujemy tylko paru minut.
- A co z resztą tych minut?
Cam nie powiedział mi, jak chciał spędzić te chwile. Pokazał mi… bardzo szczegółowo. Całując mnie raz, zanim zamknął usta na mojej piersi. Kula lawy utworzyła się w moim brzuchu, jak odwrócił mnie na bok, pryskała na nas woda. Z oszołomieniem podniosłam rękę do kosmyków mokrych włosów. Prześlizgnęły się przez moje palce jak jedwab. On wsunął dłoń między moje uda, przysuwając swoje usta do moich. Dokładnie wiedział jak mnie dotykać, jak doprowadzić na skraj kontroli.
- Trzymaj się – rozkazał.
Objęłam ramionami jego szyję, wypuszczając krótki oddech, gdy mnie podniósł, przyciskając moje plecy do mokrych kafelek, ustawiając się pomiędzy moimi nogami. Połączył nas wolnym, dręczącym pchnięciem. Moje jęki wypełniły łazienkę, jak ruszał biodrami. Serce mi waliło, trzepotało głęboko w klatce piersiowej i brzuchu.
Jakoś wylądowaliśmy poza prysznicem, moje plecy były na zimnej podłodze a Cam nade mną, jego ciało kołysało się z moim, ściskałam go udami, podczas gdy prysznic wciąż leciał. Jedna dłoń była na mojej piersi, druga głęboko zatopiona w moich mokrych włosach. Jego usta były gorące i wymagające, pożerające.
- Cam! – wykrzyknęłam, wyginając plecy, gdy ulga przeszła przeze mnie, wybuchowa i rozbijająca. On objął mnie ramionami, kiedy mnie podnosił, sadzając na swoich kolanach. Moje kolana poślizgnęły się na teraz mokrej podłodze. Piorun świsnął przez moje żyły. Jego ciało drżało, jak trzymał mnie przy sobie mocno, pchając raz jeszcze, przyciskając moje biodra do swoich, gdy doszedł.
Przez moment jedynym dźwiękiem był nasz nierównych oddech. Byliśmy wiotcy w swoich ramionach, moja głowa na jego ramieniu, ręka leżała nad miejscem, gdzie waliło jego serce.
- Ty…
- Nic mi nie jest – przerwałam mu, chichocząc. – Nie połamię się.
- No nie wiem. – Odsunął włosy z mojej twarzy. – Ty… - Przerwało mu pukanie do naszych hotelowych drzwi. – Cholera. Przyszło jedzenie.
Zeszłam z jego kolan, a on stanął na nogi, ślizgając się w kałużach, które zostawiliśmy na podłodze i niemal się wywrócił. Doszedł do drzwi w jednym kawałku. – Cam!
- Co? – Spojrzał przez ramię.
Rzucając mu ręcznik, zachichotałam. – Zamierzasz otworzyć drzwi z wiszącym sprzętem.
- Racja. – Owinął ręcznik wokół bioder, posyłając mi szelmowski uśmiech. – Chociaż masy chciałyby zobaczyć mój sprzęt.
Roześmiałam się, wracając pod ciepły prysznic. Jego sprzęt był dość imponujący.
#
Dom Molly był w przyzwoitej części miasta. Średnie dochody, czyściuteńko. Zatrzymaliśmy się przed piętrowym domkiem, a ja przejrzałam numery na komórce, żeby upewnić się, że mamy dobry dom.
- To ten.
Cam zaparkował auto wzdłuż krawężnika, lekko marszcząc brwi. – Jesteś pewna, że musisz to zrobić?
- Tak. Jestem jej to winna.
Wyłączył silnik. – Nic nie jesteś jej winna.
Spojrzałam na niego. – Jestem. Nie obwiniam się za to, co jej się stało, ale jeżeli z nią nie porozmawiam, ona nigdy nie zrozumie, dlaczego nic nie powiedziałam. A chcę, żeby to zrobiła. – Bo naprawdę chciałabym przeżyć jeden tydzień bez dostania od niej złośliwej wiadomości.
Wciągając płytki wdech, ściągnął ręce z kierownicy. – I oczywiście chcesz, żebym tutaj został?
Potaknęłam.
On westchnął. – Nie lubię tego.
Pochylając się, pocałowałam go w policzek. – Ale lubisz mnie.
- Kocham cię. – Odwrócił głowę w moją stronę. Kładąc rękę na moim karku, przysunął usta do moich. – Nie znaczy to, że cieszę się siedzeniem tutaj podczas gdy ty pójdziesz do jakiegoś przypadkowego, być może psychicznej laski, domu.
- Nie jest psychiczna.
- Mówisz ty.
- Mówię ja.
Jego wargi uniosły się z jednej strony. – Jeśli nie wyjdziesz w ciągu pięciu minut, wchodzę z płonącym pistoletem.
- Nie masz pistoletu.
- Ona o tym nie wie.
Zaśmiałam się cicho. – Będę potrzebować więcej niż pięciu minut.
- Sześć.
- Więcej – odparłam.
- Nie potrzebujesz tego, kochanie. – Kiedy nic nie powiedziałam, jęknął. – Siedem.
- Jesteś śmieszny. Nic mi się nie stanie.
Cam znowu westchnął. – Dobra. Proszę, bądź ostrożna.
- Będę.
Zanim wysunęłam się z jego uścisku, zacieśnił uchwyt i złapał moje wargi. Pocałunek zaczął się wolno, zmieniając się na głębszy i gorętszy, jak jego język wsunął się do środka, poruszając się w sposób, który przypominał mi to, co zrobił ostatniej nocy i tego ranka. Jęknęłam w pocałunek, a kiedy się odsunął, ciężko oddychałam.
Szelmowski błysk wypełnił jego niebieskie oczy. – Im szybciej tam będziesz, tym szybciej dostaniesz więcej tego.
- To takie nie w porządku. – Odsunęłam się, ale uśmiechałam się.
- Kocham cię.
Nigdy nie znudzi mi się słuchanie tego. – Też cię kocham.
Wyjście z samochodu było prawie niemożliwe, ale zrobiłam to. Moje sandały stukały o popękany chodnik, gdy szłam szybko do frontowych drzwi. Byłam na słońcu późnego ranka jedynie parę sekund a pot już zrosił moje czoło.
Podniosłam rękę, żeby zapukać, lecz wewnętrzne drzwi gwałtownie się otworzyły, ukazując niską, chudą dziewczynę z czarnymi włosami i dużymi szarymi oczami – ostrożnymi oczami. Przeniosły się mnie, a potem ponad moje ramię. Była ładną dziewczyną, taką która wyglądała na wykończoną i znużoną.
- Kto to? – zażądała.
Od razu rozpoznałam jej głos. – To Cam. Mój chłopak.
Jej twarz zmarszczyła się, jakby posmakowała czegoś cierpkiego. – Nie może tutaj wejść.
- Wiem. – Szybko ją uspokoiłam. – Dlatego zostaje w aucie.
Wyraz twarzy Molly zmienił się w niezadowolenie, ale odsunęła się na bok. Otwierając drzwi z siatką, podążyłam za nią do ciemnego salonu.
- To dom twoich rodziców? – Przyjrzałam się wielu zdjęciom wiszącym wzdłuż ściany i zdartym meblom.
- Tak. – Weszła do salonu i podniosła pilota. Wyłączając telewizor, rzuciła pilota na kanapę obok niej. – Są w pracy.
- Ładny.
Uśmiechnęła się ironicznie. – Mówi dziewczyna, która pochodzi z Red Hill.
Nie przegapiłam ciosu odcinka drogi przy której mieszkali moi rodzice. Usiadłam na krześle, krzyżując kostki u nóg. – Okej. Cieszę się, że chciałaś się ze mną zobaczyć.
Molly nie usiadła, lecz stała tylko parę stóp ode mnie. – Naprawdę?
- Tak.
Zaśmiała się ostro. – Jakoś w to wątpię, biorąc pod uwagę naszą ostatnią rozmowę i fakt, że spędziłaś dobre dziewięć miesięcy mnie ignorując.
Dobra. Nie będzie to łatwe. – Nie jestem wielką fanką czytania maili od ludzi, których nie znam, po byciu w liceum i dostawaniu obraźliwych wiadomości. I jest ten fakt, że ty wysłałaś mi tonę niezbyt przyjemnych wiadomości.
Krzyżując ramiona, podniosła brodę. – Wiesz, dlaczego wysłałam ci te wiadomości.
- Bo nie odpowiedziałam na początku i dlatego, że mnie obwiniasz. – Gdy nic nie powiedziała, pochyliłam się do przodu. – Nie kłamałam, kiedy powiedziałam, że nic o tobie nie wiedziałam, dopóki nie rozmawiałam ze swoim kuzynem w styczniu tego roku. Nie sprawdzałam pierwszych maili. To prawda.
Zacisnęła usta. – Zatem wciąż trzymasz się historyjki „niekłamliwej dziwki”?
Oddychałam przez nos, wpatrując się w nią. Gniew mrowił moją skórę, ale tak jak z moją matką dzień wcześniej, byłam opanowana. – Tak jak powiedziałam ci przez telefon, nie skłamałam policji.
- Więc dlaczego wycofałaś oskarżenia? – naciskała.
- Długa historia.
Rozłożyła ramiona. – Oczywiście mam czas. Powiedz mi.
Jej żądający ton utrudniał to, abym nie odpowiadała złośliwością. Trzymając swój poziom głosu, opowiedziałam Molly wszystko o Halloweenowej nocy i dniach po niej. W przeważającej części jej wyraz twarzy pozostawał nieugięty i tak bezlitosny jak u doświadczonego gliny. Jedyne pęknięcie pojawiło się, kiedy powiedziałam jej o tym, co zrobił Blaine. Nie musiałam jej pytać, żeby wiedzieć, że to było to samo. Gdy skończyłam, ona się odwróciła ze spuszczonymi ramionami, ale wyprostowanym kręgosłupem.
- Nie wolno mi tego mówić komukolwiek, ale musiałam ci powiedzieć.
- Powiedziałaś swojemu chłopakowi?
- Tak.
Wciąż była do mnie odwrócona, milcząc.
- Chciałabym, żeby moi rodzice się na to nie zgodzili i chciałabym, żebym i ja tego nie zrobiła. Chciałabym być tak silna jak ty i…
- Nic o mnie nie wiesz. – Obróciła się, oczy były kamienną szarością.
Podniosłam dłonie. – Ale wiem, że jesteś silna – silniejsza ode mnie. Zrobiłaś prawidłową rzecz, a wiem, że nie mogło być to łatwe.
- Nie było łatwe.
- Wiem. – Myślę, że ta laska po prostu chciała być kłótliwa.
Jej spiczasta broda się uniosła. – Nic w tym nie było łatwe. Rozmawianie z policją – detektywami a potem prawnikami. Wciąż musieć przerabiać każdą pieprzoną rzecz, którą on mi zrobił? W szczegółach? Nie było łatwo. I nie musiałabym przez to w ogóle przechodzić, gdybyś trzymała się prawdy!
- Przepraszam…
Ruszyła się tak szybko, a ja byłam na to tak nieprzygotowana, że po prostu tam siedziałam.
Molly spoliczkowała mnie, odrzucając moją głowę na bok. Łzy bólu i zaskoczenia zakłuły mnie w oczy.
Uderzyła mnie prosto w twarz.
Prawie nie mogłam w to uwierzyć. Cały bok mojej twarzy palił do czerwoności, kłując. Cholera. Jak na kogoś tak chudego, potrafiła piekielnie dobrze spoliczkować.
Furia odsunęła zaskoczenie, a dłonie swędziały, żeby oddać przysługę. Ale rozumiałam złość Molly. Jej ból wciąż był tak świeży i ciął zbyt głęboko. Byłam na jej miejscu, wciąż tam byłam, od czasu do czasu. Gniew tak naprawdę nigdy nie odszedł. Może nigdy tego nie zrobi. Dlatego rozumiałam dlaczego była tak wściekła.
To był jeden z powodów, dla których obecnie nie waliłam ją pięścią w twarz.
- Zasłużyłaś na to – powiedziała drżącym głosem.
Piekł mnie policzek, jak wstałam. – Może tak. Ale nie zasłużyłam na to, co zrobił mi Blaine i nie zasługuję na te całe gówno, które mi dajesz za coś, co zdecydowałam, kiedy byłam czternastolatką i miałam w tym bardzo mało wyboru.
- Twoi rodzice nie przystawili ci pistoletu do głowy i nie zmusili cię do podpisania tych papierów, prawda?
Potrząsnęłam głową. – Co ty byś zrobiła, gdybyś była czternastolatką, a twoi rodzice zażądali, żebyś to zrobiła?
Otworzyła usta.
- Nie odpowiadaj na to, bo nie ma to znaczenia. Przepraszam – ale jeśli znowu mnie uderzysz, oddam – przepraszam, że to ci się stało. Przepraszam, że musiałaś przechodzić przez rozprawę i to wszystko. I uwierz mi, najbardziej przepraszam za podpisanie tych pieprzonych papierów i zgodzenie się. Ale nie mogę tego zmienić. Mogę tylko temu odpuścić.
- Cóż, więc baw się dobrze, odpuszczając.
Stojąc tam, patrząc na dziewczynę, z którą dzieliłam straszną wspólność, czułam… pustkę. Nie było żadnych słuchających aniołów czy złotego światła objawienia. Czułam się tak samo, jak wychodziłam z domu moich rodziców. Nic. Nagle wiedziałam, że Cam miał rację. Nie musiałam tego zrobić, żeby iść dalej. Tak naprawdę nie musiałam nawet konfrontować się z moimi rodzicami. Chociaż tamto było niesamowite.
Zaczęłam iść dalej, w chwili, kiedy wyznałam Camowi prawdę.
Nie stało się to przez jedną noc. Odpuszczanie było powolnym procesem, co uświadomiłam sobie przez sukowate uderzenie.
Nie musiałam tutaj być.
Musiałam być tam, z Camem i z powrotem w domu w Zachodniej Wirginii z moimi przyjaciółmi. Musiałam kontynuować odpuszczanie tego wszystkiego.
Ruszyłam do drzwi.
- Gdzie idziesz? – Jej kościste palce wbiły się w moje ramię, zatrzymując mnie. – Avery?
Ściągając jej dłoń z mojego ramienia, nie zmieniłam tonu. – Wychodzę, Molly. Wracam do mężczyzny, który kocha mnie bez względu na to co stało się w mojej przeszłości czy jakie popełniłam głupie decyzje. Wracam do domu, który nie jest budynkiem na Red Hill i wracam, żeby zobaczyć się ze swoimi przyjaciółmi. Tam właśnie idę.
Gardło Molly pracowało, ale nic nie powiedziała, kiedy podeszłam do drzwi. Zatrzymałam się i do niej odwróciłam. – Posłuchaj, jeśli chcesz do mnie zadzwonić, żeby po prostu porozmawiać czy coś, oczywiście masz mój numer. Dzwoń, kiedy chcesz, ale nauczyłam się ze swoich błędów. Jeżeli wyślesz mi jeszcze jakąś wiadomość, która choć troszeczkę mnie wkurzy, zadzwonię na policję i wniosę na ciebie oskarżenie.
Zamknęła usta i cofnęła się o krok.
- Życzę ci wszystkiego najlepszego. Poważnie. Żegnaj, Molly.
Nie zatrzymała mnie, jak wychodziłam i nie wyszła na zewnątrz, tak jak zrobił to mój ojciec. Wsiadłam do schłodzonego wnętrza auta i wypuściłam nierówny oddech.
- Jak to… dlaczego twoja twarz jest taka czerwona? – Cam złapał moją brodę i delikatnie odwrócił mnie do siebie. – Uderzyła cię?
- Ta. – Skrzywiłam się na jego gwałtowne przekleństwo. – Ale myślę, że poczuła się lepiej, po tym jak wyrzuciła to wszystko z systemu.
Zmrużył oczy. – Nie czyni to tego pieprzenie w porządku.
- Wiem. – Objęłam ręką jego i przycisnęłam ją do mojego obolałego policzka. – Ale to już koniec. Powiedziałam to, co musiałam i nie sądzę, że będę od niej znowu słyszeć.
Cam rozwarł dłoń, łagodnie zakrywając mój policzek. – Avery…

- Miałeś rację. Tak naprawdę nie musiałam tego robić, ale cieszę się, że tak się stało. Czuję się z tym dobrze. – Zamykając oczy, odwróciłam głowę, całując wnętrze jego ręki. – Zabierz mnie do domu, Cam. Tam właśnie muszę być.

Rozdział 32

Przy kolacji wprowadziłam Cama w rozmowę, którą miałam z rodzicami. Myślałam, że może rzucić swoim nożem do steku w ścianę, kiedy powiedziałam mu o nastawieniu mojej mamy.
- Naprawdę – powiedziałam. – Nie jestem zaskoczona. Ona zawsze była… zimna i przez lata to się tylko pogorszyło.
Szczęka Cama się napięła. – Jesteś milsza ode mnie.
Wzruszyłam ramionami. Nie pomyślałby tak, gdyby był świadkiem mojego wewnętrznego dialogu. – Cieszę się, że z nimi porozmawiałam. A tata? Ta rzecz z tańcem była jego sposobem na pokazanie jakiegoś poziomu żalu. Przynajmniej zrozumiał o czym mówiłam, wiesz?
Skinął głową. – Więc jak się z tym czujesz?
Dobre pytanie. Wyprostowałam się. – Tak naprawdę nic nie czuję. To znaczy, tak jak powiedziałam, cieszę się, że to zrobiłam, ale sama nie wiem. To jest jak pójście do dentysty. Nie chcesz iść, ale wiesz, że musisz a potem po prostu cieszysz się że to zrobiłeś.
Wyciągając rękę przez stół, rozłożył ją na mojej. – Wciąż chcesz zobaczyć się jutro z Molly?
- Tak. – Przejrzałam swoje maile po tym jak zarezerwowaliśmy nasze bilety i znalazłam jeden od niej. Nie był zły. Było ich wiele. Wysłałam jej szybką notatkę wyjaśniającą, że będę w mieście i chce się z nią zobaczyć. Byłam częściowo zdziwiona, kiedy odpowiedziała w ciągu godziny, zgadzając się. – Wciąż chcę się z nią zobaczyć.
Cam odwrócił wzrok z zaciśniętą szczęką. Nie szalał za tym pomysłem, lecz niemniej mnie wspierał. Była to jedna z chwil, kiedy uświadamiała sobie, jakie szczęście miałam wpadając w niego na korytarzu przed astronomią. Musiałam częściej zdawać sobie z tego sprawę.
I potrzebowałam go, naprawdę potrzebowałam.
Nie chciałam już dłużej rozmawiać o moich rodzicach czy nieuchronnym spotkaniu z Molly. Chciałam pokazać Camowi jak bardzo go kocham. Nie dlatego, że myślałam, że jest to ode mnie oczekiwane, ale dlatego, że tego właśnie chciałam.
- Gotowy wracać? – zapytałam, przyspieszyło mi tętno.
Zapłaciliśmy rachunek i przebyliśmy krótki dystans do hotelu. Wciąż było wcześnie i będąc tak blisko Houston, wiele było do pokazania Camowi, ale czułam się skąpo ze swoim czasem z nim. Nie chciałam się dzielić.
Cam usiadł na brzegu łóżka, bejsbolówka zsunęła się do tyłu, jak przyciskał guziki na pilocie. Zasłony zasłaniały duże okno po drugiej stronie pokoju i jedynie wślizgało się trochę przygaszającego światła słonecznego.
- Pójdę wziąć szybki prysznic. – Zebrałam swoje przybory toaletowe i zaczęłam cofać się do łazienki.
Posłał mi długie spojrzenie, otworzył usta, a potem kiwnął głową. Jakieś światło wypełniło jego oczy, wywołując we mnie dreszcz świadomości. Uśmiechnęłam się i rzuciłam do łazienki. Zamykając za sobą drzwi, postawiłam torbę na blacie umywalki. Nie wzięłam ze sobą żadnych ubrań i zastanawiałam się czy Cam to zauważył.
A jeśli tak, to o czym myślał?
Czy o tym samym co ja?
Wzięłam szybki prysznic, ściągając z siebie niewidzialny smród. Wykorzystałam czas na oczyszczenie umysłu z rozmowy z rodzicami. Nie zabrało to zbyt wiele. Moje tętno już pulsowało i moje całe jestestwo było skupione na nim.
Wychodząc spod prysznica, owinęłam gruby ręcznik wokół klatki piersiowej i rozczesałam plątaninę włosów. Żołądek wciąż opadał jakbym była na rollercoasterze. Umyłam zęby, a potem nie pozostawało mi już nic z czym mogłabym zwlekać.
Otwierając drzwi, znalazłam Cama tam, gdzie go zostawiłam, tyle że leżał na plecach, nogi zwisały mu na brzegu łóżka. Czapka leżała obok niego, a pilot leżał na jego brzuchu.
Zatrzymałam się przy drzwiach.
Cam odwrócił głowę i natychmiast usiadł. Kosmyki ciemnych włosów opadły na czoło, muskając jego brwi. Pod gęstymi rzęsami jego oczy były żywym odcieniem błękitu.
Z mrowiącą skórą podeszłam do miejsca, gdzie siedział. Odchylił głowę, jego gardło pracowało, jak zatrzymałam się przed nim, zacisnęłam palce tam, gdzie był zawiązany ręcznik.
Opuścił rzęsy i rozchylił usta. – Avery.
Kładąc jedną dłoń na jego ramieniu, wspięłam się na łóżko, kolana były po obydwu stronach jego ud. Jego ręce wylądowały na moich pokrytych ręcznikiem biodrach. – Cam?
Wargi uniosły się z jednej strony i dołeczek zaczął pojawiać się w jego lewym policzku. – Co kombinujesz?
- Nic – powiedziałam, dosłuchując się braku tchu w swoim głosie. – Wszystko.
- To dwie kompletnie przeciwne rzeczy.
- Wiem. – Opuściłam się na jego kolana, drżąc, kiedy poczułam pobudzenie przez jego dżinsy, przyciskające się do mojego wnętrza. – Pocałuj mnie?
Nie czekałam na jego odpowiedź. Pochyliłam głowę i musnęłam jego usta raz, dwa, a potem znowu, wsuwając koniuszek języka przez jego dolną wargę do środka. Jego chwyt na moich biodrach się zacieśnił, ale byłam w całkowitej kontroli, gdy rozchyliłam jego usta, pogłębiając pocałunek. Jego wargi poruszały się na moich, idąc w moje ślady. Byłam pewna, że się w niego wtopię, w łóżko.
- Dotknij mnie? – Muskałam jego usta. – Proszę.
Cam nie protestował.
Wsunął dłonie pod rąbek ręcznika. Obie były na moich udach, powoli się po nich przesuwając w dół i górę. Każde przesunięcie przenosiło jego palce bliżej miejsca, gdzie go desperacko pragnęłam. Jedna zatrzymała się wzdłuż tyłu uda, podczas gdy druga kusiła coraz bliżej moje wnętrze.
- Teraz – powiedziałam, unosząc głowę.
Cam zachichotał, jak jego palce przysunęły się bliżej. Knykcie otarły się o moją wilgoć, a potem wycofały. Wyszedł ze mnie jęk frustracji. – Czego chcesz? – zapytał, te rzęsy ukrywały jego oczy.
- Chcę, żebyś mnie dotykał.
Kolejny bliski kontakt, gdy jego knykcie raz jeszcze mnie musnęły, po czym jego ręka zsunęła się po mojej nodze. – Dotykam cię, kochanie.
- Wiesz, o co mi chodzi.
- Nie wiem.
- Proszę. – Opuściłam do niego głowę. – Proszę, dotknij mnie, Cam.
Cam znowu odchylił głowę. Nasze nosy się otarły, a potem usta. – Cóż, kiedy tak to mówisz, myślę, że wiem o co ci chodzi.
- Wreszcie – jęknęłam.
Ponownie się zaśmiał, a potem lekko ugryzł mnie w brodę, jak jego dłoń powędrowała do wnętrza mojego uda. Drgnęłam, kiedy w pełni mnie złapał. – W taki sposób?
- Tak.
Przycisnął usta pośrodku mojego gardła, wślizgując palce do środka. – I taki?
Zamknęłam oczy, wyginając plecy. – Yhm.
Cam przesunął rękę i przycisnął kciuk do grudki nerwów. Sapnęłam, kiedy wsunął we mnie kolejny palec, a jego ciało napięło się pode mną. – Co ty na to?
Pchnęłam biodra do przodu, jęcząc gdy moje ciało się rozgrzało. – O tak. Zdecydowanie tak.
- Zdecydowanie tak – mruknął, ruszając palcami.
Wymknął mi się kolejny jęk, ale chciałam więcej. Chciałam poczuć go w sobie, potrzebowałam tego. Dzikie pragnienie zrodzone z pożądania i czegoś o wiele bardziej silniejszego. Otwierając oczy, mój wzrok złączył się z jego. Powoli rozwiązałam węzeł na ręczniku i pozwoliłam mu spłynąć po plecach, spadając na podłogę.
Ręka Cama znieruchomiała, a jego oddech przyśpieszył. Wyciągnął wolną dłoń, obejmując moją pierś. – Cholera, Avery…
Przykryłam swoją dłonią jego, serce mi waliło. – Nie przestawaj.
Przesunął kciukiem po twardniejącym sutku i warknął: - Nie planowałem tego.
- Nie o to mi chodziło – szepnęłam. Sięgając drugą ręką, znalazłam rozporek jego dżinsów. – Chcę cię, Cam.
- Masz mnie – jęknął. – Pieprzenie mnie masz.
Pojawił się zachwycony uśmiech, jak objęłam palcami jego nadgarstek. Z poziomem kontroli, z której nie zdawałam sobie sprawy że miałam, wyciągnęłam jego rękę spomiędzy moich ud. – Naprawdę cię chcę. – Odpięłam guzik dżinsów i rozpięłam rozporek. Musnęłam palcami jego twardość, a on zadrżał. – Ty mnie nie chcesz?
- Bardziej niż o tym wiesz – powiedział, spuszczając rzęsy, gdy przycisnęłam dłoń do jego długości. Jęknął. – Avery…
Puściłam go, na tyle długo żeby ściągnąć jego koszulkę i rzucić ją na bok. Był cały ze złotej skóry i lśniących mięśni. – Chcę tego, Cam.
Złapał moje biodra, jego tors gwałtownie się unosił. – Jesteś pewna, Avery? Bo jeśli nie, nie musimy…
Uciszając go pocałunkiem, przesunęłam dłońmi po jego klatce piersiowej. – Jestem pewna.
Jego ręce napięły się na moich biodrach i wtem w jednym silnym ruchu, przekręcił mnie na plecy i pochylał się nade mną z jasnymi i intensywnymi oczami. Opadł, pochłaniając moje usta w gorączkowym pocałunku z tak wielką mocą i namiętnością. Potem wstał, obezwładniając mnie rozpalonym spojrzeniem, jak zrzucał swoje dżinsy. Mój wzrok powędrował po jego torsie, tatuażu, wspaniałych mięśniach brzucha a potem niżej. Cam był ogromny i boleśnie naiwna część mnie zastanawiała się jak to wypali.
Rozgrzane spojrzenie Cama przesunęło się po mojej skórze. Moje serce zadrżało niepewnie, żołądek pełen był oczekiwania. – Mógłbym na ciebie patrzeć przez całe życie. Nigdy by mi się to nie znudziło.
- Nawet kiedy będę stara?
- Nawet wtedy.
Potem zniżył się, przesuwając ustami po moich nogach i brzuchu. Dosięgł moich piersi, ssąc i lekko gryząc aż były ciężkie i opuchnięte. Cam się nie spieszył, wolno poruszając się nade mną, liżąc każdy skrawek mojej skóry jakby starał się zapamiętać moje ciało lub je posiąść. Nie obchodziło mnie to. Mógł to robić przez wieczność. Intensywne ciepło zbudowało się w moim brzuchu i rozprzestrzeniło niżej, zmieniając się w cudowny ból. Po raz pierwszy nie obawiałam się ani nie byłam niepewna budzącego się pragnienia. Chciałam je zbadać. Chciałam, żeby Cam je zbadał.
Wygięłam w jego stronę ciało, obolała i napięta, kiedy wyjmował każdy oddech, każdy jęk. Pragnienie, szerzące się i potężne rozprzestrzeniło się we mnie. Nigdy wcześniej tak się nie czułam.
Cam wrócił wargami do moich, podtrzymując się ramieniem, kontynuując zgłębianie moich ust, podczas gdy łagodnie wsunął we mnie jeden palec a potem dwa. Niedługo potem miał mnie uginającą się pod nim. Następnie podniósł głowę i było coś oszałamiającego w jego wzroku – dzikiego. Odbijał on to, co czułam w środku. Doprowadził mnie na skraj a potem powoli wyciągnął palce.
Jęknęłam. – Cam.
Zachichotał, zsuwając się w dół mojego ciała i wtem jego usta były na mnie, jego język ruszał się aż moja głowa rzucała się na boki a biodra kręciły się z pasją. Czułam się chaotycznie, w połowie oszalała z pragnienia, a kiedy przejechał palcami po moim kłębku nerwów, doszłam, wykrzykując jego imię.
Cam podniósł się prędko, jego wzrok skupiony był na mnie, jak moje ciało drżało. Rozchylił mi uda i pojawiło się ukłucie niepokoju, chłodu i ciemności, ale odepchnęłam je. Byłam gotowa. Jego erekcja opierała się o mnie a potem wsunął się, może na cal.
- Kocham cię – powiedział cicho Cam, przyciskając jedną dłoń do mojego policzka. – Tak bardzo cię kocham.
Objęłam go ramieniem. – Kocham cię.
Pocałował mnie głęboko, opuszczając rękę na moje biodro, następnie pchnął biodrami we mnie. Przeszył mnie ostry, kłujący ból. Łzy zaskoczenia zakłuły mnie w oczy i zamarłam na niewiarygodne poczucie pełności.
- Wszystko w porządku? – wydyszał, nieruchomiejąc.
Potaknęłam i powiedziałam. – Tak.
Oczy Cama przeszukały moje, gdy jego ramię trzęsło się wokół mojego. Pozostał nieruchomy, głęboko we mnie zagłębiony, zniżając swoje wargi do moich. Całował mnie wolno, delikatnie i tak głęboko, że poczułam inny typ łez wzbierających mi się w oczach. Klatka piersiowa spuchła mi z miłości a potem, w końcu, tępy ból przygasł, a nacisk we mnie zaczął czuć dobrze. Wstępnie podniosłam biodra.
Jęknął. – Av…
Znowu to zrobiłam, przyciskając się do niego. Przytrzymał moje biodra, pchając do przodu, wyciskając ze mnie krzyk przyjemności. Chwyciłam jego ramiona, obejmując go nogami w pasie, zabierając go głębiej. Poruszał się nade mną, we mnie, intensywność zwiększała się aż stała się rozgorączkowanym tempem. Kręciło mi się w głowie z budującej się we mnie rozkoszy. On ruszał się szybciej, a jego dotyk był wszędzie, usta na piersiach, przebijając mnie. Przyciskając biodra, Cam wsunął dłoń pomiędzy nas i to było zbyt wiele. Odrzuciłam głowę do tyłu, drżąc wokół niego. Moment był niewiarygodny. Spazmy wstrząsały moim ciałem w zmysłowych falach.
- Avery – wymruczał moje imię, chowając głowę w moim ramieniu. Dwa szybkie pchnięcia i doszedł, jak przeze mnie przeszły dwa ostatnie drżenia.
Nasze serca razem waliły, nasze skóry były śliskie od wilgoci. Minęły minuty, może godziny. Nie wiem. Kiedy wolno się wysunął, ostrożnie, pocałował mnie w sposób, w jaki chyba nigdy wcześniej.
- To było… nie ma na to słów. – Pokręcił głową z błyszczącymi oczami. – Wszystko okej?
- Doskonały – powiedziałam mu, rozkładając ręce po stronach jego twarzy. – Byłeś doskonały.

Cam zbliżył usta do moich. – Tylko dlatego, że byłem z tobą.

Rozdział 31

Leżący obok mnie na moim łóżku Cam wyciągnął dłoń i podniósł kosmyk moich włosów. Zakręcił czerwonawobrązowy pukiel wokół palców, po czym uderzył nim o mój nos. – Więc jakie to uczucie być w końcu studentką drugiego roku?
Złapałam jego rękę i rozplątałam ją z włosów, uśmiechając się. – Nie jestem oficjalnie studentką drugiego roku. Nie, dopóki znowu nie zacznie się szkoła w jesieni.
- Teraz uznaję cię za studentkę drugiego roku. – Znowu złapał moje włosy, tym razem przesuwając nimi po policzku. – Jest tak, jak ja powiem.
- W takim razie, jakie to uczucie być w końcu seniorem? Następny rok jest twoim ostatnim.
- Cudownie – odparł, muskając dolną wargę końcówkami włosów. – To cudowne uczucie.
Przysuwając się do niego bliżej, wbiłam palce w kołnierzyk jego koszulki. – Całkiem cholernie dobrze jest być studentką drugiego roku.
- Byłoby lepiej gdybyś nie zapisała się na letnie zajęcia.
- Racja. – Brałam biologię w wakacje, żeby się jej pozbyć. I to wyjdzie. Cam pomaga w letnim obozie piłkarskim dla dzieci, więc będzie tutaj przez większość czasu. Jednak będę tęsknić za Brit i Jacobem. Już pojechali do domu.
Uśmiechając się lekko, zdołałam przybliżyć się bardziej. Cam rozłożył ramiona, a ja położyłam głowę na jego ramieniu, zarzucając na niego rękę i nogę.
- Wystarczająco blisko? – zapytał.
- Nie.
Zachichotał, przesuwając palcami wzdłuż mojego kręgosłupa. Ciało rozluźniło się pod łagodnymi ruchami. Musnął ustami moje czoło, a ja się uśmiechnęłam.
Sprawy miały się pomiędzy nami inaczej od momentu, kiedy wyznałam mu prawdę. Natychmiast potem było trudno i niezręcznie. Cam w sumie przyznał, że nie jest pewien jak kontynuować nasz związek. W stylu, co powinien mówić czy robić, i nie było tak, że nastąpiła niewiarygodna zmiana w ciągu jednej nocy. Minęły trzy tygodnie zanim zdarzyło się pomiędzy nami cokolwiek seksualnego. Nie żeby on tego nie chciał, ale wiedziałam, że nie chciał mnie naciskać. To ja musiałam przejąć kontrolę i zasadniczo go zaatakować, żeby dotarła do niego wiadomość. Oczywiście jeszcze nie uprawialiśmy seksu, ale jeden raz pokazał jak daleko posunęliśmy się w tym aspekcie.
W małym stopniu patrzył on na mnie inaczej, ale nie było to to, czego się obawiałam. Znał teraz całą historię, a to nas zmieniło.
Na lepsze.
Byłam bardziej sobą, tak jak byłam przedtem. Nawet poszłam na imprezę zorganizowaną u Jase’a w zeszły weekend. Były chwile niepokoju, ale był tam Cam pomagający mi się z tym uporać zamiast radzenia sobie z tym samej. Zatańczyłam z Camem.
Naprawdę mu się to podobało.
Nie było pomiędzy nami żadnych sekretów i mieliśmy całe lato przed sobą na doświadczenia, ale miałam inne rzeczy w głowie. Ułożenie spraw z Camem było ważnym i bardzo potrzebnym krokiem, lecz wciąż były sprawy, którym musiałam stawić czoła, wciąż musiałam się nimi zająć, a były to wielkie sprawy.
Przewracając się na Cama, usiadłam okrakiem na jego biodrach. – Hej.
Jego oczy przybrały te ciężkie, zmysłowe spojrzenie, gdy położył ręce na mojej talii. – Hej tam.
- Więc trochę myślałam.
- O Boże.
- Zamknij się. – Zaśmiałam się i pochyliłam głowę, całując go w usta. – Tak naprawdę dużo myślałam. Jest coś, co chcę zrobić.
- Co? – Przesunął dłońmi po moich szortach i oparł je o uda.
Zagryzłam wargę. – Chcę pojechać do domu.
Cam podniósł brwi. – Że do Teksasu?
- Tak.
- Na jak długo?
Kładąc ręce na jego brzuchu, wyprostowałam się. Błysk napięcia odbił się na jego twarzy, kiedy na niego nacisnęłam. Po części było to celowe. – Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Tylko na dzień lub dwa.
Zacisnął chwyt. – Cholera. Oto poszedł mój mistrzowski plan spędzenia lata jak oszalały z seksu kawaler.
Przewróciłam oczami.
- Co chcesz zrobić, jeśli tam wrócisz? – spytał, gładząc moje uda.
- Chcę zobaczyć się z moimi rodzicami – przyznałam. – Muszę z nimi porozmawiać.
- O tym co się stało?
- Nigdy nie rozmawiałam z nimi o tym, co się stało, nie od tamtej nocy. – Stuknęłam palcami o jego klatkę piersiową. – Muszę z nimi porozmawiać. Wiem, że brzmi to jędzowato, ale muszę powiedzieć im, że to co zrobili było złe.
Cam puścił moje uda i położył dłonie na moich. – Nie brzmi to jędzowato, ale myślisz, że to rozsądne? To znaczy, czy myślisz, że ci to pomoże a nie…
- Zrani mnie? – Uśmiechnęłam się delikatnie. – Moi rodzice naprawdę nie mogą zrobić nic więcej co by mnie zraniło, lecz czuję że muszę się z nimi skonfrontować. Czyni mnie to złą osobą?
- Nie.
- Muszę to zrobić. – Wzięłam głęboki wdech. – Również muszę porozmawiać z Molly.
- Co?
- Muszę z nią porozmawiać i spróbować wyjaśnić dlaczego zrobiłam, to co zrobiłam. Wiem, że to ryzykowne i jeśli wróci i ugryzie mnie w tyłek niedotrzymaniem umowy, to tak będzie, ale jeśli mogę sprawić, że zrozumie ona choć troszeczkę, to może jej to pomoże i przestanie się ze mną kontaktować. – I byłaby to cholernie miła zmiana. Odkąd rozmawiałyśmy, wciąż wysyłała mi wiadomości. Sporadyczne, więc sądzę, że była to poprawa, ale chciałam żeby się skończyły.
Chciałam kompletnie iść dalej.
Cam spotkał się ze mną wzrokiem. – No nie wiem. Dziewczyna wydaje się, jakby nie była najbardziej zrównoważoną osobą.
- Nie jest szalona. Po prostu jest wściekła i ma do tego powód.
- A ty nie jesteś powodem, dlaczego to jej się wydarzyło. Wiesz o tym, prawda? Nie jesteś odpowiedzialna.
Nic nie powiedziałam, bo nie byłam pewna czy to prawda. Gdybym nie wycofała oskarżeń, Blaine’owi nie uszłoby na sucho to, co zrobił i to mogłoby go powstrzymać przez zrobieniem czegoś takiego raz jeszcze. Albo i nie. To będzie wielka niewiadoma.
- Muszę zrobić to dla siebie i dla Molly – powiedziałam w końcu. Nie będzie ładnie. – Nie chcę już więcej uciekać, Cam. I wiem, że nigdy nie będę mogła zostawić tego za sobą. To, co się stało… cóż, to zawsze będzie częścią mnie, ale to nie będę ja. Już nie.
Cam nie odzywał się przez chwilę. – Wiesz, co myślę?
- Jestem niesamowita?
- Poza tym.
- Co?
- Myślę, że już doszłaś tak daleko, Avery. Myślę, że zaakceptowałaś, że będzie to częścią ciebie, ale to nie ty. Po prostu nie zdałaś sobie z tego sprawy. – Przeniósł dłonie na moje biodra. – Ale jeśli chcesz to zrobić, to tak zrobisz, a ja będę tam z tobą.
- Chcesz jechać ze… - Pisnęłam, gdy Cam nagle się obrócił i ja byłam na plecach, a on nade mną.
- Nie będziesz robić tego sama. Do pieprzonego diabła, nie – powiedział, opierając swój ciężar na ramieniu. – Jadę z tobą. I nie odwiedziesz mnie od tego. Kiedy chcesz to zrobić?
- Masz jakieś plany w ten weekend?
Cichy śmiech potrząsnął jego ramionami. – Jezu.
- Muszę to zrobić.
Pocałował mnie w czubek nosa. – Nie sądzę, żebyś musiała, kochanie, ale jeśli ty myślisz, że tak, to to się liczy.
Kochałam jego wiarę we mnie. To było piękne. – Naprawdę chcesz jechać ze mną?
- To głupie pytanie, Avery. I tak, jest coś takiego jak głupie pytania. Było to jedno z nich. Oczywiście, że będę tam z tobą.
Moje usta rozszerzyły się w uśmiechu. – Kocham cię.
- Wiem.
- Zarozumialec.
- Pewny siebie – odparł, zniżając głowę do mojej. Pocałował mnie lekko, ale moje ciało pobudziło się do życia. – Kocham cię, kochanie.
Zaczęłam obejmować go ramionami, ale on zszedł ze mnie i złapał moją dłoń. – Hej! Wracaj tutaj.
- Nie. Mamy rzeczy do roboty. – Ściągnął mnie z łóżka. – A jeśli zaczniesz mnie obmacywać, niczego nie zrobimy.
- Co robimy?
Niespodziewanie się pochylając, przerzucił mnie przez jedno ramię i odwrócił się do drzwi. – Musimy zarezerwować parę biletów.
#
Zdawało się to absolutnie szalone, że byliśmy w Teksasie dwa dni później, ale oto byliśmy, zameldowując się w hotelu niezbyt daleko od domu moich rodziców. Nie chcąc odkładać tego, co musiałam dzisiaj zrobić, gdy tylko odstawiliśmy nasze bagaże, ruszyliśmy w drogę. Nie powiedziałam rodzicom, że przyjeżdżam do Teksasu, więc nie miałam pojęcia, czy w ogóle będą w domu.
Cam cicho zagwizdał, podążając krętą drogą za zakrętem i ukazała się posiadłość moich rodziców. – Dobry Boże, co za dom.
- Poważnie nim nie jest – powiedziałam, gdy mój wzrok objął wystylizowany, nagi trawnik, a potem masywny ceglany budynek. – Twoi rodzice mają dom. To jest tylko naprawdę wielka skorupa.
Zaparkował wypożyczone auto pośrodku kolistego podjazdu, blisko marmurowej fontanny, która musowała wodą. Przyglądając się jej, uśmiechnął się lekko. – Nie sądzę, bym kiedykolwiek w prawdziwym życiu widział dom z fontanną na froncie.
Wzięłam głęboki wdech, podenerwowana, ale zdecydowana. – Potrafię to zrobić.
- Potrafisz. – Delikatnie ścisnął moje kolano. – Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym z tobą wchodził?
- Tak. – Spojrzałam na niego, uśmiechając się. Oczywiście, że chciałam, żeby tam ze mną był. – Muszę zrobić to sama.
Oparł się z powrotem o swoje siedzenie. – Jeżeli zmienisz zdanie, napisz do mnie i zaraz się tam zjawię.
Nachyliłam się, całując go miękko. – Jesteś cudowny.
Jego wargi uniosły się przy moich. – Tak jak ty.
Pocałowałam go raz jeszcze, po czym otworzyłam drzwi i wysiadłam. Gdybym została chwilę dłużej zmieniłabym zdanie. Kiedy zamykałam drzwi, Cam mnie zatrzymał.
- Tylko pamiętaj, że cokolwiek oni powiedzą nie zmieni to faktu, że jesteś piękną, silną kobietą i nic, co się wydarzyło nie jest twoją winą.
Łzy wypełniły moje oczy i żelazna determinacja umocniła mój kręgosłup. – Dziękuję.
Cam puścił mi oko. – Teraz idź robić dobre rzeczy.
Posyłając mu załzawiony uśmiech, odwróciłam się i przeszłam po szerokich schodach i przez ganek. Wiatrak w suficie poruszał gorącym powietrzem i podniósł kilka kosmyków moich włosów. Podniosłam rękę, żeby zapukać, a potem potrząsnęłam głową. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam klucz. Nie musiałam pukać.
Zamek się otworzył i z ostatnim spojrzeniem tam, gdzie czekał Cam, weszłam do domu rodziców.
Nic się nie zmieniło. Było to moje pierwsze wrażenie, kiedy cicho zamykałam za sobą drzwi. Wszystko było czyste i błyszczące. Nie było żadnych zapachów ani dźwięków. Nic przyjemnego w zimnym holu.
Przeszłam pod złotym żyrandolem i weszłam do formalnego salonu. – Tato? Mamo?
Cisza.
Westchnęłam, mijając białe meble, na których gdyby ktoś odważył się usiąść moja mama dostałaby ataku. Sprawdziłam jadalnię, a potem salon. Ostatecznie, po sprawdzeniu pokoju do nauki i kuchni, ruszyłam na górę.
Schody nie wydały żadnego dźwięku.
Na drugim piętrze skierowałam się na koniec korytarza, do ostatnich drzwi i je otworzyłam.
Była to moja sypialnia – słowo kluczowe była.
- Cholera jasna – wyszeptałam.
Wszystkie moje rzeczy zniknęły – moje książki, biurko, plakaty i inne małe drobiazgi, które zostawiłam. Nie żeby miało to znaczenie, ale jeeezu, nic w tym pokoju nie sprawiłoby, że ktokolwiek by pomyślał, że ktoś tu kiedyś mieszkał.
- Spakowaliśmy twoje rzeczy.
Podskoczyłam i obróciłam się w miejscu. Stała ona w progu tego, co kiedyś było moją sypialnią, ubrana w beżowe, lniane luźne spodnie i włożoną do nich białą bluzkę. Jej truskawkowo-blond włosy były ufryzowane, twarz pozbawiona jakiejkolwiek zmarszczki czy fizycznej niedoskonałości.
- Mama.
Delikatna brew się wygięła. – Twoje rzeczy są na strychu, jeśli po to tutaj jesteś. Mieliśmy pomoc, żeby tam je przenieść po tym jak rozmawiałam z tobą w jesieni.
- Zapomnieliście o moich urodzinach – wypaliłam.
Przechyliła głowę w płynnym, eleganckim stylu. – Tak?
Gapiłam się na nią przez chwilę i mogłam tylko pomyśleć o tym, jaką jest suką. Wezbrał się gniew, ale go odepchnęłam. Gniew nigdzie cię nie zaprowadzi z panią Morgansten. Trzeba pobić ją w jej własnej grze – zostać spokojnym, opanowanym. – Nie jestem tutaj po swoje rzeczy.
- Jesteś tu, żeby się z powrotem wprowadzić? – zapytała i nie brzmiała na pełną nadziei. Brzmiała jak nic. Zastanawiałam się czy miała operację plastyczną na jej głos. Był tak ekspresywny jak jej twarz.
- Nie. – Prawie prychnęłam. – Jestem tutaj, żeby porozmawiać z tobą i tatą. Jest on w domu?
Nie odpowiedziała od razu. – Jest na zewnątrz na werandzie.
Większość ludzi nazwałoby to gankiem z daszkiem, ale nie mama. – Więc chodźmy.
Nie czekając na odpowiedź, minęłam ją i zeszłam na dół. Szła nieznacznie z tyłu i mogłam poczuć jak jej oczy wwiercają się w moje plecy. Zaczęłam liczyć. Doszłam do pięciu i ostatniego stopnia, kiedy otworzyła usta.
- Ścinałaś ostatnio włosy?
- Nie.
Nastąpiło ciche prychnięcie. – Widać.
Westchnęłam. – Więc dlaczego zapytałaś?
Mama nie odpowiedziała dopóki nie dotarłyśmy do pokoju, który prowadził na ganek. – Tak w ogóle, co ty masz na sobie?
- Badziewie ze sklepu z używanymi rzeczami – odparłam, chociaż nie było to prawdą.
Cicho cmoknęła. – Bardzo ładnie, Avery.
Wywróciłam oczami, otwierając drzwi, w połowie skuszona żeby przebiec z powrotem przez dom i zacząć tarzać się po wszystkich białych meblach. Tata siedział na jednym z szezlongów, czytając gazetę. Zanim zdołałam otworzyć usta, mama to zrobiła.
- Spójrz, kto postanowił nas odwiedzić.
Tata opuścił gazetę, gdy podniósł wzrok. Zaskoczenie zabłysło na jego twarzy. – Avery.
- Hej, tato.
Siadając, złożył gazetę i odłożył ją na bok. – Nie spodziewaliśmy się ciebie.
Żadnego „jak się masz” czy „dobrze cię widzieć”. Usiadłam w jednym z wiklinowych krzeseł. – Wiem. Nie będę tutaj długo.
- Ona chce z nami porozmawiać. – Mama wciąż stała. – Nie potrafię pojąć o czym, ale jest wynajęte auto na podjeździe, a w nim chłopak.
Zignorowałam ten komentarz. – Nie ma to nic wspólnego z wynajętym autem czy tym, kto w nim jest.
- Na pewno miałam nadzieję, że nie przebyłaś całej tej drogi, żeby o tym rozmawiać – odpowiedziała.
Wzięłam długi, głęboki wdech. – Rozmawiałam z Davidem. – Mój ojciec zesztywniał, a mama była zaskakująco cicho. Dobre znaki. – Powiedział mi o Molly Simmons i Blainie Fitzgeraldzie i o tym co wydarzyło się ostatniego lata… co wydarzy się tego lata.
- Avery…
- Nie – powiedziałam, ucinając mamie, zanim mogłaby powiedzieć coś jeszcze, co na pewno by mnie wkurzyło. – Nie złamałam umowy. Trzymałam buzię zamkniętą przez te wszystkie lata. Zrobiłam dokładnie to, co wasza dwójka powiedziała, że powinnam zrobić.
Mama wyprostowała się. – David nie miał żadnego prawa, żeby do ciebie dzwonić…
- Czemu nie? – zażądałam. – Czy jest to wbrew prawu, żeby dać mi znać, że Blaine zgwałcił kolejną dziewczynę, tak jak zgwałcił mnie?
Tata głośno wciągnął powietrze, ale mama stała się bledsza, jeśli to było możliwe. – Nie ma powodu, żeby wykładać to tak ordynarnie – powiedziała, krzyżując ramiona. – Wiemy, co powiedziałaś…
- Co powiedziałam wam tej nocy w szpitalu, to samo powiedziałam policji. Blaine mnie zgwałcił. To wasza dwójka zdecydowała, że powinnam wycofać oskarżenia, co sprawiło, że wszyscy myśleli, że skłamałam.
- Avery – zaczął mój ojciec.
Nie pozwoliłam mu iść dalej. – Powodem, dla którego w ogóle tutaj przyjechałam jest to, że muszę dać odejść temu, co mi się stało, a jedynym na to sposobem jest powiedzenie wam tego, co powinnam powiedzieć wtedy. – Wzięłam wdech, którego nie potrzebowałam. – Obydwoje się myliliście. Tak niewiarygodnie się myliliście w tym, co postanowiliście.
Mama przesunęła się o krok do przodu. – Słucham?
- Słyszałaś mnie. – Wstałam, zaciskając ręce w pięści. – Powinniście powiedzieć jego rodzicom, żeby się pieprzyli. Powinniście powiedzieć im, żeby wynosili się z waszego domu. Powinniście pójść na policję i wtedy powiedzieć, co jego rodzice próbowali zrobić, co było przekupieniem waszej córki, żeby milczała. I po co? Żebyście nie poszli do sądu? Żeby nikt nie zadawał pytań? A wy wszyscy moglibyście wciąż chodzić do klubu, a sprawy nie byłyby niezręczne? W międzyczasie, ja byłam uważana przez wszystkich za kłamliwą dziwkę? A Blaine mógł zrobić to znowu innej osobie? Jak winni jesteśmy? Powinniście stać przy mnie i mi uwierzyć! Powinniście mi pomagać. Jestem waszą córką. Powinniście myśleć o mnie.
Tata odwrócił wzrok i mogłam zrozumieć dlaczego. Może zawsze podejrzewał prawdę. Też byłoby mi wstyd.
- Rzeczy nie obróciły się dla ciebie tak źle, Avery. – Mama wypuściła głośny oddech. – Mimo wszystko, spójrz co zdołałaś zrobić z tymi pieniędzmi. Poszłaś na studia. Umeblowałaś swoje własne mieszkanie. – Wydęła wargę. – Mówisz to tak, jakbyśmy nic dla ciebie nie zrobili.
- Nancy – powiedział mój ojciec, podnosząc głowę.
- Co? – Uniosła brodę. – Nigdy nie pomyślała, że było to dla nas trudne.
Patrzyłam na moją mamę, ale nie byłam zaskoczona. Część mnie chciała, żebym była i bym nie była tak zraniona przez jej słowa. – Wiesz co, to jest problemem, mamo. Zawsze martwiłaś się tylko tym jak wszystko trudne jest dla ciebie. – Pokręciłam głowę, zerkając na tatę. – Radzę sobie lepiej. Jeśli was w ogóle to obchodzi. Dobrze mi idzie w szkole. Mam przyjaciół i poznałam wspaniałego mężczyznę, który wie, co mi się stało. Więc to są rzeczy, które nie wyszły źle. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę mogła powiedzieć to samo o nas.
Ojciec przycisnął usta do wierzchu palców, wciąż wpatrując się w ogród. Raz jeszcze na niego spojrzałam i odwróciłam się do mamy. Spotkała się ze mną spokojnym wzrokiem, lecz cienkie kreski zaczęły pojawiać się w kącikach jej ust. Bez względu na to jak nieporuszenie wyglądała, wiedziałam, że ją rozdrażniłam.
- Nie przyjechałam tutaj, żeby sprawić, byście czuli się źle – powiedziałam, przełykając ślinę. – Nie o to tutaj chodzi. Musiałam w końcu coś powiedzieć. I musicie wiedzieć, że wam wybaczam, ale nie oczekujcie, że możecie mi znowu powiedzieć, co mam robić ze swoim życiem.
Wytrzymała moje spojrzenie chwilę dłużej, po czym odwróciła wzrok z zaciśniętą mocno szczęką. Dałam im kilka sekund na powiedzenie czegoś, ale nastąpiła pomiędzy nami cisza. Niech tak będzie.
Podeszłam do drzwi z wyprostowanymi plecami i wysoko uniesioną głową. Nie było to wymuszone. Było prawdziwe. Kolejny ciężar podniósł się z mojej piersi, pozostawiając tylko jedną rzecz do zrobienia. Ale to było jutro, a dzisiaj… dzisiaj był dobry dzień.
Uśmiechając się lekko, przeszłam przez formalny salon. W drodze wyjściowej, wzięłam poduszkę, która prawdopodobnie była warta miesięczny czynsz i rzuciłam ją na podłogę. Dziecinne? Tak. Czy poprawiło mi to humor? O tak.
Kiedy wyszłam na ganek, zobaczyłam, że Cam wyszedł z auta, jego bejsbolówka była nisko nasunięta, gdy badał fontannę. Mój uśmiech się rozszerzył, jak przesunął dłonią przez wodę.
Odwrócił się, a kiedy mnie dostrzegł, okrążył auto i spotkał się ze mną w połowie drogi. – Jak poszło?
- Ach… - Stanęłam na palcach, przekrzywiając głowę na bok, żeby móc przesunąć się pod jego czapką. Pocałowałam go. – Poszło tak, jak oczekiwałam.
Jego dłonie od razu wylądowały na moich biodrach, niezawodny znak, że szybki pocałunek na niego podziałał, nawet stojąc przed domem moich rodziców. – Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Na kolacji. – Cofnęłam się, a on złapał moją dłoń. – Zabiorę cię do Chuy’s…
- Avery?
Cam zesztywniał, zacieśniając uścisk na mojej ręce, jak odwróciłam się w stronę dźwięku głosu taty. Był w połowie ganku, idąc prosto do nas.
- Jeśli powie coś prostackiego, nie mogę obiecać, że nie wyłożę go tutaj, w tej chwili – ostrzegł Cam niskim głosem.
Ścisnęłam jego dłoń. – Miejmy nadzieję, że nie będzie to problemem.
- Tylko mówię – mruknął.
Czekaliśmy, aż mój tato do nas dotrze. Objął wzrokiem Cama i miejsce, gdzie łączyły się nasze dłonie.
- To jest Cameron Hamilton – przedstawiłam, ponieważ wydawało się być niegrzeczne, żeby tego nie zrobić. – Cam, to mój ojciec.
Cam wyciągnął wolną rękę, lecz jego szczęka była zaciśnięta, a oczy lodowato niebieskiego. – Cześć.
Ojciec uścisnął jego dłoń. – Miło cię poznać.
Cam nic nie powiedział.
- Co jest, tato? – zapytałam.
Jego wzrok na chwilę spotkał się z moim, a potem go odwrócił. Tak blisko w ostrym świetle Teksaskiego słońca zobaczyłam jak bardzo mój ojciec się zestarzał. W tamtej chwili uświadomiłam sobie, że to co się wydarzyło, dało mu się we znaki. On, w przeciwieństwie do mojej mamy, nie mógł przykryć tego licznymi procedurami i makijażem.

Tata wziął głęboki oddech, a potem powiedział: - Wiesz, za czym najbardziej tęskniłem? Tęskniłem za oglądaniem jak tańczysz.